Podróże z książką

Z wielu odbytych podróży i pasji do słowa pisanego zrodził się pomysł na bloga. Podróże z książką to miejsce, w którym odnajdziecie zarówno wpisy o tematyce podróżniczej jak i recenzje książek.

Menu

  • Strona główna
  • O mnie

grudnia 09, 2021

Wpis niespodzianka - przepisy na podróżnicze przekąski

Witajcie! To mój debiut w pisaniu postów na bloga, ale poprosiła mnie o to Iwonka, więc jak mogłabym odmówić? 😊 O historii naszej przyjaźni mogłabym pisać długo, ale zamieszczę tutaj tylko kilka najważniejszych informacji. Poznałyśmy się w liceum i szybko okazało się, że nadajemy na tych samych falach. Łączy nas wiele cech wspólnych, ale pasje mamy nieco inne - Iwonka woli podróżować, a ja mogłabym godzinami stać w kuchni i zajmować się przyrządzaniem posiłków. Czy te pasje da się jakoś połączyć? Oczywiście! W końcu na każdej wyprawie podstawą jest dobry prowiant. Dlatego przygotowałam dla Was trzy pomysły na przekąski, które możecie bezpiecznie zabrać ze sobą w podróż- są niewielkie, lekkie, a do tego pyszne. Jesteście gotowi? 😊


Na początku klasyka. Muffinki są pyszne, szybkie i proste- poradzi sobie z nimi nawet kuchenny laik. Moja wersja zawiera mąkę pełnoziarnistą, dzięki czemu babeczki sycą na dłużej, a więc sprawdzą się idealnie jako przekąska na wycieczkę.


1.MUFFINKI BANANOWE (12 sztuk; 1 sztuka- ok. 116 kcal.)

Składniki:

  • 1 dojrzały banan (u mnie 130 g.)
  • 40 g. posiekanej gorzkiej czekolady (jeśli używaj takiej z wysoką zawartością kakao- dodaj nieco więcej słodzidła)
  • 40 g. erytrytolu 
  • 2 jajka 
  • 25 g. posiekanych orzechów ziemnych
  • 2 łyżki oleju rzepakowego
  • 190 g. jogurtu naturalnego
  • 120 g. mąki orkiszowej pełnoziarnistej 
  • 35 ml. mleka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia


Jajka dokładnie ubić z erytrytolem. Dodać rozgniecionego banana, jogurt oraz olej i dokładnie zmiksować. Nie przerywając miksowania stopniowo dodawać mąkę, aż do całkowitego połączenia składników.

Do masy dodać proszek do pieczenia, orzechy oraz posiekaną gorzką czekoladę i dokładnie wymieszać. Dodać mleko i ponownie wymieszać.

Masę nakładać do papilotek do ¾ wysokości i piec w piekarniku ok. 25 min (do suchego patyczka) w temp. 180 st.C.



Wiele osób na górskie szlaki zabiera ze sobą tzw. batony superfoods. Trudno się dziwić- w końcu potrafią dodać energii, a tego właśnie spacerując potrzebujemy. Może ktoś się skusi na własną wersję? Jest zdecydowanie tańsza i równie pyszna, a poza tym fajnie wiedzieć, co dokładnie ląduje w naszym lunchboxie.


2.BATONIKI Z DYNI I BATATÓW (8 sztuk; 1 sztuka- 276 kcal.)

Składniki:

  • 250 g. batatów (u mnie 1 duży; waga po obraniu)
  • 300 g. dyni (waga po obraniu)
  • 50 g. miodu (lub więcej, jeśli wolisz bardziej słodkie)
  • 200 g. płatków owsianych 
  • 20 g. zmielonego siemienia lnianego
  • 50 g. posiekanych suszonych moreli
  • 50 g. drobno posiekanych orzechów ziemnych
  • 50 g. ziaren słonecznika
  • 2 jajka 


Bataty i dynię pokroić w kostkę, upiec do miękkości w piekarniku ustawionym na 190 st. C. (ok. 30 min.). Po ostygnięciu zblendować z miodem i jajkami. 

Do zblendowanej masy dodać płatki owsiane, wymieszać. 

Dodać wszystkie pozostałe składniki i dokładnie wymieszać.

Formę 26x26 cm. wyłożyć papierem do pieczenia, umieścić w niej masę i dokładnie wyrównać łyżką. Piec w 180 st. C. przez 25 min.

Po ostudzeniu pokroić na batony.



A że nie samym słodkim człowiek żyje, to na koniec wytrawna propozycja. Nie taka „fit” jak dwie poprzednie, ale spójrzmy prawdzie w oczy- na wycieczce można sobie pozwolić! 😊 Zaletą moich pierożków jest dodatkowo fakt, że świetnie sprawdzą się jako przekąska imprezowa, a w wersji maxi spokojnie mogą zastąpić obiad. 3 w 1 kusi! :D


3.PIECZONE PIEROŻKI (33 sztuki; 1 sztuka- ok. 56 kcal.)

Składniki:

Ciasto:

  • 1 opakowanie suchych drożdży (7 g.)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 łyżki oliwy
  • 175 ml. ciepłej wody
  • 1 łyżeczka soli 
  • 300 g. mąki pszennej (+ewentualnie do podsypania)


Farsz:

  • 1 łyżeczka oliwy
  • 2 ząbki czosnku 
  • 130 g. startego na drobnych oczkach żółtego sera
  • 100 g. wędliny
  • 180 g. przecieru pomidorowego
  • 40 ml. wody 
  • przyprawy: sól, pieprz, oregano, bazylia wg uznania 


Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie z dodatkiem cukru. Dodać pozostałe składniki i zagnieść ciasto nielepiące się do rąk. Uformować w kulę i pozostawić pod przykryciem na ok. 1 h.

W międzyczasie czosnek drobno zetrzeć na tarce i podsmażyć go na łyżeczce oliwy. Dodać przecier pomidorowy, wodę, przyprawy i smażyć ok. 3 min. ciągle mieszając.

Wędlinę pokroić i dodać do przecieru, podsmażyć. Dodać ser, mieszać do całkowitego rozpuszczenia, a następnie zdjąć z ognia.

Ciasto rozwałkować, szklanką wycinać kółka, nakładać farsz i skleić na wzór pierogów. 

Piec w 190 st. C. przez ok. 13-15 min.



To którą propozycję zapakujesz do plecaka? 😊

Read more »
o grudnia 09, 2021 10
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

grudnia 05, 2021

Książki w listopadzie

Wychodzi na to, że z początkiem i końcem roku towarzyszy mi lepsza kondycja czytelnicza. W listopadzie uzbierało się całkiem sporo książek. 



1. Gad

Czasem proponuję dzieciom zabawę w stylu "Powiedz trzy zdania o sobie, w tym jedno fałszywe, a my spróbujemy zgadnąć które jest nieprawdziwe." Na koniec, ja też się wypowiadam. Mój popisowy numer "Po pierwsze, byłam w więzieniu." Dzieciaki obstawiają w ciemno, że to jest kłamstwo. Muszę potem się z tego wytłumaczyć i wprowadzić w ich słownik pojęcie praktyk studenckich, czy w ogóle studiów. Niemniej jednak, dalej uważam że warto trochę wprowadzić dzieci w konsternację. Zaczynam od książki, która podbiła moje serce. To dla mnie nie tylko najlepsza pozycja w tym roku, ale też jedna  z lepszych jakie czytałam w życiu.


Po praktykach trochę wyrobiłam sobie zdanie na temat funkcjonowania Zakładów Karnych. Każdego dnia coś się działo i zawsze z koleżanką, w drodze na pociąg, omawiałyśmy co nas dziś zaskoczyło. I moje doświadczenie idealnie pokrywa się z tym, co znalazłam w tym reportażu. Po pierwsze, to jak funkcjonuje opieka medyczna w tego typu zakładach może nieco wkurzyć przeciętnego Kowalskiego. Dla przykładu, mój dziadek czekał na operację usunięcia  zaćmy dwa lata. Typowa sytuacja, każdy to zna. Osadzony Nowak po diagnozie, czeka na taki sam zabieg jakieś 2-3 miesiące. Niestety, tak to działa. W książce Pawła Kapusty każdy rozdział poświęcony jest osobnemu zagadnieniu, dlatego czytelnik nie jest znudzony. Dużo osób myśli, czy wypowiada się na temat szybszej emerytury dla pracownik Służby Więziennej. "Ci to mają super, bo po 15/25 latach mają już wolne". Jednak ilu z nich pomyśli, jak dużo kosztuje taka praca? Funkcjonariusze często korzystają z psychoterapii, inni leczą się używkami, a kolejni rezygnują po tygodniu czy dwóch. Co myśli sobie praktykantka kiedy słyszy od psychologa, że od pracy tutaj ma takie problemy dermatologiczne, że nie może za nic w świecie się wyleczyć? Albo od kolejnej, że stara się o dziecko już kilka lat... 

Dla mnie chyba najciekawszym rozdziałem był ten pisany z perspektywy osoby, która była przy wykonywaniu kary śmierci. Utożsamiam się też z opinią zawartą w tej książce na temat tego, czy  kara śmierci to dobre rozwiązanie. W książce znajdziemy też szczegóły dotyczące procedur związanych z egzekucją. Osadzony niemalże do końca nie wiedział, o tym że to dziś jego życie dobiegnie końca. A poza tym, pełno jest też refleksji na temat samej resocjalizacji.  Po skończeniu "Gada", zamówiłam kolejną książkę tego autora. "Agonia" bierze pod lupę lekarzy i pacjentów w stanie krytycznym. Autor trzyma poziom! 11/10!


2. Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi.

Książki często same wskazują mi miejsce kolejnej podróży. I myślę, że w tym wypadku będzie podobnie. Mały Oświęcim to książka o dziecięcym obozie w Łodzi, o którym tak naprawdę ja nie miałam pojęcia. Wiedzieliście, że był w Łodzi zakład poświęcony tylko dzieciom? Już na początku książki autor wprowadza czytelnika w bezlitosny i zakłamany świat obozu. Czytamy zeznania Genowefy Pohl, nadzorczyni łódzkiego obozu. Tłumaczyła, że zawsze chciała dla tych dzieci jak najlepiej, tylko udawała że je bije, pomagała wyciągać wszy, przynosiła ukradkiem dodatkowe porcje chleba. Miała też swoje ulubienice, które starała się za wszelką cenę chronić. I tak naprawdę oczekiwała, wraz z Polakami, zakończenia Wojny. Brzmi wiarygodnie, prawda? Też tak myślałam, kiedy czytałam te zeznania. "To jednak w obozach zdarzali się porządni ludzie?" - zastanawiałam się. Jakie to było mylne. Następne rozdziały poświęcone były już wspomnieniom dzieci. Wspomniana nadzorczyni była jedną z gorszych w obozie. Nie miała litości, pastwiła się nad swoimi ofiarami, a to sprawiało jej przyjemność. Taka była rzeczywistość, okrutna...
Najbardziej chyba dotknęła mnie historia Urszuli Kaczmarek, która z powodu niepełnosprawności intelektualnej, nie do końca rozumiała zasady panujące w obozie. Podkradała żywność, a przecież za to groziły surowe kary. W końcu w kwietniu 1943 roku, za te kradzieże, została dotkliwie pobita. W skutek czego zmarła w męczarniach na początku maja. Była to pierwsza śmiertelna ofiara obozu na Przemysłowej. Książka nie należy do lekkich i przyjemnych lektur, ale warto po nią sięgnąć. Oprócz tego, że sporo się dowiecie o tym obozie, na pewno docenicie też serce, które włożyli autorzy w wydanie tej książki. Takich trzeba nam artystów. :) 10/10






3.Egzekucja

Jakoś wszystko kręci się wokół jednego tematu. Kiedy Mróz wydaje nową Chyłkę, rzadko kiedy sięgam po nią od razu. Dlaczego? Otóż zawsze kończy się to podobnie - minie jeden, max dwa dni i książka skończona. Tak było i tym razem. Akurat ta część różni się nieco od pozostałych, bo bohaterzy nie mają żadnych klientów, żadnych procesów do wygrania. A zazwyczaj taka historia była tłem do głównego wątku. Tu sprawa toczy się o coś innego. Kordian zaginął, nie ma  z nim kontaktu od kilku miesięcy. Dla Chyłki to sytuacja niewyobrażalnie trudna, z którą nie umie sobie poradzić. Odchodzi od zmysłów, zastanawiając się, czy jej narzeczony w ogóle żyje. W końcu dostaje też filmik na którym wszystko wskazuje na najgorszy z możliwych scenariuszy. Jednocześnie zgłasza się do niej dobry znajomy, policjant, który zastrzelił cywila i potrzebuje adwokata. W końcu okazuje się, że te dwie sprawy są ze sobą mocno powiązane.  Nie chcę za dużo zdradzać, ale ta część pokazuje Chyłkę z nieco innej perspektywy. Walka, która musi stoczyć, to walka przede wszystkim z samą sobą. A ta - bywa najtrudniejsza. 9/10


A na koniec jeszcze kilka zdań o filmie, który polecam Wam obejrzeć. Furioza to opowieść o grupie kiboli. W swojej paczce traktują się jak rodzina. Jeden za drugiego jest w stanie zginąć. Jeżdżą razem na mecze, chodzą na ustawki, wspólnie imprezują. Reszta jest gdzieś na drugim planie. Niestety wszyscy są też powiązani ze światem przestępczym. Przyłapać taki gang na gorącym uczynku jest jednak bardzo trudno, ale to właśnie próbuje zrobić Dzika (Weronika Książkiewicz), która wychowała się w tym środowisku. Teraz jest policjantką, która doskonale zna schematy postępowania takich grup. Prosi o pomoc swoją byłą miłość z czasów licealnych - Dawida (Mateusz Banasiuk) i jednocześnie oferuje w zamian uratowania lidera tej paczki, który jest jego bratem. Jednak ta dwójka bohaterów jest tak naprawdę tłem dla wątku Goldena (Mateusz Damięcki), który dla mnie, swoją grą aktorską, pozamiatał. Na początku widz jest zaintrygowany tą postacią, jego zaangażowaniem dla dobra sprawy, może pojawi się jakaś nić sympatii, a później uczucia są zupełnie inne i nie jest Ci wcale żal takiego zakończenia. Może polskie kino nie jest najwyższych lotów, ale w tym wypadku, aktorzy nie odbiegają od światowej czołówki. A nas po  filmie  naszła tylko taka refleksja, że skoro nawet rodzina potrafi Cię zdradzić, to czemu tak dziwimy się gdy przyjaciele odwracają się plecami? Może zbyt dużo wymagamy, a dzisiejsze relacje są trwałe tylko do momentu pierwszej poważniejszej próby...

To kto do kina, a kto po książkę?  
Read more »
o grudnia 05, 2021 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

listopada 24, 2021

Atrakcje w Katowicach i okolicach

 Dziś przychodzę do Was z propozycją wycieczki do Katowic i okolic. Będzie fajne muzeum, dobre jedzonko i trochę o dwóch zamkach. Sami zdecydujecie czy warto je odwiedzić. :)


1. Muzeum Śląskie

Tak naprawdę o tym muzeum dowiedziałam się od znajomych, którzy polecili mi to miejsce i jestem im bardzo wdzięczna, bo obiekt jest świetny. Cieszę się,  że dziś w Polce są muzea, które stoją na wysokim poziomie, są nowoczesne i przemyślane. Już z  samym budynkiem  wiąże się ciekawa historia - miał być jednym z nowocześniejszych obiektów na skale europejska i był gotowy do otwarcia w 1939 roku. Były w nim ruchome schody, windy i unikatowy system klimatyzacji. Niestety, przyszła wojna i wszystko zostało rozebrane. Władze próbowały negocjować, ale niestety nieskutecznie. Niemców nie udało się w żaden sposób przekonać. Muzeum zostało odbudowane dopiero w 1984 roku.


Mamy tutaj wystawy stałe i czasowe. Stała ukazuje rozwój Śląska na przestrzeni lat. Jedna z pierwszych sal  poświęcona jest górnikom, ich strojom, zwyczajom i powiedzeniom. Rozwój górnictwa napędzał gospodarkę i przyczynił się do rewolucji przemysłowej. Ważną postacią był Karol Godula, który prowadził oszczędny tryb życia i za dzieciaka  pasł bydło, a później udało mu się zgromadzić ogromny majątek i w jego posiadaniu było ponad 50 kopalni. Wszystko przekazał córce, a o tej można powiedzieć, że była pierwszą biznesswoman Śląska - Joannie Gryzik. Znajdziemy tutaj też wystawy poświęcone Powstaniom Śląskim, a w końcu strajkom w PRL-u. 


Wszystko jest zrobione w nowoczesny sposób, nie ma miejsca na nudę. Sami spójrzcie.  Bilety kosztują 24/16 zł. Otwarte codziennie, z wyjątkiem poniedziałku, w godzinach 10-20. Na miejscu mamy darmowy parking na 4h. My spędziliśmy tam ponad dwie godzinki i jak często powtarzam - warto było. Moi towarzysze również byli zadowoleni.:) Dopełnieniem Waszej wizyty w tym muzeum, może być odwiedzenie osiedla robotniczego - Nikiszowiec, o którym pisałam więcej tutaj. 



2. Zamek w Będzinie 

To zamek wzniesiony w XIV wieku przez Kazimierza Wielkiego, ale pierwsze wzmianki datuje się już na wiek IX. Swój gród mieli tu najprawdopodobniej Wiślanie. Drewniana warownia była kilkukrotnie rozbudowywana, a pierwsze budowle powstały za sprawą Bolesława Wstydliwego. Śmiało można powiedzieć, że mimo rekonstrukcji, tak właśnie wyglądały zamki w średniowieczu. Jeśli chodzi o sama nazwę, to ponoć Kazimierz Wielki stwierdził "tu będziem odpoczywać" i stąd zamek mieści się w Będzinie. :) 


Co do zwiedzania, to koszt biletu wynosi 15/10 zł, po więcej informacji podsyłam Wam link do strony. Nie będę ściemniać - strona idealnie obrazuje poziom wystaw w środku. Teraz kiedy to wiem, polecam Wam wybrać się tylko na wieże widokową, a za zaoszczędzone pieniądze wybrać się do kawiarni, która jest na terenie zamku i wypić tam kawkę, piwko czy zjeść ciastko. 


To akurat była jedna z fajniejszych gastronomii w pobliżu zamków. Klimat lochów, fajna muzyczka w tle, przystępne ceny i sympatyczna obsługa - daję okejkę. :) Parking jest darmowy, ale nie za duży. Choć myślę, że tłumów tam generalnie nie ma. Jeśli zatem zależy nam na zwiedzeniu czegoś ciekawego i koniecznie w środku, polecam wybrać zamiast Będzina, Pszczynę. Tu możecie przeczytać więcej. 

3. Ogrodzieniec 

Zamek w Ogrodzieńcu jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej. Wynika to między innymi z tego, że kręcono tam sceny do Janosika czy Wiedźmina. I tę popularność można odczuć na każdym kroku  - po pierwsze jest problem z parkingiem. Jest tylko jeden strzeżony, niezbyt duży. Reszta to parkingi na prywatnych posesjach. Źle to wspominam, bo wszędzie była tylko  płatność gotówką, a dwa bankomaty nieczynne. O mały włos, a na zamek też byśmy się nie dostali. Chcieliśmy kupić bilety w punkcie informacji, ale tam też nie możemy zapłacić kartą. Na całe szczęście, przypomniało mi się że można kupić online, o tu.  U góry są też dwie normalne kasy i tam moglibyśmy zapłacić kartą, o czym oczywiście pani z informacji nie raczyła powiedzieć. A finalnie to nikt nam biletów nie sprawdzał, bo był taki ruch. 


Wchodzimy na duży teren, pełen zieleni i formacji skalnych. Z ciekawostek - główne składniki, z których budowano zamek, to jajka, wapno i padlina. Przechodzimy przez dużą bramę na dziedziniec i podziwiamy widoki. Zwiedzanie ułatwiają nam strzałki, aczkolwiek dla mnie trasę można by było lepiej zaplanować. Często było tak, że wchodziliśmy po krętych schodach do jednego pomieszczenia i zaraz musieliśmy tymi schodami wrócić. Robiły się kolejki, ludzie się denerwowali i przepychali. Dlatego pro tip - najlepiej wybrać się w tygodniu, albo w weekend późnym popołudniem. Wtedy nie powinno być już tak tłoczno. 

Sama historia zamku zaczyna się już w XIV wieku, kiedy to Kazimierz Wielki rozpoczął budowę. Później był on w posiadaniu m.in Bonerów, którzy uchodzili za jeden z bogatszych rodów za czasów Jagiellonów. Byli właścicielami m.in żup wielickich.  


Na zwiedzanie poświęciliśmy około 1.5h, jest tam też dużo straganów z pamiątkami czy gastronomią. Aktualnie na terenie zamku jest też Ogród Świateł, więc to dodatkowy powód, aby chociaż raz tam się wybrać.

4. Gdzie zjeść? 

Jeśli chodzi o Katowice, to wybraliśmy do bistra Bzik. Tam swego czasu odbyły się kuchenne rewolucję i spróbowaliśmy m.in śląskiej pizzy, zapiekanki według przepisu Gessler, czy pysznej pieczeni. Cenowo bardzo przystępnie, jedyne co odradzamy - to stolik zaraz przy barze. Do dziś czuję na sobie tamtejsze zapachy.  👀


A jeśli wolicie zamki, to koniecznie wybierzcie się do Pilicy (zaraz obok Ogrodzieńca) 
i wpadnijcie na domowy obiad "u Ryśka" (ulica Armii Krajowej 2). Mieliśmy możliwość porozmawiać dłużej z właścicielami, zaproponowali nam nawet dokładkę, ale porcje były olbrzymie. Lubię podróże właśnie za takie niezaplanowane spotkania. Ja naprawdę się czułam jak na obiedzie u babci/dziadka. Koniecznie sprawdźcie to miejsce!

5. Co dalej? 

Dla tych, którzy chcieliby coś więcej, odsyłam jeszcze do wpisów, w których piszę o innych atrakcjach na Śląsku. 

  • Jezioro Paprocany i Zbiornik Goczałkowicki - tutaj
  • Park Gródek w Jaworznie - tutaj

 Chciałam jeszcze odnieść się do wpisu o Skansenie w Chorzowie, ale utknął w wersjach roboczych. Nie pozostało nic innego, jak po prostu w końcu go dokończyć. :)

Tradycyjnie - które miejsce najbardziej Wam się podoba? 



Read more »
o listopada 24, 2021 2
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

listopada 17, 2021

W czasie deszczu... Kraków i okolice do sprawdzenia.

 Nie da się ukryć, że lato już dawno  za nami. Sukienki, klapeczki już dawno schowane ,a ich miejsce zastąpiły botki i ciepłe bluzy. Dzień jest coraz krótszy (tego najbardziej nie lubię :( ), a spacery na świeżym powietrzu choć wskazane - bywają przy jesiennej aurze, po prostu trudne do zrealizowania. Dlatego dziś kilka propozycji, które moim zdaniem sprawdzą się w czasie niepogody. Zapraszam 👇


1. Powspominaj trochę - Muzeum Elektroniki

To muzeum odkryliśmy ze znajomymi już chwilę temu, bo w lipcu, ale musiałam odwiedzić jeszcze kilka takich wyjątkowych miejsc, aby zebrać to w całość. Akurat tak się złożyło, że wtedy było oberwanie chmury, więc idealnie żeby się schować. Muzeum elektroniki to dość nowe miejsce na mapie Krakowa. 


Kiedyś był tutaj po prostu sklep komputerowy, ale z wielkiej pasji powstał pomysł podzielenia się nią z większym gronem. Jest prowadzone przez dwóch braci, którzy odpowiedzą na każde Twoje pytanie i widać, że znają się na rzeczy! Na wprowadzeniu mówią o tym, że to nie jest zwykłe muzeum - tu wręcz wskazane jest dotykanie eksponatów i testowanie ich. To powrót do wspomnień i dobra zabawa. No dobra, ale co ja tam znajdę? Gwarantuję, że dla ludzi w moim wieku (dla których widmo 30 zbliża się nieuchronnie 😀) będzie to niezła frajda. Przypomnicie sobie wasze pierwsze telefony, niezniszczalną Nokię 3310, dowiecie się jakie telefony są w kopalniach, na statkach, a jakie możecie znaleźć gdzieś schowane u Waszych dziadków. 

Kolejna ciekawa wystawa dotyczy przede wszystkim konsoli i komputerów, jest Pegasus, czyli możliwość zagrania partyjki w Mario czy odstrzelenia kaczek w grze Duck Hunt. Ponadto znajdziemy jeszcze wystawę kaset video z największymi hitami, czy pięknie prezentującą się półkę ze starodawnymi radiami. Muzeum jest otwarte od 16 do 20 w tygodniu, a w weekendy od 14. Za bilet wstępu zapłacimy 20/15 zł. Adres to Wrocławska 8. Można tam też zorganizować ciekawe warsztaty w ramach lekcji, także możliwości jest wiele. Przeznaczcie sobie spokojnie 1.5h-2h na tę fajną formę spędzenia wolnego czasu. :) 



2. Wpadnij na kawkę do Cafe Nowa

To moje kolejne niedawne odkrycie. To księgarnia i kawiarnia w jednym. Możemy tu usiąść przy stoliku i delektować się pyszną kawą, albo po prostu wpaść po nową książkę. Co ciekawe, znajdziemy tutaj też mniej dostępne i popularne pozycje książkowe - dla mnie to duży plus. Lubię czytać debiuty literackie. Znajdziemy tu też literaturę dla dzieci, więc spokojnie nasze pociechy będą miały zajęcie. Organizują tu też  autorskie spotkania, czy inne ciekawe wydarzenia. Warto polubić fanpage i być na bieżąco. Kawiarnia mieści się na osiedlu Zgody 7.


3. Idź do milionerów

Naprawdę! To już propozycja dla nieco starszych i nieco droższa, ale może być fajnym wypadem na urodziny/panieński/ czy inną okoliczność. Quiz game to miejsce, w którym możemy wcielić się w uczestnika znanych teleturniejów. 


Gra dzieli się na kilka etapów, pierwszy przypomina połączenie Milionerów i Jeden z Dziesięciu, kolejna gra to Koło Fortuny, następnie Jaka to Melodia i na końcu coś podobnego do Familiady. Całość trwa około godziny. Każdy ma swoje stanowisko, a wszystko dzieje się w zaciemnionym pomieszczeniu. Co ważne - możemy grać parami, aby trochę rozłożyć koszty. Maksymalna ilość graczy to 6. Za stanowisko zapłacimy około 50 zł. Generalnie mega fajna sprawa i warto choć raz spróbować! Pytania się nie powtarzają, więc dogrywka też jest możliwa. To miejsce znajdziemy przy ulicy Felicjanek 10/12. 



4. Jedź do kopalni

Kolejna propozycja to wypad za miasto. Przyznam szczerze, że to miejsce już długo wisiało na mojej liście "do odwiedzenia", ale obiecywałam sobie - na niepogodę będzie w sam raz. Skończyło się na tym, że wylądowaliśmy tam w słoneczną niedzielę, ale zaraz po wizycie w kopalni, dopadło mnie przeziębienie. :( Mimo to, muszę wspomnieć o tym miejscu.


Kopalnia soli w Bochni to najstarsza kopalnia w Polsce, a nawet w całej Europie - taka, która wciąż funkcjonuje. Jest mniejsza od swojej siostry Wieliczki, ale to sprawia że trochę mniej tu komercji. Jak powstała? Otóż na terenie dzisiejszej Bochni znajdywały się źródła termalne. Woda tu była po prostu słona. Dlatego to miejsce idealnie nadawało się na kopalnie, a jej pierwszymi pracownikami byli zakonnicy. Wszystko w myśl zasady "Ora et labora".

 Miejsce przynosiło bardzo duże dochody i między innymi z tych pieniędzy udało się założyć Uniwersytet Jagielloński. Spacerując krętymi korytarzami, dowiemy się też nieco o świętej Kindze, sprawdzimy z jakimi problemami najczęściej zmagali się górnicy i liźniemy trochę górniczego slangu 😀 Oprócz tego czekają na nas też inne atrakcje - pojedziemy windą górniczą, a potem również pociągiem. Cieszy dużych i małych. W czasie zwiedzania pojawią się elementy multimedialne, a także przerwa na kawkę czy herbatkę w pięknym miejscu. 


5. Chodźźe do muzeum 

Tym razem na tapetę wzięłam już takie typowe muzeum, ale polecane między innymi tym młodszym turystom. Muzeum Archeologiczne mieści się przy ul. Senackiej 3, jest otwarte w poniedziałki, środy i piątki od 9 do 15. We wtorki i czwartki do 18, a w niedzielę od 11 do 16. Sobota to dzień, kiedy muzeum jest nieczynne. Bilet kosztuje 16/10 zł. Co my tu znajdziemy? Na początku ciemność :) I to nie byle jaką, bo egipską.


 Trochę o mumifikacji,w tym ciekawe informację dla starszych - do czego mogą doprowadzić dzisiejsze technologię. Dalej zejdziemy w dół i znajdziemy wystawę o zbiorach Władysława Klugera. Kolejna sala to dzieje wczesne i średniowieczne Małopolski. Tu na pewno najmłodszym się spodoba! Sami spójrzcie. :)

 Wyglądają jak żywi i zawsze to muzeum kojarzy mi się z tą salą. Trafiłam też na ciekawą wystawę czasową o Władysławie Andersie i harcerstwie w Afryce, czy losach polskich dzieci w Iranie. Mnie zwiedzanie zajęło godzinkę, a jeśli akurat traficie na okno pogodowe, zachęcam przespacerować się też po ogrodzie. 

No to które miejsce najbardziej Was przekonuje? :)

Read more »
o listopada 17, 2021 13
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

listopada 08, 2021

Książki w październiku

 Muszę przyznać, że trochę zwolniłam tempo czytania po zrealizowaniu swojego postanowienia. Już wiem, że w przyszłym roku spróbuję prawie, że podwoić tę liczbę i przeczytać 100 książek. Czy się uda? Zobaczymy. :) 


1. Ściana Sekretów

Zdecydowanie najwięcej zapamiętałam z książki, którą dopiero co odłożyłam. Dlatego od niej zaczynam, i tak - kończyłam ją już w listopadzie. 😆 Generalnie chyba lubię czytać książki, w których głównymi bohaterami są młodzi ludzie. Tutaj mamy uczniów z prestiżowych szkół, znajdujących się na przedmieściach Dublina. Kiedy ginie jeden z nich, Chris Charper, zostaje wszczęte śledztwo. Niestety nie przynosi żadnych rezultatów. Po roku od tych tragicznych wydarzeń, na korkowej tablicy zwanej Ścianą Sekretów, pojawia się informacja, która może być kluczem do rozwiązania tej zagadki. Chłopiec, który nie żyje, był bardzo popularny i lubiany. Miał duże powodzenie u dziewcząt i umiejętnie to wykorzystywał. W czasie dochodzenia poznajemy lepiej uczniów, dwie antagonistyczne grupy dziewcząt, które mają wiele tajemnic. Autorka starannie próbuje oddać atmosferę panująca w grupie, specyfikę ich postaw czy słów. Może być to trochę irytujące, ale kto z nas nie miał kiedyś szkolnej paczki i swoich powiedzeń? :) Dziewczyny z jednej strony wspólnie siebie chroniły, ale  z drugiej nie mówiły sobie wszystkiego. Chyba wychodziły z założenia, że ufać można tylko sobie. Do czego to doprowadziło? Sami sprawdźcie. Generalnie książka jest niezła, zakończenie trochę zaskakuje, ale jest też obszerna. To ponad 600 stron i kiedy odkładałam ją na półkę, następnego dnia chwilę mi zajęło, odnalezienie się na nowo. Chciałoby się przeczytać ciągiem... ;) Żałuję, że nie udało się poznać prawdziwej natury Chrisa i jego zamiarów. Czasem też miałam problem z ramami czasowymi, kiedy dana sytuacja się wydarzyła - a wystarczyłoby napisać daty/teraz albo wcześniej/ na początku rozdziału. Mogła być lepsza, ale w sumie to mnie wciągnęła. 7/10



2. Pomiędzy siostrami

O Kristin Hannah słyszałam już wiele dobrego. I w końcu zdecydowałam się na sprawdzenie tych opinii. Pomiędzy siostrami to piękna opowieść o sile rodzeństwa. Jedna z nich - Claire wychowuje małą córeczkę, próbuje łączyć życie zawodowe z życiem rodzinnym. Tęskni za siostrą, do której jednocześnie ma sporo żalu za wiele sytuacji z dzieciństwa. Meghan próbuje wszelkimi sposobami zapełnić pustkę i samotność w swoim życiu. Decyduje się na przypadkowe relacje, które trwają zazwyczaj jedną noc. Mimo przerwanej więzi, żadna  z nich nie kwapi się do odbudowania tego, co straciły. W końcu punktem zwrotnej w tej historii jest spontaniczna decyzja o zawarciu małżeństwa przez Claire. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wszystko jest bardzo spontaniczne. Para praktycznie się nie zna, a Meghan chce uchronić siostrę przed kolejnym rozczarowaniem. Jednak ten zamęt i zmiany sprawiają, że siostry znów do siebie lgną. Myślę, że każdy kto ma rodzeństwo, albo bliskiego przyjaciela, doskonale zrozumie motywy bohaterek. Jedna z nich za wszelką cenę próbuję opiekować się druga, wie lepiej, poucza i nieraz narzuca rozwiązania. Druga bardzo to docenia, ale chce żyć po swojemu, a jednocześnie nie potrafi przejść obojętnie obok rad i wskazówek. To historia, które momentami nas wzruszy, rozbawi, a także wzbudzi refleksję. Kiedy sprawy się pokomplikują, czytelnik mocno trzyma kciuki, aby bohaterzy wyszli z kłopotów obronną ręką. Jeśli można powiedzieć, o książce że jest ciepła i przynosi ukojenie, to ta właśnie taka jest. 10/10


3. Blizny

Jakie są plusy wymiany książek? Mogę poznawać nowych autorów. Inaczej pewnie nie trafiłabym na Blizny, autorstwa Marka Stelara. To całkiem niezły kryminał. Na placu budowy zostaje odnalezione ciało, które z pewnością leżało tam kilka lat. Sprawą zajmuje się komisarz Rędzia, ale niespodziewanie na miejscu zbrodni pojawia się też prokurator Agnieszka Rybarczyk, która jest też licealna miłością naszego komisarza. Sprawy dodatkowo się komplikują, kiedy w końcu na jaw wychodzi, że ciało należy do ich wspólnego znajomego. Muszą cofnąć się w czasie do szkolnej wycieczki, na której doszło do tragicznej w skutkach strzelaniny. Akcja dzieje się szybko i jest ciekawa, ale denerwuje mnie (już kolejny raz) z jaką łatwością główny bohater porzuca dom, dzieci i wplątuję się w romans. W książce wcale nie jest pokazane, czy ta relacja z Agnieszką w czasach licealnych była tak zażyła, żeby od razu stracić dla niej głowę po 20 latach. Ale może to moje zbyt idealistyczne myślenie dotyczące wierności i szczęścia w życiu. Zakończenie zaskakuje i jest nawet trochę uzupełnieniem poprzedniej książki, bo też dotyczy relacji rodzinnych. Do czego może doprowadzić zemsta? I odpowiedź, że do śmierci, to naprawdę mało powiedziane... Fanom kryminałów powinna przypaść do gustu. 7/10


A Wam co przyniosło ukojenie w październiku? 💓

Read more »
o listopada 08, 2021 3
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

października 30, 2021

Weekend w górach

Październik, a w zasadzie to i nawet wrzesień trochę dał mi popalić. Stąd nieco mniejsza częstotliwość ostatnio w dodawaniu postów, ale już nadrabiam i biorę się do roboty. Dziś post o naszym pobycie w Zakopanem. Będzie górski szlak, fajny rezerwat przyrody i dobre jedzonko! Rozgośćcie się! 



1. Dolina Pięciu Stawów

To kolejne miejsce w górach, które gdzieś tam było długo na mojej liście do zrealizowania. Przyszedł dzień, aby w końcu ziścić swoje plany. Wyruszyliśmy z Palenicy Białczańskiej, rezerwując wcześniej parking online. Opłata za dzień wynosi aktualnie 35 zł. Rezerwację sprawdzają na miejscu. Następnie kupiliśmy bilety do Tatrzańskiego Parku Narodowego, ich koszt to 7 zł za normalny, a 5 zł za ulgowy. I to również można zrobić online. Początek trasy (ok. 30 min) jest dokładnie taki sam jak do Morskiego Oka. Mijamy potok Waksmundzki, a później docieramy do Wodogrzmotów Mickiewicza. I właśnie przy Wodogrzmotach odbijamy do góry, w prawo, zielonym szlakiem. Znajdziemy na drogowskazie napis, że do Doliny Pięciu Stawów czeka nas 2h 10 minut marszu. Początkowo pniemy się mocno pod górę po kamiennych stopniach. Na szczęście jest to chwilowe i za chwilę będzie można złapać oddech i nacieszyć oko widokami. 


Spacerujemy leśnymi ścieżkami, które raz pną się w górę, a innym razem w dół, by cały czas zbliżać się powoli do celu. Po około 45 minutach docieramy do szałasu na Planie Nowa Roztoka. Znajdziemy tutaj ławeczki, więc to dobry czas na przerwę, bo jesteśmy mniej więcej w połowie trasy. Za kolejne 40 minut dojdziemy do rozwidlenia szlaków, zarówno czarny jak i zielony doprowadzi nas do schroniska w mniej więcej tym samym czasie. Czarny jest bardziej stromy, a zielonym miniemy po drodze Siklawę. Wybieramy ten drugi, a zejdziemy czarnym i taki wariant Wam polecamy. Jednak fragment przy wodospadzie sprawił nam nieco trudności ze względu na oblodzenia. Było ślisko i żałowaliśmy, że nie mamy raczków, to tutaj kiedyś poślizgnął się przewodnik tatrzański i niestety upadek był śmiertelny. Trzeba bardzo uważać.


Siklawa jest największym wodospadem w Polsce i mierzy 65 metrów. Na nas zrobiła ogromne wrażenie, choć co prawda daleko jej do wodospadów Plitvickich. ;) Kiedy miniemy Siklawę, naszym oczom ukaże się mostek i Wielki Staw Polski. Stąd do schroniska już tylko 10 minut.


 To czas na odpoczynek, ciepłą herbatkę i moje drugie podejście do grzanego winka - tym razem udane. Niestety u góry już mocno wiało, więc nie posiedzieliśmy długo (w środku nie było miejsca, mimo że turystów na szlaku było mało) i po 20 minutach przerwy ruszyliśmy w dół. Co ważne, w schronisku płaciliśmy gotówką. W ogóle jest to jedno z niewielu miejsc w górach, do których nie dojedzie samochód osobowy, więc do przewożenia produktów, służy winda towarowa. Zejście czarnym szlakiem to był strzał w dziesiątkę bo było równie pięknie. Odwracaliśmy się tylko, co chwilę za siebie i podziwialiśmy widoki. Sami zobaczcie.



Całość trasy zajęła nam (łącznie z przerwami) niecałe 5h. Trasa jest dość długa, ale wymagający jest tylko fragment przy Siklawie. No i kolejne marzenie zrealizowane, można myśleć o następnym. :) 

2. Bór na Czerwonem

Dawniej nowy Targ kojarzył mi się przede wszystkim z pysznymi lodami na rynku, ale okazuje się że ma do zaoferowania coś więcej. Bór na Czerwonem poleciła mi jakiś czas moja niezastąpiona w tym temacie Mama. I przyznam szczerze, że gdybym pojechała specjalnie do Nowego Targu tylko na spacer tam, byłabym bardzo rozczarowana! Rezerwat przyrody powstał tam w 1925, leży niedaleko lotniska, na którym odbywają się różne ciekawe zawody, festiwale itp. Na tym terenie znajdują się torfowiska wysokie, które ponoć są wyjątkiem na skale europejską. Ja niestety nie jestem aż taką fanką przyrody, aby ta informacja mnie zachęciła do odwiedzenia, ale... zrobiły to zdjęcia! Kilka lat temu powstała tutaj ścieżka edukacyjna (dzięki której możemy dowiedzieć się nieco więcej o torfowiskach :)), a także drewniana kładka i taras widokowy. Spacer w tym miejscu zajął nam około 30 minut, dlatego to dobra opcja na przystanek, a nie cel główny. Trochę podobnie jak z Zalipiem. Rezerwat jest czynny całą dobę, wstęp darmowy. Rodzice z wózkiem nie będą tu mieli raczej problemów, a psiolubni muszą mieć tylko swoich kompanów na smyczy. To fajne miejsce na zdjęcia, minęliśmy nawet jedną parę nowożeńców. :) Parking jest dostępny, ale nie jest bardzo duży. 




No i jak Wam się podoba? :) 

3. Karczma pod Dębem

I na ostatek, choć wcale nie mniej ważne, polecam miejsce w którym możecie dobrze zjeść. Trafiliśmy na te knajpkę już kilka lat temu i prawie zawsze, wracając z Zakopanego, zatrzymujemy się tu na przystanek. Trzeba tylko obrać kurs na tzw. starą Zakopiankę. To restauracja w góralskim stylu, gdzie zjemy zarówno dobrego oscypka, jak i tradycyjnego schabowego. Ceny są bardzo przystępne, za obiad i napój dla dwóch osób zapłaciliśmy ostatnio 70 zł. Miła obsługa i solidne porcje. Naprawdę polecamy! :) Adres Karczmy to Krzeczów 182. 


Nad zdjęciami jedzenia muszę jeszcze popracować, ale zrzucam winę na M., który mnie zawsze pogania w tej kwestii. :D 

Liczę, że któreś z poleconych dziś miejsc, kiedyś odwiedzicie. Dajcie znać. :)



 
Read more »
o października 30, 2021 10
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

października 14, 2021

Wrześniowe książki

 Wrzesień był taki sobie, zarówno pod względem ilości jak i jakości przeczytanych książek. Może wynika to trochę z tego, że dla mnie to chyba najbardziej intensywny miesiąc w pracy (jak dobrze, że już za mną!) i po prostu nadspodziewanie długo męczyłam się z jedną pozycją. 


1. Wysoko wrażliwi

Sięgając po tę książkę oczekiwałam odpowiedzi na pytanie, czy należę do tej grupy. Sama siebie odbieram jako osobę wrażliwą, ale czy kryję się pod tą cechą coś więcej? W sumie dalej nie wiem i to chyba mój największy zarzut. Na początku książki pojawia się test, w którym możemy sprawdzić czy zgadzamy się z danymi stwierdzeniami. Jeśli na 23 pytania, odpowiemy pozytywnie na 12 lub więcej, zapewne jesteśmy w tej grupie wysoko wrażliwych. Mój wynik to 11. Więc w zasadzie na granicy i tutaj myślę, że coś w tym może być. Przypadkiem udało mi się zaangażować w ten teścik całą rodziną i najwyższy wynik osiągnął mój tata, a ponoć wysoka wrażliwość może być uwarunkowana genetycznie. Jeśli chodzi o same sformułowania, to według mnie nie posiadają też jakiejś wysokiej wartości diagnostycznej. Oto przykład :

  • Ważnym priorytetem jest dla mnie takie ułożenie sobie życia, by uniknąć sytuacji denerwujących i rozstrajających - kto nie chce mieć po prostu spokojnego i szczęśliwego życia? 
  • Mam bogate, skomplikowane życie wewnętrzne  - co tak naprawdę oznacza to sformułowanie? 
  • Irytuję mnie gdy ludzie wymagają ode mnie zrobienia zbyt wielu rzeczy jednocześnie - tu podobnie, chyba mało kogo takie wymagania cieszą. 
Czasem miałam też wrażenie, że dla autorki introwertykowi jest bardzo blisko do osoby wysoko wrażliwej, mimo że kilka razy stanowczo temu zaprzeczała. W książce znajdziemy wzmianki o powołaniu wysoko wrażliwej osoby, jak funkcjonować w związku i z czego ta wysoka wrażliwość może wynikać. Są też różne ćwiczenia, ale dla mnie podobnie jak test - niezbyt przekonywujące. Oczekiwałam chyba bardziej ludzkiego niż naukowego podejścia. Momentami książka dotyka też bardzo trudnych kwestii i autorka ostrzega, że mogą to być trudne chwile, w których trzeba będzie odłożyć książkę, czy zastanowić się nad ewentualną terapią. Generalnie rzadko miałam przy czytaniu refleksję "ja też tak mam", a liczyłam że książka mi po prostu rozjaśni tę różnice między wrażliwością, a wysoką wrażliwością. Mnie nie przekonuję, ale już długo obiecywałam sobie coś z tej tematyki.  5/10


2. Szeptacz

No dobra, teraz pora na coś dobrego! Szeptacz to dla mnie najlepsza książka w tym miesiącu i myślę, że jedna z lepszych jakie przeczytałam w tym roku. Wciągnęła mnie, trochę nawet przerażała (a to naprawdę rzadko się u mnie zdarza) i była po prostu ciekawa. Główny bohater to młody wdowiec, który musi otrząsnąć się z żałoby po śmierci żony i być wsparciem dla swojego małego synka Jake'a. Autor w autentyczny sposób ukazuje trudy takiej relacji. Jednocześnie Tom musi się pozbierać i przeorganizować swoje życie, a także być przy swoim dziecku, które tak bardzo przecież przypomina o tej bolesnej stracie. Nowy rozdział postanawiają rozpocząć od nowego miejsca zamieszkania, jednak nie wiedzą że okolica owiana jest złą sławą. Kiedyś grasował tu "Szeptacz", seryjny morderca dzieci, który teraz siedzi w więzieniu. Powinno być bezpiecznie, ale przestaje kiedy znika kolejne dziecko. A na dodatek mały Jake'a znalazł sobie wymyślonego przyjaciela, stwarza problemy w szkole i wszystko bardzo się komplikuje. Ciężko zatem uwierzyć dziecku, który próbuje przekonać ojca o tym, że ktoś czaił się pod oknem i wzywał go cichym szeptem. Wydawać by się mogło, że motyw nawiedzonego domu/okolicy jest już znany i oklepany. Tutaj fabuła naprawdę powinna Was zaskoczyć! 10/10


3. Mroczne Sekrety 

Naprawdę nie wiem czemu sobie to zrobiłam. Tzn. wiem, kasjerzy z Empiku niezbyt ogarniali promocję 3 w cenie 2 i wzięłam pierwszą lepszą książkę, żeby skorzystać. A poza tym, nie wszystkie książki Mossa są złe. Mamy tutaj trzy zupełnie różne wątki. Pierwszy z nich dotyczy Magdy, która po kilku latach wraca do Polski. Odnawia relacje ze swoją biologiczną córką, którą porzuciła zaraz po porodzie. Prawdziwy powód powrotu jest jednak dużo bardziej praktyczny - chodzi o pieniądze. Magda kreuje piękną historię o sobie, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nadia, jej biologiczna córka od razu wpuszcza matkę do swojego życia i stara się nawiązać z nią relację. Dla mnie to trochę abstrakcja, choć wszystkie historię mają wspólny motyw - są budowane na kłamstwie. Kolejny wątek dotyczy przemocowego małżeństwa, z którego Dorota boi się odejść. Bo co pomyślą inni? Nie zostawi przecież dzieci. Mąż znęca się nad nią przede wszystkim psychicznie, stale obniża poczucie własnej wartości. I ostatni, najbardziej pokręcony wątek. Jakub i Alicja to związek, który po kilku latach przechodzi kryzys. Jadą na zagraniczne wakacje, gdzie decydują się na nietypowy układ. Grupowy seks z nieznajomymi to przecież dobry pomysł na rutynę w łóżku... Oczywiście później skończy się to zdradą, złamanym sercem i brakiem zaufania. Wszystkie trzy historie łączą się, zakończenie jest o tyle smutne, że prawda wcale nie wyjdzie na jaw. A ja mam nieodparte wrażenie, że Moss lubi takie pokręcone wątki. Czy sięgnę jeszcze po coś tego autora? No nie wiem...6/10

Miałam jeszcze napisać kilka zdań o książce Mroza "Wybaczam Ci", ale jak zaczęłam się zastanawiać, o czym ona była, to za wiele szczegółów nie pamiętam. 😀 a Wam jak minął wrzesień? :)

Read more »
o października 14, 2021 4
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Polecany post

Książki w styczniu i lutym

Popularne posty

  • Zwiedzanie zamku w Rabsztynie
     Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, al...
  • No weźże mnie na wycieczkę - pomysły na prezent z okazji Dnia Dziecka [aktualizacja 2023]
     Dzień dziecka zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji, gdzie można by się wybrać ze swoją pociechą, ale nie ...
  • Styczniowe wyprawy
     Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zaw...

Archive

  • ▼  2026 (3)
    • ▼  mar 2026 (1)
      • Książki w styczniu i lutym
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (1)
  • ►  2025 (21)
    • ►  gru 2025 (2)
    • ►  lis 2025 (3)
    • ►  paź 2025 (1)
    • ►  wrz 2025 (3)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  maj 2025 (1)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (2)
    • ►  lut 2025 (1)
    • ►  sty 2025 (2)
  • ►  2024 (25)
    • ►  gru 2024 (2)
    • ►  lis 2024 (2)
    • ►  paź 2024 (2)
    • ►  wrz 2024 (3)
    • ►  sie 2024 (2)
    • ►  lip 2024 (3)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (1)
    • ►  mar 2024 (3)
    • ►  lut 2024 (3)
    • ►  sty 2024 (3)
  • ►  2023 (37)
    • ►  gru 2023 (3)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (2)
    • ►  wrz 2023 (2)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (4)
    • ►  cze 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (4)
    • ►  kwi 2023 (3)
    • ►  mar 2023 (4)
    • ►  lut 2023 (3)
    • ►  sty 2023 (4)
  • ►  2022 (33)
    • ►  gru 2022 (2)
    • ►  lis 2022 (3)
    • ►  paź 2022 (3)
    • ►  wrz 2022 (4)
    • ►  sie 2022 (3)
    • ►  lip 2022 (3)
    • ►  cze 2022 (2)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (2)
    • ►  mar 2022 (3)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (3)
  • ►  2021 (39)
    • ►  gru 2021 (4)
    • ►  lis 2021 (3)
    • ►  paź 2021 (2)
    • ►  wrz 2021 (4)
    • ►  sie 2021 (2)
    • ►  lip 2021 (3)
    • ►  cze 2021 (3)
    • ►  maj 2021 (4)
    • ►  kwi 2021 (4)
    • ►  mar 2021 (3)
    • ►  lut 2021 (4)
    • ►  sty 2021 (3)
  • ►  2020 (5)
    • ►  gru 2020 (5)

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Podróże z książką. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.