W marcu sobie nie żałowałam. Wiedziałam, że później może być trochę mniej czasu na książki. Sięgnęłam po kilka pewniaków, ale nie tylko! Sprawdźmy, która okazała się najlepsza.
1. Przyjaciółka
Zacznijmy od tej, której najbardziej wyczekiwałam. Jeśli chodzi o książki Paris, to kupuję je w ciemno. Nie wszystkie są tak samo dobre. Jeszcze w sumie nie trafiłam na takiego idealnego pisarza. Myślę, że generalnie taki nie istnieje. Wróćmy jednak do Paris. Główna bohaterka, Laure, dowiaduje się o zdradzie męża. Jest załamana. Postanawia odciąć się od wszystkiego i wyjechać. Gdzie szuka ukojenia? U swojej najlepszej przyjaciółki. Iris i Gabriel przyjmują ją z otwartymi rękoma. Zapewniają, że może zostać tyle, ile potrzebuje. I tak mijają dni, tygodnie. Laure nie ma zamiaru wracać do domu. Jej małżeństwo jest już chyba przeszłością. Iris próbuje pogodzić zwaśnionych małżonków i przy okazji pozbyć się swojego gościa. Sprawy wymykają się spod kontroli. Historia stopniowo się rozkręcała, aż w końcu Paris narzuciła konkretne tempo. Nieprzewidywalne zwroty akcji i w końcu rozwiązanie zagadki. Dla mnie jedna z lepszych jej książek. Daję 9/10. Mogłaby wydawać więcej, niż jedną książkę rocznie. 😁
2. Miłość mojego życia
Zastanawialiście się kiedyś, kto zajmuje się pisaniem nekrologów? Przyznam szczerze, że ja nigdy. A przecież ktoś to musi robić. W książce, którą otrzymałam w ramach współpracy, poznajemy małżeństwo - Emmę i Leo. Emma jest znanym biologiem, a Leo zajmuje się właśnie pisaniem nekrologów. Mają córeczkę Ruby, która jest ich całym światem. Wiodą spokojne życie. Do czasu, kiedy Emma zaczyna chorować. Okazuje się, że ma raka. Czy leczenie w tym wypadku będzie skuteczne? Tego nie sposób przewidzieć. Jak radzi sobie mąż? Zaczyna tworzyć nekrolog swojej żony. Z jednej strony brzmi to nietypowo. A z drugiej, to po prostu jego praca. W ten sposób próbuje oswoić się z diagnozą i ewentualną przyszłością. Przeszłość daje o sobie znać. Konkretnie przeszłość Emmy. Była zupełnie inna, niż ta którą zna z opowieści żony. Czy można żyć z kimś tyle lat i tkwić w jakiejś ułudzie? Okazuje się, że tak. Długo skrywane kłamstwa wychodzą na jaw. Czy można przetrwać taką próbę? Emma zamierza walczyć o swoje małżeństwo. Historia mnie naprawdę wciągnęła. Była właśnie trochę w klimacie Paris. Jakbym miała się do czegoś przyczepić, to jedynie do zakończenia. Ode mnie mocne 8/10.
3. Paderborn
Dawno nie pisałam nic o książkach Mroza. A to dlatego, że ostatnio wydaje książki, których nie kupuję. Lubię serię o Chyłce i Burzy. Inne jakoś średnio do mnie przemawiają. Dlatego, kiedy dowiedziałam się o Paderbornie, z sentymentu do Chyłki, zamówiłam. 😀 Dla tych, którzy nie znają tej serii, dwa słowa wyjaśnienia. Mróz wydał dwie osobne książki. Jedna dotyczy seryjnego mordercy (Langer), a druga prokuratora (Paderborn). Można te dwie pozycje przeczytać bez znajomości całej serii. Od jakiegoś czasu Paderborn nie może skontaktować się z byłą żoną. Pewnie nie martwiłby się przesadnie, gdyby nie jego zatroskany syn. Olgierd postanawia zorientować się, czym zajmuje się Nina. Niestety ślad po niej zaginął. W poszukiwaniach pomaga mu koleżanka z branży ,Siara. Ich prywatne śledztwo początkowo nie przynosi żadnych rezultatów, za to w niebezpieczny sposób zbliża ich do siebie. Swoją pomoc oferuje Langer. Tłumaczy dwójce prokuratorów, że Nina jest w niebezpieczeństwie i aby ją ocalić muszą połączyć siły. Czy można zaufać największemu wrogowi, aby ocalić bliską sobie osobę? Na to i jeszcze wiele innych pytań będzie musiał odpowiedzieć główny bohater. Ninę porwał seryjny morderca, który pasjonuje się astrologią. I chociaż ta tematyka totalnie mnie nie interesuje, to dałam się porwać tej książce. To był stary, dobry Mróz. Tęskniłam! 10/10.
4. Szymek
No dobrze. Przeczytałam kolejną książkę Kościelnego i znów mogę polecić ją dalej. Nie są to jednak książki dla każdego. Wrocław, lata 90. Piętnastoletni Szymon rzuca się pod pociąg. To ogromna tragedia dla rodziców. Dla policjantów sprawa jest jasna. Chłopak miał swoje problemy, był nastolatkiem. Nie poradził sobie, nie ma co roztrząsać. Ich zainteresowanie budzi dopiero kolejne samobójstwo. Kilka dni później z dachu wieżowca rzuca się starszy brat Szymona, Tomek. Śledztwo prowadzi policjant, który od lat nie uporał się z demonami przeszłości. Jest alkoholikiem, który stacza się na samo dno. Nie pomaga fakt, że inni udają, że nie widzą problemu. Z wyjątkiem jednego, nowego policjanta. To właśnie ta dwójka prowadzi śledztwo w sprawie Dąbrowskich. W tej książce jest naprawdę wiele ciekawych wątków. Rozrywający serce motyw rodziny, która nie zareagowała w porę. Nieudolne próby radzenia sobie z nałogiem. A w końcu temat subkultur i prześladowania w szkole. Ciężki kaliber, ale warty przeczytania. 10/10.
No to którą recenzja Was najbardziej przekonuje? Trzymajcie kciuki, żeby maj był owocny pod względem książek.
Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, ale niestety było zamknięte. Teraz się udało. Zapraszam na relację. 😊
1. Dojazd, parking
Z Krakowa to około godzina jazdy samochodem, ale można dostać się też komunikacją publiczną. Chociaż wtedy czas podróży jest wydłużony. Jeśli chodzi o parking, to znajduje się zaraz pod zamkiem. Polecam wpisać w gps park linowy, albo Chata Kocjana. My wpisałyśmy Rabsztyn i nie do końca wiedziałyśmy, jak wjechać pod sam zamek. Na stronie znalazłam info, że parking jest płatny 3zł za godzinę. Ja nie wiedziałam nikogo, kto by pobierał takie opłaty. 😉
2. Godziny otwarcia, cennik
Zamek jest otwarty od wtorku do niedzieli. W tygodniu można zwiedzać od 9.30 do 17.30, a w weekendy od 10.00 do 18.00. Ostatnie wejście jest możliwe 30 minut przed zamknięciem. Jeśli chodzi o czas zwiedzania, to dobrze by było mieć w zapasie trochę więcej czasu. W tygodniu bilety też są tańsze. Normalny kosztuje 15 zł, a ulgowy 10 zł. W weekend odpowiednio 20 i 14 zł. Jeśli chodzi o przewodnika, to w weekendy można się załapać na takie zwiedzanie. Warto sprawdzić godziny na stronie internetowej. W kasie można płacić normalnie kartą, jest toaleta i kawiarnia.
3. Czas na legendę...
Zanim wejdziemy na zamkowe mury, pora na legendę. Niech wprowadzi nas trochę w ten bajkowy klimat. Ponoć pod ruinami znajduje się jeszcze jeden, ukryty zamek. W jednej z komnat są dwie skamieniałe sylwetki. Chłopca oraz dziewczynki. Chłopiec ma na palcu pierścień z brylantem. W Niedzielę Palmową zsuwa się on z palca. Jego blask budzi tamtejszych rycerzy. Wtem na zamku rozpoczyna się uczta, która trwa do rana. Jednak, jeśli pierścień spadnie z palca, to znak dla rycerzy. Wtedy muszą ratować Polskę przed wrogami. Oby zatem impreza trwała jak najdłużej. 😀
4. Krótki zarys historyczny
Pierwsze wzmianki o Rabsztynie pochodzą z XIII wieku. Na początku był on drewniany. Później za sprawą Kazimierza Wielkiego, został przebudowany. Niestety w czasie Potopu Szwedzkiego został spalony i nigdy już nie odzyskał dawnego blasku. Zamek długo był w opłakanym stanie, ale w końcu ruszyły prace remontowe. Dzięki temu dziś wyglądała naprawdę solidnie. A jednocześnie nie ma tutaj przepychu, wciskania nowoczesnych gadżetów na siłę. Rabsztyn mnie pozytywnie zaskoczył. 😀
5. Zwiedzanie
Pora sprawdzić, jak zamek prezentuje się w środku. Dla mnie zdecydowanie największą atrakcją są punkty widokowe. Możemy wspiąć się na wieżę, ale nie tylko z niej są piękne widoki. Ponadto udostępnione do zwiedzania są też piwnice, w których znajduje się makieta zamku, czy ekspozycja z mieczami. Można też zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie w dybach. Skorzystałyśmy z tej możliwości. Warto poświęcić na zwiedzanie ok. 45 minut. Teren jest dość duży, a i okolica piękna.
6. Atrakcje w pobliżu
Dla najmłodszych turystów, w pobliżu znajduje się park linowy. Oprócz tego, w ramach biletu możemy zwiedzić też Chatę Kocjana. Antoni Kocjan był konstruktorem i szefem wywiadu lotniczego AK. Chata została wybudowana w 1862 roku. A jeśli mamy więcej czasu, to zachęcam do przystanku np. w podziemnym mieście w Olkuszu, o którym pisałam tutaj. A jeśli chcecie dłużej pospacerować, to sprawdźcie Pustynię Błędowską. Po więcej szczegółów zapraszam pod tym linkiem.
Lubię odsyłać do tych wpisów z przeszłości, bo zawsze doceniam wtedy swoją pracę włożoną w tego bloga. I tym pozytywnym akcentem kończymy relacje z Rabsztyna. 😊
Pora na kolejny zaległy wpis. Tym razem na tapetę biorę książki przeczytane w lutym. Było ich trochę mniej, niż w styczniu. Za to jedna z nich miała aż 900 stron i przeczytanie jej chwilę mi zajęło. Sprawdźmy razem, jak było. 😀
1. Za wszelką cenę
Po książki Cobena zazwyczaj sięgam w ciemno. Z ich jakością bywa różnie, ale akurat ta pozycja naprawdę mnie wciągnęła! David odsiaduje wyrok dożywocia za zamordowanie swojego syna. Problem w tym, że nie pamięta zdarzeń z tamtej okropnej nocy. Wszystkie dowody przemawiają właśnie za nim. Dlatego z pokorą przyjmuje wyrok, odcina się od rodziny i odsiaduje karę. Sytuacja się zmienia, kiedy odwiedza go siostra byłej żony. Przynosi mu zdjęcie z festynu, na którym widać chłopca bardzo podobnego do jego syna. To zasiewa w nim wątpliwości, ale nie chce robić sobie złudnych nadziei. Mimo to, prosi o spotkanie z dyrektorem zakładu. Zależy mu na uzyskaniu przepustki i sprawdzeniu tego śladu. Czy jednak skazany na dożywocie może się starać o taki wniosek? Pewnie dużym ułatwieniem w tej sytuacji jest spokrewnienie z dyrektorem. Pytanie tylko, czy ten uwierzy w niewinność swojego syna chrzestnego? Akcja toczy się szybko i mimo braku pewności, ja kibicowałam głównemu bohaterowi. Polecam i Wam! Daję mocne 8/10.
2. Niepoznany
Teraz pora na książkę, którą dostałam w ramach współpracy. Zdecydowałam się na coś nietypowego. Przyznam, że po lekturze miałam mocno mieszane odczucia. Alex tymczasowo mieszka w Hiszpanii. Przyjechała tutaj ze względu na pracę swojego partnera, Adama. Niestety w ich związku od jakiegoś czasu się nie układa. Za granicą dziewczyna czuje się samotna i opuszczona. Nie pracuje, a kolejne delegacje Adama coraz bardziej ją męczą. Jej jedyna koleżanka, Karolina, prowadzi bardzo rozrywkowe życie. Zachęca Alex do oderwania się od smutnej rzeczywistości i wyciąga ją na imprezę. Ten jeden wieczór wszystko zmienia. Poznaje w klubie przystojnego szweda, Larsa. Okazuje się, że ten jest biznesmenem. Traktuje Alex jak królową, ale ma też swoje mroczne tajemnice. I bardzo żałuję, że ten psychologiczny wątek został potraktowany po macoszemu. Autorka skupiła się dużo bardziej na fizyczności tej relacji. Główną bohaterkę przedstawiła jako płytką i skoncentrowaną na sobie i swoich potrzebach. To dla mnie jakieś połączenie 365 dni i 50 twarzy Greya. Nie oczekujcie zatem cudów. Po następną część raczej nie sięgnę. Dla mnie 4/10.
3. Nielat
No dobrze, to teraz pora na najciekawszą książkę w lutym! Chyba czas najwyższy zaliczyć się do fanek Piotra Kościelnego. Przeczytałam do tej pory jego 5 książek i jeszcze żadna mnie nie zawiodła. Co prawda, Dom do tej pory jest moją ulubioną. Natomiast Nielat zasługuje na srebrny medal. Przenosimy się do Wrocławia w latach 90. Policjanci prowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa znanego aktora. Okazuje się, że miał on naprawdę szemrany charakter i wiele osób życzyło mu śmierci. Ciężko zatem, aby krąg podejrzanych się zawężał. Jest wręcz odwrotnie. To jednak nie jedyny ciekawy wątek w tej książce. Michał pochodzi z patologicznej rodziny. Matka jest alkoholiczką, ojciec wyjeżdża do Niemiec i tam zakłada nową rodzinę. Nikt zatem nie dostrzega dramatu, jaki wydarza się w pokoju chłopca. Jest molestowany przez wujka. Chłopiec ma malutką siostrę, Kasię. Chce ją ocalić. Dlatego postanawia zarobić na ich ucieczkę. Uważa, że jedynym rozwiązaniem jest sprzedawanie własnego ciała. Pewnego dnia, przychodzi na dworzec i szuka potencjalnych klientów. Powiedzieć, że tematyka jest trudna, to jak nic nie powiedzieć. Dzięki praktykom w różnych miejscach, słyszałam już o wielu podobnych historiach. I wydawało mi się, że ta książka aż tak na mnie nie wpłynęła. Ale moja podświadomość wysyłała mi sygnały, iż wcale taka odporna nie jestem. Nie da się przejść obok tej książki obojętnie. Ostrzegam, dla niektórych może być ponad siły. Daję 10/10.
4. Labirynt duchów
Przyznam, że podchodziłam ostrożnie do ostatniej części serii Cmentarza Zapomnianych Książek. Cień Wiatru był cudowny, za to Gra Anioła dużo słabsza. Z kolei Więzień Anioła ratował fakt, że opowiadał o Ferminie. Zdecydowanie to mój ulubiony bohater całej serii. Przyznam szczerze, że Labirynt Duchów na półce czekał jakieś dwa-trzy miesiące. I w końcu się doczekał. W tej części pojawia się nowa, interesująca postać. Alicja Gris jest agentką i otrzymuje tajne zlecenie. Ma zbadać sprawę tajemniczego zniknięcia ministra kultury - Mauricia Vallsa. Śledztwo doprowadzi ją do ukrytej księgarni w Barcelonie. Mało tego, będzie musiała zmierzyć się z własnymi demonami przeszłości. Labirynt duchów jest ciekawym zakończeniem tej serii i odpowiada na wiele ważnych pytań. Trochę mi zajęło, aby wejść na nowo w tę historię, ale w końcu się udało. Mimo to, dalej nie jestem fanką tak grubych książek. Ode mnie 7/10.
W sumie luty był różnorodny jeśli chodzi o książki. Była literatura piękna, kryminał i romans. Którą wybierasz? 😀
Pora nadrobić kolejne zaległości. Zazwyczaj staram się świeżo po jakimś spacerze/wycieczce spisać wszystko. Niestety jestem dla siebie zbyt pobłażliwa w tej kwestii. I tak lecą dni, a potem tygodnie. Mam nadzieję, że jednak w marcu uda mi się nadgonić jeszcze kilka wpisów. Dziś zabieram Was do Cieszyna!
Dlaczego akurat Cieszyn?
Szukałam czegoś do 2h jazdy w jedną stronę. Tak plus, minus. Początkowo był plan na spędzenie całego weekendu w wybranym mieście, ale plan się zmienił. Zastanawiałam się między Krynicą, Krosnem, a Cieszynem właśnie. W Krynicy już kiedyś byliśmy i trochę widzieliśmy. Stosunkowo niedawno byłam w Bielsku-Białej. Postanowiłam iść za ciosem. W końcu BB bardzo mnie zaskoczyło. Liczyłam, że z Cieszynem będzie podobnie. I to był dobry wybór!
Co zwiedzić w Cieszynie?
Lista atrakcji jest spora i spokojnie można tu spędzić weekend, albo nawet i więcej. Wtedy do zobaczenia pozostają nam jeszcze okolice, czy np. wybranie się do naszych sąsiadów. Zostawiliśmy sobie trochę miejsc na następny raz. A co udało się teraz zwiedzić?
- Wzgórze zamkowe
- Wieża Piastowska
- Rotunda pw. św. Mikołaja i Wacława
- Wenecja Cieszyńska
- Studnia Trzech Braci
- Rynek w Cieszynie
- Muzeum Śląska Cieszyńskiego
- Spacer nad Olzą
- Kornel i Przyjaciele
- Browar Zamkowy.
- Muzeum Drukarstwa
- Stary i Nowy Cmentarz Żydowski
W Gliwicach byłam już kilka razy i postanowiłam napisać dla Was przewodnik po tym mieście. Okazuje się, że tak niepozorne miasto ma naprawdę sporo atrakcji. Z Krakowa to trochę ponad godzinkę drogi, więc rzut beretem. A śmiało można spędzić tam cały weekend.
1. Funzeum. Centrum Nauki i Zabawy - informacje praktyczne
O tym miejscu słyszałam już dawno, ale dopiero darmowe wejście skłoniło mnie do sprawdzenia. Dostałyśmy z Mamą vouchery z prezentmarzeń i wybrałyśmy się na przejażdżkę.
Jednak ze względu na ferie zimowe i dość duże obłożenie, nie mogłyśmy wejść tak z ulicy. Bez wcześniejszej rezerwacji musiałyśmy poczekać trzy godziny. Oczywiście spożytkowałyśmy ten czas, ale o tym poniżej. W każdym razie, zanim się wybierzecie do Funzeum, warto zrobić rezerwację online.
Bilety kupione przez internet są też tańsze, niż w kasie. Za normalny trzeba zapłacić ok. 55 zł, a za ulgowy 48 zł. W weekendy i święta bilety są też droższe. Maksymalny czas na zwiedzanie to 3 godzinki. Nam to zajęło trochę ponad godzinę. Na miejscu znajduje się bezpłatny parking i szatnia. Jest też sklep pamiątkowy i duża strefa gastro, ale o tym opowiem na końcu.
Funzeum - co to właściwie jest?
To takie interaktywne muzeum. Głównie nastawione na zdobywanie wiedzy poprzez zabawę. Na początku obejrzałyśmy krótki wprowadzający filmik. Dotyczy on kolorów i tego w jaki sposób na nas wpływają. Był ciekawy, ale niestety zewsząd dobiegały krzyki dzieci i ciężko było się skupić. Żałowałyśmy, że ta sala nie jest choć trochę wygłuszona.
Muzeum jest podzielone na dwie strefy. Pierwsza dotyczy właśnie kolorów, a druga światła. Każda sala ma swój kolor, a w środku znajdziemy jakieś ciekawe atrybuty. Idealne miejsce na zrobienie ciekawych i pamiątkowych zdjęć. Tutaj trochę przypomniał mi się pobyt w Be Happy Museum w Krakowie. Więcej o mojej wizycie tam możecie przeczytać w tym wpisie. Oczywiście oprócz fajnych zdjęć, czeka na nas też kilka eksperymentów z kolorami. Musimy np. uporządkować barwy od najjaśniejszego do najciemniejszego. A wszystkie odcienie, wydają się na pierwszy rzut oka, identyczne. Pora przejść do drugiej części muzeum. W mojej ocenie ta część była ciekawsza i można było się naprawdę czegoś dowiedzieć.
W tej części możemy pospacerować po fluo dżungli, pomalować światłem, odnaleźć się w krzywym zwierciadle (i to niejednym!) i wiele więcej. Znajdziemy tutaj też wystawę poświęconą historii lamp i ciekawą ekspozycję o Układzie Słonecznym.
Na końcu znajduje się spora strefa gastro połączona z ogromnym placem zabaw dla dzieci. Jest tu basen z kulkami, pomieszczenie z wielkimi piłkami, cymbergaj i wiele innych. No tutaj to naprawdę można spędzić wiele czasu. Zatem każdy znajdzie tu coś dla siebie. Najmłodszym spodoba się właśnie ta ostatnia część. Ci spragnieni wiedzy też powinni wyjść zadowoleni, a uzależnieni od selfie nie wyjdą z pustymi telefonami. 😀
2. Kolejkowo
Tak, jak wcześniej pisałam, musiałyśmy trochę poczekać na wejście do Funzeum. A tak się złożyło, że tuż obok było Kolejkowo. Stwierdziłyśmy z Mamą, że skoro już tu jesteśmy i mamy czas, to może warto je sprawdzić.
Zwiedzanie
Bilety normalne kosztują 43 zł, a ulgowe 35 zł. W tym wypadku nie ma różnicy, czy kupimy je w kasie, czy online. Co ciekawe, dzieciaków było tu więcej, a weszłyśmy bez problemu. Być może w Funzeum są jakieś limity wejść. Czas zwiedzania jest podobny, ok. godzinka.
Co to właściwie jest?
To miniaturowy świat powiększony o 25 razy! W tym wypadku na tapetę bierzemy Gliwice i okolice, ale Kolejkowo znajdziemy też we Wrocławiu. My byłyśmy tam w lutym i oprócz stałej wystawy, była jeszcze czasowa. To miasteczko z piernika i przyznam, że robi wrażenie. Sami spójrzcie.
Jeśli chodzi o główną wystawę, to znajdziemy tutaj takie elementy jak lotnisko w Katowicach, zamek w Będzinie, dworzec w Gliwicach, czy Nikiszowiec.
Są też elementy totalnie zmyślone, jak np. westernowe miasteczko, ale jest ono również mega ciekawe! Znajdziemy tutaj pociągi z pasażerami, robotników, sklepy, place zabaw. Dodatkowy atutem jest podział na noc i dzień. Zmienia się wtedy światło i możemy zobaczyć szczegóły, których za dnia nie widać.
Mnie bardzo podobał się jeszcze statek Western River, a także burzowe chmury i błyskawice. No musicie to po prostu zobaczyć na żywo! Dodatkowym urozmaiceniem jest wyszukiwanie konkretnych postaci na makietach. Trzeba np. znaleźć 7 psów, 6 gęsi, 1 spidermana itd. W tym wypadku bardziej zainteresowani byli dorośli. Co nie zmienia faktu, że to atrakcja dla dużych i małych. Na miejscu znajduje się też spora kawiarnia, więc można w trakcie zwiedzania zrobić sobie przerwę. A na koniec oczywiście kupić coś w sklepie pamiątkowym. Jedynym minusem jest malutka toaleta i to w dość kiepskim stanie, a jak na taki przemiał ludzi, pasowałoby coś większego.
3. Palmiarnia Gliwice
Pora na moje ulubione miejsce w Gliwicach! Byłam pewna, że już o nim wcześniej pisałam. Mój błąd, który w końcu nadrabiam. W sumie w Palmiarni byliśmy ponad dwa lata temu, a nadal dobrze wspominam tę wyprawę. Bilety normalne kosztują 18 zł, a ulgowe 11 zł.
Palmiarnia jest podzielona na kilka pawilonów:historyczny, tropiku, sukulentów, roślin użytkowych i akwarystyczny. Mamy tutaj też stawy z małymi rybkami, klimatyczne ścieżki i mostki.
Wszystko to sprawia, że można wykonać tu np. sesję zdjęciową. Ponadto miejsce jest dostosowane dla osób niepełnosprawnych, a to też duży plus. Pamiętam, że wtedy była tam taka wycieczka i dlatego zwróciłam na to uwagę. Na miejscu znajduje się duży parking, kawiarnia i sklepik. Czas na zwiedzanie tego miejsca to minimum godzinka. Palmiarnia to zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc na Górnym Śląsku. Wiem też, że kilka osób odkryło ją właśnie z mojego polecenia i sprawdziło na żywo, co tym bardziej mnie cieszy!
4. Rynek w Gliwicach
Dwa słowa jeszcze o gliwickim rynku! W końcu to serce tego miasta. A trzeba przyznać, że prezentuje się też całkiem ładnie. W centrum rynku znajdziemy ratusz, który został wzniesiony w XV wieku. Dzisiaj jednak są to pozostałości z przebudowy. Na rynku znajdziemy też kolorowe kamienice oraz piękną fontannę. Kolejnym ważnym punktem jest kościół pw. Wszystkich Świętych. Przyznaję, że jednak nie zajrzałam do środka. Trzeba będzie to nadrobić następnym razem! Ja polecam wybrać się na rynek w okresie świątecznym, bo jest tu wtedy naprawdę pięknie.
5. Gdzie zjeść w Gliwicach?
I na koniec jeszcze o tym, co warto zjeść w Gliwicach. Jeśli chodzi o rynek, to znajdziemy tutaj pizzerie Olio. Jest to dokładnie ta sama, którą mamy w Krakowie. Próbowaliśmy się kiedyś dostać do tej gliwickiej, ale bez rezerwacji ciężko. Natomiast ta w Krakowie nam smakowała, więc tu by pewnie było podobnie. Jeśli chodzi o moją ulubioną restaurację w Gliwicach, to jest to Pyszne Kurcze Pyszne. Tutaj zimne napoje dowiezie Wam pociąg. To ciekawa atrakcja dla dużych i małych. W lecie przed restauracją jest też duża makieta z pociągami. No i jedzenie jest naprawdę smaczne! Ja wróciłam tam już kilka razy.
Namówieni na wycieczkę do Gliwic? 😀
Nie wiem, co tu się wydarzyło! Naprawdę dawno nie miałam tak dobrego miesiąca pod względem ilości, ale przede wszystkim jakości lektur. W styczniu przeczytałam 9 książek. Były dobre, bardzo dobre i znakomite. Uprzedzam lojalnie, dziś będzie długo. Warto jednak przeczytać do końca. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie.
1. Wrony
Zaczynam od tej, która skradła nie tylko moje serce, ale również Mateusza. Wrony chciałam przeczytać już dawno, ale jakoś wciąż się nie składało. To krótka, uzupełniona pięknymi ilustracjami, książka poruszająca trudny temat. Basia to dziewczynka, która wchodzi w okres dojrzewania. Wielu kojarzy ten czas z młodzieńczym buntem. Czy tak naprawdę jest? Na pewno tak postrzegają ja rodzice, a zwłaszcza apodyktyczna matka. Swoją młodszą córkę ma za bałaganiarę i lenia. Wiecznie gorsza od starszej siostry, która jest wzorem. Matka jest zmęczona pracą i wiecznymi porównaniami, dlatego sama odreagowuje w ten sposób. Rzecz w tym, że nie dostrzega ogromnego talentu plastycznego Basi. I nawet jeśli widzą to inni, ta umniejsza dokonania młodszej córki. Ma żal do swojego męża o to, że nie pomaga jej w wychowaniu. A ten zna tylko jeden środek wychowawczy... Ktoś w końcu dostrzega z jakim problemem mierzy się ta młoda dziewczyna. Pytanie tylko, czy zdąży i da radę pomóc? Czytając tę książkę, bardzo liczyłam na szczęśliwe zakończenie. Sporo łez, a jeszcze więcej przemyśleń miałam przy tej lekturze. Chcę dotrzeć z tą książką do wielu osób. To chyba najbardziej wymowny komentarz. Wyjątkowo też powstrzymuję się od skali.
2. Verity. Coraz większy mrok
Czy powinnam się już zapisać do jakiegoś fanklubu Colleen Hoover? Zdaje się, że tak. Jednak książka, o której Wam teraz opowiem jest zupełnie inna. Autorka przyzwyczaiła mnie do romansów, a tutaj zaserwowała mocny thriller psychologiczny. Tytułowa Verity to sławna pisarka. Wydała cykl thrillerów, które pokochały tysiące czytelników. Niestety w wyniku wypadku, została sparaliżowana. O dokończenie ostatniej książki zostaje poproszona początkująca pisarka, Lowen Ashleigh. Na początku podchodzi sceptycznie do tego pomysłu. To wysoko zawieszona poprzeczka. Jednak sytuacja życiowa zmusza ją do podjęcia tego ryzyka. Aby lepiej się przygotować do tego zadania, mąż Verity proponuje jej przeprowadzkę na czas pisania. Tak, by mogła przejrzeć rękopisy, notatki i po prostu poznać świat pisarki. Lowen niechętnie przystaje na tę propozycję, choć w tym domu odczuwa jakiś niepokój. Trafia na niepublikowany dotąd materiał, który jest niejako spowiedzią Verity. Wtedy na jaw wychodzą fakty, o których Lowen nigdy nie chciałaby się dowiedzieć. Pytanie tylko, kto tu mówi prawdę? Ha! Takie wątpliwości będziecie mieli po skończeniu książki. Jejku, jakie to było dobre! Proszę o jeszcze! 10/10
3. Katharsis
Teraz pora na książkę, której bym na pewno nie przeczytała sama z siebie. Jednak wygrałam w konkursie u @liluczyta i udało mi się zgarnąć nie tylko tę pozycję! I pozytywnie mnie ta historia zaskoczyła. Głównym bohaterem jest Kostas Tosidos, bohater greckiej partyzantki. Sytuacja życiowa zmusza go do emigracji. W jego ojczyźnie nie jest już bezpiecznie. Umarła jego ukochana mama, niewiele ma do stracenia. Zabiera ze sobą Katherinę, która opiekowała się jego matką. Ciężko powiedzieć, czy to bardziej rozum, czy serce przyciąga ich do siebie i w tych trudnych warunkach tworzą rodzinę. Trafiają do Polski, w której nie mogą ujawnić swojego pochodzenia. Kostas pracuje w kopalni, ale ta praca niestety spowoduje nieodwracalne zmiany i doprowadzi do śmierci. Czy to jednak koniec tej historii? Ależ skąd! To niestety kolejne trudne wyzwanie dla rodziny Kostasa. Jego córka Maria jest lekarzem, a syn Janis milicjantem. Rozpoczyna śledztwo, które doprowadzi go do rodzinnej tajemnicy. W tej książce naprawdę sporo się działo. Na początku tak rozłożona w czasie fabuła trochę mi przeszkadzała, ale później było tylko lepiej. To była naprawdę ciekawa przygoda. Brakowało mi tylko bardziej przejrzystego podziału na nowe wątki. Ode mnie 8/10.
4. Pociągi wciąż jeżdżą za Twoją melodią
Przed chwilą byliśmy w Grecji, to teraz zabieram Was do Francji, a co! Zanim jednak, poznajcie Nadię. Nadia jest dziennikarką w małej redakcji. Zajmuje się wyszukiwaniem ciekawych wydarzeń w środowisku lokalnym. Niestety nie jest to pasjonujące zajęcie. Pragnie od życia czegoś więcej. Zwłaszcza teraz, kiedy jest świeżo po rozstaniu z partnerem. Nie potrafi sobie z tym poradzić. Wsiada w pociąg i jedzie do Poznania, w którym mieszka jej były. Wchodzi do antykwariatu i trafia na ciekawą książkę. Zaciekawia ją, ale nie kupuje jej od razu. Jednak myśl o lekturze nie daje jej spokoju i po kilku dniach wraca po nią. I okazuje się, że będzie jej uzdrowieniem. A o czym opowiada? To historia o dwójce młodych ludzi. Poznajemy Laurenta, skrzypka, który realizuje bardziej pragnienia rodziców, niż swoje. Podobne odczucie ma Marie, która na chwilę uwolniła się od surowych zasad i zaplanowanej już przyszłości. Akcja jest osadzona w małym miasteczku we Francji. Tak pięknie opisanym, że chciałabym się tam teraz przenieść. Książki naprawdę potrafią przynieść ukojenie. Leci kolejna 10/10.
5. Zabójstwo w kraju uśmiechu. Thai crime
Dopiero przy pisaniu, dochodzę do wniosku jak podróżniczy był ten miesiąc. Byłam w Grecji, Francji, a teraz zapraszam Was do Tajlandii. 😀 Mam tu fanów kryminałów Agathy Christie? Ta propozycja Wam się spodoba. Z rzeki Chao Phraya zostają wyłowione zwłoki. Wkrótce po tym 7 osób dostaje zaproszenie na tajemniczy wyjazd. Nadawcą jest niejaka Anna Strąg. Okazuje się, że jest to była żona niedawno odnalezionego denata. I chociaż rozwiodła się z Mężem, to do końca pozostawali w życzliwych relacjach. Jego śmierć jest dla niej ciosem. Dopadają ją wyrzuty sumienia. Mąż kochał podróże, a ona wolała pracować. Zaprasza na luksusowy wyjazd jego znajomych. Są to ludzie z zupełnie różnych światów. Jest studentka z Australii, influencerka z Węgier, kucharz z Sycylii itd. Anna chce poprowadzić własne śledztwo, ale to dochodzenie doprowadzi do kolejnej tragedii. Historia ciekawa, chociaż do królowej kryminałów jeszcze trochę brakuje. Ode mnie 7/10.
6. Przyjaciele, kochankowie i ta Wielka Straszna Rzecz
I na koniec można powiedzieć, że przenosimy się do Ameryki. Pora na autobiografię Matthew Perrego, którego wszyscy znają za sprawą Przyjaciół. Przyznam szczerze, że przed lekturą miałam trochę obaw. Po pierwsze, nie przepadam za autobiografiami. Po drugie, nie obejrzałam ani jednego odcinka słynnych Friendsów. Po trzecie, książkę dostałam w prezencie. Pasowałoby nie wybrzydzać i napisać, że była dobra, prawda? 😀 Dziś mogę napisać, że moje obawy były niepotrzebne. A co więcej, życiorys Perrego mnie naprawdę zaciekawił. Najbardziej interesujące wątki dotyczyły jego walki z nałogiem. W szczery i intymny sposób pokazuje jaka była, w jego wypadku, cena sławy. Można mieć pieniądze, luksusowy dom i samochód, być rozpoznawalnym, a jednocześnie wciąż za czymś gonić. Perry kilka razy otarł się o śmierć, ale mimo to wciąż wracał do nałogów. Nie pomagały fortuny, które wydawał na terapię. W czasie lektury zastanawiałam się wielokrotnie, czy on naprawdę chciał wyzdrowieć? Ciężko nie odnieść też wrażenia, że był po prostu bardzo samotny. Otaczali go znajomi, którzy potrafili się dla niego poświęcić, ale on szukał prawdziwej miłości. Takie właśnie było życie człowieka, który rozśmieszał, przynosił ukojenie milionom przed telewizorami. A sam był nieszczęśliwy. Czy ta życiowa przygoda była tego warta? Na to pytanie Matthew Perry już nie odpowie. Nieznajomość serialu w ogóle mi nie przeszkadzała, a lekki język i szczerość autora, sprawiła że przeczytałam książkę w dwa dni. Polecam fanom Przyjaciół i nie tylko! 9/10.
No to która książka najbardziej do Was przemawia? 😀























































