Podróże z książką

Z wielu odbytych podróży i pasji do słowa pisanego zrodził się pomysł na bloga. Podróże z książką to miejsce, w którym odnajdziecie zarówno wpisy o tematyce podróżniczej jak i recenzje książek.

Menu

  • Strona główna
  • O mnie

sierpnia 27, 2025

Co zobaczyć w Olsztynie? Lista atrakcji.

 W Olsztynie pierwszy raz byliśmy równo 7 lat temu. Dokładnie w sierpniu, 2018, chwilę przed naszym ślubem. Nawet w myślach, nie zakładałam, że będę kiedyś miała swojego bloga. A tu proszę, zaraz stuknie 5 lat, ponad 150 wpisów. Przyszła pora na kolejne miasto i kolejny przewodnik naszymi oczami. Do Olsztyna mam sentyment, bo to miejsce mnie pozytywnie zaskoczyło. Nie oczekiwałam wtedy wiele.  Może i Wy dacie się zaprosić?

1. Na ile jechać do Olsztyna?

Według mnie, minimum to dwa pełne dni. Atrakcji jest naprawdę sporo i każdy znajdzie coś dla siebie. Te 7 lat temu spędziliśmy tu 5 dni, ale jeden dzień byliśmy w Mikołajkach. To też fajna opcja, aby połączyć Olsztyn z Mazurami. Tym razem w Olsztynie spędziliśmy dwa dni, ale wystarczyło, żeby wrócić w ulubione miejsca. Jakie? Przekonacie się w trakcie lektury. 

2. Gdzie spać w Olsztynie?

Teraz spaliśmy w hotelu Wileńskim i z czystym sercem polecam dalej! Od rynku dzieliło nas 5 minut spaceru, pyszne śniadanko, ładny widok z okna i dość duży pokój. Jedyny minus to dodatkowo płatny parking, 40 zł/doba. A jeśli już o parkingu mowa, to strefa obowiązuje w mieście od 8 do 17, poniedziałek-piątek. Czy nie mogłoby tak być w Krakowie? 😀

3. Co zwiedzić?

Lista atrakcji jest długa i sama nie zwiedziłam wszystkiego, ale skupię się na miejscach, które znam. Olsztyn to trasy spacerowe, rowerowe, zamek, ciekawe muzea, rynek, kolorowe kamieniczki, a nawet amfiteatr i lokalny browar. Od czego więc zacząć?


  • Rynek Starego Miasta - Wysoka Brama
Może nie jest to najładniejszy rynek w Polsce, ale odhaczyć trzeba! Jest tu kilka punktów, przy których warto się na chwilę zatrzymać. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w całym mieście jest Wysoka Brama. Być może to właśnie od tej strony będziecie wchodzić na Stare Miasto. Wysoka Brama jest jedyną ocalałą z bram miejskich. To gotycka budowla, którą wzniesiono w XIV wieku. Bardzo długo pełniła funkcję obronną. Każdy, kto chciał wejść do miasta, musiał przejść tu kontrolę. 



  • Stary Ratusz i kolorowe kamieniczki
Można powiedzieć, że centralnym punktem na rynku jest Stary Ratusz. Początkowo był siedzibą władz miasta, później mieścił się tu również sąd, czy szkoła handlowa. Dzisiaj w środku znajduje się Wojewódzka Biblioteka Publiczna. Władze miasta urzędują w Nowym Ratuszu, przy placu Jana Pawła II. Rynek Olsztyna to również kolorowe kamieniczki. Może nie robią takiego wrażenia, jak te we Wrocławiu, Poznaniu, czy Zamościu, ale też jest na czym oko zawiesić. Kamienice i ratusz ucierpiały w czasie II Wojny Światowej, więc w dużej mierze są to rekonstrukcje. 


  • Ławeczka Mikołaja Kopernika i Zamek Kapituły
Co wspólnego ma Mikołaj Kopernik z Olsztynem? Nie wiecie? Spokojnie, ja na początku też nie wiedziałam! Otóż Kopernik przez kilka lat mieszkał w Olsztynie. Konkretnie, urzędował na zamku. Dlatego na pamiątkę jego pobytu, tuż przy zamku właśnie znajduje się ławeczka z jego podobizną. Zdjęcie obowiązkowe! A jeśli macie ochotę na zwiedzanie zamku, to w środku mieści się Muzeum Warmi i Mazur. We środę wstęp jest wolny. W pozostałe dni, bilety kosztują 29-25 zł. W zależności od sezonu. Dodatkowo płatne jest też wejście na wieżę widokową - 14 zł. Po wizycie na zamku, warto przespacerować się jeszcze do Parku Zamkowego. 


  • Plaża Miejska 
Wyjdźmy teraz poza obręb Starego Miasta i chodźmy w miejsca, które skradły moje serce wtedy i dziś też. Na początek Plaża Miejska, która została zrewitalizowana i odnowiona właśnie w 2018 roku. Trafiliśmy zatem na świeżo wyremontowane miejsce. Ścieżki rowerowe, drewniane kładki, wydzielona część plażowa, wypożyczalnia sprzętu wodnego. Zapamiętałam też wyjątkowo dobre ceny w tej wypożyczalni, ale to się pewnie mogło zmienić przez tyle lat. 😅


 Akurat tym razem mieliśmy pecha, bo część z plażą była zamknięta ze względu na festiwal. Był trochę niedosyt, ale przespacerowaliśmy się w drugą stronę i stamtąd też widoki na jezioro Ukiel były piękne. Zresztą sami zobaczcie, można się zakochać. 😍

  • Jezioro Długie
Kolejne miejsce, które szczególnie polecam w Olsztynie, to jezioro Długie. Mieszkańcy Olsztyna ponoć nazywają go Krzywym. I choć leży bardzo blisko centrum, to w jakiś magiczny sposób można zapomnieć tu o zgiełku i rozkoszować się tym widokiem. Dziś można spotkać tu wielu spacerowiczów, rowerzystów, a nawet wędkarzy. Jednak nie zawsze tak było!


 Przez wiele lat był to najbardziej zanieczyszczony akwen w mieście. Rekultywacja była żmudna i długa, ale zakończona powodzeniem. Dziś znajdują się tu tablice informacyjne, drewniane leżaczki, most zakochanych i pomosty siedziska. Spokojny spacer wokół jeziora zajął nam godzinkę. To zdecydowanie moje ulubione miejsce w Olsztynie. 


  • Park Centralny

Podczas tej wizyty odwiedziliśmy jeszcze Park Centralny. W parku centralnym alejki są wydzielone ścieżki rowerowe, a w środku znajduje się duża fontanna z drewnianymi trybunami. Wokół fontanny zainstalowano częściowo zanurzone w wodzie, półkule. Mają one symbolizować układ słoneczny i nawiązywać do Mikołaja Kopernika. Podejrzewam, że i tutaj czasem odbywają się jakieś akcje plenerowe. Z myślą o najmłodszych turystach, jest tu też mały plac zabaw. To bardzo przyjemne miejsce. 


  • Gdzie zjeść i co wypić
Trochę głupio polecać coś, co jadło się tyle lat temu, ale zaryzykuję. Na rynku w Olsztynie znajduje się Pierogarnia Bruner i tam jadłam naprawdę najlepsze pierogi w życiu. A generalnie lubię to danie, więc jakieś porównanie mam. Jestem też prawie, co roku na festiwalu pierogów w Krakowie. Czy Was tym przekonałam? Dajcie znać! 😀 Tuż obok jest restauracja Highlander, w której możecie napić się miejskiego browaru. A jeśli najdzie Was ochota na więcej, to obok zamku mieści się Browar Warmia, w którym można zamówić sobie menu degustacyjne. Pamiętam, że fajny klimacik tam panował. 

Kogo namówiłam? Zaplanujcie wizytę w Olsztynie z podrózezksiazka.pl 😀. 

Read more »
o sierpnia 27, 2025 0
Podziel się!
Starsze posty

sierpnia 02, 2025

Książki w lipcu

 Książek w czerwcu było niewiele. Dlatego też zabrakło podsumowania. Nieśmiało zrzucam winę na dobre seriale, ale też obiecuję poprawę. Jako zadośćuczynienie wstawiam dwie recenzje właśnie z czerwca. Miłego czytania! 


1. Substytucja

Lipiec zaczęłam od spotkania z Chyłką. W końcu doczekałam się kolejnej części, a tym razem trzeba było czekać wyjątkowo długo. I znów trochę utożsamiałam się z główną bohaterką ze względu na podobny etap życiowy. Można powiedzieć, że razem byłyśmy w ciąży, razem rodziłyśmy i razem wychowujemy. 😅 No dobrze, a teraz na poważnie. Para musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Bliźniaki zawładnęły ich życiem codziennym. Brakuje czasu na sen, rozmowę, odpoczynek. Niestety permanentne zmęczenie sprawia, że w małżeńskiej relacji pełno jest frustracji, spięć, wzajemnego niezrozumienia. Oliwy do ognia dodaje sprawa, którą zamierza się zająć Zordon. W małej miejscowości dwójka nastolatków bestialsko zamordowała rodziców jednego z nich. Chyłka naciska na męża, aby odmówił obrony. Ten jednak od zawsze podchodził do pracy w idealistyczny sposób i tym razem też chce postąpić w zgodzie ze sobą. A kiedy się zgadza, zaczynają się prawdziwe problemy. Komuś bardzo zależy, żeby prawda nie wyszła na jaw. Nawet, jeśli trzeba będzie zastosować drastyczne metody. Rodzina, praca, dzieci, związek. Jak trudno odnaleźć w tym wszystkim zdrowy balans. O tym jest ta historia. I okej, domyśliłam się zakończenia, ale i tak uwielbiam tą serię. Wrócili w najlepszym stylu. 9/10


2. Światłoczułość

Książka co, do której mam mieszane odczucia. Sięgnęłam po nią ze względu na medialny szum wokół autora. Chciałam sprawdzić (jak pewnie wiele osób), czy coś zdradza Jakuba Jarno. I tu ogromny szacunek, bo w życiu bym się nie domyśliła po stylu. Myślę, że to ciekawe i trudne doświadczenie dla pisarza. Z samą historią miałam tak, że od samego początku mnie nie zachwyciła. Właśnie ten styl jakoś mnie nie porwał. Później łapałam się na tym, że nie mogę się oderwać od czytania, a zaraz potem prawie zasypiałam. I kiedy przeczytałam ostatnią stronę, wzruszyłam się. No przedziwny wachlarz emocji, ale może właśnie o to chodziło? Poznajcie Witka i Żerkę. To dwójka ludzi, których bardzo doświadczyła wojna. I spotkali się właśnie w jej środku. To spotkanie ich zmieniło. Na tyle, że kiedy ich drogi się rozeszły, zaczęli się szukać. A może to poszukiwanie dotyczyło nie tylko tej drugiej osoby? Żerka latami pisała listy. Czy w końcu się spotkali? Jako czytelniczka bardzo czekałam na ten moment. Pewnie dlatego, niektóre wstawki uważałam za niepotrzebne, przydługie. Potrzebowałam akcji, reakcji, relacji. A przez tę historię chyba powinno się po prostu przepłynąć. Ode mnie takie 7/10. 

3. Zwierz

Przypomniałam sobie, dlaczego Piotra Kościelnego zaliczam do grona swoich ulubieńców. Do tej pory żadne jego książka mnie nie zawiodła, a już trochę przeczytałam. I wciąż mam apetyt na więcej. Tym razem padło na Zwierza. Historia zaczyna się przewrotnie, bo trochę od końca. Policjanci przesłuchują seryjnego mordercę, który opowiada o tym, jak rozpoczęła się jego krwawa pasja. Zadebiutował, jako dziecko. Później było tylko gorzej, choć oczywiście miewał w swoim życiu spokojne okresy. Nie ma w nim, ani krzty poczucia winy, czy skruchy. Jak doszło do zatrzymania? Tu autor zaprasza nas do cofnięcia się w czasie. Zwierz na początku zabijał łatwe ofiary - bezdomnych. Ciężko było połączyć te historię w jedną, ale apetyt mordercy rósł. Postanowił się przedstawić i przy ofiarach zostawiać listy. Mało tego, przestał skupiać się tylko na bezdomnych, ale wciąż szukał łatwych celów. Dziewczyna wracająca z imprezy? Idealnie. Para zakochanych w opustoszałym lesie też. Rzuca wyzwanie prowadzącemu śledztwo. Często w listach kieruje się bezpośrednio do niego. Dlaczego? Tego nikt nie potrafi zrozumieć. Mikun jest typem, który nie odpuszcza. Pracy poświęca się, jak nikt inny. Zapomina o tym, co w domu. A tam żona, która pracuje w fundacji i niepełnosprawny syn, pogrążony w śpiączce. Polowanie trwa. Morderca oprócz listów, chce jeszcze dosadniej zwrócić się do Mikulskiego. Jak? Tego czytelnik może się domyślić. Niestety. Mimo ponad 500 stron, ani przez chwilę nie poczułam się znudzona. Zwierz mordował w sposób brutalny i nie bez przyczyny na okładce widnieje napis +18. Dużo się dzieje, ale niestety niektóre wątki były dla mnie totalnie zbędne. Nie chcę spoilerować, ale również motyw z nową policjantką był dla mnie niezrozumiały. Tu autor wykreował ciekawą postać, która mogłaby wnieść wiele w przebieg śledztwa. A zamiast tego, dostajemy jakieś emocjonalne rozterki. Do Kościelnego mi to nie pasuje, ale poza tym wciąż uwielbiam! 8/10



4. Nad wodę. Mikrowyprawy z Warszawy

Kiedy w czerwcu zabrałam się za przewodnik po Krakowie i okolicach, miałam świadomość że pewnie sporo miejsc będzie mi znanych. W przypadku warszawskiej edycji, było na odwrót. Nie znałam praktycznych żadnego z opisanych miejsc. Czy ciężko mi się przez to czytało ten przewodnik? Ani trochę. Już sam wstęp wprowadził mnie w klimat tej książki. Nigdy nie zastanawiałam się nad pojęciem mikrowyprawy. Mimo, że mam bardzo dobre skojarzenia ze słowem wyprawy. Na wyprawy chodziłyśmy z moją siostrą na wakacjach u babci. Ich najważniejszy element to była oczywiście bułka w plenerze. Sentymentalne wstawki w przewodniku podobały mi się najbardziej. To nie były suche opisy z wyliczeniem gatunków zagrożonych na danym terenie, ale prawdziwe zaproszenie.  Zaznaczone, kiedy najlepiej przyjechać, jakich atrakcji się spodziewać. To lubię! Jak w tytule, najwięcej miejsc do sprawdzenia nad wodą, ale nie tylko. Każdy znalazłby coś dla siebie. Jedynie ostatni rozdział jest trochę niepotrzebny. Jest poświęcony dalekim i całodniowym wycieczkom. Sam zamysł wydaje się w porządku, ale są tu tylko dwie propozycje. Po przeczytaniu, kolejny raz zachwyciłam się Polską. Brawo dla autorów, misja wykonana. 9/10


5. Wyprawy niedalekie. Kraków i okolice. 

Czytacie papierowe przewodniki? Dla mnie są istotnym uzupełnieniem przy planowaniu kolejnych wycieczek. I tak, trafił w moje ręce przewodnik po Małopolsce. Byłam bardzo ciekawa, czy coś mnie zaskoczy w tych propozycjach. Wszak, trafiło na wytrawnego gracza. Otóż, większość miejsc znałam, ale było kilka niespodzianek. Pierwsza część dotyczy wycieczek po Krakowie. Druga to propozycje do godziny drogi, a trzecia do dwóch godzin. Opisy są krótkie, z uwzględnieniem, czy trasa jest odpowiednia na wózek, albo spacer z psem. A dodatkowo info, o jakiejś restauracji/sklepie w pobliżu. Zaskoczyło mnie, że w Bochni jest coś więcej, niż kopalnia i rynek, albo ile ma do zaoferowania miasteczko Biecz. No i ilość górskich szlaków, które wciąż czekają na sprawdzenie. I to właśnie góroholikom poleciłabym szczególnie tę książkę. Autora kojarzyłam już wcześniej właśnie z eksponowaniem górskich szlaków, zwłaszcza w Tatrach. Dla mnie, mimo że kocham góry, brakowało trochę większej różnorodności w tym ostatnim rozdziale. Przy wycieczkach górskich można być też dodać stopień trudności, ale poza tym, doceniam  kawał dobrej roboty. Za piękną szatę graficzną również plus. Daję 7/10


6. Noski. Tak ćpają nasze dzieci. 

Na koniec zostawiłam książkę, po którą każdy powinien sięgnąć. A zwłaszcza rodzic, czy osoba pracująca z dziećmi, młodzieżą. Powstrzymam się też od oceny, bo tu nie ma co oceniać. To trzeba przeczytać. O książce dowiedziałam się w czasie odsłuchu podcastu Piąte. Nie zabijaj. Rozmowa z autorką, Magdą Mieśnik nami wstrząsnęła. Jak to - w każdej szkole są obecne narkotyki? Czy naprawdę dzieci zaczynają już w wieku 9 lat? Dlaczego tak mało osób wychodzi z tego uzależnienia? Te statystyki mnie zmiażdżyły. Z kilku powodów. Pierwsze jest oczywisty. Pewnie, jak każda mama, chciałabym uchronić swoje dziecko od takich problemów. Po drugie, przez kilka lat pracowałam w szkole. A z młodzieżą mam do czynienia już naprawdę długo. Ta dostępność środków, pomysłowość mnie przeraża. Po trzecie, przez jakiś czas pracowałam też z osobami uzależnionymi i widziałam, jak ten nałóg potrafi zniszczyć. I właśnie ten stosunkowo krótki epizod sprawił, że bardzo ostrożnie podchodzę do tematu legalizacji. Cieszę się, że autorka ma dokładnie takie samo podejście. Bowiem, statystyki w tym temacie są nieubłagane. Często młodzi zaczynają właśnie od skrętów. A potem chcą więcej i więcej. Nie byłam świadoma, jak mało mamy w Polsce takich ośrodków dla uzależnionych dzieci. Mam wrażenie, że ten temat jest bagatelizowany, a sytuacja z jaką mamy do czynienia jest naprawdę zła. Smutek, lęk, zmartwienie, mnóstwo refleksji towarzyszyło mi w czasie lektury. Bardzo polecam i Wam, choć nie jest to łatwa książka. 





 

Read more »
o sierpnia 02, 2025 0
Podziel się!
Starsze posty

lipca 13, 2025

Nad wodę, czy do lasu? 4 różne propozycje.

Nad wodę czy do lasu? Ostatnio sprawdzaliśmy jedno i drugie. Dlatego dziś wybór pozostawiam Wam. Choć nieśmiało podpowiadam, że najlepiej sprawdzić wszystkie te miejsca. W końcu lato to doskonały czas na wycieczki, prawda? 😉


1. Zalew Wolbromski

Zaczynam od naszego ostatniego odkrycia. Zobaczyłam przez okno duży zbiornik wodny i zarządziłam tam przystanek w drodze do domu. Oczywiście, po konsultacji z kierowcą.👀 Decyzja o postoju, to był strzał w dziesiątkę. Było tam po prostu pięknie! 

Teren przy zalewie został zrewitalizowany w 2022 roku, więc całkiem niedawno. Znajduje się tu spory i bezpłatny parking. Jest mały, ale ogrodzony plac zabaw. A wokół zalewu poprowadzi nas dość szeroka, asfaltowa ścieżka. Trasa liczy 2.5km. Całość jest oświetlona, jest sporo ławeczek, ale nie tylko! Dodatkową atrakcją są wydzielone strefy na ognisko, a także drewniane wiaty, leżaki oraz pomosty.

 Całość tworzy naprawdę fajny klimat. Jest tu cicho i spokojnie. Przy zalewie widziałam również jeden mały foodtrack i kilka toi-toi. A na stronie przeczytałam o wypożyczalni sprzętu wodnego. Myślę, że to fajna opcja na niedzielny wypad za miasto. Obejście zalewu zajęło nam ok. 45 minut.  Prawdziwa perełka odnaleziona totalnie przez przypadek. To lubię. 

2. Zalew Sosina

A teraz pora na miejsce, do którego zbierałam się prawie rok. Za każdym razem, jak wpisywałam w google hasła "trasy spacerowe okolice krakowa", to wyświetlał się właśnie ten zalew. No, ale Jaworzno ciągle było za daleko. Aż w końcu przyszedł weekend przed Dniem Matki, no i reszty możecie się sami domyślić. 😃 Z Krakowa to około godzina jazdy.

 Na miejscu dość duży i bezpłatny parking, ale w sezonie może być jednak za mały. Szybkie wypakowanie i ruszamy przed siebie. Pierwsze, co nam się rzuciło w oczy to plaża i dość szerokie alejki. Spotkaliśmy tu masę rowerzystów, spacerowiczów z pieskami/wózkami. Niestety nie ma podziału na ścieżkę dla rowerzystów i pieszych, dlatego trzeba mocno uważać. Ruch jest spory.

 Mam słabość do drewnianych pomostów i tutaj była ich cała masa, zarówno takich krótkich, jak i długich pomostów. Te mniejsze to idealna opcja na jakąś fajną randkę, czy piknik nad wodą. Jest ich dość dużo, więc myślę że znajdziecie coś dla siebie, choć wiadomo - nie są na wyłączność. Kolejnym atutem tego miejsca były toalety. Ładne, zamykane i darmowe! Znaczna część alejek jest zacieniona, co sprawia że nie czuć tak upału. Dla nas idealnie. Co jeszcze? Oczywiście wypożyczalnie sprzętu, duży plac zabaw, wyznaczone miejsce na grilla, boisko do koszykówki, a w pobliżu restaurację. Trasa wokół zalewu wynosi ok. 5km. Nas Sosina zauroczyła i liczę, że jeszcze kiedyś tam wrócimy! 

3. Grodzisko Pańskie

To teraz coś dla tych, którzy wolą jednak spacery po lesie, niż wylegiwanie się nad wodą. Tym razem cel wycieczki wymyśliła moja Mama. Miałyśmy tam dwa podejścia i na szczęście się udało!

Grodzisko Pańskie to część Dolinki Wodącej. Przy szlabanie znajduje się drewniana wiata i rozpiska szlaków. Podrzucam Wam poniżej zdjęcie. My na początku szłyśmy ścieżką edukacyjną, a później w stronę rozwidlenia. Nie wdrapywałyśmy na owe Grodzisko, bo podejście jest strome,  a nam chodziło o rekreacyjny spacer z wózkiem. Choć trochę żałuję, że nie wyszłam do góry sama, bo zdjęcia stamtąd wydają się piękne! 

W lesie byłyśmy całkiem same. Po jakichś 30-40 minutach dotarłyśmy do polanki i tam zawróciłyśmy. Taką opcję polecam innym podróżującym z wózkami. Droga była szutrowa i dość szeroka. Dopiero przy wspomnianej łące, zrobiło się trochę wyboiście. Jeśli ktoś z Was wybierze się na Grodzisko, to do góry będą go prowadziły stacje Drogi Krzyżowej. W ogóle stąd można przejść na ruiny zamku Smoleń. Byliśmy tam kilka lat temu. Wizytę w Dolince możecie połączyć ze spacerem nad Stawem Wolbromskim. Te dwa miejsca dzieli jakieś 10 minut samochodem. W drodze do Krakowa zahaczyłyśmy jeszcze o słynną "Piekarnię na rogu" w Wolbromiu. Mają tam pyszne drożdżówki! 

4. Las Kolanowski

Na koniec zostawiłam propozycję na krótszą wycieczkę. Wybraliśmy się na spacer do lasu w Bochni. Z Huty to jakieś 30 minut jazdy samochodem. Zaparkowaliśmy trochę na dziko tu.

To mała polanka przed szlabanem. Miejsca tak na trzy samochody, ale byliśmy jedyni. Większy parking znajduje się przy Leśniczówce ŁOŚ, na ul. Strzeleckiej. Jeśli jednak zdecydujecie się przetestować naszą opcję, to my początkowo szliśmy cały czas przed siebie. Po około 20 minutach dotarliśmy do rozwidlenia szlaków. Ten pierwszy odcinek jest delikatnie pod górkę, więc z wózkiem zrobiłam małe cardio, a co! Mati się nawet dziwił, jak ja dałam radę. 😀

 No, ale wracając do naszego rozwidlenia, tu obraliśmy zielony szlak. W końcu minęliśmy też pierwszych spacerowiczów. W lesie nie ma asfaltowych ścieżek, ale spokojnie z wózkiem dacie radę. Jedynym małym minusem tego miejsca są odgłosy z pobliskiej strzelnicy. Na szczęście, nie jest to jakoś bardzo głośno i słychać dopiero po minięciu wspomnianego rozwidlenia. My po jakiejś godzince przyjemnego spacerku, zawróciliśmy. Taką opcję polecam i Wam, ponieważ ten las jest ponoć średnio oznakowany. No chyba, że lubicie ryzyko i chcecie się zgubić. 😋 Jeśli jednak zaparkujecie od strony Strzeleckiej, wtedy polecam Wam przejść się ścieżką przyrodniczą "Las Skarbowy". Doprowadzi Was ona do stawu i drewnianego mostku. My sprawdzimy tę opcję następnym razem. 

W czerwcu oprócz bliższych i dalszych spacerów, byłam gościem w audycji radiowej "City break Polska" w Czwórce. Jeśli ktoś ma ochotę, podrzucam link do powtórki. No, a jak Wam minął czerwiec? 

Read more »
o lipca 13, 2025 0
Podziel się!
Starsze posty

czerwca 27, 2025

Przewodnik po Nowej Hucie

 Jakiś czas temu przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Stwierdziłam, że warto czas, kiedy tych podróży jest troszkę mniej, poświęcić na aktualizację. Przede wszystkim skupić się na tym, co znam najlepiej. Już kiedyś miałam w planach zrobić taką serię wpisów o moim mieście, jest nawet taki post. No, ale potem temat trochę się rozmył. Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej i pójdę za ciosem. Przez 25 lat swojego życia mieszkałam na Azorach, ale to po Nowej Hucie chcę Was dzisiaj wirtualnie oprowadzić. 

Zalew Nowohucki

Jest to jedno z moich ulubionych miejsc. Nie tylko w Hucie, ale w ogóle w całym Krakowie. Bardzo lubię tutaj spacerować. Zresztą, nie tylko ja. W ciepłe dni jest tu naprawdę sporo ludzi, ale od niedawna obok Zalewu znajduje się przystanek autobusowy. W końcu! Przedtem do podróży mpk, trzeba było doliczyć przynajmniej 15-20 minut spaceru. 

 Obejście zalewu średnio zajmuje nam jakieś 25 minut, wliczając przerwę na pamiątkową fotkę, czy zakup kawy na wynos. Jest tu szereg atrakcji. Mamy całkiem fajną i wydzieloną strefę gastro. Oprócz wspominanej wyżej budki z kawą, są lody, gofry, zapiekanki, hot-dogi. 

Nieco dalej jest też foodtrack z frytkami belgijskimi i kiełbaska z grilla. Frytki często sprzedają osoby niepełnosprawne. Zajrzyjcie tam. Nad zalewem działa też tężnia. Nie jest zbyt duża, a przez to często obłożona. Przy tężni znajduje się kilka ławeczek. Tuż obok są dwa boiska do siatkówki plażowej. A na przeciwko kawałek plaży z zadaszonym pomostem.

 Jakby tego było mało, to troszkę dalej jest siłownia plenerowa, zacieniony plac zabaw, boisko do koszykówki i sensory do sterowania fontannami. Wokół zalewu porozstawiane są tablice informacyjne. Można też kupić ziarenka dla kaczek, których też tutaj nie brak. Zalew zdecydowanie polecam i krakusom i turystom. 

Dworek Jana Matejki

Tuż obok Zalewu, znajduje się Dworek Jana Matejki. To tu kiedyś pracował jeden z najsłynniejszych polskich malarzy. To taka typowa wiejska rezydencja z dobudówka. Jest otoczona małym parkiem. Od 1966 mieści się tutaj muzeum. Matejko kupił dworek za pieniądze, które zarobił na sprzedaży obrazu "Stefan Batory pod Pskowem". Następnie wyremontował go, według własnej wizji. Nieco wcześniej, dworek był w posiadaniu Hugo Kołłątaja. O jednym i drugim więcej przeczytamy, przy okazji wizyty w muzeum. Jeśli jednak, nie ciekawią Was muzealne eksponaty, warto chociaż podejść pod dworek i przespacerować się po okolicy.

Zalew Zesławice

Czy wiedzieliście się, że w Hucie mamy dwa zalewy? To było kolejne miejsce, które mnie zachwyciło. A tym bardziej, kiedy odwiedziłam je pierwszy raz. Teraz niestety sporo tam remontów w okolicy, ale na popołudniowy spacer wciąż jest ok! 

To dwa sztuczne zbiorniki, które zostały utworzone w latach 50 ubiegłego wieku. Powstały w celu zapewnienia dostępu do wody pitnej mieszkańcom okolic. Dzisiaj można spotkać tu wielu wędkarzy, biegaczy, czy po prostu spacerowiczów. Nie ma tu tak rozwiniętej architektury, jak przy Zalewie Nowohuckim. I dopóki nie było w okolicy budowy, panował tu taki sielski i naturalny klimat. Niestety to się trochę zmieniło, ale i tak lubimy tu zaglądać. Na miejscu dość duży parking. 

Kombinat

Słyszysz Nowa Huta i jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie? Kombinat, czy Plac Centralny? A może coś zupełnie innego? Kiedyś ta dzielnica uchodziła za bardzo niebezpieczną, ale jeśli mogę być szczera, to na Azorach doświadczyłam większych zagrożeń. Budowę Kombinatu rozpoczęto w 1950 roku, a za oficjalny dzień otwarcia uznaje się 22 lipca 1954 roku. Huta produkowała ogromne ilości stali. Była jednym z największych producentów w Polsce. Dzisiaj dużo się mówi o całkowitym zamknięciu Kombinatu. Wszystko ze względu na wysokie ceny energii w 2019 wygaszono wielki piec. Co będzie dalej? To się okaże. Jeśli chodzi o zwiedzanie kombinatu, to niestety wciąż jest przed nami. A wszystko dlatego, że nie można wejść tak z ulicy, tylko trzeba wcześniej zarezerwować bilet. Terminów też wcale nie jest dużo, ale odsyłam Was po prostu do strony, na której wszystko jest na bieżąco podawane. Teraz korzystamy ze słoneczka, ale w zimie mam zamiar zaktualizować ten wpis. Trzymajcie mnie za słowo! 

Przylasek Rusiecki

Pora na miejsce, które kilka lat temu przeszło prawdziwą metamorfozę! Co więcej, wciąż zmienia się na plus i zyskuje na popularności. Chodzi oczywiście o Przylasek. Kiedyś było to zwykłe kąpielisko, które kojarzyło mi się z syfem. Dzisiaj jest tu o niebo lepiej. Po przebudowie pojawił się tutaj spory, strzeżony parking, sieć drewnianych pomostów, toalety, przebieralnie, boisko do siatkówki plażowej, plac zabaw. 

A od niedawna jest tu też przystanek pkp, więc można przyjechać na Przylasek pociągiem. Podróż z dworca głównego zajmie Wam mniej niż 30 minut. A parking tani nie jest, bo ponoć rok temu kosztował aż 40 zł! Teraz jest o połowę taniej, ale to i tak wciąż dość dużo. No i tych miejsc nie ma jakoś szalenie dużo. W wakacje są tutaj puszczone dodatkowe autobusy. My zazwyczaj przyjeżdżamy tutaj pospacerować, a nie popływać, ale drewniane pomosty nadają temu miejscu unikalny klimat. Często spotykamy tu fotografów na sesjach plenerowych. A niedawno obeszłyśmy z Mamą i Marysią całe kąpielisko dookoła. Zajęło nam to godzinkę, wliczając czas na poszukiwanie zaginionej skarpetki. 😉

Łąki Nowohuckie

Po przeprowadzce tutaj, zdziwiłam się ile tu jest zielonych miejsc. Serio, ta dzielnica jest niedoceniana! Zazwyczaj spacer na Łąki zaczynam przy Placu Centralnym, a dokładnie za Nowohuckim Centrum Kultury. Można też przejść koło Szkoły Muzycznej. To dobra opcja dla osób z wózkiem. Raczej bez większych problemów przespacerujecie się po łąkach z Waszymi pociechami. Momentami ścieżka jest szutrowa, czy pojawią się wystające kamyczki, ale dacie radę.

 Droga asfaltowa biegnie wzdłuż łąk, ale tylko do terenu Szpitala Żeromskiego. Później jest dość strome zejście w dół i wspomniana wcześniej ścieżka szutrowa. Łąki to takie nasze błonia, bo teren jest ogromny - aż 57 hektarów. Przy asfaltowej ścieżce znajdziemy spory plac zabaw oraz stoliki z ławeczkami. Stamtąd rozciąga się piękny widok na Łąki. W sezonie jest tu też czynne ŁanCafe, ale o restauracjach opowiem na końcu. Taki spacer wokół Łąk nam średnio zajmuje godzinkę, półtorej. Aż mi się zachciało znów je odwiedzić. Mega polecam 😍

Plac Centralny i Aleja Róż

Nie bez przyczyny zapytałam wcześniej o miejsca, z którymi kojarzy Wam się Nowa Huta. Dla jednych to będzie Kombinat, a dla innych właśnie Plac Centralny i Aleja Róż. To jest dla mnie takie serce tej dzielnicy. Często też punkt spotkań z tymi, którzy mieszkają w miarę blisko. Budowę rozpoczęto w 1949 roku. Plany były bardzo ciekawe. Miało być to centrum idealnego miasta, z jednej strony teatr, z drugiej zalew. Mnóstwo punktów usługowych na zamkniętym terenie. Wyszło inaczej, ale jest to zdecydowanie architektoniczna perełka Huty, jak i całego Krakowa. 

Nie można pominąć tutaj o takiej głównej ulicy na Placu, czyli Alei Róż. W 1973 stał tu pomnik Lenina, który zburzono w 1989 roku. Dwa lata temu Aleja Róż przeszłe renowację i znów pojawiły się tutaj róże. Zrobiło się tu całkiem przytulnie. 



Nowohuckie Centrum Kultury

A skoro już jesteśmy w centrum Nowej Huty, to muszę wspomnieć też o NCK-u. To duży ośrodek kultury, który wybudowano w 1983 roku. Oczywiście, później przeszedł kilka renowacji, by wyglądać, tak jak dzisiaj. W NCK-u dzieje się dużo ciekawych rzeczy! Są koncerty, spektakle, wystawy, zajęcia. W lecie sporo tu imprez plenerowych. Całkiem niedawno odbywały się Dni Nowej Huty, polecam Wam szczególnie wtedy tu zajrzeć. Natomiast w zimie jest tu lodowisko, które cieszy się naprawdę sporym zainteresowaniem. Na nudę w Hucie nie narzekamy. 😊

Schrony w Nowej Hucie

Powoli zmierzając ku końcowi, nie mogę zapomnieć o schronach w Nowej Hucie. Z tym, że sprawa jest teraz nieco skomplikowana. Po pierwsze, znów biję się w pierś, że zwiedziliśmy tylko jeden. A po drugie, całe Muzeum Nowej Huty jest aktualnie w remoncie. Zakończenie zaplanowano w 2028, więc jeeeszcze trochę! Do Waszej dyspozycji jest schron na osiedlu Szkolnym 37. Znajdziecie tutaj makietę wzorcowego schronu, a także sporo informacji o samym instynkcie przetrwania. Wizyta w takim miejscu daje do myślenia. 


Kopiec Wandy

Już mi się wydaje, że mogę skupić się na tematyce kulinarnej, kiedy nagle przypominam sobie o kolejnym miejscu. No serio, Huta ma sporo do zaoferowania. Kolejną ciekawą atrakcją jest Kopiec Wandy. Kiedy myślimy o kopcach, to w głowie przewija się przede wszystkim Kopiec Kościuszki, Piłsudskiego i Kraka. A co z Kopcem Wandy? Jest oddalony od centrum miasta, trochę mniejszy. Jednak, czy widok z niego jest gorszy? Według mnie, absolutnie nie! Ze względu na aktualny remont S7, polecam Wam przyjechać tutaj MPK. Wysiadacie na przystanku Kopiec Wandy i skręcacie w lewo. Do pokonania na początek kilka stopni, a później niedługa wędrówka na szczyt. Pod Kopcem znajdują się ławeczki, ale ogólnie jest tu bardzo dziko. I ja za to najbardziej lubię to miejsce. Dawno tam nie byłam, sama sobie właśnie narobiłam ochoty na spacer na Kopiec. A co! 

Co jeszcze warto zobaczyć w Hucie?

  • Mój ulubiony - Klasztor w Mogile. To tu znajduje się Kaplica Pana Jezusa, a tam relikwie Krzyża Świętego. To miejsce wielu pielgrzymek. Tutejsza tradycja mówi też o obejściu na kolanach ołtarza w Kaplicy. To akurat nie powinno nikogo dziwić, bo obowiązuje ona w wielu innych miejscach, np. w Kalwarii. Oprócz Bazyliki, warto zajrzeć do pięknego drewnianego kościoła św. Bartłomieja. 
  • Lasek Mogilski - W pobliżu Klasztoru, znajduje się niewielki lasek. Są tu asfaltowe alejki, ławeczki, a w samym środku mała kaplica. W maju odbywają się tu nabożeństwa majowe. Lubię to miejsce, bo tu również można uciec od miejskiego zgiełku. Sporo takich w Hucie.
  • Arka Pana. To by było niesprawiedliwe dla historii Nowej Huty, gdybym nie wspomniała o jeszcze jednym kościele. Myślę, że to kolejny symbol tej dzielnicy. Był pierwszym, nowo zbudowanym kościołem w Nowej Hucie. Na uwagę zasługuje też nietypowy kształt świątyni - łódź.
  • Plac Bieńczycki. Krakusy robią zakupy na Kleparzu i Placu Imbramowskim. A gdzie robią je mieszkańcy Nowej Huty, którzy do centrum mają daleko? No właśnie na Placu Bieńczyckim. Są tu świeże owoce, warzywa, kwiaty. Z pustymi rękoma stąd nie wyjdziecie! 
  • Murale. Nowa Huta to też street art. Jeśli lubicie takie spacery, to polecam poszukać Wam murali na Ujastku, przy NCK-u, albo Klubie Jędruś. 
  • Muzeum Gier Wideo i Wrotki. Macie ochotę na podróż w czasie? Albo szukacie alternatyw na niepogodę? Zapraszam na Centralną. Ostrzegam, z muzeum ciężko Wam będzie wyjść, więc polujcie na bilet open. Podsyłam link do ich stronki. 



Gdzie na kawę w Nowej Hucie? 

Jak się chwilę nad tym zastanawiam, to jednak jest kilka fajnych kawiarni w Hucie. Moje ulubione miejsce na kawę i ciastko to Klubokawiarnia przy Teatrze Ludowym. Desery mają naprawdę przepyszne i ceny są rozsądne. W sezonie działa mają tutaj ogródek. Drugim fajnym miejscem jest Cafe Nowa na os. Zgody 7. To miejsce spodoba się przede wszystkim molom książkowym. Niestety w środku jest mało stolików, ale i tak warto spróbować. I przy okazji kupić jakąś książkę, wiadomo! 

A jeśli ktoś na wakacyjnych wyjazdach, ale nie tylko, trzyma dietę, to niech wpadnie do FitCake Nowa Huta. Zdrowe wersje popularnych deserów, a także coś z myślą o tych, którzy mają jakieś alergie pokarmowe. Fajny wystrój, smaczna kawa. Kawiarnia znajduje się niedaleko Placu Centralnego.

Gdzie i co zjeść w Nowej Hucie?

Jest kilka kultowych miejsc, które trzeba odwiedzić. Pierwszym, które przychodzi mi na myśl, są kiełbaski spod NCK-a. To Maxi Grill. Nie wierzyłam Matiemu, że kiełbaska stąd jest lepsza, niż ta słynna przy Hali Targowej. Ale jednak! Spróbujcie i sami zrozumiecie. Oprócz kiełbaski, można tu dostać burgera, karkówkę, frytki, a nawet oscypka. My jednak zazwyczaj klasycznie. 😎A może kurczak z rożna? Jeśli najdzie Was smak, to koniecznie wybierzcie się do budki niedaleko Domu Handlowego Wanda. Smak nie do podrobienia, a i cena przystępna. Jeśli nie jesteście fanami street food-u, to oprócz wspomnianej wyżej Klubokawiarni, polecam Wam jeszcze Trattorie Zieloną. To typowa włoska restauracja, krótkie menu, świeże i również w normalnych cenach. Na drinka możecie wpaść do Centralki, albo do B7. To drugie miejsce warto odwiedzić ze względu na nietypowy wystrój. 

No to komu zrobiłam smaka na taką podróż do Huty? 




Read more »
o czerwca 27, 2025 0
Podziel się!
Starsze posty

czerwca 02, 2025

Wiosenne książki? Podsumowanie kwietnia i maja.

 Niech Was nie zmyli ten tytuł. Książki, które przeczytałam przez te dwa miesiące nie miały za wiele wspólnego z wiosną. Prywatnie i podróżniczo dużo się działo i nie wyrobiłam się z podsumowaniem miesiąca. Dlatego dziś o książkach, które przeczytałam tej wiosny. Było naprawdę ciekawie, zapraszam! 


1. Rezydencja Konstancin

To miał być zwyczajny dzień. Pozornie idealne życie miało toczyć się swoim rytmem. Niestety, wszystko zmienia jedna wiadomość. Anna Klara i Alicja. Obie z wyższych sfer, mieszkające na prestiżowym osiedlu w Konstancinie. Co je łączy? Obie tracą synów w jednym momencie. Jeden z nich został zamordowany, a drugi zatrzymany za morderstwo. Jak to możliwe, skoro znali się całe życie? Byli przyjaciółmi. Co poszło nie tak? Takie pytanie zadaje sobie jedna i druga matka. Ciężko na nie odpowiedzieć bez wyrzutów sumienia, bo wraz z fabułą poznajemy przeszłość tych dwóch chłopaków - Filipa i Jędrka. Okazuje się, że ich idealne życie było tylko z pozoru idealne. Pieniądze, luksus, wysoki standard nigdy nie wynagrodzą dziecku braki uwagi, miłości, skupienia tylko na sobie. Historia opowiedziana z kilku perspektyw budowała napięcie i rozbudzała ciekawość. Taką wisieńką na torcie był wątek sprzątaczki z Ukrainy, Tani. Widziała, jaki naprawdę był Filip, jaki był jego ojciec. Anna Klara jest przepełniona nienawiścią, która ją napędza do działania. Szuka winnego, by nie skupiać się na swojej wychowawczej porażce. Alicja jest załamana, bo jej ukochany syn nie chce mieć z nią nic wspólnego. Przyznał się do winy, choć sam do końca nie wie, jak to się stało. Naprawdę wciągnęła mnie ta książka. Dawno nie recenzowałam czegoś tak dobrego. Polecam! 9/10



2. Przestań, proszę

Moja miłość do podcastów kryminalnych nie słabnie. Dalej moim nr 1 są Sceny Zbrodni. I tak, kiedy odsłucham odcinek z Krystianem Solarzem, kupiłam jego najnowszą książkę. Nie wiem, nawet jak to wytłumaczyć, ale coś mnie w nim zaciekawiło. Sposób w jaki opowiadał, o swojej pracy policjanta, ale też to, że główny bohater jego książki jest podobny do niego. Postanowiłam go poznać. I Floriana Gaderle i Krystiana Stolarza. Jakie to było dobre! Choć temat piekielnie trudny. W mieście giną dzieci. Jedno popełnia samobójstwo, rzucając się pod pociąg, Wkrótce potem, zostaje odnalezione ciało małej dziewczynki. Wygląda jakby spała. Na pierwszy rzut oka, żadnych ran. Jednak to, co wychodzi podczas sekcji, mrozi krew w żyłach. Mnóstwo siniaków, ran, blizn po przypaleniach. Dziewczynka przez bardzo długo była ofiarą przemocy domowej. Badania wykazują duże stężenie narkotyku. Śledztwo prowadzi Gaderla, dla którego ta sprawa jest czymś więcej, niż jedną z wielu. Sam ma za sobą mroczną przeszłość. Taką, z którą do tej pory sobie nie poradził. Pomaga mu Zuzanna Macieszko. Jest nowa w wydziale. Jej start nie w policji nie jest łatwy. Oprócz trudnego śledztwa, trafił jej się naprawdę zamknięty w sobie, partner. Czy uda im się rozwiązać tę sprawę? Ofiar wciąż przybywa, a teraz zagrożony jest też ktoś ważny dla Gaderli. Czy zdążą? Ta książka była trudna, mocna, wciągająca, smutna, prawdziwa. Wszystko jednocześnie. Przybijam sobie piątkę za moją śledczą intuicję, która mnie akurat w tej historii nie zawiodła. I cóż, naprawdę polubiłam i pana Floriana i pana Krystiana. Ciąg dalszy, w jakimś sensie, nastąpi. 😏 10/10


3. Pokusa Diabła

Naszła mnie ochota na kolejną część przygód Kuby Sobańskiego. Zazwyczaj jest tak, że po każdym tomie robię sobie odpoczynek. Czasem krótszy, czasem dłuższy. A teraz, po tej siódmej części, mam ochotę od razu sięgnąć po ósmą! Tak mnie jakoś wciągnęło. A co dokładnie? Kuba wiedzie spokojne życie z ukochaną u boku. Kariera Dony nabiera tempa. W mieście grasuje seryjny morderca, którego prasa okrzyknęła "Mimem". Dlaczego? Jego zbrodnie są podobne do tych, które dokonał Rzeźnik Niewiniątek. Nikodem, bo to o nim mowa, zostaje złapany. To właśnie Dona zostaje jego obrońcą. Dla niej to ogromna szansa na rozwój. Ta sprawa jest bardzo medialna, ale czy uda jej się wybronić mordercę? Proces jest poszlakowy. Kuba wie, że to nie Mim stoi za wszystkimi przypisanymi mu morderstwami, ale musi zostawić to dla siebie. Oprócz tych problemów, musi zmierzyć się jeszcze z własnymi demonami. A te, wcale o nim nie zapomniały. Przez swoją nieuwagę, daje się omamić swojej klientce. Angelika opracowała dokładny plan, jak zaszantażować Sobańskiego. A ten widzi w niej podobieństwo do Soni. Postanawia się zemścić i ta wizja przysłania mu wszystko inne. Również to, że Dona zaczęła własne śledztwo. Chce się dowiedzieć, kim naprawdę jest jej ukochany. Daję 10/10. 


4. Nie kłam

Trochę się zachłysnęłam twórczością Freidy McFadden. Pomoc Domowa była świetna. Bardzo podobała mi się pierwsza i druga część. Trzecia trochę mniej, ale nie była zła. Natomiast z innymi książkami już nie było tak kolorowo. Tutaj początek był naprawdę obiecujący, ale coś poszło nie tak. Tricia i Ethan to młode małżeństwo. Spotykają się nieco ponad rok i w tym czasie zdążyli się zaręczyć i pobrać. Teraz szukają miejsca, w którym mogliby na dobre rozpocząć życie małżeńskie. Tricia znalazła ogromny dom na odludziu. Kiedyś należał do znanej psycholog, ale ta kilka lat temu zaginęła. Do dzisiaj nie wiadomo, co się z nią stało. Razem z Ethanem jadą oglądnąć dom. Niestety na miejscu nie zastają nikogo. Agentka, z którą się umówili, nie pojawia się. Trudne warunki pogodowe sprawiają, że muszą spędzić noc w tym opuszczonym domu. Jakby tego było mało, żadne z nich nie ma zasięgu. Utknęli. Tricia rozgląda się po domu i znajduje ukryte pomieszczenie. W pokoju jest mnóstwo kaset z nagraniami z sesji terapeutycznych. Ciekawość bierze górę i przesłuchuje jedną, a potem kolejną i kolejną. Nie wie, że te nagrania doprowadzą ją do prawdy o zaginięciu doktor Hale. I naprawdę ten wątek psychiatry bardzo mi się podobał, łącznie z transkrypcjami. Niestety zakończenie jest dla mnie przekombinowane, mocno naciągane. Pogubiłam się, kto jest kim. Chyba pora odpocząć od tej autorki. Za styl i budowanie napięcia daję 6/10. 


5. Uwierz jej

W kwietniu postanowiłam też sięgnąć po jednego z moich ulubieńców. Nie, tym razem nie chodzi o Mroza, a o Czornyja. To był dobry wybór. Poznajcie Antonię. Jej życie od samego początku nie jest usłane różami. Przy porodzie zmarła jej matka. Ojciec nigdy się z tym nie pogodził i zatapia smutki w alkoholu. Dla niego córka jest niepotrzebnym balastem, a to w połączeniu z alkoholizmem prowadzi do tragicznych wydarzeń. W ich wyniku Antonia trafia z deszczu pod rynnę. Teraz opiekuje się nią ciotka. Tworzą bardzo nietypową rodzinę, bo kuzyn Antonii jest niepełnosprawny. I przyznam, że budowanie tej relacji mnie osobiście wzruszyło. Antonia nie miała lekko w życiu, wychowana przez ojca alkoholika, potem przez ciotkę z depresją, wiecznie pominięta. W szkole nie należała do grona popularnych i lubianych. Była raczej tą, która sprawiała kłopoty. W końcu nikt nie pokazał jej, że można żyć inaczej. A mimo to, potrafiła naprawdę kochać. A dla miłości jest w stanie zrobić wiele. Chce przede wszystkim ochronić kuzyna przed seryjnym mordercą, który dziwnym trafem zaczyna deptać jej po piętach. Ta historia momentami była mocno pojechana, ale generalnie mnie wciągnęła. Ciekawe zakończenie. 8/10


6. Moja mroczna Vanesso

Dla mnie dobra książka to taka, o której długo pamiętam. Generalnie mam całkiem niezłą pamięć, ale przez dużą ilość lektur, często fabuły mi się zacierają. No chyba, że trafię na jakąś prawdziwą perełkę. Tak było w tym wypadku. Przeczytałam tę książkę na początku kwietnia i dalej pamiętam, o czym była. Pamiętam też, jakie emocje we mnie wzbudziła. Jejku, dawno się tak nie czułam. Oto Vanessa. Cicha, zamkniętą w sobie nastolatka. Jest jedną z wielu, ginie gdzieś w tłumie. Właśnie zaczęła nowy etap, naukę w liceum. Mieszka w internacie i wszystko jest dla niej całkowicie nowe. Lubi pisać, ponoć idzie jej to całkiem nieźle. Trafia na zajęcia z literatury. Ekscentryczny prowadzący oprócz jej talentu, dostrzega w niej coś jeszcze. To, że jest ładna. To, że jest zakazanym owocem. I tak zaczyna się ich (tu wpisz odpowiednie słowo) relacja. Na początku są to jakieś nieśmiałe zaczepki, by później stworzyć iluzję dojrzałego związku. Kim jest Vanessa dzisiaj? Czy w ogóle sobie z tym poradziła? Autorka genialnie zestawia te dwie bohaterki. Dziewczynkę i kobietę. Jedna z nich musi odpowiedzieć na pytanie, czy to był prawdziwy związek, czy po prostu została wykorzystana. Okazuje się, że nie była pierwszą. Prawda wyszła na jaw. Ofiary chcą sprawiedliwości, ale czy Vannesa postrzega siebie jako ofiarę? Naprawdę doskonały portret psychologiczny, zarówno głównej bohaterki, jak i tej czarnej postaci. Po prostu, przeczytajcie to! 11/10. 


7. Historie twórców cz. 4

A na koniec jeszcze coś nietypowego. Może ktoś akurat potrzebuje dodatkowej motywacji, impulsu do zmian. U mnie książka trochę czekała na swoją kolej, a szkoda! Na See Bloggers dostałam pierwszą część i bardzo mi się podobała, z tą było podobnie. Książka jest podzielona na trzynaście rozdziałów. Każdy z nich to rozmowa z jakimś twórcą. Ja kojarzyłam chyba tylko jedno, czy dwa nazwiska. Branże są totalnie różne, od tematów zdrowotnych przez fotografie aż do mody i prawa. Rozmówcy opowiadają o swoich początkach, pomysłach na przyszłość. Chętnie udzielają wskazówek tym, którzy są na początku tej drogi. Dla mnie, ciekawym spostrzeżeniem była wskazówka o inspirowaniu się zagranicznymi kontami. Momentami wychwalanie wydawnictwa Imker w rozmowach jest naciągane, ale nie odciągało to mojej uwagi od głównego tematu. Przyjemna lektura, w sam raz na balkonik. 7/10 


No to teraz, która książka Was najbardziej zaciekawiła?



Read more »
o czerwca 02, 2025 0
Podziel się!
Starsze posty
Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Polecany post

Co zobaczyć w Olsztynie? Lista atrakcji.

Popularne posty

  • No weźże mnie na wycieczkę - pomysły na prezent z okazji Dnia Dziecka [aktualizacja 2023]
     Dzień dziecka zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji, gdzie można by się wybrać ze swoją pociechą, ale nie ...
  • Styczniowe wyprawy
     Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zaw...
  • 10 momentów z podróży, czyli podróżnicze podsumowanie roku 2022.
      Przyznam szczerze, że pomysł na podsumowanie tego roku zaczął we mnie kiełkować już w listopadzie. Zaczęłam się zastanawiać, w jakiej form...

Archive

  • ▼  2025 (12)
    • ▼  sie 2025 (2)
      • Co zobaczyć w Olsztynie? Lista atrakcji.
      • Książki w lipcu
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  maj 2025 (1)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (2)
    • ►  lut 2025 (1)
    • ►  sty 2025 (2)
  • ►  2024 (25)
    • ►  gru 2024 (2)
    • ►  lis 2024 (2)
    • ►  paź 2024 (2)
    • ►  wrz 2024 (3)
    • ►  sie 2024 (2)
    • ►  lip 2024 (3)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (1)
    • ►  mar 2024 (3)
    • ►  lut 2024 (3)
    • ►  sty 2024 (3)
  • ►  2023 (37)
    • ►  gru 2023 (3)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (2)
    • ►  wrz 2023 (2)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (4)
    • ►  cze 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (4)
    • ►  kwi 2023 (3)
    • ►  mar 2023 (4)
    • ►  lut 2023 (3)
    • ►  sty 2023 (4)
  • ►  2022 (33)
    • ►  gru 2022 (2)
    • ►  lis 2022 (3)
    • ►  paź 2022 (3)
    • ►  wrz 2022 (4)
    • ►  sie 2022 (3)
    • ►  lip 2022 (3)
    • ►  cze 2022 (2)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (2)
    • ►  mar 2022 (3)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (3)
  • ►  2021 (39)
    • ►  gru 2021 (4)
    • ►  lis 2021 (3)
    • ►  paź 2021 (2)
    • ►  wrz 2021 (4)
    • ►  sie 2021 (2)
    • ►  lip 2021 (3)
    • ►  cze 2021 (3)
    • ►  maj 2021 (4)
    • ►  kwi 2021 (4)
    • ►  mar 2021 (3)
    • ►  lut 2021 (4)
    • ►  sty 2021 (3)
  • ►  2020 (5)
    • ►  gru 2020 (5)

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Podróże z książką. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.