Podróże z książką

Z wielu odbytych podróży i pasji do słowa pisanego zrodził się pomysł na bloga. Podróże z książką to miejsce, w którym odnajdziecie zarówno wpisy o tematyce podróżniczej jak i recenzje książek.

Menu

  • Strona główna
  • O mnie

czerwca 13, 2024

Czytelnicze podsumowanie maja

W maju było już trochę lepiej pod względem książek. Na koncie mam 4 i wszystkie naprawdę dobre. Teraz nieco ciężej wygospodarować czas na lekturę. Dlatego często kosztem odpoczynku, albo snu, czytałam. A to chyba najlepsza rekomendacja. 😀



1. Manekiny

Tę książkę miałam już kiedyś w koszyku. Nie pamiętam czemu finalnie jej nie zamówiłam, ale była mi pisana. Bardzo się cieszę, że mogłam ją przeczytać w ramach współpracy z autorką. Przyznam szczerze, że miałam jednak pewne obawy. Już wyjaśniam dlaczego. Natalia i Adam to młode małżeństwo, które spotyka ogromna tragedia. W wyniku pożaru, tracą swojego dwuletniego synka. Każdego dnia, Natalia jest pogrążona w rozpaczy. O tragedii przypominają jej dodatkowo blizny po oparzeniach. Adam próbuje za wszelką cenę pomóc żonie, ale ta go odtrąca. Wpada na nietypowy i okrutny pomysł. Chce ukarać wszystkich, którzy przyczynili się w jakiś sposób do tej tragedii. Mało tego, zamierza w ten sposób zapewnić żonie rozrywkę. Równocześnie poznajemy inne małżeństwo, Monikę i Marka. Przez chorobliwy hazard, mężczyzna doprowadził rodzinę na skraj bankructwa. Aby podratować swoją sytuację finansową, para decyduje się wziąć  udział w tajemniczej grze. Do wygrania są ogromne pieniądze, ale trzeba przekroczyć naprawdę wiele granic, aby je zdobyć. A po tej grze już nic nie będzie takie samo. Z jednej strony bardzo wkręciłam się w fabułę i gdybym mogła, nie odkładałabym tej książki. Jednak zadania, które wykonywali Monika z Markiem były naprawdę okrutne. W trakcie lektury czytelnikowi nasuwa się refleksja, jak bardzo pieniądz może zawładnąć życiem. A temat utraconego dziecka, kiedy samemu stawia się pierwsze kroki w macierzyństwie, był dla mnie dużym wyzwaniem. Niemniej, to była naprawdę mocna książka i coś czuję, że to nie było moje ostatnie spotkanie z autorką. Polecam i Wam, choć jest to historia dla osób o mocnych nerwach. Daję 10/10! 


2. Toksyczne układy

Zastanawiałam się do jakiej historii wrócić. Mam sporo rozpoczętych serii, które mnie nie porwały, ale niektórzy bohaterowie czasem się o siebie upominają. Tak było z Olgą Balicką. No dobra, tutaj przyciąga mnie też Dolny Śląsk. Dla tych, którzy nie czytali poprzednich części, odsyłam do swojej recenzji. Olga wraca do pracy po urlopie macierzyńskim. Z jednej strony jest pełna obaw, jak pogodzi te dwie role. Z drugiej, brakowało jej pracy policjantki. Chciałaby też przyjrzeć się śledztwu w sprawie zabójstwa Barbary Muszyńskiej, która zginęła na jej klatce schodowej. Nie ma jednak za wiele czasu na analizę, bo czeka ją nowa sprawa. W mieście zostały odnalezione zwłoki kobiety. Była kierowniczką w firmie farmaceutycznej. W toku śledztwa, na jaw wychodzi kilka interesujących faktów. Po pierwsze, przez swoje metody pracy, narobiła sobie wielu wrogów. A po drugie, Barbara Muszyńska pracowała w tej samej firmie. Okazuje się, że te sprawy się łączą. Mało tego, w BigPharmie od niedawna pracuje również siostra Olgi, Estera. Czy grozi jej jakieś niebezpieczeństwo? Czy Olga rozwiąże tę zagadkę? Czym naprawdę zajmują się osoby pracujące dla BigPharmy? Wątek medyczny w tle bardzo mi się podobał. Książka byłaby dużo lepsza, gdyby autorka bardziej skupiała się na pracy policjantów, zbrodni etc., niż na ich życiu prywatnym. Kolejny raz, mam trochę przesyt osobistych problemów Olgi i Kornela. Także następna część za jakieś pół roku. Może. 😀 6/10


3. Gdzie śpiewają raki

Tyle razy słyszałam dobre opinie o tej książce i jest mi wstyd. Wstyd, że dopiero film mnie  zmotywował, żeby ją przeczytać. Po obejrzeniu, chciałam przeżyć tę historię jeszcze raz. Byłam też ciekawa różnic. No dobrze, a o co tyle hałasu? Kya mieszka na bagnach. Nie zna innego życia. Ojciec jest poranionym weteranem wojennym, który nadużywa alkoholu i przemocy. Matka cierpliwie to znosi, ale pewnego dnia odchodzi i nigdy nie wraca.  Rodzeństwo dziewczyny robi to samo. W końcu Kya zostaje sama z ojcem. Pewnie też by uciekła, ale jest za mała. Jednocześnie życie z tatą, zmuszą ją do szybkiego przejęcia roli gospodyni domowej. Robi zakupy, próbuje coś ugotować, posprzątać. Ma w sobie też dużo dziecięcej ciekawości i prosi ojca, by zabierał ją ze sobą na połów. W ten sposób rozkochuje się w swoich bagnach. Poznaje rośliny, zwierzęta. To jest jej świat. To opowieść o dojrzewaniu, pierwszej miłości, życiu w zgodzie z naturą. A jednocześnie była to droga przepełniona trudnymi momentami. Nikt się nie zainteresował brudnymi ubraniami, trudną sytuacją rodziną itp. Przez lata stygmatyzowana, zostaje  oskarżona o zabójstwo. Czy jest winna? Naprawdę warto przeczytać tę książkę, a później obejrzeć film. Kolejne 10/10!


4. Sensoryczne niemowlę

I na koniec coś nowego. Dwa słowa o książce, którą polecam  rodzicom. Wstęp poświęcony jest charakterystyce poszczególnych zmysłów. Płynnie przechodzimy do tematu zachowań, które mogą budzić niepokój u rodziców. Na co zwracać uwagę? Kiedy zgłosić się po pomoc? W książce znajdziemy również przykłady zabaw dla dzieci. Są one podzielone ze względu na wiek dzieci. Każda propozycja jest opisana w klarowny sposób, podkreślając które zmysły w ten sposób rozwijamy. Oprócz tego, autorki opowiadają też o konkretnych przypadkach zaburzonych dzieci i formach leczenia. Nie jestem typem intelektualistki, ale ta książka naprawdę mnie zaciekawiła. To taki gratis, więc zostawiam bez oceny. 
 


Read more »
o czerwca 13, 2024 2
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

maja 14, 2024

Podsumowanie marca

 W marcu sobie nie żałowałam. Wiedziałam, że później może być trochę mniej czasu na książki. Sięgnęłam po kilka pewniaków, ale nie tylko! Sprawdźmy, która okazała się najlepsza.


1. Przyjaciółka

Zacznijmy od tej, której najbardziej wyczekiwałam. Jeśli chodzi o książki Paris, to kupuję je w ciemno. Nie wszystkie są tak samo dobre. Jeszcze w sumie nie trafiłam na takiego idealnego pisarza. Myślę, że generalnie taki nie istnieje. Wróćmy jednak do Paris. Główna bohaterka, Laure, dowiaduje się o zdradzie męża. Jest załamana. Postanawia odciąć się od wszystkiego i wyjechać. Gdzie szuka ukojenia? U swojej najlepszej przyjaciółki. Iris i Gabriel przyjmują ją z otwartymi rękoma. Zapewniają, że może zostać tyle, ile potrzebuje. I tak mijają dni, tygodnie. Laure nie ma zamiaru wracać do domu. Jej małżeństwo jest już chyba przeszłością. Iris próbuje pogodzić zwaśnionych małżonków i  przy okazji pozbyć się swojego gościa. Sprawy wymykają się spod kontroli. Historia stopniowo się rozkręcała, aż w końcu Paris narzuciła konkretne tempo. Nieprzewidywalne zwroty akcji i w końcu rozwiązanie zagadki. Dla mnie jedna z lepszych jej książek. Daję 9/10. Mogłaby wydawać więcej, niż jedną książkę rocznie. 😁


2. Miłość mojego życia

Zastanawialiście się kiedyś, kto zajmuje się pisaniem nekrologów? Przyznam szczerze, że ja nigdy. A przecież ktoś to musi robić. W książce, którą otrzymałam w ramach współpracy, poznajemy małżeństwo - Emmę i Leo. Emma jest znanym biologiem, a Leo zajmuje się właśnie pisaniem nekrologów. Mają córeczkę Ruby, która jest ich całym światem. Wiodą spokojne życie. Do czasu, kiedy Emma zaczyna chorować. Okazuje się, że ma raka. Czy leczenie w tym wypadku będzie skuteczne? Tego nie sposób przewidzieć. Jak radzi sobie mąż? Zaczyna tworzyć nekrolog swojej żony. Z jednej strony brzmi to nietypowo. A z drugiej, to po prostu jego praca. W ten sposób próbuje oswoić się z diagnozą i ewentualną przyszłością. Przeszłość daje o sobie znać. Konkretnie przeszłość Emmy. Była zupełnie inna, niż ta którą zna z opowieści żony. Czy można żyć z kimś tyle lat i tkwić w jakiejś ułudzie? Okazuje się, że tak. Długo skrywane kłamstwa wychodzą na jaw. Czy można przetrwać taką próbę? Emma zamierza walczyć o swoje małżeństwo. Historia mnie naprawdę wciągnęła. Była właśnie trochę w klimacie Paris. Jakbym miała się do czegoś przyczepić, to jedynie do zakończenia. Ode mnie mocne 8/10. 


3. Paderborn

Dawno nie pisałam nic o książkach Mroza. A to dlatego, że ostatnio wydaje książki, których nie kupuję. Lubię serię o Chyłce i Burzy. Inne jakoś średnio do mnie przemawiają. Dlatego, kiedy dowiedziałam się o Paderbornie, z sentymentu do Chyłki, zamówiłam. 😀 Dla tych, którzy nie znają tej serii, dwa słowa wyjaśnienia. Mróz wydał dwie osobne książki. Jedna dotyczy seryjnego mordercy (Langer), a druga prokuratora (Paderborn). Można te dwie pozycje przeczytać bez znajomości całej serii. Od jakiegoś czasu Paderborn nie może skontaktować się z byłą żoną. Pewnie nie martwiłby się przesadnie, gdyby nie jego zatroskany syn. Olgierd postanawia zorientować się, czym zajmuje się Nina. Niestety ślad po niej zaginął. W poszukiwaniach pomaga mu koleżanka z branży ,Siara. Ich prywatne śledztwo początkowo nie przynosi żadnych rezultatów, za to w niebezpieczny sposób zbliża ich do siebie. Swoją pomoc oferuje Langer. Tłumaczy dwójce prokuratorów, że Nina jest w  niebezpieczeństwie i aby ją ocalić muszą połączyć siły. Czy można zaufać największemu wrogowi, aby ocalić bliską sobie osobę? Na to i jeszcze wiele innych pytań będzie musiał odpowiedzieć główny bohater. Ninę porwał seryjny morderca, który pasjonuje się astrologią. I chociaż ta tematyka totalnie mnie nie interesuje, to dałam się porwać tej książce. To był stary, dobry Mróz. Tęskniłam! 10/10. 


4. Szymek

No dobrze. Przeczytałam kolejną książkę Kościelnego i znów mogę polecić ją dalej. Nie są to jednak książki dla każdego. Wrocław, lata 90. Piętnastoletni Szymon rzuca się pod pociąg. To ogromna tragedia dla rodziców. Dla policjantów sprawa jest jasna. Chłopak miał swoje problemy, był nastolatkiem. Nie poradził sobie, nie ma co roztrząsać. Ich zainteresowanie budzi dopiero kolejne samobójstwo. Kilka dni później z dachu wieżowca rzuca się starszy brat Szymona, Tomek. Śledztwo prowadzi policjant, który od lat nie uporał się z demonami przeszłości. Jest alkoholikiem, który stacza się na samo dno. Nie pomaga fakt, że inni udają, że nie widzą problemu. Z wyjątkiem jednego, nowego policjanta. To właśnie ta dwójka prowadzi śledztwo w sprawie Dąbrowskich. W tej książce jest naprawdę wiele ciekawych wątków. Rozrywający serce motyw rodziny, która nie zareagowała w porę. Nieudolne próby radzenia sobie z nałogiem. A w końcu temat subkultur i prześladowania w szkole. Ciężki kaliber, ale warty przeczytania. 10/10. 



No to którą recenzja Was najbardziej przekonuje? Trzymajcie kciuki, żeby maj był owocny pod względem książek. 

Read more »
o maja 14, 2024 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

marca 28, 2024

Zwiedzanie zamku w Rabsztynie

 Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, ale niestety było zamknięte.  Teraz się udało. Zapraszam na relację. 😊


1. Dojazd, parking

Z Krakowa to około godzina jazdy samochodem, ale można dostać się też komunikacją publiczną. Chociaż wtedy czas podróży jest wydłużony. Jeśli chodzi o parking, to znajduje się zaraz pod zamkiem. Polecam wpisać w gps park linowy, albo Chata Kocjana. My wpisałyśmy Rabsztyn i nie do końca wiedziałyśmy, jak wjechać pod sam zamek. Na stronie znalazłam info, że parking jest płatny 3zł za godzinę. Ja nie wiedziałam nikogo, kto by pobierał takie opłaty. 😉


2. Godziny otwarcia, cennik

Zamek jest otwarty od wtorku do niedzieli. W tygodniu można zwiedzać od 9.30 do 17.30, a w weekendy od 10.00 do 18.00. Ostatnie wejście jest możliwe 30 minut przed zamknięciem. Jeśli chodzi o czas zwiedzania, to dobrze by było mieć w zapasie trochę więcej czasu. W tygodniu bilety też są tańsze. Normalny kosztuje 15 zł, a ulgowy 10 zł. W weekend odpowiednio 20 i 14 zł. Jeśli chodzi o przewodnika, to w weekendy można się załapać na takie zwiedzanie. Warto sprawdzić godziny na stronie internetowej. W kasie można płacić normalnie kartą, jest toaleta i kawiarnia. 


3. Czas na legendę...

Zanim wejdziemy na zamkowe mury, pora na legendę. Niech wprowadzi nas trochę w ten bajkowy klimat. Ponoć pod ruinami znajduje się jeszcze jeden, ukryty zamek. W jednej z komnat są dwie skamieniałe sylwetki. Chłopca oraz dziewczynki. Chłopiec ma na palcu pierścień z brylantem. W Niedzielę Palmową zsuwa się on z palca. Jego blask budzi tamtejszych rycerzy. Wtem na zamku rozpoczyna się uczta, która trwa do rana. Jednak, jeśli pierścień spadnie z palca, to znak dla rycerzy. Wtedy muszą ratować Polskę przed wrogami. Oby zatem impreza trwała jak najdłużej. 😀


4. Krótki zarys historyczny

Pierwsze wzmianki o Rabsztynie pochodzą z XIII wieku. Na początku był on drewniany. Później za sprawą Kazimierza Wielkiego, został przebudowany. Niestety w czasie Potopu Szwedzkiego został spalony i nigdy już nie odzyskał dawnego blasku. Zamek długo był w opłakanym stanie, ale w końcu ruszyły prace remontowe. Dzięki temu dziś wyglądała naprawdę solidnie. A jednocześnie nie ma tutaj przepychu, wciskania nowoczesnych gadżetów na siłę. Rabsztyn mnie pozytywnie zaskoczył. 😀


5. Zwiedzanie

 Pora sprawdzić, jak zamek prezentuje się w środku. Dla mnie zdecydowanie największą atrakcją są punkty widokowe. Możemy wspiąć się na wieżę, ale nie tylko z niej są piękne widoki. Ponadto udostępnione do zwiedzania są też piwnice, w których znajduje się makieta zamku, czy ekspozycja z mieczami. Można też zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie w dybach. Skorzystałyśmy z tej możliwości. Warto poświęcić na zwiedzanie ok. 45 minut. Teren jest dość duży, a i okolica piękna.


6. Atrakcje w pobliżu

Dla najmłodszych turystów, w pobliżu znajduje się park linowy. Oprócz tego, w ramach biletu możemy zwiedzić też Chatę Kocjana. Antoni Kocjan był konstruktorem i szefem wywiadu lotniczego AK. Chata została wybudowana w 1862 roku. A jeśli mamy więcej czasu, to zachęcam do przystanku np. w podziemnym mieście w Olkuszu, o którym pisałam tutaj. A jeśli chcecie dłużej pospacerować, to sprawdźcie Pustynię Błędowską. Po więcej szczegółów zapraszam pod tym linkiem. 


Lubię odsyłać do tych wpisów z przeszłości, bo zawsze doceniam wtedy swoją pracę włożoną w tego bloga. I tym pozytywnym akcentem kończymy relacje z Rabsztyna. 😊







Read more »
o marca 28, 2024 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

marca 20, 2024

Książki w lutym

 Pora na kolejny zaległy wpis. Tym razem na tapetę biorę książki przeczytane w lutym. Było ich trochę mniej, niż w styczniu. Za to jedna z nich miała aż 900 stron i przeczytanie jej chwilę mi zajęło. Sprawdźmy razem, jak było. 😀


1. Za wszelką cenę

Po książki Cobena zazwyczaj sięgam w ciemno. Z ich jakością bywa różnie, ale akurat ta pozycja naprawdę mnie wciągnęła! David odsiaduje wyrok dożywocia za zamordowanie swojego syna. Problem w tym, że nie pamięta zdarzeń z tamtej okropnej nocy. Wszystkie dowody przemawiają właśnie za nim. Dlatego z pokorą przyjmuje wyrok, odcina się od rodziny i odsiaduje karę. Sytuacja się zmienia, kiedy odwiedza go siostra byłej żony. Przynosi mu zdjęcie z festynu, na którym widać chłopca bardzo podobnego do jego syna. To zasiewa w nim wątpliwości, ale nie chce robić sobie złudnych nadziei. Mimo to, prosi o spotkanie z dyrektorem zakładu. Zależy mu na uzyskaniu przepustki i sprawdzeniu tego śladu. Czy jednak skazany na dożywocie może się starać o taki wniosek? Pewnie dużym ułatwieniem w tej sytuacji jest spokrewnienie z dyrektorem. Pytanie tylko, czy ten uwierzy w niewinność swojego syna chrzestnego? Akcja toczy się szybko i mimo braku pewności, ja kibicowałam głównemu bohaterowi. Polecam i Wam! Daję mocne 8/10. 


2. Niepoznany

Teraz pora na książkę, którą dostałam w ramach współpracy. Zdecydowałam się na coś nietypowego. Przyznam, że po lekturze miałam mocno mieszane odczucia. Alex tymczasowo mieszka w Hiszpanii. Przyjechała tutaj ze względu na pracę swojego partnera, Adama. Niestety w ich związku od jakiegoś czasu się nie układa. Za granicą dziewczyna czuje się samotna i opuszczona. Nie pracuje, a kolejne delegacje Adama coraz bardziej ją męczą. Jej jedyna koleżanka, Karolina, prowadzi bardzo rozrywkowe życie. Zachęca Alex do oderwania się od smutnej rzeczywistości i wyciąga ją na imprezę. Ten jeden wieczór wszystko zmienia. Poznaje w klubie przystojnego szweda, Larsa. Okazuje się, że ten jest  biznesmenem. Traktuje Alex jak królową, ale ma też swoje mroczne tajemnice. I bardzo żałuję, że ten psychologiczny wątek został potraktowany po macoszemu. Autorka skupiła się dużo bardziej na fizyczności tej relacji. Główną bohaterkę przedstawiła jako płytką i skoncentrowaną na sobie i swoich potrzebach. To dla mnie jakieś połączenie 365 dni i 50 twarzy Greya. Nie oczekujcie zatem cudów. Po następną część raczej nie sięgnę. Dla mnie 4/10. 


3. Nielat

No dobrze, to teraz pora na najciekawszą książkę w lutym! Chyba czas najwyższy zaliczyć się do fanek Piotra Kościelnego. Przeczytałam do tej pory jego 5 książek i jeszcze żadna mnie nie zawiodła. Co prawda, Dom do tej pory jest moją ulubioną. Natomiast Nielat zasługuje na srebrny medal. Przenosimy się do Wrocławia w latach 90. Policjanci prowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa znanego aktora. Okazuje się, że miał on naprawdę szemrany charakter i wiele osób życzyło mu śmierci. Ciężko zatem, aby krąg podejrzanych się zawężał. Jest wręcz odwrotnie. To jednak nie jedyny ciekawy wątek w tej książce. Michał pochodzi z patologicznej rodziny. Matka jest alkoholiczką, ojciec wyjeżdża do Niemiec i tam zakłada nową rodzinę. Nikt zatem nie dostrzega dramatu, jaki wydarza się w pokoju chłopca. Jest molestowany przez wujka. Chłopiec ma malutką siostrę, Kasię. Chce ją ocalić. Dlatego postanawia zarobić na ich ucieczkę. Uważa, że jedynym rozwiązaniem jest sprzedawanie własnego ciała. Pewnego dnia, przychodzi na dworzec i szuka potencjalnych klientów. Powiedzieć, że tematyka jest trudna, to jak nic nie powiedzieć. Dzięki praktykom w różnych miejscach, słyszałam już o wielu podobnych historiach. I wydawało mi się, że ta książka aż tak na mnie nie wpłynęła. Ale moja podświadomość wysyłała mi sygnały, iż wcale taka odporna nie jestem. Nie da się przejść obok tej książki obojętnie. Ostrzegam, dla niektórych może być ponad siły. Daję 10/10. 


4. Labirynt duchów

Przyznam, że podchodziłam ostrożnie do ostatniej części serii Cmentarza Zapomnianych Książek. Cień Wiatru był cudowny, za to Gra Anioła dużo słabsza. Z kolei Więzień Anioła ratował fakt, że opowiadał o Ferminie. Zdecydowanie to mój ulubiony bohater całej serii. Przyznam szczerze, że Labirynt Duchów na półce czekał jakieś dwa-trzy miesiące. I w końcu się doczekał. W tej części pojawia się nowa, interesująca postać. Alicja Gris jest agentką i otrzymuje tajne zlecenie. Ma zbadać sprawę tajemniczego zniknięcia ministra kultury - Mauricia Vallsa. Śledztwo doprowadzi ją do ukrytej księgarni w Barcelonie. Mało tego, będzie musiała zmierzyć się z własnymi demonami przeszłości. Labirynt duchów jest ciekawym zakończeniem tej serii i odpowiada na wiele ważnych pytań. Trochę mi zajęło, aby wejść na nowo w tę historię, ale w końcu się udało. Mimo to, dalej nie jestem fanką tak grubych książek. Ode mnie 7/10. 


W sumie luty był różnorodny jeśli chodzi o książki. Była literatura piękna, kryminał i romans. Którą wybierasz? 😀


Read more »
o marca 20, 2024 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

marca 13, 2024

Lista atrakcji w Cieszynie

 Pora nadrobić kolejne zaległości. Zazwyczaj staram się świeżo po jakimś spacerze/wycieczce spisać wszystko. Niestety jestem dla siebie zbyt pobłażliwa w tej kwestii. I tak lecą dni, a potem tygodnie. Mam nadzieję, że jednak w marcu uda mi się nadgonić jeszcze kilka wpisów. Dziś zabieram Was do Cieszyna! 


Dlaczego akurat Cieszyn? 

Szukałam czegoś do 2h jazdy w jedną stronę. Tak plus, minus. Początkowo był plan na spędzenie całego weekendu w wybranym mieście, ale plan się zmienił. Zastanawiałam się między Krynicą, Krosnem, a Cieszynem właśnie. W Krynicy już kiedyś byliśmy i trochę widzieliśmy. Stosunkowo niedawno byłam w Bielsku-Białej. Postanowiłam iść za ciosem. W końcu BB bardzo mnie zaskoczyło. Liczyłam, że z Cieszynem będzie podobnie. I to był dobry wybór!


Co zwiedzić w Cieszynie?

Lista atrakcji jest spora i spokojnie można tu spędzić weekend, albo nawet i więcej. Wtedy do zobaczenia pozostają nam jeszcze okolice, czy np. wybranie się do naszych sąsiadów. Zostawiliśmy sobie trochę miejsc na następny raz. A co udało się teraz zwiedzić?

  • Wzgórze zamkowe 
Zaczęliśmy od jednego z najbardziej rozpoznawalnych punktów w mieście. Chodzi oczywiście o Rotundę, która widnieje na dwudziestozłotowym banknocie. Jednak wzgórze zamkowe ma do zaoferowania dużo więcej! Przede wszystkim przechadzamy się po pięknym parku w stylu angielskim. Stąd rozciąga się piękny widok na miasto. Jest sporo ławeczek, ale też wiele historycznych zabudowań. Chociażby Wieża Ostatecznej Obrony. Pierwotnie została wzniesiona w okolicach XIII wieku. Na dole znajdywało się więzienie, a u góry w czasach pokoju była cześć mieszkalno-strażnicza. Obok znajdują się też pozostałości z kuchni zamkowej.



  • Wieża Piastowska
Jeśli chodzi o opłaty za wejście, to jest tylko jedno płatne miejsce. I jest to właśnie wejście na Wieżę Piastowską. Bilety kosztują 12 zł/8 zł i do pokonania mamy 120 schodów. Są one dość wąskie i strome, więc dla dzieci, czy starszych może to być wyzwanie. Na półpiętrach znajdują się tablice informacyjne o mieście. To dobry moment na złapanie oddechu, jeśli zdarzy się jakaś zadyszka. Zwieńczeniem zwiedzania jest oczywiście podziwianie miasta z góry. Mamy stamtąd widok na Beskid Śląski, Czeski i Śląski Cieszyn. W kasie można kupić też magnesy w naprawdę dobrej cenie. 😉


  • Rotunda pw. św. Mikołaja i Wacława
Bez wątpienia to jeden z najcenniejszych zabytków Śląska. Rotunda powstała w XI lub XII wieku. Na początku była tutaj świątynia pogańska, o czym świadczą charakterystyczne pochówki. Później przebudowano  ją na chrześcijańską. Jak na swoje lata, jest naprawdę dobrze zachowana. Panuje tu surowy, romański klimat. Można zajrzeć do środka i przekonać się na własne oczy, o czym mowa. Chodźmy jednak dalej! 


  • Wenecja Cieszyńska
Przyznam szczerze, że bardzo podoba mi się to określenie. Czy porównanie z Wenecją jest trafne? Nie wiem, bo w Wenecji jeszcze mnie nie było. To przyjemny odcinek spacerowy. Mamy tutaj sztuczny kanał wodny Młynówka i małe domki, które powstały w XVIII i XIX wieku. Osiedlali się w nich rzemieślnicy. I przyznam, że po zdjęciach oczekiwałam czegoś bardziej spektakularnego. Stamtąd swoje kroki skierowaliśmy w stronę...


  • Studnia Trzech Braci
To kolejne historyczne miejsce w Cieszynie. Wiąże się z nim legenda o powstaniu miasta. Założyło je trzech braci - Bolko, Leszko i Cieszko. Ojciec wysłał ich w długą podróż, każdego w inną stronę. Kiedy w końcu się spotkali, bardzo ucieszyli się z tego powodu. I stąd właśnie nazwa Cieszyn. Miasto powstało w 810 roku. Byłam zdziwiona, bo szukałam studni w kolorze zielonym, a znalazłam w czarnym. Musieli ją przemalować, bo tamten kolor był już dość odrapany. 


  • Rynek w Cieszynie
I tak doszliśmy do serca tego miasta, czyli na rynek! Warto tutaj zwrócić uwagę na piękny ratusz, studnię z posągiem Floriana, a także kolorowe kamienice. Pod tym względem rynek dorównuje temu we Wrocławiu, Poznaniu, czy Zamościu. Zresztą sami zobaczcie, jak tu kolorowo. Na rynku znajdziemy też sporo restauracji, więc można tutaj zrobić przerwę na obiad. My jednak w planach mieliśmy, co innego. Nie martwcie się, głodnych Was nie zostawię. 😀


  • Muzeum Śląska Cieszyńskiego
Byliśmy w jednym z najstarszych miast na Śląsku. Warto byłoby się dowiedzieć czegoś o historii tego miejsca. Dlatego wybraliśmy się do Muzeum Śląska Cieszyńskiego. Bilety kosztują tutaj 20zł/15 zł i zwiedzanie odbywa się tylko z przewodnikiem o pełnych godzinach. Podsyłam Wam tutaj rozpiskę. W niedzielę o 14 zwiedzanie jest darmowe. I jako krakuska z krwi i kości, skorzystałam z tej promocji. 😁 Generalnie zwiedzanie trwa ok. godzinki, ale my trafiliśmy na rozgadanego przewodnika, więc trwało to trochę dłużej. 


Muzeum jest najstarszym obiektem tego typu na terenie całej Europy Środkowej. Zostało założone w 1801 roku przez ks. Leopolda Szersznika. Czeka nas chronologiczny spacer. Jednym z ciekawszych eksponatów jest 560-letnie jajo, które miało chronić przed złymi mocami. Mnie natomiast bardzo podobał się wątek organizacji balów w tym regionie. Generalnie mieszkańcy bardzo inspirowali się Habsburgami. I widać to i w ubiorze i w rozkwicie życia kulturalnego. Innym ciekawym wątkiem był pierwszy tramwaj na tym terenie. Miało to być duże ułatwienie, ale niestety było odwrotnie. Liczne kontrole na granicy powodowały ogromne opóźnienia i mieszkańcy zrezygnowali z tego środku transportu. Dziś można zrobić sobie zdjęcie w takim pamiątkowym tramwaju. To był naprawdę ciekawy spacer, pełen ciekawostek o tym regionie. Zdecydowanie polecamy się tu wybrać. 



  • Spacer nad Olzą
Pod koniec dnia wybraliśmy się jeszcze na krótki spacer nad rzekę Olzę. Leży na granicy Polski i Czech. Tutaj przekroczyliśmy na chwilkę granicę, ale dość szybko zawróciliśmy. Po czeskiej stronie wszystko było pozamykane i sporo było szemranego towarzystwa. To tutaj znajduje się też replika tramwaju, o której wcześniej wspomniałam. Gdybyśmy mieli więcej czasu, pewnie wybralibyśmy się na spacer wzdłuż rzeki. Warto tu zajrzeć choć na chwilkę. 



Gdzie na obiad i na kawę?

Obiecałam, że nie zostawię Was głodnych. Pora na podpunkt o tym, gdzie warto zjeść i wypić kawkę. Jeśli chodzi o restaurację, to szukaliśmy jakiejś z typowo polską kuchnią. Padło na Ekotradycję. U góry znajduje się pub z bilardem, a na dole restauracja. Za obiad, w tym jeden dwudaniowy i napoje zapłaciliśmy 120 zł. Było naprawdę smacznie! A jeśli chodzi o kawę, to zapraszam do...



  • Kornel i Przyjaciele
To kawiarnia, księgarnia i antykwariat w jednym. Wystrój jest naprawdę piękny. Zaciekawiła mnie też nazwa. Kim był ten Kornel? Otóż chodzi o Kornela Filipowicza, który urodził się w Cieszynie. Dzieciństwo i młodość spędził właśnie tutaj. Był powieściopisarzem. Co więcej, przez lata związany z Wisławą Szymborską, a zmarł w 1997 roku w Krakowie. Przyznam szczerze, że uwielbiam takie miejsca! 



Co następnym razem?

Wycisnęliśmy z tego jednego dnia naprawdę dużo, ale coś zostawiamy też na następny raz. Podrzucam Wam pomysły, gdybyście mieli więcej czasu, albo szukali czegoś innego. 
  • Browar Zamkowy. 
  • Muzeum Drukarstwa
  • Stary i Nowy Cmentarz Żydowski

To jak Wam się podoba Cieszyn moimi oczami? Nam naprawdę to miasto przypadło do gustu. Nawet Mateusz stwierdził, że nie spodziewał się tak ładnego miasta. Sprawdźcie i Wy! 


 








Read more »
o marca 13, 2024 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 29, 2024

Przewodnik po Gliwicach

 W Gliwicach byłam już kilka razy i postanowiłam napisać dla Was przewodnik po tym mieście. Okazuje się, że tak niepozorne miasto ma naprawdę sporo atrakcji. Z Krakowa to trochę ponad godzinkę drogi, więc rzut beretem. A śmiało można spędzić tam cały weekend. 


1. Funzeum. Centrum Nauki i Zabawy - informacje praktyczne 

O tym miejscu słyszałam już dawno, ale dopiero darmowe wejście skłoniło mnie do sprawdzenia. Dostałyśmy z Mamą vouchery z prezentmarzeń i wybrałyśmy się na przejażdżkę. 


Jednak ze względu na ferie zimowe i dość duże obłożenie, nie mogłyśmy wejść tak z ulicy. Bez wcześniejszej rezerwacji musiałyśmy poczekać trzy godziny. Oczywiście spożytkowałyśmy ten czas, ale o tym poniżej. W każdym razie, zanim się wybierzecie do Funzeum, warto zrobić rezerwację online.

 Bilety kupione przez internet są też tańsze, niż w kasie. Za normalny trzeba zapłacić ok. 55 zł, a za ulgowy 48 zł. W weekendy i święta bilety są też droższe. Maksymalny czas na zwiedzanie to 3 godzinki. Nam to zajęło trochę ponad godzinę. Na miejscu znajduje się bezpłatny parking i szatnia. Jest też sklep pamiątkowy i duża strefa gastro, ale o tym opowiem na końcu. 


Funzeum - co to właściwie jest?

To takie interaktywne muzeum. Głównie nastawione na zdobywanie wiedzy poprzez zabawę. Na początku obejrzałyśmy krótki wprowadzający filmik. Dotyczy on kolorów i tego w jaki sposób na nas wpływają. Był ciekawy, ale niestety zewsząd dobiegały krzyki dzieci i ciężko było się skupić. Żałowałyśmy, że ta sala nie jest choć trochę wygłuszona. 

Muzeum jest podzielone na dwie strefy. Pierwsza dotyczy właśnie kolorów, a druga światła. Każda sala ma swój kolor, a w środku znajdziemy jakieś ciekawe atrybuty. Idealne miejsce na zrobienie ciekawych i pamiątkowych zdjęć. Tutaj trochę przypomniał mi się pobyt w Be Happy Museum w Krakowie. Więcej o mojej wizycie tam możecie przeczytać w tym wpisie. Oczywiście oprócz fajnych zdjęć, czeka na nas też kilka eksperymentów z kolorami. Musimy np. uporządkować barwy od najjaśniejszego do najciemniejszego. A wszystkie odcienie, wydają się na pierwszy rzut oka, identyczne. Pora przejść do drugiej części muzeum. W mojej ocenie ta część była ciekawsza i można było się naprawdę czegoś dowiedzieć. 

W tej części możemy pospacerować po fluo dżungli, pomalować światłem, odnaleźć się w krzywym zwierciadle (i to niejednym!) i wiele więcej. Znajdziemy tutaj też wystawę poświęconą historii lamp i ciekawą ekspozycję o Układzie Słonecznym.

 Na końcu znajduje się spora strefa gastro połączona z ogromnym placem zabaw dla dzieci. Jest tu basen z kulkami, pomieszczenie z wielkimi piłkami, cymbergaj i wiele innych. No tutaj to naprawdę można spędzić wiele czasu. Zatem każdy znajdzie tu coś dla siebie. Najmłodszym spodoba się właśnie ta ostatnia część. Ci spragnieni wiedzy też powinni wyjść zadowoleni, a uzależnieni od selfie nie wyjdą z pustymi telefonami. 😀


2. Kolejkowo

Tak, jak wcześniej pisałam, musiałyśmy trochę poczekać na wejście do Funzeum. A tak się złożyło, że tuż obok było Kolejkowo. Stwierdziłyśmy z Mamą, że skoro już tu jesteśmy i mamy czas, to może warto je sprawdzić. 


Zwiedzanie

Bilety normalne kosztują 43 zł, a ulgowe 35 zł. W tym wypadku nie ma różnicy, czy kupimy je w kasie, czy online. Co ciekawe, dzieciaków było tu więcej, a weszłyśmy bez problemu. Być może w Funzeum są jakieś limity wejść. Czas zwiedzania jest podobny, ok. godzinka. 


Co to właściwie jest?

To miniaturowy świat powiększony o 25 razy! W tym wypadku na tapetę bierzemy Gliwice i okolice, ale Kolejkowo znajdziemy też we Wrocławiu. My byłyśmy tam w lutym i oprócz stałej wystawy, była jeszcze czasowa. To miasteczko z piernika i przyznam, że robi wrażenie. Sami spójrzcie. 

Jeśli chodzi o główną wystawę, to znajdziemy tutaj takie elementy jak lotnisko w Katowicach, zamek w Będzinie, dworzec w Gliwicach, czy Nikiszowiec. 

Są też elementy totalnie zmyślone, jak np. westernowe miasteczko, ale jest ono również mega ciekawe! Znajdziemy tutaj pociągi z pasażerami, robotników, sklepy, place zabaw. Dodatkowy atutem jest podział na noc i dzień. Zmienia się wtedy światło i możemy zobaczyć szczegóły, których za dnia nie widać. 

Mnie bardzo podobał się jeszcze statek Western River, a także burzowe chmury i błyskawice. No musicie to po prostu zobaczyć na żywo! Dodatkowym urozmaiceniem jest wyszukiwanie konkretnych postaci na makietach. Trzeba np. znaleźć 7 psów, 6 gęsi, 1 spidermana itd. W tym wypadku bardziej zainteresowani byli dorośli. Co nie zmienia faktu, że to atrakcja dla dużych i małych. Na miejscu znajduje się też spora kawiarnia, więc można w trakcie zwiedzania zrobić sobie przerwę. A na koniec oczywiście kupić coś w sklepie pamiątkowym. Jedynym minusem jest malutka toaleta i to w dość kiepskim stanie, a jak na taki przemiał ludzi, pasowałoby coś większego. 



3. Palmiarnia Gliwice

Pora na moje ulubione miejsce w Gliwicach! Byłam pewna, że już o nim wcześniej pisałam. Mój błąd, który w końcu nadrabiam. W sumie w Palmiarni byliśmy ponad dwa lata temu, a nadal dobrze wspominam tę wyprawę. Bilety normalne kosztują 18 zł, a ulgowe 11 zł. 

Palmiarnia jest podzielona na kilka pawilonów:historyczny, tropiku, sukulentów, roślin użytkowych i akwarystyczny. Mamy tutaj też stawy z małymi rybkami, klimatyczne ścieżki i mostki. 

Wszystko to sprawia, że można wykonać tu np. sesję zdjęciową. Ponadto miejsce jest dostosowane dla osób niepełnosprawnych, a to też duży plus. Pamiętam, że wtedy była tam taka wycieczka i dlatego zwróciłam na to uwagę. Na miejscu znajduje się duży parking, kawiarnia i sklepik. Czas na zwiedzanie tego miejsca to minimum godzinka. Palmiarnia to zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc na Górnym Śląsku. Wiem też, że kilka osób odkryło ją właśnie z mojego polecenia i sprawdziło na żywo, co tym bardziej mnie cieszy! 


4. Rynek w Gliwicach

Dwa słowa jeszcze o gliwickim rynku! W końcu to serce tego miasta. A trzeba przyznać, że prezentuje się też całkiem ładnie. W centrum rynku znajdziemy ratusz, który został wzniesiony w XV wieku. Dzisiaj jednak są to pozostałości z przebudowy. Na rynku znajdziemy też kolorowe kamienice oraz piękną fontannę. Kolejnym ważnym punktem jest kościół pw. Wszystkich Świętych. Przyznaję, że jednak nie zajrzałam do środka. Trzeba będzie to nadrobić następnym razem! Ja polecam wybrać się na rynek w okresie świątecznym, bo jest tu wtedy naprawdę pięknie. 


5. Gdzie zjeść w Gliwicach?

I na koniec jeszcze o tym, co warto zjeść w Gliwicach. Jeśli chodzi o rynek, to znajdziemy tutaj pizzerie Olio. Jest to dokładnie ta sama, którą mamy w Krakowie. Próbowaliśmy się kiedyś dostać do tej gliwickiej, ale bez rezerwacji ciężko. Natomiast ta w Krakowie nam smakowała, więc tu by pewnie było podobnie. Jeśli chodzi o moją ulubioną restaurację w Gliwicach, to jest to Pyszne Kurcze Pyszne. Tutaj zimne napoje dowiezie Wam pociąg. To ciekawa atrakcja dla dużych i małych. W lecie przed restauracją jest też duża makieta z pociągami. No i jedzenie jest naprawdę smaczne! Ja wróciłam tam już kilka razy. 


Namówieni na wycieczkę do Gliwic? 😀


Read more »
o lutego 29, 2024 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 13, 2024

Książki w styczniu

 Nie wiem, co tu się wydarzyło! Naprawdę dawno nie miałam tak dobrego miesiąca pod względem ilości, ale przede wszystkim jakości lektur. W styczniu przeczytałam 9 książek. Były dobre, bardzo dobre i znakomite. Uprzedzam lojalnie, dziś będzie długo. Warto jednak przeczytać do końca. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. 


1. Wrony

Zaczynam od tej, która skradła nie tylko moje serce, ale również Mateusza. Wrony chciałam przeczytać już dawno, ale jakoś wciąż się nie składało. To krótka, uzupełniona pięknymi ilustracjami, książka poruszająca trudny temat. Basia to dziewczynka, która wchodzi w okres dojrzewania. Wielu kojarzy ten czas z młodzieńczym buntem. Czy tak naprawdę jest? Na pewno tak postrzegają ja rodzice, a zwłaszcza apodyktyczna matka. Swoją młodszą córkę ma za bałaganiarę i lenia. Wiecznie gorsza od starszej siostry, która jest wzorem. Matka jest zmęczona pracą i wiecznymi porównaniami, dlatego sama odreagowuje w ten sposób. Rzecz w tym, że nie dostrzega ogromnego talentu plastycznego Basi. I nawet jeśli widzą to inni, ta umniejsza dokonania młodszej córki. Ma żal do swojego męża o to, że nie pomaga jej w wychowaniu. A ten zna tylko jeden środek wychowawczy... Ktoś w końcu dostrzega z jakim problemem mierzy się ta młoda dziewczyna. Pytanie tylko, czy zdąży i da radę pomóc? Czytając tę książkę, bardzo liczyłam na szczęśliwe zakończenie. Sporo łez, a jeszcze więcej przemyśleń miałam przy tej lekturze. Chcę dotrzeć z tą książką do wielu osób. To chyba najbardziej wymowny komentarz. Wyjątkowo też powstrzymuję się od skali.



2. Verity. Coraz większy mrok

Czy powinnam się już zapisać do jakiegoś fanklubu Colleen Hoover? Zdaje się, że tak. Jednak książka, o której Wam teraz opowiem jest zupełnie inna. Autorka przyzwyczaiła mnie do romansów, a tutaj zaserwowała mocny thriller psychologiczny. Tytułowa Verity to sławna pisarka. Wydała cykl thrillerów, które pokochały tysiące czytelników. Niestety w wyniku wypadku, została sparaliżowana. O dokończenie ostatniej książki zostaje poproszona początkująca pisarka, Lowen Ashleigh. Na początku podchodzi sceptycznie do tego pomysłu. To wysoko zawieszona poprzeczka. Jednak sytuacja życiowa zmusza ją do podjęcia tego ryzyka. Aby lepiej się przygotować do tego zadania, mąż Verity proponuje jej przeprowadzkę na czas pisania. Tak, by mogła przejrzeć rękopisy, notatki i po prostu poznać świat pisarki. Lowen niechętnie przystaje na tę propozycję, choć w tym domu odczuwa jakiś niepokój. Trafia na niepublikowany dotąd materiał, który jest niejako spowiedzią Verity. Wtedy na jaw wychodzą fakty, o których Lowen nigdy nie chciałaby się dowiedzieć. Pytanie tylko, kto tu mówi prawdę? Ha! Takie wątpliwości będziecie mieli po skończeniu książki. Jejku, jakie to było dobre! Proszę o jeszcze! 10/10


3. Katharsis

Teraz pora na książkę, której bym na pewno nie przeczytała sama z siebie. Jednak wygrałam w konkursie u @liluczyta i udało mi się zgarnąć nie tylko tę pozycję! I pozytywnie mnie ta historia zaskoczyła. Głównym bohaterem jest Kostas Tosidos, bohater greckiej partyzantki. Sytuacja życiowa zmusza go do emigracji. W jego ojczyźnie nie jest już bezpiecznie. Umarła jego ukochana mama, niewiele ma do stracenia. Zabiera ze sobą Katherinę, która opiekowała się jego matką. Ciężko powiedzieć, czy to bardziej rozum, czy serce przyciąga ich do siebie i w tych trudnych warunkach tworzą rodzinę. Trafiają do Polski, w której nie mogą ujawnić swojego pochodzenia. Kostas pracuje w kopalni, ale ta praca niestety spowoduje nieodwracalne zmiany i doprowadzi do śmierci. Czy to jednak koniec tej historii? Ależ skąd! To niestety kolejne trudne wyzwanie dla rodziny Kostasa. Jego córka Maria jest lekarzem, a syn Janis milicjantem. Rozpoczyna śledztwo, które doprowadzi go do rodzinnej tajemnicy. W tej książce naprawdę sporo się działo. Na początku tak rozłożona w czasie fabuła trochę mi przeszkadzała, ale później było tylko lepiej. To była naprawdę ciekawa przygoda. Brakowało mi tylko bardziej przejrzystego podziału na nowe wątki. Ode mnie 8/10. 

4. Pociągi wciąż jeżdżą za Twoją melodią

Przed chwilą byliśmy w Grecji, to teraz zabieram Was do Francji, a co! Zanim jednak, poznajcie Nadię. Nadia jest dziennikarką w małej redakcji. Zajmuje się wyszukiwaniem ciekawych wydarzeń w środowisku lokalnym. Niestety nie jest to pasjonujące zajęcie. Pragnie od życia czegoś więcej. Zwłaszcza teraz, kiedy jest świeżo po rozstaniu z partnerem. Nie potrafi sobie z tym poradzić. Wsiada w pociąg i jedzie do Poznania, w którym mieszka jej były. Wchodzi do antykwariatu i trafia na ciekawą książkę. Zaciekawia ją, ale nie kupuje jej od razu. Jednak myśl o lekturze nie daje jej spokoju i po kilku dniach wraca po nią. I okazuje się, że będzie jej uzdrowieniem. A o czym opowiada? To historia o dwójce młodych ludzi. Poznajemy Laurenta, skrzypka, który realizuje bardziej pragnienia rodziców, niż swoje. Podobne odczucie ma Marie, która na chwilę uwolniła się od surowych zasad i zaplanowanej już przyszłości. Akcja jest osadzona w małym miasteczku we Francji. Tak pięknie opisanym, że chciałabym się tam teraz przenieść. Książki naprawdę potrafią przynieść ukojenie. Leci kolejna 10/10. 


5. Zabójstwo w kraju uśmiechu. Thai crime

Dopiero przy pisaniu, dochodzę do wniosku jak podróżniczy był ten miesiąc. Byłam w Grecji, Francji, a teraz zapraszam Was do Tajlandii. 😀 Mam tu fanów kryminałów Agathy Christie? Ta propozycja Wam się spodoba. Z rzeki Chao Phraya zostają wyłowione zwłoki. Wkrótce po tym 7 osób dostaje zaproszenie na tajemniczy wyjazd. Nadawcą jest niejaka Anna Strąg. Okazuje się, że jest to była żona niedawno odnalezionego denata. I chociaż rozwiodła się z Mężem, to do końca pozostawali w życzliwych relacjach. Jego śmierć jest dla niej ciosem. Dopadają ją wyrzuty sumienia. Mąż kochał podróże, a ona wolała pracować. Zaprasza na luksusowy wyjazd jego znajomych. Są to ludzie z zupełnie różnych światów. Jest studentka z Australii, influencerka z Węgier, kucharz z Sycylii itd. Anna chce poprowadzić własne śledztwo, ale to dochodzenie doprowadzi do kolejnej tragedii. Historia ciekawa, chociaż do królowej kryminałów jeszcze trochę brakuje. Ode mnie 7/10.

6. Przyjaciele, kochankowie i ta Wielka Straszna Rzecz

I na koniec można powiedzieć, że przenosimy się do Ameryki. Pora na autobiografię Matthew Perrego, którego wszyscy znają za sprawą Przyjaciół.  Przyznam szczerze, że przed lekturą miałam trochę obaw. Po pierwsze, nie przepadam za autobiografiami. Po drugie, nie obejrzałam ani jednego odcinka słynnych Friendsów. Po trzecie, książkę dostałam w prezencie. Pasowałoby nie wybrzydzać i napisać, że była dobra, prawda? 😀 Dziś mogę napisać, że moje obawy były niepotrzebne. A co więcej, życiorys Perrego mnie naprawdę zaciekawił. Najbardziej interesujące wątki dotyczyły jego walki z nałogiem. W szczery i intymny sposób pokazuje jaka była, w jego wypadku, cena sławy. Można mieć pieniądze, luksusowy dom i samochód, być rozpoznawalnym, a jednocześnie wciąż za czymś gonić. Perry kilka razy otarł się o śmierć, ale mimo to wciąż wracał do nałogów. Nie pomagały fortuny, które wydawał na terapię. W czasie lektury zastanawiałam się wielokrotnie, czy on naprawdę chciał wyzdrowieć? Ciężko nie odnieść też wrażenia, że był po prostu bardzo samotny. Otaczali go znajomi, którzy potrafili się dla niego poświęcić, ale on szukał prawdziwej miłości. Takie właśnie było życie człowieka, który rozśmieszał, przynosił ukojenie milionom przed telewizorami. A sam był nieszczęśliwy. Czy ta życiowa przygoda była tego warta? Na to pytanie Matthew Perry już nie odpowie. Nieznajomość serialu w ogóle mi nie przeszkadzała, a lekki język i szczerość autora, sprawiła że przeczytałam książkę w dwa dni. Polecam fanom Przyjaciół i nie tylko! 9/10. 

No to która książka najbardziej do Was przemawia? 😀



Read more »
o lutego 13, 2024 2
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Polecany post

Książki w styczniu i lutym

Popularne posty

  • Zwiedzanie zamku w Rabsztynie
     Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, al...
  • No weźże mnie na wycieczkę - pomysły na prezent z okazji Dnia Dziecka [aktualizacja 2023]
     Dzień dziecka zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji, gdzie można by się wybrać ze swoją pociechą, ale nie ...
  • Styczniowe wyprawy
     Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zaw...

Archive

  • ▼  2026 (3)
    • ▼  mar 2026 (1)
      • Książki w styczniu i lutym
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (1)
  • ►  2025 (21)
    • ►  gru 2025 (2)
    • ►  lis 2025 (3)
    • ►  paź 2025 (1)
    • ►  wrz 2025 (3)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  maj 2025 (1)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (2)
    • ►  lut 2025 (1)
    • ►  sty 2025 (2)
  • ►  2024 (25)
    • ►  gru 2024 (2)
    • ►  lis 2024 (2)
    • ►  paź 2024 (2)
    • ►  wrz 2024 (3)
    • ►  sie 2024 (2)
    • ►  lip 2024 (3)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (1)
    • ►  mar 2024 (3)
    • ►  lut 2024 (3)
    • ►  sty 2024 (3)
  • ►  2023 (37)
    • ►  gru 2023 (3)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (2)
    • ►  wrz 2023 (2)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (4)
    • ►  cze 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (4)
    • ►  kwi 2023 (3)
    • ►  mar 2023 (4)
    • ►  lut 2023 (3)
    • ►  sty 2023 (4)
  • ►  2022 (33)
    • ►  gru 2022 (2)
    • ►  lis 2022 (3)
    • ►  paź 2022 (3)
    • ►  wrz 2022 (4)
    • ►  sie 2022 (3)
    • ►  lip 2022 (3)
    • ►  cze 2022 (2)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (2)
    • ►  mar 2022 (3)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (3)
  • ►  2021 (39)
    • ►  gru 2021 (4)
    • ►  lis 2021 (3)
    • ►  paź 2021 (2)
    • ►  wrz 2021 (4)
    • ►  sie 2021 (2)
    • ►  lip 2021 (3)
    • ►  cze 2021 (3)
    • ►  maj 2021 (4)
    • ►  kwi 2021 (4)
    • ►  mar 2021 (3)
    • ►  lut 2021 (4)
    • ►  sty 2021 (3)
  • ►  2020 (5)
    • ►  gru 2020 (5)

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Podróże z książką. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.