Podróżnicze podsumowanie 2025 roku napisane. Pora zabrać się za książkowe. Mam nadzieję, że pisanie pójdzie sprawniej. I obiecuję, będzie krócej! Jaki był ten rok pod kątem książek? Bardzo dobry! Przeczytałam 56 książek, czyli o jedną więcej, niż w 2024. Jest postęp. 😀 Obiecałam sobie, że sięgnę po więcej książek Chrstie i Kinga. Miałam dać znać i daję - nie udało się. Czy to źle? Wcale. Być może przyjdzie jeszcze pora na te klasyki. Bez niespodzianek, czytałam głównie kryminały. Pojawiło się kilka ciekawych reportaży. Pod względem recenzji to był bardzo dobry rok. Zarówno, jeśli chodzi o ilość, jak i jakość tych lektur. W podsumowaniu wyróżniłam kilka kategorii. Mam nadzieję, że ten wpis dostarczy Wam dużo czytelniczych inspiracji.
Najciekawsza książką, którą recenzowałam
Jak wspominałam, w ubiegłym roku otrzymałam naprawdę sporo książek do recenzji. Do tej pory pamiętam radość z pierwszej takiej propozycji. Dziś zdarza mi się odrzucić pewne książki, a niektórych wypatrywać z ogromnym zainteresowaniem. Tak właśnie było z tą. Choć obawiałam się, jak zostanie przyjęta recenzja w social mediach. Temat jest trudny, bo dotyczy Świadków Jehowy. Jej dokładny tytuł to: Jak rozbiłam szkło. Moje dorastanie wśród świadków Jehowy. Tulia urodziła się w rodzinie świadków Jehowy. Od urodzenia wpajano jej, że wiara w której jest wychowywana jest jedyną i właściwą drogą do szczęścia. Jako dziecko, posłusznie dostosowywała się do reguł. Choć te z czasem zaczęły być niewygodne. Jak wytłumaczyć innym w szkole, że Ty nie obchodzisz urodzin i nie zaśpiewasz innym sto lat? Albo dlaczego nie możesz przyjść w odwiedziny do innych dzieci? I skąd ten Twój dziwny ubiór? To tylko kilka kwestii, które były pierwszymi trudnościami w życiu Tulii. Im dalej, tym trudniej. Mała dziewczynka coraz więcej rozumie. Pojawiają się pierwsze przyjaźnie, pierwsze miłości. Jej wspólnota nie zaakceptowała chłopaka i Tulia z bólem serca, zakończyła tę relację. Bo tak trzeba, bo Jehowa byłby dumny. A potem pojawiły się pierwsze wątpliwości, pierwsze łamanie reguł i ogromne wyrzuty sumienia. Wszystko się zmieniło, kiedy razem z mężem (też świadkiem) wyjechali na misję do Indonezji. To był początek jej walki o prawdziwe życie. Czasem musiałam odłożyć tę książkę i zastanowić się, jak można było tak żyć? Po co? Dlaczego? Tulia i jej siostra odeszły z sekty, ale jednocześnie straciły kontakt z rodzicami. Trudna, bardzo poruszająca historia.
Najsłabsza książka, którą recenzowałam
Z tą kategorią również nie miałam większego problemu. Od razu pomyślałam o jednej książce, która mocno mnie rozczarowała - Corpus Delicti. Kryminalne zagadki? Brzmiało jak coś dla mnie! A potem zaczęłam się zastanawiać, jak zrecenzować coś takiego. Nie ma tutaj ani fabuły, ani bohaterów. Zagadki nie są ze sobą w żaden sposób powiązane. Co więcej, niektóre wymagają wiedzy bardzo technicznej. Np. z dziedziny chemii, czy biologii. Ponadto, czasem rozwiązania były mega naciągane. Podziwiam autorkę za wymyślenie aż tylu zagadek. Czasem jednak mniej, znaczy więcej. I tak powinno być w tym wypadku. Na minus (akurat dla mnie) były wszystkie rozwiązania na końcu. Wolałabym rozwiązanie pod każdą zagadką. No nie polecam. 👀
Najlepszy reportaż
Akurat w tamtym roku wyjątkowo dużo czytałam reportaży. Ten gatunek coraz bardziej do mnie przemawia. Chwilę się zastanawiałam nad tym, którą książkę wyróżnić. Uważam, że powinni przeczytać ją przede wszystkim rodzice i osoby pracujące z dziećmi i młodzieżą. A mowa o książce Noski. Tak ćpają polskie dzieci. O książce dowiedziałam się dzięki podcastowi Justyny Mazur "Piąte. Nie zabijaj". Rozmowa z autorką, Magdaleną Mieśnik nami wstrząsnęła. Jak to w każdej szkole są narkotyki? Dlaczego tak mało osób wychodzi z tego uzależnienia? Czy dzieci naprawdę zaczynają tak wcześnie? I w końcu - jak je przed tym uchronić? Ta książka i w ogóle temat porusza mnie z wielu względów. Po pierwsze, jestem mamą. Jak każdy rodzic, chcę dla swojego dziecka, jak najlepiej. W tym, aby dom i rodzina była zawsze bezpieczną i pełną zaufania, przystanią. Po drugie, bardzo długo pracowałam z dziećmi i młodzieżą. Widzę, jak wiele zagrożeń na nich czyha. I jednocześnie, jak ten system wygląda. Po trzecie, miałam do czynienia z osobami uzależnionymi. I wierzcie mi, to ciężki kawał chleba. Dzięki tej lekturze, uświadomiłam sobie ile jeszcze pracy w tym temacie powinno być wykonane. Moja Mama po przeczytaniu była w szoku. Myślę, że Wy też będziecie.
Najlepsza książka
Czy 56 przeczytanych książek to dużo? Całkiem sporo. Na tyle, by zapomnieć wiele wątków, motywów, rozwiązań. Są jednak takie historie, które zostają w człowieku dłużej. Oprócz tego, że była nieodkładalna, wzbudziła we mnie przedziwne emocje. I to pewnie dlatego, jeszcze długo o niej będę pamiętać. Tytuł najlepszej otrzymuje Moja mroczna Vanesso. Poznajcie tytułową Vanessę. Jest zwykłą nastolatką. Jedną z wielu w tłumie. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Tak przynajmniej myśli o sobie. Właśnie zaczęła nowy etap edukacji. Naukę w liceum, połączoną z mieszkaniem w internacie. Trafia na dodatkowe zajęcia z literatury, bo pisanie sprawia jej radość. Jej talent szybko dostrzega ekscentryczny prowadzący. Jednak zauważa w dziewczynie coś jeszcze. To, że jest ładna. To, że jest zakazanym owocem. To, że jest naiwna i łatwowierna. Między nauczycielem, a dziewczyną tworzy się więź. Na początku to jakieś nieśmiałe zaczepki, które poprowadzą do iluzji związku. Autorka pokazuje też drugą perspektywę czasową. Kim Vannessa jest dzisiaj? Czy poradziła sobie z przeszłością? Nie była bowiem jedyną, która została wykorzystana. Czas rozliczyć się z przeszłością. Tylko czy ona naprawdę tego żałuje? Doskonały portret psychologiczny ofiary i sprawcy. Po prostu prawdziwa perełka.
Największe rozczarowanie
Dobra. To Was prawie na pewno zdziwi. Nie zrozumcie mnie źle. To nie najgorsza książką, jaką przeczytałam w tamtym roku. Ba, w ogóle nie będzie tutaj takiej kategorii. Miałam, co do niej duże oczekiwania i trochę się zawiodłam. Nie była ani zła, ani dobra. Tym razem kilka słów o Światłoczułości. Jakub Jarno zrobił sporo zamieszania na polskim rynku czytelniczym. Dość szybko wyszło na jaw, że ma on wiele wspólnego z Remigiuszem M. Byłam bardzo ciekawa, czy odnajdę jakieś podobieństwa w stylach tych autorów. I tu plus, żadnych nie dostrzegłam! Kolejna różnica dotyczy objętości książki. Światłoczułość nie była "grubą" książką, ale jej przeczytanie chwilę mi zajęło. Poznajcie Witka i Żerkę. To dwójka ludzi, których bardzo doświadczyła wojna. I spotkali się właśnie w jej środku. To spotkanie na zawsze ich odmieniło. Na tyle, że kiedy ich drogi się rozeszły, zaczęli się szukać. Żerka wypisywała listy do Witka, a on ciągle o niej pamiętał. Pytał, próbował odnaleźć. Czy w końcu się spotkali? Momentami ta książka bardzo mnie wciągała, by za moment prawie przy niej usypiać. A na końcu naprawdę się wzruszyłam. Dziwny wachlarz emocji, ale po Jakuba Jarno na razie nie sięgnę.
Najlepsza obyczajówka
Tym razem coś idealnego na długie wieczory. Postanowiłam wrócić do autorki, którą bardzo dobrze znam. Jednak nie każda jej książka mnie porwała. Na szczęście Wielka Samotność zdecydowanie miała to coś. Ernt, Coro i Leni to rodzina, która wiele przeszła. Ernt jest weteranem wojennym i cierpi na PTSD. Choć wtedy nikt tego tak nie nazywa. Po prostu wrócił z wojny i jest mu ciężko. Jest impulsywny, nerwowy, agresywny. Często sięga po alkohol. Ewidentnie nie radzi sobie z tym, co przeżył. Nie może znaleźć sobie swojego miejsca, często traci pracę. W związku z tym, jego rodzina ciągle się przeprowadza. Leni już wielokrotnie była tą nową w klasie. Nieoczekiwany spadek po przyjacielu, sprawia że rodzina znów się przeprowadza. Tym razem to ma być naprawdę nowy etap, nowy start. Jadą na Alaskę. Dziką, surową i wymagającą. Na początku, jak to w takiej przemocowej rodzinie, trwa miesiąc miodowy. Leni trafia do nowej szkoły. Tam poznaje Matthew Walkera, z którym wkrótce się zaprzyjaźnia. Społeczność, do której trafia rodzina, jest niewielka. Wszyscy się tu znają. Sąsiedzi wkrótce zaczynają widzieć problem, z jakim zmagają się nowi mieszkańcy. Chcą pomóc. Tylko jak wyrwać się z tego piekła? Historia jest długa, ale mnie nie nużyła. Pokazuje nie tylko problem rodziny alkoholowej, ale też prawdę o weteranach wojennych. Bardzo mnie ciekawi ten temat, więc jeśli czytaliście coś podobnego, dajcie znać! Wielka Samotność zmusza do refleksji, trochę smuci, czasem wzrusza. Prawdziwa i piękna.
Coś nowego
W 2025 chyba pierwszy raz sięgnęłam po coś z literatury azjatyckiej. I to dwukrotnie. Co więcej, moja pierwsza próba była średnio udana. I mimo to, postanowiłam spróbować jeszcze raz. Książka Dziwne obrazki była dla mnie czymś nowym, jakimś takim powiewem świeżości. Chcę więcej takich czytelniczych momentów w 2026! Książka jest podzielona na 4 rozdziały. Do każdego są dołączone jakieś obrazki. Obrazki, które kryją za sobą niesamowitą historię i tajemnice. Pierwsza z nich opowiada o policjancie, który trafił na ciekawego bloga w sieci. Jego autor dzieli się swoją codziennością. Wkrótce ma zostać ojcem. Jest podekscytowany w związku z nową rolą i nowym etapem. Na początku wszystko idzie gładko. Niestety, w czasie porodu wystąpiły komplikacje. Jego ukochana zmarła. Zostawiła po sobie tylko rysunki, które mężczyzna wrzucił do sieci. Wkrótce jednak sam przestał publikować cokolwiek. To właśnie te rysunki bardzo zaciekawiły policjanta. Kryje się w nich odpowiedź na wiele pytań. Kolejna historia opowiada o chłopcu, który zaginął. Dzień wcześniej dzieci w przedszkolu rysowały porter matki. To ten rysunek naprowadzi wychowawczynie chłopca do rozwiązania zagadki. Każda z historii jest w jakiś sposób ze sobą powiązana. Dla mnie to takie połączenie kryminału i psychologii rysunku.
Niezrozumiały zachwyt
Pora na ostatnią kategorię. Aby w miarę wypośrodkować, na końcu kilka słów o książce, która mnie męczyła. Co więcej, po wrzuceniu zdjęcia książki na relacje, parę osób zareagowało bardzo entuzjastycznie. Pisali, że to świetna opowieść i autorka jest genialna. Mnie zachęcił ciekawy opis, dobre opinie i okładka. Tak, na to też zwracam uwagę. Jednak mnie Colette nie porwała. Raczej nie zamierzam sprawdzać też innych dzieł autorki. Agnes, główna bohaterka, to kobieta po przejściach. Niedawno rozstała się z mężem, który odszedł do innej. Wciąż nie może się z tym pogodzić. Rozpamiętuje, tęskni, analizuje co mogła zrobić lepiej. Pewnego dnia, odbiera telefon który wszystko zmienia. Funkcjonariusz żandarmerii informuje ją o śmierci ciotki. Problem w tym, że Colette zmarła 3 lata temu. Agnes nie była na pogrzebie, ale wszystkie formalności zostały dopełnione. Zatem, kogo wtedy pochowali? Kobieta rozpoczyna własne śledztwo. W książce jest kilka perspektyw czasowych. Zazwyczaj lubię ten zabieg, ale tutaj było tego aż za dużo. Można się było pogubić. Historia się bardzo ciągnęła i myślałam, że nigdy nie skończę tej książki. Największym plusem był motyw piłki nożnej. Najlepiej sami sprawdźcie, czy jest się czym zachwycać.
I to by było na tyle. Mam nadzieję, że któraś książka Was zaciekawi. Podsumowanie wydaje mi się różnorodne i nie ma tu za wiele o kryminałach, które kocham. I których czytam najwięcej. Nawet sobie nie postanawiam, żeby w 2026 było inaczej. A Wam życzę samych ciekawych książek w tym 2026 roku!









































