Podróże z książką

Z wielu odbytych podróży i pasji do słowa pisanego zrodził się pomysł na bloga. Podróże z książką to miejsce, w którym odnajdziecie zarówno wpisy o tematyce podróżniczej jak i recenzje książek.

Menu

  • Strona główna
  • O mnie

października 31, 2022

Babski wypad na Słowację - relacja z wycieczki

 Tak się cudownie złożyło, że pierwsze dwa weekendy października spędziłam w przepięknych miejscach, po których mogę Was teraz oprowadzić. Najpierw był rocznicowy wyjazd z Mężem do Egeru, a tydzień później babski wyjazd z Mamą na Słowację. Będzie kilka słów o górskim szlaku, słynnym zamku, zaporze wodnej, Janosiku i naprawdę świetnej bazie wypadowej. Zapraszam do lektury!


1. Najtrudniejsza umiejętność w górach - szlak na Boboty

Generalnie plan na babski weekend był taki, że miałyśmy jechać w trójkę. Moja Mama, Babcia i ja. Mama zaproponowała góry, dostosowując trasę do możliwości Babci, która ostatecznie nie pojechała. Celowałyśmy w najwyższy szczyt Małej Fatry, czyli Wielki Krywań. Dojechałyśmy na bezpłatny parking do Doliny Vratnej i ruszyłyśmy w stronę kolejki. Zapłaciłyśmy za bilet 15 euro za osobę, czyli dość dużo i zapakowałyśmy się do wagonika. Pani w kasie nas trochę poganiała, bo wyjazdy są co godzinę, więc praktycznie wbiegłyśmy  do kolejki. I co?  Po 5 minutach u góry zrobiło się biało. Mgła i zacinający deszcz uniemożliwił nam zdobyciu szczytu.


 Musiałyśmy poczekać jakieś 40 minut na jazdę w dół. Wiedziałam, że to jedyne rozsądne rozwiązanie, chociaż serce mnie trochę bolało. Na dole widoczność była dużo lepsza, więc postanowiłyśmy po prostu wejść na jakiś szlak i trochę pospacerować bez większego celu. Odjechałyśmy kawałek i znalazłyśmy drogowskaz na Boboty, który pokazywał 1h 45 min do szczytu. Było już dość późno na taką wycieczkę, ale wtedy bardziej zależało nam po prostu na spacerze. Nie wspominałabym o tej opcji wcale, ale te widoki nas zauroczyły. Sami zobaczcie. 

Podejście jest dość strome, jest trochę metalowych schodków i nawet o zgrozo - pojawiły się kawałki z łańcuchami oraz jedna drabinka, czyli innymi słowami: mój debiut. Dałam radę, nie było tak źle. Im wyżej wychodziłyśmy, tym widoki były coraz lepsze. Jesień w górach to jest zdecydowanie coś, co kocham. 


2. Pomiędzy górskimi szlakami - Janosik &Żylina

Kierując się w stronę naszego hotelu, przejeżdżałyśmy przez miejscowość Terchowa, z której pochodził Juraj Janosik uważany za bohatera narodowego. Czy do tej pory myślałam, że Janosik urodził się w Polsce? Niewykluczone. 😀 W każdym razie pomnik ma ponad 7 metrów wysokości i zdecydowanie wyróżnia się z daleka.

 Na kolację pierwszego dnia pojechałyśmy do Żyliny, w której znajduje się bardzo ładny ryneczek z piękną fontanną. Jeśli będziecie mieli okazję zwiedzić kiedyś to miasto, to polecam wybrać się wieczorem, bo wtedy wszystko jest bardzo ładnie oświetlone. Z ciekawostek, mamy tam też w centrum małą galerię handlową wybudowaną zaraz obok kościoła. A nieco dalej znajduje się też zapora wodna, ale nie do końca wiem czy weszłyśmy tam legalnie. 😁


3.Janosikove Diery

Kiedy usłyszałam przed wyjazdem wstępny plan mojej Mamy byłam trochę przerażona. Na drugi dzień zaplanowała Horne Diery, czyli wędrówkę po drabinkach, łańcuchach itp. Duże opady deszczu i mój brak doświadczenia w tym temacie trochę mnie paraliżował. Przynajmniej na początku tak było. Jednak nieco ośmielona zmaganiami w poprzednim dniu, szukałam jakiegoś kompromisu. I tak padło na Janosikove Diery, które mają do zaoferowania wariant łatwiejszy i trudniejszy. 

My zaparkowałyśmy w okolicy hotelu Diery w Bielym Potoku i zapłaciłyśmy za parking 3 euro. Natomiast wejście na teren Parku Narodowego jest darmowe. Jeśli chcemy zrobić sobie pętelkę i zaliczyć wszystkie trzy diery: górne, dolne oraz nowe, to musimy poświęcić na to około 3h. Wielu turystów idzie stąd też na Wielki lub Mały Rozsutec. Dlatego mimo dość wczesnego wyjścia-było chyba koło 9 (czyli dla mnie to wcześnie być już na miejscu) ludzi na szlaku było sporo. Jest to dość popularne miejsce, które oferuje wiele możliwości. 


Na początku trasa wiedzie przez las, minęłyśmy tablice informacyjne, drewniany mostek i szłyśmy po prostu za tłumem. No i za niebieskim szlakiem. 😀 Po około 20 minutach spokojnego spaceru dotarłyśmy do pierwszych metalowych korytarzy i potoku, który zdecydowanie nadaje klimat temu miejscu. Następnie dotarłyśmy do rozwidlenia szlaków i tu mogłyśmy skręcić w prawo na Dolne Diery, które są zdecydowanie najłatwiejszą opcją w tym terenie, albo w lewo na Nowe Diery. Te, jak się domyślacie, są trochę trudniejsze, ale widoki wynagradzają z nawiązką. W związku z tym, że Nowe Diery to szlak jednokierunkowy, to najlepiej skręcić najpierw w tamtym kierunku i wrócić przez Dolne Diery. My jakoś przeoczyłyśmy fakt, że Nowe są jednokierunkowe, więc poszłyśmy na odwrót, ale nie będę Was tutaj wprowadzać w błąd i opiszę prawidłową trasę. Nie róbcie tak jak my! 

Momentami ścieżki były bardzo wąskie i strome, ale w takich miejscach zazwyczaj były też poręcze, więc kto się czuł niepewnie, mógł się asekurować. Klimat tego miejsca trochę przypominał mi Skalne Miasta, ale może to dlatego że trochę ich w tym roku odwiedziłam. Po 30-40 minutach dotarłyśmy do kolejnego rozdroża i bufetu Koliba. Można tam wypić piwko albo Kofolę i uzupełnić siły. Są też stoliki i ławeczki, więc to dobre miejsce na przystanek. Stamtąd możemy iść na Górne Diery, czyli najbardziej wymagający fragment trasy, albo wrócić Dolnymi Dierami. Sami musicie zdecydować na podstawie swojego doświadczenia i sił, gdzie się pokierować. Ja mam nadzieję, że kiedyś jeszcze tam wrócę i przetestuję Górne Diery, jednak wtedy wybór padł na Dolne. Tu z kolei było kilka pięknych drewnianych kładek wiodących przez las, które ja bardzo lubię. No i jeden wodospad. Mnie się podobało! Całość trasy zajęła nam 2h.

4. Zamek Orawski

Wracając do Krakowa, postanowiłyśmy zrobić sobie jeszcze jeden krótki przystanek. Chodzi oczywiście o jeden z najbardziej rozpoznawalnych zamków w całej Słowacji, czyli zamek Orawski. Jego największym atutem jest ciekawe położenie, leży na skale nad rzeką Orawą. W związku z tym, widać go z bardzo daleka. Prawdopodobnie jego budowę rozpoczęto w XIII wieku, pierwotnie był w stylu romańskim i gotyckim, ale po przebudowie jest to renesans i neogotyk. Ze względu na lokalizacje  na wzniesieniu, trzeba do zamku kawałek podejść. Zaparkowałyśmy samochód, uiszczając opłatę (3euro) i wdrapałyśmy na dziedziniec. Co ważne, jeśli chcemy zwiedzić zamek w środku, trzeba zapłacić 9 euro za osobę. Kasa jest tylko na dole, więc to tam musimy podjąć decyzję, czy wchodzimy. Nas trochę ograniczał czas, poza tym Mama już zwiedzała zamek w środku, więc wybrałyśmy się tylko na krótki spacer. Ponoć zwiedzanie jest bardzo ciekawe, można się też załapać na krótkie koncerty pieśni ludowych. No i wyczytałam, że popularnością cieszy się również nocne zwiedzanie. 

5. Hotel Diana

Na koniec muszę wspomnieć o świetnym hotelu, jaki udało nam się znaleźć. Myślę, że nie przesadzę jeśli napiszę, że była to najfajniejsza baza noclegowa w jakiej spałam w tym roku. Pobija nawet cudną agroturystykę na Dolnym Śląsku i hotel w Dreźnie. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na fajną lokalizację. Miałyśmy blisko do wyjścia na szlak, do większego miasta, a jednocześnie był trochę na odludziu. Sam wystrój jest w klimacie myśliwskim, bardzo dużo pięknych drewnianych elementów przyciąga oko. W hotelu mamy do dyspozycji świetną siłownię, no takiej nie widziałam nawet w Grecji czy na Cyprze! Jest też sala ze stołem do ping-ponga, bilardem i planszówkami. Mama trochę obawiała się o śniadanie, ale było przepyszne. Oprócz koszyka pełnego pieczywa - bułeczki, crossanty, wybierałyśmy też z menu danie na ciepło. Za noc od dwóch osób trzeba zapłacić ok.300-330 zł, ale warto! Tu podsyłam Wam link do strony hotelu.


To komu marzy się taki babski wypad? 👀

Read more »
o października 31, 2022 10
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

października 22, 2022

Przewodnik po Egerze i okolicach.

To było tak. Zbliżała się nasza kolejna rocznica ślubu, czyli idealny moment na jakąś fajną wycieczkę. Początkowo pomyślałam, że skoro odwiedziliśmy w tym roku już moją ukochaną Pragę, to może teraz wrócimy do Budapesztu. To miasto z kolei bardzo przypadło do gustu Mateuszowi, zatem wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy zaproponował inne miasto na Węgrzech. Padło na Eger i to był strzał w dziesiątkę. Zapraszam na relację z tej cudownej wycieczki. Mam nadzieję, że po lekturze, zaczniecie planować swoją podróż w tamte rejony. 


1.Dojazd

Z Krakowa to około 5/6h jazdy w zależności od korków. My stwierdziliśmy, że pominiemy autostradę, żeby nie płacić za winiety, które są dość drogie. Jechaliśmy przez to około 30 minut dłużej, a trochę zaoszczędziliśmy. Na Węgrzech równoległe z autostradą biegnie bezpłatna droga krajowa, więc to naprawdę fajna opcja. 

2. Nocleg + jedzenie

My zatrzymaliśmy się w AIDA Sport Apartman, który był bardzo blisko centrum. Do najważniejszych atrakcji mogliśmy się dostać pieszo. Poza tym mieliśmy do dyspozycji, całe i bardzo dobrze wyposażone, mieszkanie oraz podziemny parking. Przyjechaliśmy do Egeru po 22 i nie było problemów, żeby o tej godzinie się zakwaterować. Generalnie polecamy. 😀 Wspomnę też od razu o restauracji, w której można zjeść coś dobrego. Zależało nam, żeby to była kuchnia typowo węgierska, dlatego jeśli szukacie takiej, to śmiało wybierzcie się do Trifli. Ja wzięłam sobie zupę gulaszowa, a Mateusz standardowo schabowy, czy coś koło tego.😀 Obok nas siedziała urocza, starsza para i kiedy zobaczyli, jak ładnie wygląda nasz posiłek, poprosili o dokładnie to samo. Za obiadek + napoje zapłaciliśmy około 80 zł. Zresztą Eger raczej nie należy do drogich miast, o czym mam nadzieję że się przekonacie. 


3. Co warto zobaczyć?

  • Bazylika św. Jana Apostoła i Ewangelisty, św. Michała Archanioła i Niepokalanego Poczęcia NMP
Jest to zdecydowanie jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w całym mieście. Przede wszystkim ze względu na rozmiar Bazyliki. To ogromna budowla, którą na pewno zauważycie z daleka. W czasie naszej wycieczki (początek października 2022) część Bazyliki była w remoncie, dlatego najlepiej podejść pod główne wejście, które jest najbardziej okazałe. Przed kościołem stoją ogromne figury świętych: Stefana, Władysława, Piotra i Pawła. Na szczęście mimo remontów, mogliśmy wejść do środka. Wstęp jest darmowy, ale nie włóczyliśmy się za bardzo po kościele, bo trwała wtedy Msza Święta. A po drugiej stronie znajduje się kolejny budynek, którego nie można pominąć w czasie naszej podróży po Egerze. 


  • Egerskie Liceum
Liceum trzeba odwiedzić przynajmniej z kilku powodów. Pierwszy jest taki, że to kolejny ważny budynek w mieście. Pierwotnie miał być tutaj uniwersytet, ale cesarzowa Maria Teresa się nie zgodziła i zamiast tego powstała tu Wyższa Szkoła Pedagogiczna, która nieprzerwanie działa od XIX wieku. Po drugie, w liceum mieści się Biblioteka Archidiecezjalna, w której znajdują się kodeksy pochodzące ze średniowiecza albo rękopisy samego Mozarta. No i trzeci powód to piękna panorama, która rozciąga się z dachu budynku. Poza tym na terenie szkoły jest też muzeum. Jest tu obserwatorium, sala multimedialna, czy ekspozycja na temat kamer i aparatów. Opłata za wstęp wynosi ok. 20 zł, ale osobno musimy kupić też bilet do Biblioteki, jeśli oczywiście chcemy ją odwiedzić. Znajduje się ona na pierwszym piętrze w pokoju 233. Bilet kosztuje ok.10 zł i na wejściu dostaniemy broszurę informacyjną po polsku. W Bibliotece oczy przyciąga przede wszystkim fresk namalowany na suficie, który przedstawia Sobór Trydencki. 


Natomiast widok z dachu budynku robi wrażenie. Ta panorama trochę przypominała mi widoki w Pradze. Zresztą, sami zobaczcie. 

  • Plac Dobo
W Egerze bardzo spodobały mi się wąskie uliczki i spokój nad ranem. Tak właśnie nieśpiesznie sobie spacerowaliśmy dalej i trafiliśmy na nietypowy koncert. Sami posłuchajcie. 


Wszystko to działo się na Placu Dobo, który był kolejnym miejscem na mojej liście. Plac jest nazwany na cześć wielkiego kapitana zamku Istvana Dobo. Ku jego pamięci na samym środku placu znajdziemy też jego pomnik. Poza tym mamy tam też fontanny, restauracje oraz piękny barakowy kościół św. Antoniego. Plac jest miejscem spotkań i widać, że jest to taki punkt centralny Egeru. Można go śmiało porównać do krakowskiego rynku, choć wiadomo który ładniejszy 😉. Leży u podnóża zamku, więc to tam się następnie udaliśmy. Po drodze minęliśmy stragany z pamiątkami i ciekawy antykwariat, w którym byli sami Polacy. Ciekawe czemu. 


  • Zamek w Egerze
Zamek w Egerze uznaje się za jeden z ważniejszych historycznie obiektów w całym kraju. To za sprawą spektakularnego zwycięstwa wspomnianego wyżej Istvana Dobo nad tureckimi wojskami. Jego armia była trzydziestokrotnie mniejsza od przeciwnika i mimo to, zwyciężyli. 

 Zamek wiele razy był doszczętnie zniszczony i to bardzo widać, przechadzając się po dziedzińcu. Wejście do muzeum jest płatne i kosztuje ok. 25 zł, ale jeśli dobrze zrozumiałam, to aby wejść na teren zamkowy nie trzeba płacić. I szczerze, następnym razem wybrałabym taką opcję. Muzeum jest raczej w starodawnym stylu, na zasadzie rzeźba/obraz i antyrama z dokładnym opisem. Fajną atrakcją były też wystrzały z armaty oraz stragany z elementami stroju rycerskiego. No i oczywiście z zamku również rozpościera się piękny widok na miasto.

  • Łaźnia turecka
Eger to przede wszystkim gorące kąpiele i wino. Pora na punkty kulminacyjne tej wycieczki. Jeśli chodzi o termy, to baseny na zewnątrz (to dość duży kompleks) były zamknięte, ale my zdecydowaliśmy się na wizytę w łaźni tureckiej. Było tam 6 basenów, sauny oraz strefa relaksu. Z ciekawostek, największy basen został wybudowany w okresie panowania tureckiego w XVIII wieku. Woda ma tam temperaturę między 30,a 36 stopni. Jest też możliwość zapisania się na masaż, ale my akurat nie skorzystaliśmy. Nie do końca dogadaliśmy się z panią w kasie, bo ponoć z łaźni można przejść też na duży (zakryty) basen z podgrzewaną wodą, ale tam niestety nie trafiliśmy. Z jednej strony szkoda, ale z drugie - dwie godziny moczenia i wylegiwania się w saunach za 30 zł za osobę nam w zupełności wystarczyło. Dużym plusem był też brak tłumów. W takich warunkach można odpocząć. 


  • Dolina Pięknej Pani
W tym miejscu spełniliśmy marzenie Mateusza. Bardzo chciał odwiedzić prawdziwą winnicę na Węgrzech i męczył mnie pytaniami o to, czy zaplanowałam tam wizytę. No pewnie, że tak! I to w prawdziwym raju dla osób, które domowymi alkoholami się trochę interesują. Skąd w ogóle taka nazwa? 


Wersji jest kilka. Jedna mówi o pogańskim odpowiedniku Wenus, której tutaj składano ofiary. Inna o pięknej dziewczynie, która sprzedawała tu wino. W każdym razie, nigdzie indziej nie zobaczycie tylu piwniczek i winnic. Pierwsze wzmianki o tym miejscu pochodzą aż z XIII wieku. 

Co ciekawe, piwniczki nie tylko pełniły funkcję składową, ale również obronną. No dobrze, a co tam znajdziemy? Przede wszystkim niezliczoną ilość winnic-gdzieś wyczytałam że jest ich prawie sto. Możemy spróbować wina w kieliszku lub wziąć na wynos. Koszt kieliszka wahał się od 3 do 5 zł, więc to naprawdę świetna cena i uwierzcie, że ten smak jest nie do podrobienia. Natomiast za baniak 3litrowy (nie pytajcie skąd wiemy 😀) trzeba zapłacić 50zł. Oczywiście oprócz wina, serwują tam tez przekąski. My skusiliśmy się na zapiekanego naleśnika. 

Usłyszeliśmy przy jednym stoliku w czasie rozmowy, jak jeden pan opowiadał że przyjeżdża tutaj od 14 lat. Naprawdę to rozumiem, bo też chciałabym tu wrócić. Dzięki muzyce na żywo, pięknych świecidełkach i życzliwej obsłudze panuje tu niepowtarzalny klimat. Restauracje są otwarte zazwyczaj do 21/22, przynajmniej w większości. My wybraliśmy się tam przed 19 i spędziliśmy tam trochę ponad 2h. Był to zdecydowanie jeden z lepszych wieczorów w naszym życiu. 😍 Za takie momenty jeszcze bardziej kocham podróże. 

4. Okolice Egeru

Następnego dnia wybraliśmy o oddalonego o  50 km Miskolza. A dokładniej za cel obrałam sobie kurort Lillafured położony u podnóża Gór Bukowych. Bardzo dużo czytałam o tym miejscu i postanowiłam je sprawdzić. Warto je odwiedzić  przynajmniej z 4 powodów:
  • Rejs po jeziorze 
To był kolejny magiczny moment tej wycieczki. Jak tylko przeczytałam o możliwości wypożyczenia łódki, wiedziałam że chciałabym skorzystać z tej atrakcji. Czemu tylko nikt nie powiedział mi, że płatność tylko gotówką?! Na szczęście miły pan przyjął euro i wypłynęliśmy na godzinkę płacąc ok. 90 zł za parę. Można wynająć łódkę na krótszy czas, ale sami spójrzcie na te widoki...


  • Nietypowe jaskinie do zwiedzania
Do dyspozycji mamy dwie. Jaskinia świętej Anny lub świętego Stefana. My wybraliśmy tę drugą opcję. Zwiedzanie jest możliwe tylko z przewodnikiem i tylko o pełnych godzinach. Niestety wszystko po węgiersku, więc więcej musiałam gdzieś sama doczytać. To był chyba największy minus tej atrakcji. Bilet kosztuje 25 zł, a zwiedzanie to pół godziny spaceru podziemnymi korytarzami, które jednak nie są zbyt długie. Ponoć w jaskiniach odbywają się turnusy rehabilitacyjne, bo pobyt w nich bardzo dobrze wpływa na układ oddechowy. Przyjemne z pożytecznym. Czy polecam? Pasjonatom tak, ale teraz bardziej wspominam o tym, ku przestrodze.

  • Hotel pałacowy
Warto przyjrzeć się też pięknemu hotelowi, który trochę wygląda jak pałac i przejść się po parku, który go otacza. Mamy tutaj prawdziwe wiszące ogrody, mały wodospad, plac zabaw dla dzieci, restaurację i wiele innych atrakcji. No naprawdę w tym miejscu można odpocząć.


  • Przejażdżka kolejką i kąpiel termalna
Na koniec jeszcze o dwóch atrakcjach, z których my nie skorzystaliśmy, ale muszę o nich wspomnieć. Przez Lilafured przejeżdża w sezonie wakacyjnym zabytkowa kolejka wąskotorowa i gdybym była tam w wakacje, nie odmówiłabym sobie tej przyjemności. No i poza tym w tamtych okolicach również można zaliczyć kąpiel termalną w prawdziwych jaskiniach. No przyznajcie, że czasu na nudę to tu nie ma!


Mam nadzieję, że przewodnik kiedyś Wam się przyda i z całego serca polecam wybrać się na wycieczkę naszymi śladami. 




Read more »
o października 22, 2022 4
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

października 11, 2022

Książki we wrześniu

 W końcu mogę zacząć wpis o książkach od jakiegoś pozytywnego akcentu. Po pierwsze ilość książek była w tym miesiącu całkiem przyzwoita, po drugie przekroczyłam magiczną liczbę 52 książek w roku, a po trzecie niemalże każda którą czytałam, była dobra lub bardzo dobra. Zapraszam Was na czytelnicze podsumowanie września.


1. Idealna niania

Jakie cechy według Was powinna mieć idealna niania? Tak, żebyście powierzyli jej opiekę nad swoim dzieckiem? Nawet hipotetycznie. Dla mnie podstawą byłby dobry kontakt z maluszkiem i dbałość o bezpieczeństwo. Sama przez ponad rok byłam taką opiekunką i skradłam serce chłopczyka (i pewnie jego mamy po części też) szybką rundką w piłkarzyki w czasie rozmowy zapoznawczej. Sarah, główna bohaterka książki, w pewnym momencie swojego życia, postanawia, jak ja, spróbować swoich sił jako opiekunka. Ciężka sytuacja materialna, spore długi i planowanie ślubu z narzeczonym tylko utwierdzają ją w przekonaniu, że przyda jej się dodatkowy dochód. Na tablicy ogłoszeń znajduje właśnie ofertę pracy dla niani. Idzie na rozmowę, pełna młodzieńczej werwy, ale za to totalnie bez doświadczenia. Dom, w którym miałaby pracować jest bardzo ekskluzywny. Jej zadaniem byłaby opieka nad czteroletnią Patty, a przynajmniej tak się początkowo wydaje. Po kilku dniach od rozmowy, dostaje pozytywną odpowiedź. Zanim jednak zacznie, podpisuje kilkustronnicową umową, w której bardzo wyraźnie podkreślona jest waga dyskrecji. Czy to ma coś wspólnego z tym, że Sarah wciąż nie poznała Patty, bo ta rzekomo źle się czuje? Każde niepotrzebne pytanie może mieć swoje konsekwencje. Książka wciąga stopniowo, tak że w końcu nie byłam w stanie jej odłożyć. Aż jestem zła na siebie, że nie domyśliłam się zakończenia, a to było naprawdę dobre! 9/10


2. Odległe brzegi

A teraz kilka słów o książce, która dała mi naprawdę dużo do myślenia. Elizabeth jest ze swoim mężem już ponad dwadzieścia lat, czuje podskórnie że ich małżeństwo przechodzi poważny kryzys. Do tego syndrom pustego gniazda doskwiera jej coraz bardziej, zwłaszcza gdy całe swoje życie prywatne i zawodowe poświeciła wychowaniu córek i byciu oddaną żoną. Jej mąż, Jack, był kiedyś sportowcem, ale medialny świat wciągnął go w narkotykowy nałóg, pełen romansów i kochanek.  Ten kryzys jednak wraz z Elizabeth przetrwali, a o wiele trudniej jest im się zmierzyć z prozą życia codziennego. Niby się starają, ale są to tylko pozory. Przełomowym i jednocześnie bardzo trudnym momentem jest śmierć ojca Elizabeth. Wtedy postanawia zmienić wszystko na czym budowała swój dotychczasowy świat. Odchodzi od męża, zaczyna chodzić na terapię, wraca do swojej dawnej pasji jaką jest malowanie. I wtedy to w niej samej zachodzą poważne zmiany, które mają wpływ na jej relacje z innymi. Po latach jest w stanie zdobyć się na szczerą rozmowę ze swoją macochą, której nigdy nie darzyła sympatią. W końcu zrzuca z siebie ciężar odpowiedzialności za udane małżeństwo, bo to nie tylko jej ma zależeć. Na początku Jack podchodzi do tych zmian z dużą rezerwą, myśli że są one tylko chwilowe i za chwilę jego żona po prostu za nim zatęskni. On w tym czasie zaczyna rozwijać karierę w telewizji i poświęcenie pracy skutecznie zagłusza jego wyrzuty sumienia. To książka o kobiecie, która zawalczyła o siebie, o swoje poczucie własnej wartości, o niespełnione nigdy marzenia. Ciężko sobie nie zadać pytania w czasie lektury- na co ja właściwie czekam? 9/10

3. Dom bez adresu

Czas na książkę o innej tematyce. Na temat gór przeczytałam już kilka książek i zazwyczaj były one bardzo ciekawe. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to jednak tematyka dla każdego. Dom bez adresu opowiada o kultowym miejscu, jakim jest Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów. O wiele łatwiej mi było wejść w tę książkę, dzięki temu że niemalże równo rok temu byliśmy tam w ramach naszego wyjazdu rocznicowego. Zgodnie też stwierdziliśmy, że to jedne z piękniejszych miejsc w górach jakie widzieliśmy. Dlaczego miejsce jest kultowe? W książce znajdziemy wyjaśnienie. Przede wszystkim od lat prowadzi je jedna i ta sama rodzina. Poświęcili bardzo dużo, aby to miejsce dziś wyglądało jak wygląda. Niektórzy swój dzień w schronisku muszą zaczynać już od 4 rano, żeby wszystko przygotować. Kucharz stawia na proste i pożywne dania, tak aby turyści mogli poczuć się jak w domu i uzupełnić siły. Z ciekawostek, do schroniska w dużej mierze produkty przewożone są windą, ale wcześniej pracownicy musieli sobie radzić sami. Widać, że ludzie którzy tam pracują, włożyli w to całe serce. Dla nich po prostu nie ma rzeczy niemożliwych. Schronisko ma być miejscem wypoczynku po ciężkiej trasie, dlatego zdarza się że niektórzy nocują tu za darmo - z różnych względów. Choć oczywiście są to wyjątki, ale ukazuje to filozofię jaka panuje w tym miejscu. Do Piątki (bo tak nazywana jest w skrócie dolina) nie wszyscy docierają. Trzeba mieć już trochę doświadczenia, jakąś kondycję. I tak czytając tę książkę, stwierdziłam że naprawdę cieszę się że udało nam się tam dotrzeć. A jeśli komuś z Was też się marzy, przypominam że pisałam o tym szlaku tutaj. Daję 8/10.


4. Werdykt

I na koniec jeszcze dwa zdania o mojej ulubionej serii z Chyłką w roli głównej. Ostatnio trochę narzekałam na Mroza, że jego książki bywają przewidywalne. Byłam ciekawa, jak będzie tym razem. I przyznam szczerze, że ta część mnie pozytywnie zaskoczyła. Parze prawników zostaje przydzielona sprawa kobiety podejrzanej o zamordowanie własnego dziecka, czyli jedna z tych najgorszych. Jakby tego było mało, to Kordian ma być obrońcą kobiety, ponieważ ta nie życzy sobie współpracy z Chyłką. Joanna zaś dostaje w zamian zupełnie inną sprawę, która doprowadzi do tego że będzie musiała na sali rozpraw zmierzyć się przede wszystkim z własnym mężem. Na początku para traktuje to jako ciekawe wyzwanie, ale im dalej w las, tym gorzej oddzielić im życie zawodowe od prywatnego. A to przekłada się też na chęci założenia rodziny, której Joanna niespodziewanie bardzo pragnie. Naprawdę podoba mi się przemiana tej bohaterki i mocno trzymam kciuki za tę parę. 😀 Przeczytałam w kilka godzin, jak zawsze! 9/10


A Was która książka najbardziej przekonuje?

Read more »
o października 11, 2022 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

września 29, 2022

Skalne Miasto w Czechach- Adršpach. Zwiedzanie i informacje praktyczne

 Zazwyczaj było tak, że moje wpisy były poświęcone kilku miejscom. Starałam się różnicować atrakcje, tak aby dla każdego było coś dobrego. W tym wypadku postanowiłam zrobić inaczej, niż zwykle. Napisać posta o jednym miejscu. Nie będę ukrywać, że miejscówka skradła moje serce, dlatego też wpis w nieco innej formie. Zapraszam na spacer po Skalnym Mieście w Czechach. 


1. Od początku

Trzy miesiące temu w ogóle nie myślałam o tym, że uda mi się odwiedzić Skalne Miasto w wakacje. Szczerze powiedziawszy, planowałam taki wypad bardziej jesienią, ale skoro dostałam od M. wolną rękę w kwestii urlopu, mogłam trochę poszaleć. I kiedy już w głowie układał mi się plan, wszystko miała popsuć pogoda. Zapowiadali tego dnia deszcze od godziny 9 rano aż do wieczora. No, a weź tu wstań wcześniej na wakacjach. Jednak wiedziałam, że skoro mam szansę na realizację kolejnego podróżniczego marzenia, to nie powstrzyma mnie jakiś deszczyk. I na całe szczęście, dosłownie dzień przed wyjazdem, prognozy totalnie się odmieniły, pogoda nam dopisała. 


2. Jak się przygotować?

No właśnie, zanim wyruszyliśmy, to dzień wcześniej wykupiliśmy sobie bilety online na tej stronie i bardzo Wam polecam skorzystać z takiej opcji, bo dzięki temu możemy troszkę zaoszczędzić. Sami zerknijcie na tabelkę, że to różnica aż 70 koron, czyli za dwa bilety robi nam się już prawie 30 zł. Będzie na kawę, piwo, albo dwa magnesiki.

 Oprócz biletów wstępu, kupiliśmy tez bilety na parking(150 koron). I tutaj wiem, że widziałam na miejscu parking za 100 koron, ale był on załadowany, więc jeśli chcemy dodatkowo oszczędzić, to warto przyjechać naprawdę wcześnie. Bilety przysyłane są w formie pdf na emaila, dosłownie zaraz po zakupie. Przy wjeździe sprawdzają rezerwację na parking, nieco mniej dokładni są jeśli chodzi o wejście na teren parku, ale to ze względu na ilość ludzi. Przy kasach znajduje się dość duża restauracja i osobno toalety. Łazienki są naprawdę zadbane i bezpłatne, warto skorzystać bo czeka nas dość długi spacer. 

3. Jak zwiedzać? 

Generalnie zaraz na wejściu dostaliśmy mapkę, bez której byłoby trudno poruszać się po parku. Owszem, są drogowskazy, ale miałam takie wrażenie, że łatwo coś przeoczyć. Zaraz po wejściu naszym oczom ujrzało się przepiękne turkusowe jezioro. 

Możemy zwiedzanie rozpocząć albo od spaceru wokół, albo to zostawić sobie na koniec. My wybraliśmy tę drugą opcją, usiedliśmy na ławeczce (było ich dość sporo) i w tym pięknym miejscu mieliśmy przerwę na kabanosika (a jakże!). Dużym plusem są też polskie oznaczenia na mapie, którą dostaliśmy. Mamy tam chociażby nazwy niektórych skał, czy punktów widokowych. Kierowaliśmy się zielonym szlakiem, dzięki któremu zrobiliśmy solidne kółko wokół parku. Dodatkową, płatną, atrakcją jest rejs łódką po jeziorku, który trwa ok. 15 minut. Cena rejsu to 50 koron, płatność tylko gotówką w charakterystycznej drewnianej chatce. My akurat się nie zdecydowaliśmy, bo utworzyła się dość duża kolejka, a poza tym zeszliśmy schodami na dół, aby ocenić na ile atrakcyjna jest ta przeprawa. Odcinek do przepłynięcia jest naprawdę krótki, więc polecam dobrze się zastanowić, czy warto. 😉

4. Gotycka Brama i Mysia Dziura

Chyba najbardziej rozpoznawalne miejsce w Skalnym Mieście. Myślałam, że zrobienie zdjęcia bez tłumów będzie niewykonalne, przecież zwiedzaliśmy w sezonie i przy bramie byliśmy chwilkę po 10. No, ale udało się! A ku radości Mateusza, nawet było kilka podejść. 😂 Skąd ta brama się tam wzięła? Otóż powstała w 1839 roku, zbudowana przez ówczesnego właściciela. Powód był bardzo praktyczny, to tutaj pobierano opłaty za wstęp do skalnego labiryntu. Wcześniej wiele osób wchodziło na teren parku nielegalnie, a to nie spodobało się władzy. Kolejnym ciekawym miejscem, przy którym warto się na chwilę zatrzymać (no i przy którym tworzą się kolejki) jest skalny przesmyk o szerokości 50 cm, o nazwie Mysia Dziura. To było tak naprawdę jedyne miejsce, w którym trzeba było się przeciskać, czy ewentualnie wciągnąć brzuch. 😀 Co ciekawe, oba te miejsca możemy zobaczyć w pierwszej części filmu "Opowieści z Narni". Cóż, są bardzo charakterystyczne i nadają klimat temu miejscu. 


5. Niezbędny ekwipunek

Zacznę od tego, że ciężko będzie park zwiedzać z wózkiem, a wręcz wydaje się to niewykonalne ze względu na dużą ilość schodów. Jeśli chcemy zwiedzać z maluszkiem, bardziej nada się nosidełko lub chusta. Dla psiolubnych dobra wiadomość jest taka, że można wejść na teren skalnego miasta z pieskiem, ale trzeba za to zapłacić(50 koron). Co ze sobą wziąć? Przede wszystkim wodę i jakąś przekąskę. Na terenie skalnego miasta nie ma żadnych budek z jedzeniem i w sumie dobrze, bo to pozwala na zachowanie w pełni naturalnego klimatu tego miejsca.

 Na spacer trzeba przeznaczyć ok. 3h, dlatego naprawdę warto o tym pamiętać przy pakowaniu. Kolejną ważną kwestią są odpowiednie buty. Teren nie jest wymaga jakiejś wybitnej kondycji, ale uwierzcie, że wygodniej jest spacerować w adidasach, niż w japonkach. My ubraliśmy swoje górskie buty, które służą nam już kolejny rok, pisałam o nich właśnie tutaj Warto mieć też ze sobą gotówkę, tak jak pisałam- za rejs łódką można zapłacić tylko w ten sposób. Dodatkowo przed wejściem znajdują się budki z pamiątkami (moje ulubione!) i tam też można było zapłacić tylko gotówką. My akurat nie mieliśmy ze sobą koron, tylko euro, ale nie był to żaden problem. Ostatnią kwestią, o której muszę wspomnieć, jest możliwość dojazdu do czeskiego skalnego miasta pociągiem. Stacja znajduje się dosłownie tuż obok wejścia. Wiem, że pociągi kursują np. z Wrocławia. A tym, którym mało, zaraz obok Czeskiego Skalnego Miasta, znajdują się też Teplickie Skały. Te na razie mamy dopiero w planach. Trzymajcie kciuki za szybką ich realizację! 



Read more »
o września 29, 2022 8
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

września 20, 2022

Jesienne spacery

Jaka jest Wasza ulubiona pora roku? Ja nie ukrywam, że uwielbiam jesień. Przede wszystkim za te najpiękniejsze kolory drzew, zwłaszcza w górach. Dziś zapraszam na wpis o miejscach, które ostatnio odwiedziliśmy w ramach właśnie takich jesiennych spacerów. Będzie fajny rezerwat przyrody, niecodzienne muzeum oraz wieża widokowa, pod którą da się podjechać samochodem! Przygotujcie ciepłą herbatę albo kakao i rozsiądźcie się wygodnie. 😊


1. Wieża widokowa w Bruśniku

Założę się, że większość z Was nie wie, gdzie chociaż mniej więcej leży Bruśnik. Ja też tego nie wiedziałam. Dopiero jak sprawdziłam na mapie, że są to okolice Ciężkowic, czy Tarnowa, trochę mi się rozjaśniło. 😀 


W 2013 roku wybudowano tutaj drewnianą wieże widokową, z której rozciąga się widok na Pogórze Rożnowskie. Wieża ma 23 metry wysokości, obok niej znajduje się mały parking i drewniana wiata. Wejście jest darmowe. Najlepiej wpisać w gps po prostu wieżę widokową w Bruśniku i powinno nas pokierować bez problemu. Przy kościółku Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej skręcamy ostro w lewo i tam będzie nas prowadziła dość wąska droga wprost pod wieżę. To dla wielu duży atut, że można podjechać do naszego celu i napawać się pięknymi widokami bez ani jednej kropli potu na czole. 😀 No przyznajcie, że widoki stamtąd są naprawdę piękne! 


2. Park Zdrojowy w Ciężkowicach
Do Bruśnika z Krakowa trzeba liczyć prawie 1.5h jazdy samochodem, więc skoro już trochę to trwa, warto by było zahaczyć o coś jeszcze. Tak właśnie zrobiliśmy. O Parku Zdrojowym w Ciężkowicach słyszeliśmy już, kiedy byliśmy w Skalnym Mieście. Przypomnę tylko, że po więcej szczegółów o naszej wyprawie tam, możecie przeczytać tutaj. Jednak wtedy nie był jeszcze dostępny dla turystów, oficjalne otwarcie nastąpiło latem 2021 roku, choć od razu zaznaczę, że wciąż trwają tam prace remontowe. 


Z Bruśnika do Ciężkowic dzieli nas dosłownie kilka kilometrów, więc warto tam podjechać. Pod samym parkiem znajduje się płatny parking, jeśli dobrze pamiętam to trzeba zapłacić 10 zł. Jednak nieco niżej, jest bezpłatny. Wszystko jest dobrze oznakowane, więc bez problemu traficie. Po drodze mamy też niewielką strefę gastro, w menu frytki, zapiekanki, gofry, lody. Ceny przystępne, ale my skusiliśmy się tylko na kawę w kawiarni już na terenie parku. Widać, że to wszystko jest nowoczesne i zadbane. Bardzo mi się podobał wystrój w środku, ale szkoda że kawa dostępna tylko w papierowych kubeczkach. Mam nadzieję, że to się jeszcze zmieni. 😏 Jakie atrakcje mamy w parku? 


Dla mniejszych turystów park linowy, ale są też malutkie baseny z wodą z tabliczką informacyjną, jaki zabieg rehabilitacyjny możemy sobie zafundować. 😀 Można np. polewać stopy zimną wodą przez 3-5 minut, albo zamoczyć ręce aż po łokcie w bardzo zimnej wodzie, przejść boso po mokrych kamieniach. No jest tego sporo. Poza tym jest też tężnia solankowa, przy której można sobie posiedzieć. A jakby komuś było mało, na terenie parku znajduje się ogród sensoryczny. Nie jest jakiś duży, ale nie sposób nie docenić różnorodności tego miejsca. Zdecydowanie warto tu zajrzeć i śledzić rozwój tego parku, bo mam przeczucie że będzie tylko lepiej. 


3. Muzeum Flipperów

No dobrze, to teraz coś dla tych, którzy nie chcą nigdzie wyjeżdżać, a jednocześnie marzy im się wyjście z domu w jakieś fajne miejsce. O Muzeum Flipperów dowiedziałam się przy okazji wizyty w innym muzeum. Tak to działa. 😀 Konkretnie wspominali o nim właściciele Muzeum Elektroniki, o którym pisałam tutaj. Swoją drogą, dawno nie spotkałam tak miłej obsługi, jak właśnie tam. 


Muzeum Flipperów mieści się na ul. Stradomskiej 15, w podziemiach. Jest otwarte w godzinach 14-21, a w weekend wcześniej bo od 12. Bilety mamy godzinne (cena 20/40zł) albo open (40/60zł). My wzięliśmy tylko na godzinkę ze względu na ograniczenia czasowe, ale pan z obsługi raczej nie przywiązywał wagi do tego, komu kończy się limit. 😉 Godzina to zdecydowanie za mało, żeby skorzystać z tych wszystkich atrakcji.


Automatów jest bardzo dużo, a niektóre pochodzą z lat 50, czy 60, więc to prawdziwe zabytki. Co ważne, oprócz klasycznych flipperów (takich, w których za pomocą ruchomych łapek po bokach, ruszamy kulką) znajdziemy też inne atrakcje. Jest Mortal Kombat, jakieś strzelanki, samochody, czy ponadczasowy Pac-man. No dla każdego coś dobrego. Kiedyś wspominałam Wam o Muzeum Gier Wideo, to coś bardzo podobnego. Ciężko wskazać, które lepsze, dlatego polecam sprawdzić jedno i drugie. 


4. Dolina Sztoły w Bukownie

A na koniec coś po drugiej stronie Krakowa i jego okolic. Znów będzie troszkę do przejechania, ale zapewniam że warto, a po drodze to można by zrobić tyle przystanków, że wycieczka spokojnie zajęłaby cały dzień. Zacznę od parkingu, bo zaparkować można tak naprawdę w wielu miejscach. W zależności od tego, ile mamy czasu. Podaję Wam współrzędne, z których my skorzystaliśmy : 50.2596,19.4579. Parking jest darmowy, ale nie za duży.

Obraliśmy szlak czerwony i skierowaliśmy się w głąb lasu. Po chwili byliśmy już przy meandrach rzeki Sztoła, lecz ze względu na suszę, wszystko było wyschnięte. Mimo to, wędrowaliśmy dalej, bo teren naprawdę przypadł nam do gustu. A poza tym było cicho, pusto i spokojnie. Idealnie na odpoczynek. Trochę przez piasek, trochę przez las dotarliśmy do sztucznego zalewu Leśny Dwór. 


Obeszliśmy go dookoła i tam już spotkaliśmy na plaży pierwszych ludzi. Trochę się dziwiliśmy, bo zanosiło się na konkretną burzę, więc my narzuciliśmy sobie szybsze tempo, mijając plażowiczów. 😀 Przy Leśnym Dworze jest też parking, więc można by było zacząć wycieczkę stąd, albo zrobić sobie w ogóle krótszy spacer. Mamy tam wiatę z ławeczką, więc to dobre miejsce na jakiś mały posiłek. 


Widzieliśmy też oznakowania dla wędkarzy, Mateusz nawet przez chwilę się rozmarzył, kto wie co z tego będzie. 😀 My spędziliśmy tam prawie 2h i to był fajny niedzielny spacer. No, ale co dla tych którym mało?

  • Pustynia Błędowska
  • Podziemne muzeum w Olkuszu
  • Zamek Tenczyn w Rudnie
  • Kamieniołom w Zabierzowie

No i teraz powiedzcie mi, które miejsce najbardziej do Was przemawia? 😍




Read more »
o września 20, 2022 4
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

września 12, 2022

Czytelnicze podsumowanie sierpnia

 Co ja tam ostatnio pisałam? Coś w stylu, że mam nadzieję, że sierpień będzie lepszy? Chyba pora zmienić nastawienie i cieszyć się z tego, co jest. Dlatego serdecznie zapraszam do lektury czytelniczego podsumowania sierpnia. Grunt, że wciąż jest o czym pisać.😏


1. Nie ufaj mu

To kontynuacja książki "Wybaczam Ci" jednego z moich ulubieńców, czyli Remigiusza Mroza. Chociaż deklaruję się jako jego fanka, a często gęsto czepiam się tych książek. Podobnie będzie i tym razem, ale nie zmienia to faktu, że książkę pochłonęłam w jeden dzień. Żadnej innej w tym miesiącu nie przeczytałam w takim tempie. Lubię te, pełne inteligentnego humoru, dialogi i chyba dlatego zawsze czytam jego książki w max dwa dni. No z wyjątkiem "Czarnej Madonny". Ina Kobryn próbuje na nowo poukładać sobie życie, nie jest to łatwe bo straciła zaufanie do mężczyzn. Mieszka ze swoją siostrą i jej narzeczonym, którzy w końcu planują ślub. Czuje się tam trochę jak piąte koło u wozu i niespodziewanie z opresji dosłownie i w przenośni wybawia ją przypadkowo poznany Alan. Mężczyzna pomaga jej w czasie napaści, od której zaczyna się książka. Jakby głównej bohaterce było mało problemów.  Z dużą rezerwą, Ina wchodzi w te relację. Przed Alanem ostrzega ją Gracjan (narzeczony siostry), który chyba wciąż coś czuje do Iny... Ta jednak stawia wszystko na jedną kartę i po czasie zamieszkuje z ukochanym. Alan jest bardzo dobrze ustawionym przedsiębiorcą, wszystko wygląda naprawdę idealnie. Jednak to tylko pozory, okazuje się że ukochany ma spore kłopoty finansowe i wcale nie jest tak nieskazitelny. A jakby tego było mało, siostra Iny zaczyna dostawać listy o tajemniczej treści, które rzucają bardzo niekorzystne światło na Gracjana. I wszystko to brzmi ciekawie, ale domyśliłam się fabuły, bo obejrzałam kiedyś ciekawy dokument na Netflixie. Nie zdradzę jaki, ale to mnie trochę rozczarowało. Z drugiej strony, jaką autor musiałby mieć wyobraźnie, aby wszystkie książki pisać bez jakiejkolwiek inspiracji? To chyba niemożliwy wyczyn... 8/10


2. Pierwszy dzień wiosny

Czym się kierujecie przy wyborze książki na prezent? Ja przede wszystkim sprawdzam wtedy opinie i generalnie zawsze zwracam uwagę też na okładkę. Po prostu musi przyciągać oko. I tak było właśnie z tą pozycją. Miała dobre opinię, rzucała się w oczy. Jednak coś tu poszło nie tak, przynajmniej według mnie. Książka zaczyna się od mocnej sceny-zabójstwa małego chłopca przez ośmioletnią Chrissie. Ta okropna zbrodnia odbija się echem wśród społeczności lokalnej. Rodzice boją się wypuszczać swoich pociech z domu, a  główna bohaterka jest typowym zaniedbanym dzieckiem ulicy. O nią nikt się nie troszczy, ani nie martwi. W kontrze do tego mamy perspektywę dorosłej już Chrissie, która próbuje się uporać z tym, co zrobiła kiedyś i za co do tej pory nie poniosła konsekwencji. Mimo to, w dorosłym życiu popełnia wiele błędów, już jako młoda mama. Autorka chciała przedstawić portret psychologiczny osobowości psychopatycznej. I myślę, że to jej się udało, ale sama historia dla mnie była zbyt przeciągnięta. Główna bohaterka okropnie mnie irytowała, aczkolwiek pewnie taki był zamysł. Mam jednak porównanie, że taką historię można napisać o wiele lepiej. W porównaniu do "Moja matka psychopatka" ta wypada naprawdę blado. Dla mnie 5/10


3. Brakujący element 

Przyznam szczerze, że do tej książki podchodziłam z lekką rezerwą. Jest to kontynuacja "Chłopca z lasu", który dla mnie był jedną z gorszych książek Cobena. Na szczęścia, ta wypadła lepiej. Wilde, nasz główny bohater, próbuje poukładać swoje życie na nowo. Przed wszystkim, nurtuje go kwestia jego pochodzenia i krewnych. Zakłada konto na stronie, która ma pomóc w rozwikłaniu tej zagadki. I tak się początkowo dzieje, kontaktuje się z nim biologiczny ojciec i dochodzi do spotkania. Jednak po nim, w głowie Wilde'a jest jeszcze więcej pytań, niż odpowiedzi. Ponadto odzywa się do niego jeszcze jeden krewny, który jest znany z pewnego reality show. Niespodziewanie słuch po nim ginie, a kiedy Wilde próbuje dowiedzieć się czegoś więcej, na światło dzienne wychodzą skandaliczne informacje. Oprócz walki o prawdę, swoją przeszłość, Wilde musi się zmierzyć jeszcze z przyszłością. Czy jest w stanie stworzyć z kimś dojrzałą relację? To trudne, kiedy przez większość życia, jego jedynym przyjacielem była natura. Bardzo podobał mi się pomysł ze stroną internetową, która pomaga odnaleźć krewnych i generalnie ten motyw. Akcja jest dynamiczna i ciekawsza, niż w pierwszej części. To na pewno krok w stronę starego, dobrego Cobena, którego tak lubię. Czekam na ciąg dalszy przygód Wilde'a, bo szczerze go polubiłam! 7/10


4. Reminders of him. Cząstka Ciebie, którą znam

I pora na książkę, która skradła moje serce w sierpniu. Autorka przypadła mi do gustu już po lekturze "November 9" i postanowiłam pójść tym tropem i przeczytać coś jeszcze. To był strzał w dziesiątkę. Główna bohaterka Kenna wychodzi z więzienia, gdzie spędziła pięć lat za zaniechanie pomocy ukochanemu, a przez to przyczyniła się do jego śmierci. Uciekła z miejsca wypadku, choć wiele osób obarczyło ją winą za spowodowanie tej tragedii. W czasie odsiadki, Kenna urodziła córkę, lecz z oczywistych względów zostały rozdzielone. Mała Diem trafiła do dziadków. Po wyjściu z więzienia, jedyne o czym marzy Kenna, to poznanie swojej córeczki. Spędziła z nią tylko kilka chwil. Jednak to nie jest takie łatwe, bo prawa rodzicielskie zostały jej odebrane, a opiekunowie szczerze jej nienawidzą za utratę syna. Jedyną osobą, która próbuje uwierzyć w jej dobre intencje jest Ledger, poznany w okolicznym barze. W dalszej części okaże się, że mają ze sobą naprawdę wiele wspólnego. To piękna opowieść nie tylko o sile macierzyństwa i determinacji, ale również skłaniająca do refleksji na temat stygmatyzacji. Codziennie oceniamy ludzi, po wyglądzie, po zasłyszanych opiniach itd. Bardzo ciężko wyjść z takich ram i patrzyć na kogoś nie przez pryzmat przeklejonej przez społeczeństwo łatki. Autorka wzrusza, daje nadzieje, pisze pięknie o rzeczach niesamowicie ważnych. To nie jest książka, która ma czytelnika wciągnąć i porwać bez reszty. Ona ma wycisnąć łzę i zmusić do zastanowienia się nad swoją postawą względem innych. Czy potrzeba jest dalsza za zachęta do lektury tej książki? Mam nadzieję, że nie! 10/10


A Wam jak minął sierpień? 👀




Read more »
o września 12, 2022 2
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Polecany post

Książki w styczniu i lutym

Popularne posty

  • Zwiedzanie zamku w Rabsztynie
     Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, al...
  • No weźże mnie na wycieczkę - pomysły na prezent z okazji Dnia Dziecka [aktualizacja 2023]
     Dzień dziecka zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji, gdzie można by się wybrać ze swoją pociechą, ale nie ...
  • Styczniowe wyprawy
     Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zaw...

Archive

  • ▼  2026 (3)
    • ▼  mar 2026 (1)
      • Książki w styczniu i lutym
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (1)
  • ►  2025 (21)
    • ►  gru 2025 (2)
    • ►  lis 2025 (3)
    • ►  paź 2025 (1)
    • ►  wrz 2025 (3)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  maj 2025 (1)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (2)
    • ►  lut 2025 (1)
    • ►  sty 2025 (2)
  • ►  2024 (25)
    • ►  gru 2024 (2)
    • ►  lis 2024 (2)
    • ►  paź 2024 (2)
    • ►  wrz 2024 (3)
    • ►  sie 2024 (2)
    • ►  lip 2024 (3)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (1)
    • ►  mar 2024 (3)
    • ►  lut 2024 (3)
    • ►  sty 2024 (3)
  • ►  2023 (37)
    • ►  gru 2023 (3)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (2)
    • ►  wrz 2023 (2)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (4)
    • ►  cze 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (4)
    • ►  kwi 2023 (3)
    • ►  mar 2023 (4)
    • ►  lut 2023 (3)
    • ►  sty 2023 (4)
  • ►  2022 (33)
    • ►  gru 2022 (2)
    • ►  lis 2022 (3)
    • ►  paź 2022 (3)
    • ►  wrz 2022 (4)
    • ►  sie 2022 (3)
    • ►  lip 2022 (3)
    • ►  cze 2022 (2)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (2)
    • ►  mar 2022 (3)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (3)
  • ►  2021 (39)
    • ►  gru 2021 (4)
    • ►  lis 2021 (3)
    • ►  paź 2021 (2)
    • ►  wrz 2021 (4)
    • ►  sie 2021 (2)
    • ►  lip 2021 (3)
    • ►  cze 2021 (3)
    • ►  maj 2021 (4)
    • ►  kwi 2021 (4)
    • ►  mar 2021 (3)
    • ►  lut 2021 (4)
    • ►  sty 2021 (3)
  • ►  2020 (5)
    • ►  gru 2020 (5)

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Podróże z książką. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.