Halo! Czy ktoś jeszcze pamięta o 2025 roku? Czy wszyscy skupili się już na 2026? Moje podsumowanie roku tym razem wyjątkowo późno. Po świętach dopadła nas grypa, mocno przeorała i do tej pory próbuję odnaleźć w sobie więcej zapału. Ale jeśli widzicie ten wpis, to znaczy że go znalazłam! Początkowo miałam wizję podobną, jak w zeszłych latach. Chciałam wyróżnić podróżnicze momenty, ale zmieniłam zdanie. Opowiem Wam, co ciekawego udało nam się zobaczyć w każdym miesiącu. Na pewno poświecę więcej uwagi miejscom, których nie opisałam do tej pory. Książkowego podsumowania szukajcie w kolejnym wpisie. Mam nadzieję, że z rozpędu napiszę oba.
Styczeń
Dość szybko ruszyliśmy na pierwsze spacery. Już 1 stycznia byliśmy na Przylasku Rusieckim, a kilka dni później wybraliśmy się do Miasteczka Galicyjskiego w Nowym Sączu. To miejsce polecamy każdemu, komu marzy się podróż w czasie. Można powiedzieć, że to taki duży skansen. Część zwiedza się z przewodnikami, którzy czekają na Was w wybranych miejscach. Jest apteka, sklep, fryzjer, poczta itd. Wszystko zachowane w klimacie Galicji z przełomu XIX i XX wieku. Na terenie miasteczka znajduje się też duża i klimatyczna kawiarnia. Polecamy zajrzeć i spróbować czekolady na ciepło.
W styczniu wybraliśmy się też do Doliny Będkowskiej. Marzył nam się zimowy spacer i sanki. A koniec miesiąca to też powrót do miejsca, które kojarzy mi się z dzieciństwem. Przed wizytą z okazji Dnia Babci, wpadliśmy na spacer nad Zalew Chechło. Drewniane pomosty, punkty widokowe, fajny plac zabaw. Ile tu się musi dziać w lecie! Całkiem fajny był ten pierwszy miesiąc 2025 roku.
Luty
Luty był niestety dużo gorszy. Myślę, że śmiało zasługuje na miano najgorszego miesiąca w całym roku, choć grudzień też lekki nie był. Zdjęcia podpowiadają mi, że byliśmy wtedy pierwszy raz w Parku Reduta. O tym miejscu nie pisałam na blogu. Po pierwsze, założyłam że wiele osób zna ten park. Po drugie, jakoś wybitnie mnie nie zachwycił. Na plus na pewno zacienione ścieżki, duża przestrzeń i fajne huśtawki. Jednak otoczenie bloków i dość zamknięte osiedle wokół mnie nie przekonały. Miłym (i smacznym) akcentem tamtego spaceru był obiad w restauracji Luca.
To planowo w lutym mieliśmy jechać na Dolny Śląsk, ale z powodów zdrowotnych zamiast na Walentynki, pojechaliśmy na Dzień Kobiet! Na szczęście ten miesiąc uratowała trochę wizyta mojej siostry.
Marzec
W marcu wróciliśmy na mój ukochany Dolny Śląsk. Przy okazji, trafiliśmy na wyrozumiałych ludzi w kwestii noclegu. Tak, jak wcześniej pisałam, planowaliśmy wypad w lutym. Mieliśmy już wykupione noclegi na bookingu bez możliwości odwołania. No i niestety Marysia dwa dni przed zaczęła trochę gorączkować. Byłam pewna, że kasa przepadnie. Mateusz zadzwonił na recepcję i wytłumaczył, jak wygląda nasza sytuacja. I o dziwo, zgodzili się na zwrot. Byłam mile zaskoczona, dlatego nie szukaliśmy później już innego hotelu. Dodatkowy plus za lokalizację blisko centrum i ciastko z okazji Dnia Kobiet. Jakby ktoś szukał, ale raczej tylko żeby się przespać, to polecam hotel Fenix. Odwiedziliśmy wtedy Świeradów-Zdrój, Wrocław, zamek Grodno i właśnie Jelenią Górę. Całą relacje z tej wycieczki znajdziecie tutaj.
W marcu zaliczyłam też kilka spacerów po Puszczy Niepołomickiej, Łąkach Nowohuckich, a nawet po Parku Jordana. Było dużo imprez urodzinowych i sporo treningów. Jeden nawet wspólnie z Mamą. A w deszczową niedzielę wybraliśmy do Muzeum Fotografii. Bardzo ciekawe miejsce, choć najmłodsza z ekipy nie była aż tak zainteresowana. A szkoda. To był fajny miesiąc!
Kwiecień
To był bardzo sentymentalny miesiąc. Dużo było w nim wdzięczności za pierwszy rok życia Marysi, sporo refleksji i jeszcze więcej radosnych chwil. Urodziny świętowaliśmy wizytą w bawialni - pierwszą i jak do tej pory jedyną (nie jestem fanką), wspólnym obiadem i zakupem pierwszych butów. A impreza urodzinowa była wspólna dla Marysi i Mateusza. W kwietniu sprawdziłyśmy z mamą trasę dookoła Przylasku Rusieckiego i pod wózek się nadaje! Wpadliśmy też klasycznie nad zalew, a pod koniec miesiąca ruszyliśmy w pierwszą zagraniczną podróż.
Po 9 latach wróciliśmy do Budapesztu. Byliśmy tam na przełomie kwietnia i maja i trafiliśmy na idealną pogodę. Jeśli chodzi o hotel, to tutaj mam trochę mieszane odczucia. Z jednej strony, lokalizacja, standard i metraż były świetne. Bardzo blisko centrum, dwa duże pokoje i naprawdę fajna cena. Niestety na minus monotonne i średnie śniadania. Mieliśmy też trochę problem z parkingiem w pobliżu. Ten hotelowy był bardzo wąski i woleliśmy zaparkować przy ulicy. Jeśli ta opinia Was nie zniechęca, a zależy Wam na fajnej lokalizacji to podaję namiar. Co zwiedziliśmy w Budapeszcie? Wszystko opisałam na blogu. Czasem problematyczna była ilość schodów (np. przy Baszcie), ale daliśmy radę. Na koniec naszego wyjazdu zafundowaliśmy sobie rejs statkiem i Maria oficjalnie podbiła serce Japończyków, którzy siedzieli obok nas.
Maj
Można powiedzieć, że to też był trochę sentymentalny miesiąc. 1 maja stuknęło nam 10 lat bycia razem. Kiedy to zleciało? Nie wiemy! Po powrocie z Budapesztu, wpadliśmy do ulubionej Puszczy. Wiosna zagościła na całego. Instagram podpowiedział mi, że w maju pobiłam chyba rekord wizyt w jakichś różnych kawiarniach i restauracjach.
Sprawdziłam w końcu te słynne Poranki Breakfast, Coffe&Cake oraz Szlaban Cafe. Byliśmy też w nowej Jamrze na Zabłociu i jeszcze w Dolce Far Niente. No sporo się tego nazbierało! Aż sama się zdziwiłam. Zdecydowanie najbardziej smakował mi deser w tej ostatniej kawiarni, choć ciastko w Szlabanie też było całkiem smaczne! Do Poranków próbowałam już kiedyś się dostać, ale bezskutecznie. Teraz się udało i było pysznie i drogo. Taki minus tej najpopularniejszej śniadaniówki w Krakowie. Wzięłam sobie francuskie tosty i kawę i wydałam chyba 70 zł. Z okazji Dnia Mamy wymyśliłam wyjazd nad zalew Sosina w Jaworznie. Jejku, jak tam było fajnie! Sami się dziwiliśmy, że jesteśmy tu pierwszy raz. Zacienione asfaltowe alejki wzdłuż zalewu idealnie nadają się na długi spacer z wózkiem. Do tego sporo drewnianych pomostów, plac zabaw, boisko do koszykówki, miejsca na grilla. Słowem-działo się! Po więcej szczegółów i innych propozycji zapraszam tutaj. Maj był całkiem sympatyczny.
Czerwiec
W tym miesiącu to się działo! Chronologicznie, ten letni czas zaczęliśmy od kolejnego spaceru nad Zalewem Nowohuckim. W czerwcu w sumie zaliczyłam tam dwa spacer. Drugi był nastawiony na rozwijanie swojego warsztatu fotograficznego. Na początku miesiąca sprawdziłyśmy z mamą i Marysią park Aleksandry. Dla nas to, co prawda, druga strona Krakowa, ale było bardzo przyjemnie. Podobały nam się spacerowe alejki i plac zabaw. Niestety po wizycie, okazało się, że nie widziałyśmy wszystkiego. Może jeszcze kiedyś wrócimy. W połowie czerwca miałam przyjemność brać udział w audycji radiowej. Opowiadałam o naszej wizycie na Roztoczu.
W tym dniu, na odstresowanie, wybraliśmy się na spacer po lesie. Tym razem, nie była to Puszcza Niepołomicka, ale Las Kolanowski w Bochni. Coś nowego i od nas całkiem blisko, ale więcej napisałam tu. Tuż po tym, wyjechaliśmy na długi weekend nad Bałtyk! Jak zwykle, było to spotkanie rodzinne. Przy okazji, udało się jednak coś zobaczyć. Sprawdziliśmy cypel w Mikoszewie. Był nieduży, usypany siłami fal i prądów. Dlaczego w formie przeszłej? Ponieważ późnią jesienią nic już z niego nie zostało. Choć, kto wie, może jeszcze się pojawi. Oprócz tego, odwiedziliśmy też bardzo przyjemny park. Idealny na spacer z wózkiem i nie tylko! Mowa o Parku w Wojanowie. Znajduje się on blisko Gdańska. Doczytałam, że w 2019 teren ten został odnowiony. To widać, bo zarówno drewniane pomosty, plac zabaw, tyrolki, zjeżdżanie są w niezłym stanie. Oprócz tego, są tutaj stawy z kaczkami i łabędziami oraz automaty z ziarenkami. To ciekawy pomysł na spacer. Jak będziecie w okolicy, polecam sprawdzić! Myślicie, że to wszystko w tym miesiącu? Pod koniec czerwca, wpadliśmy jeszcze do Ogrodu Botanicznego. Ostatni raz byłam tutaj prawie 6 lat temu. Dalej najbardziej podobają mi się szklarnie! Wypiliśmy dobrą kawę mrożoną w Milin Cafe, a Marysia wybiegała się po alejkach i uparcie wchodziła na wszystkie schody. Wstęp do ogrodu kosztuje 22 zł, a ulgowy 12 zł. Mówiłam, że dużo się działo! 😍
Lipiec
A co w lipcu? To urodzinowy miesiąc, wiec było bardzo dużo spotkań. Oprócz tego, wybrałyśmy się w babskim gronie na wycieczkę w okolicach Wolbromia. Pojechałyśmy przespacerować się po Dolinie Wiodącej. Dla mnie to były totalnie nieznane rejony! Spontanicznie zaliczyłyśmy jeszcze jeden przystanek nad Zalewem Wolbromskim. Spacer wokół był w szybkim tempie, bo zbierało się na burzę. Jedno i drugie miejsce opisałam we wpisie, który wspominam wyżej.
W lipcu miałam przyjemność sprawdzić też nową kawiarnię w Krakowie! Mowa o Mocnej, przy ul. Rzecznej. To niedaleko Młynówki Królewskiej. W kawiarni pracują osoby niepełnosprawne. Mocno trzymam kciuki za ich rozwój! W lipcu byliśmy jeszcze na wycieczce w Krynicy. To kolejny powrót, bo poprzednia nasza wizyta miała miejsce w 2020. Dosłownie chwilę przed pandemią. Całą wycieczkę opisałam tutaj. Podpowiadam, że Krynica-Zdrój to fajny pomysł również na zimową wycieczkę! Nudy nie ma. W lipcu jeździliśmy na rowerach, spacerowaliśmy po Puszczy i składaliśmy się głównie z malin.
Sierpień
Po szybkim przeglądzie zdjęć z tego miesiąca, wniosek nasuwa się jeden. To był kolejny aktywny i fajny miesiąc! Na początku szlifowaliśmy formę rowerową. Tym razem wybraliśmy się na wycieczkę po Skawinie. Konkretnie, wzdłuż Kanału Łączańskiego. Zaparkowaliśmy na ul. Skawińskiej (trochę na dziko) i kierowaliśmy się ścieżką rowerową w stronę Jaśkowic. Trasa do mostu w Jaśkowicach to 11 km. Praktycznie cały czas asfaltem, mało podjazdów i niewiele ludzi. Trasa podobna, jak do Tyńca. Byliśmy mile zaskoczeni brakiem tłumów i pewnie jeszcze kiedyś wrócimy!
Sierpniowy długi weekend to wyjazd nad morze, aby poznać nowego członka rodziny. Tym razem, udało się trochę poplażować. Podjechaliśmy do Jelitkowa. Wracając do domy, zahaczyliśmy o Olsztyn. Mam sentyment do tego miejsca, bo w 2018 zauroczyły mnie tutejsze jeziora. Na blogu jest dostępny przewodnik. Jakby tego było mało, to wpadliśmy jeszcze do mojej ulubionej pizzerii w Warszawie. Tam to w ogóle nie było mnie sto lat. Jakoś mi nie po drodze do tej stolicy, nie wiem czemu. 👀 Koniec sierpnia to też powrót w góry. Jak ja tęskniłam! Mama wymyśliła Beskid Śląski. Dla mnie istotna była możliwość zjechania w dół kolejką, ze względu problemy z kolanami. Weszłyśmy na Szyndzielnię, a później na Klimczok. Widoki z Klimczoka były mega. Całą wycieczkę opisałam w tym miejscu. Pod koniec miesiąca, sprawdziłyśmy z Marysią Bobrowy plac zabaw. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, jest tu ścieżka edukacyjno-rekreacyjna i nie tylko! Może trochę mało cienia w taki upalny dzień, ale nam się podobało! Adres to Węgrzynowicka 63A.
Wrzesień
Miesiąc, który do tej pory kojarzył mi się tylko z powrotem do pracy. Na przekór wspomnieniom, wybrałyśmy się z Mamą i Marysią sprawdzić nową atrakcję w Małopolsce. Do tej pory sama się dziwię, że tam dotarłyśmy. W tym dniu Mania wybitnie nie współpracowała i zawracałyśmy chyba z trzy razy. Chodzi o nową ścieżkę przy Pustyni Błędowskiej. Zaparkowałyśmy przy Róży Wiatrów i stamtąd udałyśmy się na spacer. Celem była Ścieżka na Palach. Z Róży Wiatrów to około 3.5km w jedną stronę. My w tym dniu zrobiłyśmy 10 km, przez te ciągłe humorki. 😁
A tak serio, to super opcja na spacer z wózkiem, bo są tu położone takie betonowe płyty. Trzeba jednak uważać, bo jeżdżą tędy też rowerzyści, ale dałyśmy radę. Drewniane pomosty, o których mowa, zostały oddane do dyspozycji w lipcu. To ścieżka zbudowana nad Białą Przemszą. Ma 400 metrów długości. We wrześniu zakończyliśmy też sezon rowerowy, wybierając się nad Czarny Staw w Puszczy. Niezmiennie polecam to miejsce. Idealne na spacer z wózkiem i bez, na rower również! Wpadliśmy na kopiec Kraka, a pod koniec miesiąca do Częstochowy. W planach mieliśmy jeszcze postój na zamku w Olkuszu. Niestety kogoś zmorzył sen i nie doczekał. Następnym razem lepiej to zaplanujemy. No i właściwie od czerwca byliśmy w urodzinowym-imieninowym ciągu, który potrwał do samego grudnia.
Październik
Pora na wakacyjny miesiąc! Zanim jednak wybraliśmy się na zasłużone wakacje, był wypad w góry. I to nie byle jaki! Randka w górach z okazji rocznicy ślubu. Tym razem, padło na Beskid Śląski. Za cel obraliśmy sobie Błatnią. Startowaliśmy z Jaworza. To około 2h jazdy z Krakowa. Zaparkowaliśmy na dużym parkingu przy ul. Turystycznej. Stamtąd wędrowaliśmy cały czas żółtym szlakiem. Orientacyjny czas przejścia to około 1h40 minut. My pokonaliśmy trasę w nieco ponad godzinkę. Przez większość czasu wędrowaliśmy przez las. Ścieżka delikatnie pnie się do góry, ale nie ma jakichś mega ostrych podejść. Najpierw dotarliśmy do schroniska i tam zrobiliśmy sobie przerwę. Zjedliśmy pomidorową (15zł) i żurek (20zł). Ze schroniska czeka nas jeszcze 200 metrów na szczyt i warto tam dotrzeć! Widoki przepiękne. Przy dobrej widoczności można zobaczyć np. Skrzyczne, Malinową Skałę, czy Czantorię. Zeszliśmy tym samym szlakiem. Bardzo przyjemna wycieczka.
Tydzień później wylecieliśmy na Maltę. Naszym wakacjom poświęciłam dwa wpisy, więc odsyłam Was tutaj. Ledwo wróciliśmy, to w Krakowie były Targi Książki. Na pewno zapamiętam je na długo, bo udało mi się porozmawiać przez dłuższą chwilę z jednym z moich ulubionych autorów. Poza tym akredytacja też trochę dodała mi motywacji. 😀 Październik kończymy wizytą w Puszczy Niepołomickiej, która jesienią prezentuje się naprawdę najpiękniej!
Listopad
Ten miesiąc zawsze ratuje naprawdę dużo okazji do świętowania. Tak było i tym razem. Dodatkowo spadł śnieg! A wisieńką na torcie były odwiedziny Pomorza i wypad w góry. Chronologicznie, zaczęliśmy listopad od spotkań rodzinnych. Po aktywnym październiku, przyszła pora trochę zwolnić i tak też było w tym miesiącu. Na szczęście, nie zabrakło wypadu w góry. Te zawsze ładują moje baterie.
Był już Beskid Śląski i to dwa razy. Pora wrócić w ukochane Tatry! Choć bardziej kocham polską stronę, to słowacką też nie gardzę. Pojechałyśmy z Mamą przede wszystkim sprawdzić Lodową Świątynię. Wybierałam się tam już kilka lat, ale w końcu się udało. Cała relacja z wycieczki jest na blogu. Natomiast w ostatni weekend listopada dotarłam na wystawę, na którą też już się czaiłam kilka lat. Chodzi o wystawę makiet kolejowych w NCK-u. To tutaj kolekcjonerzy budują tory, ustawiają lokomotywy, dają sygnały do odjazdu itd. No widać, że to są pasjonaci. Nam się podobało, fajnie że w końcu tu dotarliśmy. Wystawa jest raz w roku w NCK-u, więc trzeba teraz cierpliwie poczekać.
Grudzień
Tylko Święta i pobyt nad morzem ratuje ten miesiąc! W mikołajkowy weekend wybraliśmy się na ostatnią w tym roku wycieczkę. I to nie byle jaką, bowiem na drugi koniec Polski. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że tam już zostawiłam kawałek swojego serca i lubię tam wracać. Oprócz świętowania kolejnych urodzin (mówiłam, że byliśmy w ciągu), miałam malutkie marzenie związane z tym wyjazdem. Bardzo chciałam wyrwać się na Jarmark i to najlepiej w babskim gronie. Tak się złożyło, że o tym samym pomyślała też moja Mama i się udało! Zdecydowanie Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku jest moim ulubionym. Mam porównanie z Krakowem, Wrocławiem i Katowicami. Mam wrażenie, że jarmark w Gdańsku jest tak fajnie rozplanowany, że nie czuję się aż tak bardzo tych tłumów. Ciekawe instalacje, mnóstwo różnych kuchni do spróbowania, stoiska z dekoracjami i wiele innych. Było super i jestem mega wdzięczna za ten czas. Następnego dnia wyrwaliśmy się jeszcze do Brzeźna. A tu czekała mała niespodzianka, bo molo jest w remoncie. To był krótki, ale intensywny wyjazd. Było jeszcze kilka miłych spotkań świątecznych i zwiedzanie szopek. Natomiast resztę miesiąca chorowałam, z przerwą na Święta i znów chorowałam. Tylko jeszcze bardziej, niż poprzednio, bo z całą ekipą. Nie polecam 😖.
Uf! Dotrwałam do końca i podsumowałam cały rok. A Wy? Przeczytaliście całość? Google podpowiada mi, że to tylko 11 minut czytania. A myślałam, że będzie krótko, bo o czym tu pisać... ;) Serdeczności na ten 2026!













Brak komentarzy: