Podróże z książką

Z wielu odbytych podróży i pasji do słowa pisanego zrodził się pomysł na bloga. Podróże z książką to miejsce, w którym odnajdziecie zarówno wpisy o tematyce podróżniczej jak i recenzje książek.

Menu

  • Strona główna
  • O mnie

kwietnia 24, 2022

Moje ulubione seriale

 Mniej więcej rok temu napisałam tekst o 10 filmach, które każdy powinien znać. Możecie przeczytać go tutaj. Nadeszła pora, żeby na nowo ugryźć ten temat. Tym razem na tapetę biorę seriale. Postaram się wyróżnić te mniej znane, a na końcu zdradzę Wam do których produkcji wracam najczęściej. 


Seriale, które zachęcą Cię do podróży

1. Znaki

Na pierwszy ogień idzie serial, od którego zaczęła się moja miłość do Dolnego Śląska. W Górach Sowich dochodzi do tajemniczego morderstwa młodej dziewczyny. Śledztwo prowadzi niedawno przybyły do miasteczka komisarz Trela. Niestety jak to często bywa - mieszkańcy nie ułatwiają dochodzenia, a momentami wręcz utrudniają i ukrywają dowody zbrodni. Im bardziej komisarz naciska, tym większy opór napotyka. Bardzo tajemniczą postacią w tym serialu jest ksiądz, który opiekuje się osobami niepełnosprawnymi, a to ci którym najtrudniej się skomunikować, będą mieli najwięcej do powiedzenia. W tle mamy też wątki historyczne, w przeszłości na tych terenach dużo się działo. To tutaj powstał tajemniczy kompleks Riese. Oglądając ten serial, zachwycaliśmy się tymi krajobrazami i dziwiliśmy się, że te piękne kadry pochodzą z Polski. Może nie jest to światowy poziom, ale dla nas to było niemałe odkrycie. Dla mnie 7/10


2. Wataha

Przenosimy się teraz w inny rejon Polski. Akcja toczy się w pięknych Bieszczadach, a jej bohaterami są strażniczy graniczni. W głównego bohatera Wiktora Rebrowa wcielił się Leszek Lichota i chociażby dla tej roli warto obejrzeć chociaż kilka odcinków. Rebrow próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczego wybuchu, w którym stracił swoich przyjaciół ze straży, jest jedynym który przeżył. Dlatego w oczach prokurator Igi Dobocz, w którą wcieliła się Aleksandra Popławska, jest też głównym podejrzanym. Jak to zwykle bywa w takich zamkniętych środowiskach, wychodzą na jaw przekręty, powiązanie z grupami przestępczymi, druga tożsamość. Ponadto ludzi w małych mieścinach (podobnie jak w Znakach) mają swoje sekrety, których nie chcą ujawnić. Dla mnie to chyba jeden z lepszych polskich seriali, Mateusz oglądał go kilka razy, a on zdecydowanie nie przepada za serialami. Nie ma więc lepszej rekomendacji.  😆9/10


Dla fanów kryminałów 

1. Mindhunter

Jako wielbicielka kryminałów, nie mogłabym ominąć seriali z tej kategorii. Mindhunter to produkcja Netflixa i opowiada o dwóch agentach FBI Holdenie Fordzie i Billu Tenchu. Opracowują autorską technikę analizy behawioralnej, która polega na  tworzeniu profilu przestępców na podstawie rozmów z największymi zbrodniarzami. Co ciekawe, serial powstał na podstawie autentycznych wydarzeń. W związku z tym, w niektórych rozmowach, pewne kwestie zostały wręcz skopiowane z prawdziwych wydarzeń. Tak było w przypadku rozmowy z Charlesem Mansonem i dla mnie była to jedna z lepszych scen w całym serialu. Dla mnie bardzo ciekawy był też wątek próby oddzielenia życia zawodowego od prywatnego. Jak ciężko po rozmowie  z psychopatą, który gwałcił i zabijał, porozmawiać z żoną o liście zakupów na weekend? Bardzo interesujące zagadnienie, które ukazuje ogromną trudność w stawianiu granic. Generalnie każdy kto interesuje się kryminalistyką, profilowaniem zdecydowanie powinien to obejrzeć. Aż szkoda, że nic nie wskazuje na trzeci sezon. 😔 Dla mnie 8/10


2. Behawiorysta

W bardzo podobnym klimacie, ale dużo krótszy jest Behawiorysta na podstawie książki Remigiusza Mroza. Akcja dzieje się w Opolu, rodzinnym mieście Mroza. W szkole podstawowej pojawia się zamachowiec, który barykaduje się z wychowawcą i dziećmi. Jego żądania są jednak specyficzne - nie chce żadnego okupu, stawia ludzi przed tzw. dylematem moralnym. W sieci pojawia się ankieta, w której każdy może zdecydować kogo napastnik ma zabić : wychowawczynię czy schorowaną dziewczynkę. Respondenci mają ocenić, które życie jest więcej warte. Wszystko jest transmitowane na żywo, również egzekucja. Do negocjacji przystępuje Gerard Edling, w którego rolę (swoją drogą doskonale zagraną) wcielił się Robert Więckiewicz. To były prokurator, który miał już wiele problemów z prawem, ale ze względu na krytyczną sytuację, opolska policja postanawia poprosić go o pomoc. Edling znany jest przede wszystkim ze świetnej analizy komunikacji pozawerbalnej. Zjawia się jednak za późno, egzekucja zostaje wykonana, a zamachowiec trafia do aresztu śledczego i co ciekawe - chce rozmawiać tylko z Gerardem.  Dobra i wciągająca polska produkcja 7/10.


Coś lekkiego 

1. Szpital New Amsterdam

O tym serialu już kiedyś wspomniałam, a że aktualnie kończę 4 sezon, to nie mogłabym nie wspomnieć. Max Goodwin zostaje nowym dyrektorem najstarszego szpitala w Nowym Jorku. Chce wprowadzić radykalne zmiany i pragnie indywidualnego podejścia do każdego pacjenta. Na początku trafia na opór, niedowierzanie, szok wśród współpracowników, ale z czasem przekonują się do jego rewolucyjnego podejścia. Kiedy jednak wszystko zaczyna się układać, Maxa spotykają problemy osobiste, na które nikt nigdy nie jest gotowy. Czasem miałam wrażenie, że jego pomysły były zbyt piękne, aby kiedykolwiek dało się je zrealizować, ale i tak lubię ten serial. Najbardziej polecam Wam 1 i 2 sezon, kolejne są trochę słabsze. 7/10


2. Dash&Lily

Od razu zacznę od tego, że ten serial najfajniej ogląda się w okresie świątecznym, ale tak miło go wspominam i dlatego muszę Wam wspomnieć o tym odkryciu. Dash nie cierpi świąt, w bibliotece znajduje czerwony notatnik, który nie jest zwykłą książką. Autorka rzuca wyzwanie czytelnikowi, które Dash trochę z braku laku, a trochę z ciekawości podejmuje. Lily jest zupełnym przeciwieństwem, uwielbia świąteczną otoczkę, jest bardzo rodzinna, ma jednak problem z nawiązywaniem znajomości. Zanim główni bohaterowie spotkają się na żywo, wymyślają sobie zadania, które mają na celu przełamywanie własnych słabości. Bardzo przyjemny i lekki serial. Polecam! 7/10 


Z historią w tle

1.Czas honoru 

Swego czasu miałam ogromną słabość do tego serialu. Do tego stopnia, że uwzględniłam tę produkcję w swojej prezentacji maturalnej z języka polskiego i do tej pory pamiętam, o co mnie zapytali. Czas Honoru opowiada o polskim podziemiu w czasie II Wojny Światowej. Opowiada o młodych, pełnych nadziei, ducha walki ludziach, którzy nie chcieli siedzieć bezczynnie, a pragnęli ze wszystkich sił walczyć o wolną Polskę. Nie trudno się domyślić, z jak trudnymi wyborami musieli się zmagać. Czarno-białe wstawki mają widzowi jeszcze bardziej przybliżyć świat, w jakim żyli bohaterowie. Piękna muzyka i naprawdę dobra gra aktorska. Kto nie zna, powinien się wstydzić. 😀 8/10


2. Czarnobyl

I jeszcze jeden z trudną historią w tle, który warto obejrzeć. Serial opowiada o wybuchu elektrowni jądrowej w Czarnobylu i dla mnie był niemałym odkryciem. Przede wszystkim dużo dowiedziałam się o funkcjonowaniu takich miejsc, o skutkach ubocznych z których nie zdawałam sobie sprawy. To nie jest lekki serial, trzeba sobie dawkować odcinki i nieco zastanowić nad tą ogromną tragedią. Z dnia na dzień ludzie musieli zostawić cały swój dobytek i porzucić dotychczasowe życie. Brzmi znajomo, prawda? 7/10


A na koniec zdradzam, że w czołówce moich ulubionych seriali jest : 

  1. Dr House
  2. Dom z Papieru
  3. Pretty little liars
  4. O mnie się nie martw
  5. Gra o tron
  6. 13 powodów
  7. Belfer
  8. Czas honoru
  9. Mindhunter
  10. Stranger things
A jakie są Wasze ulubione seriale? 👀

Read more »
o kwietnia 24, 2022 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

kwietnia 04, 2022

Książki w marcu

 Muszę przyznać, że marzec w końcu był lepszy pod względem czytelniczym. Książki były dla mnie dobrym sposobem na odpoczynek i udało mi się też trafić na kilka perełek, a jedną będę szczególnie długo pamiętać...


1. Moja matka psychopatka

Lubicie chodzić do biblioteki? Ja coraz bardziej, dlatego że prawie zawsze trafiam na coś wyjątkowo ciekawego. Tak było i tym razem. Już sam tytuł zwrócił moją uwagę, a potem było tylko lepiej. Książka opowiada o wychowaniu w cieniu matki z osobowością psychopatyczną. Każdy rozdział poprzedza krótka notatka o danej cesze takiej osoby, np. braku empatii, impulsywności, rozwiązłości seksualnej itd. Olivia postanowiła opowiedzieć swoją historię w formie wciągającego reportażu. Jest jedynaczką, której dzieciństwo było naprawdę drogą przez mękę. Bardzo często musiała zmieniać miejsce zamieszkania, ponieważ matce dana lokalizacja szybko się nudziła. Ona była artystką, a ojciec nauczycielem. Kiedy więc Olivii udało się zawrzeć jakieś znajomości, przyjaźnie, matka  potrzebowała zmiany otoczenia i w ten sposób mściła się na jej rzekomym "niewłaściwym zachowaniu". Impulsem do ukarania mogły być np. spóźnienia, czy pobrudzenie w trakcie jedzenia. Matka oprócz przemocy słownej, pozwalała sobie też na przemoc fizyczną, a o psychicznej już nie wspominając. Nieustannie wpływała na jej samoocenę, nie tylko rzucając niewybredne teksty o jej figurze (mimo że ta z opisu wydawała się być bez zarzutu), kupując jej specjalna bieliznę, w której miałaby rzekomo wypocić zbędny tłuszcz, czy dołączając liściki do śniadaniówek. Psychopata potrafi działać w bardzo wyrachowany sposób i tak właśnie było w tej relacji. Olivia jeździła na obozy wakacyjne, najpierw jako uczestniczka, a później jako opiekunka. Sprawiało jej to ogromną radość, była też z daleka od matki. Jaka była zemsta za chwilę radości? Telefon do kadry i rozpowiadanie nieprawdy o problemach z prawem i posądzenie o flirt z innymi wychowawcami. Pewnie się zastanawiacie, czemu Olivia nie spróbowała odciąć się od tak toksycznej osoby? Cóż, ja też się nad tym zastanawiałam cały czas. To jednak nie jest takie łatwe. Po pierwsze, Olivia najzwyczajniej w świecie pragnęła być kochana. Każdy przejaw dobroci matki był dla niej wyjątkowy. Po drugie, jeśli sami kiedyś doświadczyliśmy toksycznych relacji, wiemy jak ciężko się z nich wyplątać. Jakaś niewidzialna nić trzyma nas przy tych osobach. Po trzecie, Olivia próbowała. Po kolejnej przepychance, dziewczyna wyszła z domu i postanowiła nie wracać. Znalazła pracę, wynajęła mieszkanie, ale niestety matka i tak potrafiła ją namierzyć. Kiedy Olivia związała się z chłopakiem, również i jego potrafiła przekabacić na swoją stronę. To naprawdę duży skrót, z jakimi problemami zmagała się główna bohaterka. Liczyłam na szczęśliwe zakończenie, ale chyba nie do końca takie było... Gorąco polecam! 11/10


2. Rdza

O Jakubie Małeckim słyszałam już sporo dobrego, postanowiłam to sprawdzić. Rdza to opowieść o relacji wnuczka Szymona i jego babci Tosi. Rodzice Szymona giną w wyniku nieszczęśliwego wypadku samochodowego. Chłopiec z dnia na dzień zostaje sierotą i musi być pod opieką babci. Obydwoje muszą poradzić sobie w nowej sytuacji, babcia stara się jak może, a Szymon chyba nie do końca rozumie, że jego życie już nigdy nie będzie takie samo. Pomysł na historię jest ciekawy, bo relacje z dziadkami zazwyczaj wnoszą w nasze życie dużo dobrego. Kiedyś gdzieś usłyszałam, że ludzie są generalnie lepszymi dziadkami niż rodzicami, bo wiedzą jakich błędów już nie popełniać. Książka jest pisana z perspektywy chłopca w teraźniejszości i Tosi w czasach jej dorastania. Myślę, że autor chciał w ten sposób pokazać genezę postępowania jednego i drugiego bohatera, ale czegoś mi w tej książce brakowało. Te zwroty akcji były dla mnie trochę chaotyczne, dużo było też niedopowiedzeń. Generalnie był potencjał, ale nie został wykorzystany i nie wiem czy sięgnę po coś jeszcze tego autora. 5/10



3. Terapia

Znacie Sebastiana Fitzeka? Jeśli nie, to powinniście to jak najszybciej zmienić. Fitzek jest jednym z popularniejszych pisarzy w Niemczech i równocześnie dla mnie był odkryciem tamtego roku. Wtedy zachwycałam się Pacjentem, o którym możecie przeczytać tutaj. Teraz kolejna książką mnie wciągnęła, chyba nawet bardziej niż ta pierwsza. Jeśli zastanawiacie się od czego zacząć, to chyba weźcie do rąk jednak Terapię. Opowiada o psychiatrze, który z powodu załamania nerwowego musiał porzucić swoją pracę i odciąć się od wszystkiego. Cztery lata temu jego córka zniknęła i ślad po niej zaginął. Viktorowi w tym momencie posypało się życie, wpada w problemy alkoholowe, nie dogaduje się z żoną i w końcu postanawia wyjechać na odległą wyspę. Po jakimś czasie trafia do niego tajemnicza nieznajoma - Anna Spiegel. Prosi go o terapię, jednak ten zdecydowanie odmawia. Kobieta  nie daje za wygraną i przekonuje go, aby choć wysłuchał jej historii. Jest pisarką z nietypową odmianą schizofrenii. Widzi bohaterów swoich książek, którzy postępują dokładnie tak jak w książce. Od dłuższego czasu ma jednak problem z napisaniem kolejnej, bo główna bohaterka nie daje jej spokoju. Jest nią mała dziewczynka, która przypomina córkę Viktora... Jeśli jednak myślicie, że Anna stoi za porwaniem z powodu jakiejś zemsty, przez złe potraktowanie, to od razu Wam zdradzę, że zakończenie jest dużo lepsze i zaskakujące. Tego się nie spodziewałam, do ostatniego zdania dosłownie chłonęłam tę książkę. Brawo! 10/10


4. Niewybaczalne

Kto z Was kiedykolwiek myślał o napisaniu własnej książki? Przyznam szczerze, że ja dosyć często się nad tym zastanawiam. Czasem nawet podpytuję Mateusza albo znajomych, czy lepsza byłaby tematyka podróżnicza czy jednak kryminał. 😀 Bardziej skłaniam się ku tej drugiej opcji, ale nie jest łatwo napisać teraz coś czego do tej pory nie było. I taka myśl przyświecała mi przy moim pierwszym spotkaniu z Izabelą Janiszewską, która dosyć niedawno zadebiutowała na polskim rynku. Historia, którą proponuje nam autorka jest pisana z dwóch perspektyw. Bardzo podobnie jak w Rdzy, choć tu było to o wiele ciekawsze. W życiu Zuzanny było już tyle zawirowań i osobistych porażek, że wydawać by się mogło iż ten limit jest wyczerpany. Nieudane życie małżeńskie, brak perspektyw na rozwój zawodowy i kolejny gwóźdź do trumny - śmierć ojca. Mało tego, do Zuzanny zaczynają docierać informację, które są zupełnie sprzeczne z jej wersją wydarzeń. To kwestie fundamentalne dotyczące np. śmierci jej matki. Wszystko to sprawia, że Zuzanna postanawia wrócić w swoje rodzinne strony i rozgrzebać sprawę, w której świadkowie zdecydowali się na zmowę milczenia. Druga perspektywa dotyczy właśnie trudnej i zakłamanej przeszłości. I tu mam trochę problem, żeby napisać coś więcej, bowiem domyśliłam się rozwiązania. A to dlatego, że autorka wzorowała się trochę na pewnej okropnej zbrodni sprzed lat i przez całą lekturę miałam nieodparte wrażenie, jak bardzo te wątki są podobne. W posłowiu, Izabela sama przyznaje że ta historia była jej inspiracją. Co nie zmienia faktu, że chętnie sięgnę po coś jeszcze tej autorki. 7/10

To która z książek najbardziej Was przekonuje? 👀

Read more »
o kwietnia 04, 2022 4
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

marca 30, 2022

Kraków dla turysty - Podgórze

 Przyszła pora na kolejny wpis o Krakowie moimi oczami. Dziś zabieram Was do dzielnicy, która jest trochę niedoceniona i nieodkryta, a mianowicie zapraszam do Podgórza. Przypomnę tylko, że mój pierwszy wpis Krakowie możecie znaleźć tutaj. 


1. Plac Bohaterów Getta

To chyba jedno z najbardziej kojarzonych miejsc z tą dzielnicą. Był on w latach 1941-1943 niejako centralnym miejscem w krakowskim getcie. To tu gromadzili się Żydzi przed transportem do Auschwitz. Krzesła mają symbolizować sprzęt wynoszony z domów w czasie wysiedlania.  Getto było podzielone. W punkcie A mieszkali Żydzi zdolni do pracy i zdrowi, a po stronie B można było znaleźć starców, chorych i dzieci. To bardzo ciekawa instalacja i zdecydowanie warto tu zajrzeć. Ciężko sobie wyobrazić, że tymi samymi śladami kiedyś chodzili ludzie, dla których każdy dzień był walką o przetrwanie. 



2. Apteka pod Orłem

Bardzo ważnym i strategicznym miejscem w tym okrutnym czasie była Apteka pod Orłem, znajdująca się tuż przy placu. Po pierwsze - była ona prowadzona przez jedynego mieszkańca getta, który nie był pochodzenia żydowskiego -  Tadeusza Pankiewicza.

 Była to jedyna apteka na tym terenie, więc wyobraźcie sobie jakie musiało być zapotrzebowanie. Poza tym, to tutaj odbywały się tajne spotkania, ludzie ukrywali się przed deportacją, kombinowali by przeżyć. Oddział jest bardzo ciekawy, dowiemy się tam więcej o samym właścicielu, jego rodzinie i codziennym życiu w getcie. Informacji jest bardzo dużo, może to być nieco przytłaczające. Wszystkie treści są w języku polskim i angielskim. Bilety normalne kosztują 14 zł, a ulgowe 10 zł. My spędziliśmy tam ponad pół godziny, choć oddział nie jest duży, ale tak jak pisałam - informacji jest sporo. Jeśli ktoś lubi muzea, nie może go tu zabraknąć. 😉



3. Kładka Ojca Bernatka 

No dobrze, a teraz przespacerujmy się trochę po tym Podgórzu. Z Placu Bohaterów Getta możemy udać się w kierunku Kładki Bernatki. Skręcamy w ulicę Piwną i trzymamy się jej aż do skrzyżowania z ulicą Nadwiślańską. A stamtąd już zobaczycie nasz cel. Co niezwykłego jest w tym miejscu? Po pierwsze, łączy ona ze sobą dwie dzielnice - Kazimierz i Podgórze. 

Została nazwana imieniem zakonnika(o. Laetusa Bernatka), który zainicjował wybudowanie szpitala Bonifratów w Krakowie. Co charakterystycznego znajdziemy na tym moście? Przede wszystkim kłódki! Zakochani wieszają je na moście z widniejącymi inicjałami, a następnie kluczyk wyrzucają do Wisły na znak wielkiej i nieskończonej miłości. To taki krakowski most zakochanych. Jednak znajdziemy tam też zerwane kłódki, które ktoś zdeterminowany chciał wyrwać, a przez to most po prostu niszczeje. Ja osobiście nie jestem zwolenniczką takich romantycznych symboli i chyba już obejdzie się bez takich deklaracji. 😀 Oprócz kłódek, w oczy zapewne rzucą się Wam ciekawe, wiszące rzeźby. Wystawa nosi tytuł "Między wodą, a niebem" i powstała w 2016 roku. Podmuchy wiatru wprawiają je w ruch, dzięki czemu wyglądają naprawdę interesująco. Dla mnie to lepsza atrakcja, niż kłódki zakochanych. Kiedy najlepiej przespacerować się po Kładce? Wieczorem, bo most jest podświetlony w różnych kolorach i aż się prosi o spacer wieczorową porą. Jedna strona przeznaczona jest dla pieszych, a druga dla rowerzystów, ale oczywiście nie wszyscy się tym sugerują. 


Jeśli już zgłodnieliście, albo macie ochotę na małą czarną, to akurat mam w tej okolicy do polecenia dwie knajpki. Pierwsza z nich to restauracja z kuchnią śródziemnomorską Primo. Sporo miejsca, dla nas bez problemu znalazł się stolik w sobotni wieczór bez rezerwacji. Zamówiliśmy oczywiście pizzę i winko. Było smacznie. Natomiast na mniejsze przyjemności polecamy Grani Coffee. Kiedy uzupełnimy siły, możemy ruszyć dalej. 


4. Rynek Podgórski, kościół św. Józefa i kolorowe schody

Całkiem sporo tych rozpoznawalnych miejsc na Podgórzu, bo właśnie piszę o kolejnym. Kościół św. Józefa powstał w XIX wieku i jest wpisany na listę zabytków województwa małopolskiego. Budowla była odnawiana w 1999 roku ze względu na jej zły stan. Zarówno w środku jak i na zewnątrz świątynia robi wrażenie. Jednak mnie najbardziej spodobał się ogród za kościołem, który zwany jest Podgórską Golgotą. 


Polecam wybrać się tutaj na wiosnę lub jesień. Kolorki robią robotę. Jednak my zostajemy tutaj tylko chwilę, by nieco odpocząć i ruszamy dalej w stronę Parku Bednarskiego i kolorowych schodów. Najpierw kierujemy się ulicą Parkową, a później Andrzeja Potebni. Musicie wybaczyć, ale zdjęcia z kolorowych schodów mam sprzed czasu odnowienia. Teraz to wygląda o wiele lepiej. Na schodach przeczytamy cytaty polskich artystów. Bardzo ciekawy pomysł i słusznie, że znów wrócił tu blask. 😊



5. Park Bednarskiego i kościół św. Benedykta

Z kolorowych schodów mamy już rzut beretem do Parku Bednarskiego. Mówi się o nim, że to jeden z ładniejszych parków w Krakowie. Nie jestem jakimś znawcą w tym temacie, ale mogę śmiało powiedzieć, że faktycznie jest ładnie. Park powstał z inicjatywy Wojciecha Bednarskiego, który był dyrektorem w pobliskiej szkole. Organizowano tutaj zajęcia sportowe m.in dla Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół". Znajdziemy tutaj też pomniki Jana III Sobieskiego, Adama Mickiewicza i Tadeusza Kościuszko. Na mnie zrobił wrażenie przede wszystkim dość surowy klimat tego parku. Owszem, jest tu plac zabaw, ale nie jest jakiś duży. Są alejki do spacerowania, ponad sto gatunków drzew, hasające wiewiórki i wszystko to wygląda po prostu naturalnie. Ostatnie miejsce, o którym muszę wspomnieć to najmniejszy kościółek w Krakowie. Kościół świętego Benedyka. Znajduje się on na Wzgórzu Lasoty i jego początki można datować na XI wiek. Kościół jest otwarty tylko dwa razy w roku, 21 marca- we wspomnienie świętego Benedykta i we wtorek po Wielkanocy, czyli tzw. Rękawkę. Obok kościółka znajdziemy też fort Kraków, a po drodze z parku do kościoła, miniemy zabytkowe Wille. Przyznajcie sami, jest co zwiedzać. Na terenie Podgórza znajduje się też moje ulubione krakowskie muzeum, ale o tym przeczytacie w kolejnym wpisie poświęconym Krakowowi. ✋


Read more »
o marca 30, 2022 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

marca 24, 2022

Wiosenne pomysły na spacer - godzinę drogi od Krakowa

 W końcu robi się coraz cieplej i można trochę pospacerować. Lubię zimę, ale taką prawdziwą, z dużą ilością śniegu. A takiej niestety w Krakowie za bardzo nie doświadczyliśmy, więc już nie mogłam się doczekać cieplejszych dni. Pewnie nie jestem jedyna. Ostatnio sprawdziliśmy kilka nowych lokalizacji, zapraszam na spacer. 👇


1. Wieliczka - las i stawy na Grabówkach

Okazuje się, że Wieliczka to nie jest tylko kopalnia soli. Ma całkiem ładny rynek, który już kiedyś widzieliśmy, solne miasto z dobrze rozwiniętą infrastrukturą sportową i ciekawe miejsca do spacerowania. Naszym celem był tzw. użytek ekologiczny Las i Stawy na Grabówkach. Mieści się on stosunkowo niedaleko centrum Wieliczki. My wpisaliśmy sobie w GPS ulicę Jedynaka i przed komisariatem policji skręciliśmy w lewo, nieco do góry. Nie zrażajcie się, na początku będzie nas prowadzić wąska droga na coś w rodzaju parkingu 😀 Będzie to dość spora polana, my sugerowaliśmy się po prostu kilkoma zaparkowanymi samochodami. Zostawiamy auto, mijamy szlaban i pniemy się drogą do góry. Po chwili, powinniśmy już zobaczyć park linowy, który jest tutaj dużą atrakcją. Są trzy rodzaje ścieżek do wyboru : łatwa, średnia i trudna. Aktualnie było zamknięte, ale na pewno w sezonie działa normalnie. Poza tym mamy tutaj ogrodzone boisko do koszykówki, piłki nożnej, mały plac zabaw, ławeczki i piękne stawy. 😍 

Co ważne, ze stawów mogą korzystać wędkarze i tych też spotkaliśmy. Stawy da się obejść dookoła, gdzieniegdzie znajdują się ławeczki w lepszym lub gorszym stanie, ale można na chwilkę odpocząć. Myślę, że w sezonie jest tu dość tłoczno, dlatego może warto wybrać się właśnie tam na jeden z pierwszych wiosennych spacerów? Po drodze mijaliśmy też ciekawe miasteczko drogowe przeznaczone dla dzieci, więc Wieliczka naprawdę nie musi być kojarzona tylko z Kopalnią!


2. Dolina Mnikowska

Dolinki podkrakowskie chyba nigdy mi się nie znudzą. Każda jest inna i na swój sposób wyjątkowa. W Bolechowickiej zaskoczyły mnie ciekawe formacje skalne i uroczy mostek, w Będkowskiej można było nieźle pospacerować, a Kluczwody po prostu dobrze mi się kojarzy - to była nasza pierwsza mini podróż w pandemii. Przyszła pora na kolejną, jedną z popularniejszych. Zaparkowaliśmy samochód w Mnikowie, przy pętli autobusowej. Jest tam dość dużo miejsca. Następnie obraliśmy niebieski szlak i trzymaliśmy się go cały czas. Po chwili weszliśmy na leśne ścieżki i dotarliśmy do małego źródełka. Podążając dalej, naszym oczom ukazały się wysokie formacje wapienne, które są dość charakterystyczne w tych terenach.

 W końcu zobaczymy też dużą polanę z punktem centralnym, którym jest obraz Matki Bożej Skalskiej. Jeśli chodzi o jego genezę, wersji jest kilka. Jedna mówi o hrabinie z rodów Potockich, która miała chorą córkę i bardzo gorliwie modliła się o jej uzdrowienie. We śnie miała ukazać się jej właśnie Matka Boska w skale. Inne podania głoszą, że w tym miejscu schronili się uczestnicy Powstania Styczniowego i to właśnie Maryja zapewniła im opiekę i schronienie. 

Niezależnie od wersji, obraz robi wrażenie. W sezonie są tutaj odprawiane Msze Święte w plenerze, czy nabożeństwa majowe. Nam było trochę mało, dlatego weszliśmy  w głąb lasu i przespacerowaliśmy się nieco dalej. Cały czas trzymaliśmy się niebieskiego szlaku, zawróciliśmy przy tym mostku.

Można by było zrobić kółko i wrócić zielonym szlakiem, ale z racji tego że byliśmy po chorobie i było dość zimno, wróciliśmy tą samą trasą. Niemniej, gdyby ktoś chciał więcej, to śmiało. :) Dolinka nie jest długa, ale jest kolejną ciekawą propozycją na wyrwanie się z Krakowa. Kto zna, a kto dopiero planuje? 😃


3. Czchów i Tropie 

Kolejna propozycja jest chyba moją ulubioną w ostatnim czasie. Ta wyprawa zajęła nam pół dnia, ale na pewno można spędzić tam cały dzień, a nawet i weekend. Pierwszym przystankiem był zamek w Czchowie. Pochodzi z XIII wieku i pamięta jeszcze okres wojen z Tatarami. Swego czasu była tu też siedziba starostów, a w czasach rozbiorów przez chwilę więzienie. W pobliżu zamku jest dość spory i darmowy parking, a obok niego nieduży plac zabaw. Natomiast ruiny są odnowione i dziedziniec zamkowy jest cały czas otwarty.

Warto tam zajrzeć przede wszystkim ze względu na ładną panoramę, ale poza tym są tam też tabliczki z informacjami, zabytkowe armaty i inne ciekawe eksponaty. Od maja do końca września możemy wejść na więżę widokową, teraz nam się niestety nie udało, ale i bez tego byłyśmy zadowolone. To byłaby jedna opłata, jaką trzeba uiścić na tym terenie. To lubię 😁.

 Naszym kolejnym przystankiem miał być zabytkowy kościółek św. Świerada i Benedykta w Tropiu, ale po drodze zatrzymałyśmy się w jeszcze jednym miejscu. Stary, wiszący most zrobił na mnie tak duże wrażenie, że poprosiłam Mamę o zawrócenie. I było warto... Sami spójrzcie. 

Do samego kościółka też warto zajrzeć, chociażby ze względu na ciekawego patrona. Zakładam, że mało kto słyszał wcześniej o świętym Świeradzie. Był on pustelnikiem i męczennikiem, który żył na przełomie X i XI wieku. 

Parafia mieści się w naprawdę urokliwym miejscu, a jadąc kawałek dalej możemy załapać się na przejażdżkę promem. Przeprawa jest darmowa i odbywa się co 15 minut. To fajna atrakcja dla dużych i małych. Aż prosi się później o spacer wzdłuż Jeziora Czchowskiego, tędy biegnie też ścieżka rowerowa Velo Dunajec i rowerzystów faktycznie było sporo. W planach był jeszcze zamek Tropsztyn, ale aktualnie jest  zamknięty. Mamy więc pretekst, żeby wrócić. Sami przyznajcie - atrakcji jest sporo. 

4. Wycieczka górska - Kudłacze

Dawno nie było też propozycji wycieczki górskiej, więc odkurzam dla Was trochę swoje archiwum i proponuję proste i przyjemne wyjście na Kudłacze. My wybraliśmy się z Poręby, szlakiem zielonym. Zostawiliśmy auto niedaleko kościoła pw. św. Maksymiliana Kolbego, ale w Porębie generalnie nie ma problemu z zaparkowaniem. Początek trasy to głównie ścieżka asfaltowa, delikatnie pnąca się do góry. Na szczęście później wejdziemy już do lasu i po godzinie z hakiem dotrzemy do urokliwego schroniska. Teren jest rozległy, jest tam dużo stolików z ławeczkami no i z tego co pamiętam - dobrze tu karmią.😆 Wracaliśmy tym samym szlakiem, więc cała wycieczka wraz z dojazdem zajęła nam pół dnia. Jeśli ktoś ma ochotę na więcej, może wybrać się nieco dalej np. na Lubomir. 


Która opcja najbardziej do Was przemawia? 👀

Read more »
o marca 24, 2022 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

marca 07, 2022

Książki w lutym

 Mam wrażenie, że dopiero co pisałam o książkach, które przeczytałam w styczniu, a tu przyszła pora podsumować już kolejny miesiąc. Komu luty zleciał tak szybko jak mi? Pod względem czytelniczym mogło być lepiej, ale zrzucam winę na przeziębienie i nałogowe oglądanie dr House'a. 😉


1. Gladiatorzy z obozów śmierci

Jakoś dalej wojenna tematyka mi towarzyszy. W sumie nie powinno to nikogo dziwić przy aktualnej sytuacji na świecie. Książka opisuje historię bokserów uwięzionych w niemieckich Obozach Zagłady. Brutalna codzienność, z którą ludzie musieli zmagać się przez wiele miesięcy, wymusiła na nich swego rodzaju adaptację do tych warunków. Dlatego w obozach zdarzały się romanse, intrygi, ucieczki, rozgrywki sportowe, w tym również walki bokserskie. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych był tzw. Teddy, czyli Tadeusz Pietrzykowski. To właśnie jego postaci jest poświęcony pierwszy rozdział książki. Miał wyjątkowy talent i był niemalże niepokonany. Nie tylko walczył, ale również szkolił innych. Dla Niemców, bokserzy byli szczególnie ważni, dostawali lżejsze prace i większe racje żywieniowe. Co ważne, zawodnicy nie walczyli tylko między sobą, ale mieli możliwość zmierzenia się też ze swoimi oprawcami na ringu. W obozach aż drżało od nadmiaru emocji. Niestety bokserzy oprócz aplauzu i szacunku, musieli liczyć się też z negatywnymi konsekwencjami swoich wygranych z esesmanami. I tak właśnie Teddy, "w nagrodę" za przegrany zakład obozowego lekarza, został zarażony tyfusem pod pretekstem rutynowych badań. Cudem przeżył. W książce przeczytamy również o Cyganie, który tańczył na ringu i w ten sposób rozpraszał przeciwników. Ta strategia przyniosła mu wiele sukcesów. Jeden z ostatnich rozdziałów poświęcony jest też chłopakowi, który tylko udawał że jest bokserem ze względu na przywileje dla sportowców. Na szczęście, w miejscu w którym wydawać by się mogło, ciężko o pomoc i życzliwość, w tym wypadku było inaczej. Treningi z prawdziwymi sportowcami szybko przyniosły rezultat. Bardzo ciekawe spojrzenie na codzienne życie  w tej okrutnej rzeczywistości. 10/10


2. Projekt Riese

No jak zobaczyłam tytuł i autora, to wiedziałam, że muszę kupić. Mróz pisze o tajemniczym projekcie ulokowanym na Dolnym Śląsku i ja miałabym tego nie przeczytać? No way! Niestety, nie mogę polecić tej książki. O samym podziemnym mieście w Osówce jest naprawdę mało i jest to jedynie tło do wydarzeń. Grupa turystów zwiedza tajemnicze podziemia, kiedy nagle dochodzi do trzęsienia i stropy ulegają zawaleniu, a zwiedzający zostają odcięci od świata i  praktycznie bez szans na ratunek. Podziemne tunele są ze sobą bardzo dobrze połączone, dlatego ci którzy przeżyli, łączą siły i wydostają się na zewnątrz. To, co ich spotyka po wyjściu, jest nie do uwierzenia. Świat wygląda jak z horroru. Czy są jedynymi, którzy przeżyli kataklizm? Okaże się, że nie. Znaleźli się po prostu w innej, alternatywnej rzeczywistości. Przeszłość, którą znali, wygląda teraz zupełnie inaczej. Wszystko to powiązane jest z pandemią COVID-19. Myślę, że śmiało można wrzucić tę książkę do gatunku fantasy. A ja nigdy nie byłam i nie będę fanką takich książek, dlatego bardzo się męczyłam przy tej lekturze. Miałam nawet ochotę ją odłożyć i nigdy nie skończyć. Poza tym, kiedy jednak dawałam jej kolejną szansę, musiało minąć trochę czasu, zanim znów jako tako wkręciłam się w fabułę. Panie Mrozie, pisz pan kryminały. Bardzo proszę! 3/10



3. TOPR - żeby inni mogli przeżyć

Przyznam szczerze, że ta pozycja mnie mocno zaskoczyła. Zdecydowanie na plus. Na pewno dlatego, że podchodziłam do lektury bez zbędnych oczekiwań. Ba, moja ostatnia książka o tematyce górskiej była nudna, jak flaki z olejem. A tu trafiłam na ciekawy reportaż. Dotychczas nigdy dłużej się nie zastanawiałam nad instytucją TOPR-u, budzili oni mój szacunek ze względu na trudną pracę, ale nie miałam jakichś większych refleksji na ten temat. Okazuje się, że jest to bardzo elitarne grono. Nie każdy może zostać górskim ratownikiem. Za kandydatem musi wstawić się dwóch członków TOPR-u i poręczyć za niego. Wtedy czeka go szereg szkoleń teoretycznych i praktycznych, w tym np. bieg kondycyjny na Kasprowy Wierch. Przygotowanie trwa mniej więcej dwa lata, więc jak sami widzicie, nie jest to krótki weekendowy kurs. Myślę, że to dobrze, bo praca jest bardzo trudna i ryzykowna. Przede wszystkim muszą być dostępni zawsze, o każdej porze mogą zostać wezwani. Co więcej, ich bliscy powinni liczyć się z tym że ratownicy narażają swoje zdrowie i życie i z którejś akcji mogą po prostu nie wrócić. To nie zdarza się często, ale jednak. W książce znajdziemy wypowiedzi matki, która straciła jedyne dziecko albo młodej wdowy.  Z jednej strony mają żal do gór, że zabrały ukochanego członka rodziny, a z drugiej po czasie przyjmują to z pokorą. Ta praca dla ratowników jest pasją. Sporo dowiedziałam się o aplikacji RATUNEK, która w górach może i zapewne już nieraz uratowała turystom życie. Ratownicy jednak przestrzegają przed bezmyślnym jej używaniem, ponieważ każdy sygnał dochodzi do jednostki. Podobnie z machaniem do śmigłowca- to miły gest, ale zasłania widoczność. Ci, którzy wzywają pomoc, powinni ustawić się w kształcie litery Y. Na koniec książki znajdziemy smutną refleksję o tym, ile zarabiają ratownicy. Jest to kolejny niedoceniony zawód w Polsce. Latają śmigłowcami, ratują ludzi niezależnie czy są w ciasnej jaskini czy na Morskim Oku, odpowiadają za tresurę psów, mierzą się z lawinami i muszą pracować na dwa etaty, bo ich pensja waha się między 2 a 3 tysiące Bez komentarza. 8/10


A Wy co ciekawego przeczytaliście w lutym? 😀

Read more »
o marca 07, 2022 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 10, 2022

Styczniowe książki

 W grudniu bardziej skupiłam się na podsumowaniach, dlatego zabrakło mi trochę czasu i energii, aby napisać parę słów o tym, co czytałam. Może akurat ktoś dzięki temu zatęsknił za książkowymi wpisami? No mam nadzieję. 😉

1. Bestia z Buchenwaldu

Przyznam, że w grudniu żadna książka mnie jakoś nie zachwyciła i ta słaba kondycja utrzymywała się do połowy stycznia. Aż trafiłam na jednego z moich polskich ulubieńców, czyli Maxa Czornyja. To kolejna pozycja z serii prawdziwych historii najokrutniejszych morderców. Niektórzy z Was na pewno kojarzą już po tytule książki, o kim była mowa. Ilse Koch uchodzi za jedną z najokrutniejszych kobiet na świecie. Nie bez przyczyny mówiono o niej: Wiedźma, czy właśnie Bestia. Autor próbuje wejść w umysł takiej osoby i zaprosić czytelnika do tego mrocznego świata. Jak to się stało, że delikatna dziewczynka stała się taką sadystką? W dzieciństwie nie sprawiała problemów, choć na pewno odcisnął się na niej brak ojca, który musiał jeździć na front. Widziała na własne oczy, jak bardzo kochany tatuś zmienia się za każdym razem, kiedy wraca. Czy docierało do niej dlaczego tak jest? Czy może właśnie dzieciństwo naznaczone wojną miało wpływ na jej późniejsze decyzje? Ilse Koch była jedną z pierwszych kobiet, które wstąpiły do NSDAP. I to był początek jej mrocznej kariery. Później poślubiła Karla Kocha, małżeństwo jednak nie było szczęśliwe. Jedno i drugie uwikłane było w romanse. Ilse bardziej ze swoich pobudek, niż w celu ocalenia małżeństwa, dopuszczała się okropnych rzeczy. Obydwoje z mężem dowodzili w obozie w Buchenwaldzie i to właśnie więźniowie służyli komendantowej jako zabawki. Przy pomocy lekarza, zabijała niewinnych ludzi, by później z ich skóry zrobić sobie wyposażenie do salonu i innych pomieszczeń. To była naprawdę okropna historia, ale tak wciągającej książki dawno nie czytałam. Czornyj, jak zawsze w formie. 10/10

2. November 9

Po tak ciężkiej lekturze musiałam sięgnąć po coś lżejszego. Na szczęście Ktoś o to zadbał. I tak, jak kiedyś pisałam - zdarza się, że dobre książki same do mnie trafiają. 👀 Fallon to dziewczyna, która rozpoczyna nowy etap w życiu. Wyjeżdża na studia do Nowego Jorku i tam chce rozwijać swój warsztat aktorski. Jednak jej ojciec nie popiera tej decyzji - Fallon w wyniku pożaru doznała rozległych poparzeń i nie jest już tak piękna jak kiedyś. Ojciec najzwyczajniej w świecie w nią nie wierzy. Całej rozmowie przysłuchuje się Ben, który postanawia wybawić Fallon z opresji i zaczyna udawać jej chłopaka. Ojciec jest zdziwiony mniej więcej tak samo, jak córka, ale to właśnie ona idealnie odnajduje się w nowej roli. Spędza z nowopoznanym chłopakiem cały dzień, świetnie się bawią, ale niestety Fallon wyjeżdża. Ben jest początkującym pisarzem i postanawia opisać to, co go spotkało. Razem z nową przyjaciółką obiecują sobie spotkania raz w roku. Dokładnie 9 listopada, w rocznicę pożaru który zmienił na zawsze życie nie tylko Fallon. Dlaczego? O tym dowiecie się, kiedy przeczytacie. Ile emocji i wzruszeń towarzyszyło mi przy czytaniu tej książki...9/10


3. Psychoterapeutka 

Czytaliście Pacjentkę? Przed Wami coś w podobnym klimacie. Sara jest psychoterapeutką i pracuje z trudną młodzieżą. Prywatnie jest żoną Siguarda, który właśnie wyjechał na męski weekend. Mimo nagranej wiadomości o przybycie na miejsce, mężczyzna nigdy tam nie dociera. Sara dowiaduje się o tym kilka godzin później i rozpoczyna własne dochodzenie. Jak to zwykle bywa w takich historiach, na jaw wychodzą fakty o których kobieta nie miała pojęcia. Niespodziewane zaginięcie, a także śmierć (tak wiem, mały spoiler ale czytelnik dowie się o tym zaraz na początku) Siguarda jest powiązane z jedną z pacjentek. W domu Sary zaczynają dziać się dziwne rzeczy, komuś bardzo zależy aby kobieta zaczęła wątpić w swoje zdrowie psychiczne. Już sama śmierć partnera kosztuje ją ogromnie dużo stresu, a co dopiero kiedy nie może czuć się bezpiecznie we własnym domu. Zdziwicie się, kiedy zagadka zabójstwa zostanie rozwiązana, aczkolwiek żałuję, że autorka nie pociągnęła bardziej tego wątku, bo umie trzymać w napięciu. 8/10


4. Pięć języków miłości

I na koniec jeszcze coś innego, niż zwykle. To kolejna książka, która sama do mnie trafiła. Jest inna niż poprzednie, dlatego postanowiłam napisać o niej kilka słów. O czym jest? Przede wszystkim o różnych typach komunikacji w związku. Każdy z nas jest inny i inaczej wartościujemy pewne kwestie w relacjach. Dla jednego najważniejszy jest dotyk, przytulenie, a dla drugiego wspólnie spędzony czas, czy obdarowywanie partnera materialnymi i niematerialnymi prezentami. Obracając się w towarzystwie różnych par, sama widzę że każda jest zupełnie inna. Niektórzy są dla siebie bardzo czuli, a inni wręcz przeciwnie, za to rozumieją się bez słów. Książka podzielona jest na pięć rozdziałów, a każdy poświęcony jest konkretnemu językowi. Na końcu rozdziału zawsze znajdują się dodatkowe pytania i zadania, jeśli ten rozdział jest  akurat o mnie lub partnerze. Książeczka jest cienka, więc przeczytanie jej zajmie niewiele czasu, a może choć na chwilę zmusi nas do refleksji - co dla mnie jest ważne i czego szukam w relacji? Myślę, że można to śmiało przełożyć też na grunt przyjaźni. 7/10

To która książka Was najbardziej przekonuje? 😉

Read more »
o lutego 10, 2022 8
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 01, 2022

Dolny Śląsk na weekend - Kłodzko i okolice.

 Macie swój ulubiony region w Polsce? Ja zdecydowanie tak. Jestem zakochana w Dolnym Śląsku i jeśli miałabym się gdzieś przeprowadzić, to właśnie tam. Poniżej kolejna propozycja wycieczek w te rejony. Przypominam, że wcześniejsze wpisy możecie znaleźć tutaj lub tu. Dziś zapraszam na trzecią odsłonę. 👇


1. Kopalnia Złota w Złotym Stoku

Lubię zwiedzać ciekawe podziemia, nie zaprzeczam. Dlatego przy planowaniu tej podróży, nie mogło zabraknąć tego rodzaju atrakcji. Kopalnia oferuje kilka wariantów zwiedzania, więcej możecie przeczytać na ich stronie. My zdecydowaliśmy się na podziemny spływ łodzią i spacer po kopalni. Bilety za całość kosztowały nas 120 zł. Przeprawa łódką trwa około 25-30 minut. 

Płynęliśmy w całkowitej ciemności, a przewodnik opowiadał nam trochę o miejscu, w którym jesteśmy. Jeśli ktoś się obawia, że będzie kołysało, to niepotrzebnie. Mówi się, że jest to ekstremalna forma zwiedzania, ale ja nie miałam takiego wrażenia. Dla mnie to była po prostu fajna atrakcja. Dużo więcej dowiedziałam się w czasie zwiedzania samej kopalni, więc jeśli ktoś jest nastawiony przede wszystkim na wartość poznawczą, może śmiało zrezygnować z przeprawy łodzią. W tym dniu trafiliśmy na zabawnych przewodników, którzy w ciekawy sposób oprowadzali turystów. 

Kopalnia obecnie pełni funkcję tylko turystyczną. Wydobywano tutaj głównie arsen, który miał wiele właściwości. Złoto było niejako efektem ubocznym. Jego obróbka jest procesem żmudnym i długotrwałym. W dzisiejszych czasach to już po prostu przestało się opłacać. W kopalni spędziliśmy niecałe 1.5h. Mogliśmy przejechać się złotą kolejką i zjechać na zjeżdżalni. 


Przewodnik w trakcie zwiedzania zadawał dzieciom ciekawe pytania, więc dla nich to też była fajna atrakcja. Jedynym minusem są ceny w pobliskiej restauracji. Za herbatę zapłaciłam 15 zł. To jedna z droższych, jakie piłam. 👎 Parking na miejscu jest darmowy i dość duży. 

2. Błędne Skały

To miejsce było dla mnie tzw. gwoździem programu. Byłam mega ciekawa, jak to wygląda w rzeczywistości. W sezonie, który trwa od kwietnia do października, parking jest płatny i kosztuje 30 zł. Można wjechać na górny (zimą zamknięty) lub dolny (o nazwie YMCA). Zapłacić należy również za wstęp, 12 zł. W sezonie zimowym nikt tam nie pracuje, nie ma żadnych opłat i wchodzimy na własne ryzyko. Bezpieczeństwo zależy przede wszystkim od warunków pogodowych. Trzeba wziąć pod uwagę dojazd tzw. szosą stu zakrętów.


 Obraliśmy niebieski szlak i wyruszyliśmy. Zgodnie z napisami, mieliśmy dotrzeć do celu po godzinie. I tak właśnie było. Trasa jest dobrze oznakowana. Początek jest bardzo łagodny, po 20 minutach docieramy do kolejnych znaków. Tutaj napisy są trochę mylące, pokazują 15 minut do celu, a w rzeczywistości jest to około 35-40.


 Było trochę pod górkę, ale bez przesady. Na szlaku nie spotkaliśmy nikogo, słyszeliśmy śpiew ptaków i swoje przyśpieszone oddechy. Dopiero przy wejściu do labiryntu, spotkaliśmy pierwszych turystów.


 Zanim przekroczyliśmy skalne wrota, założyliśmy nakładki na buty i w takich warunkach dobrze mieć chociaż to. Przejście całości zajęło nam ok. 30 minut. Nieraz trzeba było wciągnąć brzuch, schylić się czy kucnąć. Każda formacja ma swoją nazwę, jak np. Długi pasaż czy Furtka. 

Chwilami miałam wrażenie, że faktycznie się zgubiliśmy, ale na szczęście było ono mylne. My się bawiliśmy świetnie i mimo lekkiego mrozu, humory nam dopisywały. Schodziliśmy tą samą trasą, z tym że teraz bardziej trzymaliśmy się drogi, która biegła równolegle z niebieskim szlakiem. Zwiedzanie labiryntu zimą ma swój zasadniczy plus - nie ma tłumów. Wiem, że w sezonie jest tu tłoczno. Ludzie robią sobie zdjęcia, przeciskanie się trochę trwa, tworzą się kolejki. My tego uniknęliśmy. 😀



3. Srebrna Twierdza

Długo zastanawialiśmy się którą twierdzę zwiedzić. Do wyboru mieliśmy tę w Kłodzku albo w Srebrnej Górze. Przekonały nas lepsze opinie, no i zdjęcia stamtąd.  To miejsce jest na pewno takim must see na Dolnym Śląsku, ale warto wiedzieć coś więcej, zanim się tam wybierzemy. 

Po pierwsze, do twierdzy musimy kawałek dojść. Nie da się dojechać pod samą bramę, czeka nas około 15-20 minutowy spacer, lekko pod górę. To ważna informacja jeśli podróżujemy np. z osobami starszymi. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem, ale możemy pospacerować sobie w pewnych miejscach samodzielnie. Do dyspozycji mamy dwie takie trasy, wszystko oznakowane. Cena zawiera zwiedzanie z przewodnikiem, więc nie ma opcji na mniejszą opłatę przy wybraniu tylko samodzielnych tras. O Twierdzy mówi się, że jest jedyną niezdobytą w całej Europie. Cóż, była atakowana tylko raz w czasie wojen napoleońskich. Jednak żołnierze przebywający tam mieli dość ciężkie warunki. Łóżka były ustawione pod skosem, aby szybciej wstawać. Z uwagi na optymalizację wykorzystania przestrzeni oraz kosztów prycze były połączone i żołnierze mieli tylko jedną kołdrę. No ja bym się tam nie odnalazła. W dziennym przydziale dostawali 1.5 litra piwa, który pełnił funkcję prozdrowotną, alkohol w nim zawarty eliminował bakterie. Co ciekawe, podobne "posiłki" otrzymywały dzieci w kopalni złota, dokładnie z tego samego powodu. Generalnie spora część twierdzy jest zniszczona i niedostępna dla turystów.

Co dla mnie było dziwne, zwiedzanie rozpoczęliśmy od wystawy zdjęć i nie było tak naprawdę czasu na przeczytanie opisów. Usłyszeliśmy, że możemy wrócić tu później. To nic, że na przewodnika czekaliśmy pół godziny (zwiedzanie odbywa się o konkretnych godzinach, w kasie dowiemy się o której) i idealnie miałabym czas na tę wystawę. Największą atrakcją zwiedzania jest wystrzał z broni czarnoprochowej, który odbywa się na końcu. Był taki huk, że ja aż krzyknęłam. 😀 

Przewodnik jest ubrany w pruski mundur, co też ma nas bardziej wprowadzić w klimat tego miejsca. Muszę też dodać, że w tych "podziemiach" jest zimno (mówi się, że ok. 7 stopni, ale wydaje mi się ze mniej 👀). Nie ma też tam strefy gastronomicznej - co akurat jest dla mnie plusem, że miejsce nie jest zbyt skomercjalizowane. Jednak moje odczucia po wizycie są takie, że Twierdza jest trochę przereklamowana. Aczkolwiek, może na moją opinię miały wpływ okropne warunki pogodowe i ograniczona widoczność. Cena za wstęp to 28/19 zł. Nas trochę rozczarowało, ale dla fanów militariów, może byłaby to większa atrakcja. 

4. Atrakcje w Kłodzku + sprawdzony nocleg

Okazuje się, że Kłodzko to całkiem ładne miasto. Jest dobrą bazą wypadową, bo do wszystkich wyżej wymienionych miejsc, dotrzemy w mniej niż godzinę. Co zwiedzić oprócz Twierdzy o której wspomniałam? Przede wszystkim sam rynek jest ładny i urokliwy. Największe wrażenie na mnie zrobił ratusz i most gotycki świętego Jana. 

Przypomina on trochę most Karola w Pradze, z tym że ten pierwszy powstał dużo wcześniej. Znajdziemy tutaj też gotycki kościół pw. Wniebowzięcia NMP z XII wieku. Jest też Muzeum Ziemi Kłodzkiej i sporo fajnych restauracji.

My jednego dnia jedliśmy w Starym Młynie, a drugiego w Pizza Daria. Obie miejscówki polecamy. W tej pierwszej restauracji porcje są ogromne, prawie tak duże jak moje wyrzuty sumienia kiedy oddawałam w połowie pełny talerz. No, ale więcej nie zmieściłam. A byłam głodna, przysięgam. 😋 

Jeśli chodzi o nocleg, to spaliśmy w Willi Kłodzko Zacisze. Za dwie doby ze śniadaniem zapłaciliśmy niecałe 500 zł. Pobyt na Bookingu oceniliśmy na 8/10. Jedzenie pyszne ,a okolica spokojna i cicha. Tego po ostatnim noclegu w Zakopanem potrzebowałam. 👍


To kto się już pakuje? 👀

Read more »
o lutego 01, 2022 10
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Polecany post

Książki w styczniu i lutym

Popularne posty

  • Zwiedzanie zamku w Rabsztynie
     Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, al...
  • No weźże mnie na wycieczkę - pomysły na prezent z okazji Dnia Dziecka [aktualizacja 2023]
     Dzień dziecka zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji, gdzie można by się wybrać ze swoją pociechą, ale nie ...
  • Styczniowe wyprawy
     Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zaw...

Archive

  • ▼  2026 (3)
    • ▼  mar 2026 (1)
      • Książki w styczniu i lutym
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (1)
  • ►  2025 (21)
    • ►  gru 2025 (2)
    • ►  lis 2025 (3)
    • ►  paź 2025 (1)
    • ►  wrz 2025 (3)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  maj 2025 (1)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (2)
    • ►  lut 2025 (1)
    • ►  sty 2025 (2)
  • ►  2024 (25)
    • ►  gru 2024 (2)
    • ►  lis 2024 (2)
    • ►  paź 2024 (2)
    • ►  wrz 2024 (3)
    • ►  sie 2024 (2)
    • ►  lip 2024 (3)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (1)
    • ►  mar 2024 (3)
    • ►  lut 2024 (3)
    • ►  sty 2024 (3)
  • ►  2023 (37)
    • ►  gru 2023 (3)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (2)
    • ►  wrz 2023 (2)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (4)
    • ►  cze 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (4)
    • ►  kwi 2023 (3)
    • ►  mar 2023 (4)
    • ►  lut 2023 (3)
    • ►  sty 2023 (4)
  • ►  2022 (33)
    • ►  gru 2022 (2)
    • ►  lis 2022 (3)
    • ►  paź 2022 (3)
    • ►  wrz 2022 (4)
    • ►  sie 2022 (3)
    • ►  lip 2022 (3)
    • ►  cze 2022 (2)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (2)
    • ►  mar 2022 (3)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (3)
  • ►  2021 (39)
    • ►  gru 2021 (4)
    • ►  lis 2021 (3)
    • ►  paź 2021 (2)
    • ►  wrz 2021 (4)
    • ►  sie 2021 (2)
    • ►  lip 2021 (3)
    • ►  cze 2021 (3)
    • ►  maj 2021 (4)
    • ►  kwi 2021 (4)
    • ►  mar 2021 (3)
    • ►  lut 2021 (4)
    • ►  sty 2021 (3)
  • ►  2020 (5)
    • ►  gru 2020 (5)

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Podróże z książką. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.