Podróże z książką

Z wielu odbytych podróży i pasji do słowa pisanego zrodził się pomysł na bloga. Podróże z książką to miejsce, w którym odnajdziecie zarówno wpisy o tematyce podróżniczej jak i recenzje książek.

Menu

  • Strona główna
  • O mnie

marca 30, 2022

Kraków dla turysty - Podgórze

 Przyszła pora na kolejny wpis o Krakowie moimi oczami. Dziś zabieram Was do dzielnicy, która jest trochę niedoceniona i nieodkryta, a mianowicie zapraszam do Podgórza. Przypomnę tylko, że mój pierwszy wpis Krakowie możecie znaleźć tutaj. 


1. Plac Bohaterów Getta

To chyba jedno z najbardziej kojarzonych miejsc z tą dzielnicą. Był on w latach 1941-1943 niejako centralnym miejscem w krakowskim getcie. To tu gromadzili się Żydzi przed transportem do Auschwitz. Krzesła mają symbolizować sprzęt wynoszony z domów w czasie wysiedlania.  Getto było podzielone. W punkcie A mieszkali Żydzi zdolni do pracy i zdrowi, a po stronie B można było znaleźć starców, chorych i dzieci. To bardzo ciekawa instalacja i zdecydowanie warto tu zajrzeć. Ciężko sobie wyobrazić, że tymi samymi śladami kiedyś chodzili ludzie, dla których każdy dzień był walką o przetrwanie. 



2. Apteka pod Orłem

Bardzo ważnym i strategicznym miejscem w tym okrutnym czasie była Apteka pod Orłem, znajdująca się tuż przy placu. Po pierwsze - była ona prowadzona przez jedynego mieszkańca getta, który nie był pochodzenia żydowskiego -  Tadeusza Pankiewicza.

 Była to jedyna apteka na tym terenie, więc wyobraźcie sobie jakie musiało być zapotrzebowanie. Poza tym, to tutaj odbywały się tajne spotkania, ludzie ukrywali się przed deportacją, kombinowali by przeżyć. Oddział jest bardzo ciekawy, dowiemy się tam więcej o samym właścicielu, jego rodzinie i codziennym życiu w getcie. Informacji jest bardzo dużo, może to być nieco przytłaczające. Wszystkie treści są w języku polskim i angielskim. Bilety normalne kosztują 14 zł, a ulgowe 10 zł. My spędziliśmy tam ponad pół godziny, choć oddział nie jest duży, ale tak jak pisałam - informacji jest sporo. Jeśli ktoś lubi muzea, nie może go tu zabraknąć. 😉



3. Kładka Ojca Bernatka 

No dobrze, a teraz przespacerujmy się trochę po tym Podgórzu. Z Placu Bohaterów Getta możemy udać się w kierunku Kładki Bernatki. Skręcamy w ulicę Piwną i trzymamy się jej aż do skrzyżowania z ulicą Nadwiślańską. A stamtąd już zobaczycie nasz cel. Co niezwykłego jest w tym miejscu? Po pierwsze, łączy ona ze sobą dwie dzielnice - Kazimierz i Podgórze. 

Została nazwana imieniem zakonnika(o. Laetusa Bernatka), który zainicjował wybudowanie szpitala Bonifratów w Krakowie. Co charakterystycznego znajdziemy na tym moście? Przede wszystkim kłódki! Zakochani wieszają je na moście z widniejącymi inicjałami, a następnie kluczyk wyrzucają do Wisły na znak wielkiej i nieskończonej miłości. To taki krakowski most zakochanych. Jednak znajdziemy tam też zerwane kłódki, które ktoś zdeterminowany chciał wyrwać, a przez to most po prostu niszczeje. Ja osobiście nie jestem zwolenniczką takich romantycznych symboli i chyba już obejdzie się bez takich deklaracji. 😀 Oprócz kłódek, w oczy zapewne rzucą się Wam ciekawe, wiszące rzeźby. Wystawa nosi tytuł "Między wodą, a niebem" i powstała w 2016 roku. Podmuchy wiatru wprawiają je w ruch, dzięki czemu wyglądają naprawdę interesująco. Dla mnie to lepsza atrakcja, niż kłódki zakochanych. Kiedy najlepiej przespacerować się po Kładce? Wieczorem, bo most jest podświetlony w różnych kolorach i aż się prosi o spacer wieczorową porą. Jedna strona przeznaczona jest dla pieszych, a druga dla rowerzystów, ale oczywiście nie wszyscy się tym sugerują. 


Jeśli już zgłodnieliście, albo macie ochotę na małą czarną, to akurat mam w tej okolicy do polecenia dwie knajpki. Pierwsza z nich to restauracja z kuchnią śródziemnomorską Primo. Sporo miejsca, dla nas bez problemu znalazł się stolik w sobotni wieczór bez rezerwacji. Zamówiliśmy oczywiście pizzę i winko. Było smacznie. Natomiast na mniejsze przyjemności polecamy Grani Coffee. Kiedy uzupełnimy siły, możemy ruszyć dalej. 


4. Rynek Podgórski, kościół św. Józefa i kolorowe schody

Całkiem sporo tych rozpoznawalnych miejsc na Podgórzu, bo właśnie piszę o kolejnym. Kościół św. Józefa powstał w XIX wieku i jest wpisany na listę zabytków województwa małopolskiego. Budowla była odnawiana w 1999 roku ze względu na jej zły stan. Zarówno w środku jak i na zewnątrz świątynia robi wrażenie. Jednak mnie najbardziej spodobał się ogród za kościołem, który zwany jest Podgórską Golgotą. 


Polecam wybrać się tutaj na wiosnę lub jesień. Kolorki robią robotę. Jednak my zostajemy tutaj tylko chwilę, by nieco odpocząć i ruszamy dalej w stronę Parku Bednarskiego i kolorowych schodów. Najpierw kierujemy się ulicą Parkową, a później Andrzeja Potebni. Musicie wybaczyć, ale zdjęcia z kolorowych schodów mam sprzed czasu odnowienia. Teraz to wygląda o wiele lepiej. Na schodach przeczytamy cytaty polskich artystów. Bardzo ciekawy pomysł i słusznie, że znów wrócił tu blask. 😊



5. Park Bednarskiego i kościół św. Benedykta

Z kolorowych schodów mamy już rzut beretem do Parku Bednarskiego. Mówi się o nim, że to jeden z ładniejszych parków w Krakowie. Nie jestem jakimś znawcą w tym temacie, ale mogę śmiało powiedzieć, że faktycznie jest ładnie. Park powstał z inicjatywy Wojciecha Bednarskiego, który był dyrektorem w pobliskiej szkole. Organizowano tutaj zajęcia sportowe m.in dla Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół". Znajdziemy tutaj też pomniki Jana III Sobieskiego, Adama Mickiewicza i Tadeusza Kościuszko. Na mnie zrobił wrażenie przede wszystkim dość surowy klimat tego parku. Owszem, jest tu plac zabaw, ale nie jest jakiś duży. Są alejki do spacerowania, ponad sto gatunków drzew, hasające wiewiórki i wszystko to wygląda po prostu naturalnie. Ostatnie miejsce, o którym muszę wspomnieć to najmniejszy kościółek w Krakowie. Kościół świętego Benedyka. Znajduje się on na Wzgórzu Lasoty i jego początki można datować na XI wiek. Kościół jest otwarty tylko dwa razy w roku, 21 marca- we wspomnienie świętego Benedykta i we wtorek po Wielkanocy, czyli tzw. Rękawkę. Obok kościółka znajdziemy też fort Kraków, a po drodze z parku do kościoła, miniemy zabytkowe Wille. Przyznajcie sami, jest co zwiedzać. Na terenie Podgórza znajduje się też moje ulubione krakowskie muzeum, ale o tym przeczytacie w kolejnym wpisie poświęconym Krakowowi. ✋


Read more »
o marca 30, 2022 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

marca 24, 2022

Wiosenne pomysły na spacer - godzinę drogi od Krakowa

 W końcu robi się coraz cieplej i można trochę pospacerować. Lubię zimę, ale taką prawdziwą, z dużą ilością śniegu. A takiej niestety w Krakowie za bardzo nie doświadczyliśmy, więc już nie mogłam się doczekać cieplejszych dni. Pewnie nie jestem jedyna. Ostatnio sprawdziliśmy kilka nowych lokalizacji, zapraszam na spacer. 👇


1. Wieliczka - las i stawy na Grabówkach

Okazuje się, że Wieliczka to nie jest tylko kopalnia soli. Ma całkiem ładny rynek, który już kiedyś widzieliśmy, solne miasto z dobrze rozwiniętą infrastrukturą sportową i ciekawe miejsca do spacerowania. Naszym celem był tzw. użytek ekologiczny Las i Stawy na Grabówkach. Mieści się on stosunkowo niedaleko centrum Wieliczki. My wpisaliśmy sobie w GPS ulicę Jedynaka i przed komisariatem policji skręciliśmy w lewo, nieco do góry. Nie zrażajcie się, na początku będzie nas prowadzić wąska droga na coś w rodzaju parkingu 😀 Będzie to dość spora polana, my sugerowaliśmy się po prostu kilkoma zaparkowanymi samochodami. Zostawiamy auto, mijamy szlaban i pniemy się drogą do góry. Po chwili, powinniśmy już zobaczyć park linowy, który jest tutaj dużą atrakcją. Są trzy rodzaje ścieżek do wyboru : łatwa, średnia i trudna. Aktualnie było zamknięte, ale na pewno w sezonie działa normalnie. Poza tym mamy tutaj ogrodzone boisko do koszykówki, piłki nożnej, mały plac zabaw, ławeczki i piękne stawy. 😍 

Co ważne, ze stawów mogą korzystać wędkarze i tych też spotkaliśmy. Stawy da się obejść dookoła, gdzieniegdzie znajdują się ławeczki w lepszym lub gorszym stanie, ale można na chwilkę odpocząć. Myślę, że w sezonie jest tu dość tłoczno, dlatego może warto wybrać się właśnie tam na jeden z pierwszych wiosennych spacerów? Po drodze mijaliśmy też ciekawe miasteczko drogowe przeznaczone dla dzieci, więc Wieliczka naprawdę nie musi być kojarzona tylko z Kopalnią!


2. Dolina Mnikowska

Dolinki podkrakowskie chyba nigdy mi się nie znudzą. Każda jest inna i na swój sposób wyjątkowa. W Bolechowickiej zaskoczyły mnie ciekawe formacje skalne i uroczy mostek, w Będkowskiej można było nieźle pospacerować, a Kluczwody po prostu dobrze mi się kojarzy - to była nasza pierwsza mini podróż w pandemii. Przyszła pora na kolejną, jedną z popularniejszych. Zaparkowaliśmy samochód w Mnikowie, przy pętli autobusowej. Jest tam dość dużo miejsca. Następnie obraliśmy niebieski szlak i trzymaliśmy się go cały czas. Po chwili weszliśmy na leśne ścieżki i dotarliśmy do małego źródełka. Podążając dalej, naszym oczom ukazały się wysokie formacje wapienne, które są dość charakterystyczne w tych terenach.

 W końcu zobaczymy też dużą polanę z punktem centralnym, którym jest obraz Matki Bożej Skalskiej. Jeśli chodzi o jego genezę, wersji jest kilka. Jedna mówi o hrabinie z rodów Potockich, która miała chorą córkę i bardzo gorliwie modliła się o jej uzdrowienie. We śnie miała ukazać się jej właśnie Matka Boska w skale. Inne podania głoszą, że w tym miejscu schronili się uczestnicy Powstania Styczniowego i to właśnie Maryja zapewniła im opiekę i schronienie. 

Niezależnie od wersji, obraz robi wrażenie. W sezonie są tutaj odprawiane Msze Święte w plenerze, czy nabożeństwa majowe. Nam było trochę mało, dlatego weszliśmy  w głąb lasu i przespacerowaliśmy się nieco dalej. Cały czas trzymaliśmy się niebieskiego szlaku, zawróciliśmy przy tym mostku.

Można by było zrobić kółko i wrócić zielonym szlakiem, ale z racji tego że byliśmy po chorobie i było dość zimno, wróciliśmy tą samą trasą. Niemniej, gdyby ktoś chciał więcej, to śmiało. :) Dolinka nie jest długa, ale jest kolejną ciekawą propozycją na wyrwanie się z Krakowa. Kto zna, a kto dopiero planuje? 😃


3. Czchów i Tropie 

Kolejna propozycja jest chyba moją ulubioną w ostatnim czasie. Ta wyprawa zajęła nam pół dnia, ale na pewno można spędzić tam cały dzień, a nawet i weekend. Pierwszym przystankiem był zamek w Czchowie. Pochodzi z XIII wieku i pamięta jeszcze okres wojen z Tatarami. Swego czasu była tu też siedziba starostów, a w czasach rozbiorów przez chwilę więzienie. W pobliżu zamku jest dość spory i darmowy parking, a obok niego nieduży plac zabaw. Natomiast ruiny są odnowione i dziedziniec zamkowy jest cały czas otwarty.

Warto tam zajrzeć przede wszystkim ze względu na ładną panoramę, ale poza tym są tam też tabliczki z informacjami, zabytkowe armaty i inne ciekawe eksponaty. Od maja do końca września możemy wejść na więżę widokową, teraz nam się niestety nie udało, ale i bez tego byłyśmy zadowolone. To byłaby jedna opłata, jaką trzeba uiścić na tym terenie. To lubię 😁.

 Naszym kolejnym przystankiem miał być zabytkowy kościółek św. Świerada i Benedykta w Tropiu, ale po drodze zatrzymałyśmy się w jeszcze jednym miejscu. Stary, wiszący most zrobił na mnie tak duże wrażenie, że poprosiłam Mamę o zawrócenie. I było warto... Sami spójrzcie. 

Do samego kościółka też warto zajrzeć, chociażby ze względu na ciekawego patrona. Zakładam, że mało kto słyszał wcześniej o świętym Świeradzie. Był on pustelnikiem i męczennikiem, który żył na przełomie X i XI wieku. 

Parafia mieści się w naprawdę urokliwym miejscu, a jadąc kawałek dalej możemy załapać się na przejażdżkę promem. Przeprawa jest darmowa i odbywa się co 15 minut. To fajna atrakcja dla dużych i małych. Aż prosi się później o spacer wzdłuż Jeziora Czchowskiego, tędy biegnie też ścieżka rowerowa Velo Dunajec i rowerzystów faktycznie było sporo. W planach był jeszcze zamek Tropsztyn, ale aktualnie jest  zamknięty. Mamy więc pretekst, żeby wrócić. Sami przyznajcie - atrakcji jest sporo. 

4. Wycieczka górska - Kudłacze

Dawno nie było też propozycji wycieczki górskiej, więc odkurzam dla Was trochę swoje archiwum i proponuję proste i przyjemne wyjście na Kudłacze. My wybraliśmy się z Poręby, szlakiem zielonym. Zostawiliśmy auto niedaleko kościoła pw. św. Maksymiliana Kolbego, ale w Porębie generalnie nie ma problemu z zaparkowaniem. Początek trasy to głównie ścieżka asfaltowa, delikatnie pnąca się do góry. Na szczęście później wejdziemy już do lasu i po godzinie z hakiem dotrzemy do urokliwego schroniska. Teren jest rozległy, jest tam dużo stolików z ławeczkami no i z tego co pamiętam - dobrze tu karmią.😆 Wracaliśmy tym samym szlakiem, więc cała wycieczka wraz z dojazdem zajęła nam pół dnia. Jeśli ktoś ma ochotę na więcej, może wybrać się nieco dalej np. na Lubomir. 


Która opcja najbardziej do Was przemawia? 👀

Read more »
o marca 24, 2022 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

marca 07, 2022

Książki w lutym

 Mam wrażenie, że dopiero co pisałam o książkach, które przeczytałam w styczniu, a tu przyszła pora podsumować już kolejny miesiąc. Komu luty zleciał tak szybko jak mi? Pod względem czytelniczym mogło być lepiej, ale zrzucam winę na przeziębienie i nałogowe oglądanie dr House'a. 😉


1. Gladiatorzy z obozów śmierci

Jakoś dalej wojenna tematyka mi towarzyszy. W sumie nie powinno to nikogo dziwić przy aktualnej sytuacji na świecie. Książka opisuje historię bokserów uwięzionych w niemieckich Obozach Zagłady. Brutalna codzienność, z którą ludzie musieli zmagać się przez wiele miesięcy, wymusiła na nich swego rodzaju adaptację do tych warunków. Dlatego w obozach zdarzały się romanse, intrygi, ucieczki, rozgrywki sportowe, w tym również walki bokserskie. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych był tzw. Teddy, czyli Tadeusz Pietrzykowski. To właśnie jego postaci jest poświęcony pierwszy rozdział książki. Miał wyjątkowy talent i był niemalże niepokonany. Nie tylko walczył, ale również szkolił innych. Dla Niemców, bokserzy byli szczególnie ważni, dostawali lżejsze prace i większe racje żywieniowe. Co ważne, zawodnicy nie walczyli tylko między sobą, ale mieli możliwość zmierzenia się też ze swoimi oprawcami na ringu. W obozach aż drżało od nadmiaru emocji. Niestety bokserzy oprócz aplauzu i szacunku, musieli liczyć się też z negatywnymi konsekwencjami swoich wygranych z esesmanami. I tak właśnie Teddy, "w nagrodę" za przegrany zakład obozowego lekarza, został zarażony tyfusem pod pretekstem rutynowych badań. Cudem przeżył. W książce przeczytamy również o Cyganie, który tańczył na ringu i w ten sposób rozpraszał przeciwników. Ta strategia przyniosła mu wiele sukcesów. Jeden z ostatnich rozdziałów poświęcony jest też chłopakowi, który tylko udawał że jest bokserem ze względu na przywileje dla sportowców. Na szczęście, w miejscu w którym wydawać by się mogło, ciężko o pomoc i życzliwość, w tym wypadku było inaczej. Treningi z prawdziwymi sportowcami szybko przyniosły rezultat. Bardzo ciekawe spojrzenie na codzienne życie  w tej okrutnej rzeczywistości. 10/10


2. Projekt Riese

No jak zobaczyłam tytuł i autora, to wiedziałam, że muszę kupić. Mróz pisze o tajemniczym projekcie ulokowanym na Dolnym Śląsku i ja miałabym tego nie przeczytać? No way! Niestety, nie mogę polecić tej książki. O samym podziemnym mieście w Osówce jest naprawdę mało i jest to jedynie tło do wydarzeń. Grupa turystów zwiedza tajemnicze podziemia, kiedy nagle dochodzi do trzęsienia i stropy ulegają zawaleniu, a zwiedzający zostają odcięci od świata i  praktycznie bez szans na ratunek. Podziemne tunele są ze sobą bardzo dobrze połączone, dlatego ci którzy przeżyli, łączą siły i wydostają się na zewnątrz. To, co ich spotyka po wyjściu, jest nie do uwierzenia. Świat wygląda jak z horroru. Czy są jedynymi, którzy przeżyli kataklizm? Okaże się, że nie. Znaleźli się po prostu w innej, alternatywnej rzeczywistości. Przeszłość, którą znali, wygląda teraz zupełnie inaczej. Wszystko to powiązane jest z pandemią COVID-19. Myślę, że śmiało można wrzucić tę książkę do gatunku fantasy. A ja nigdy nie byłam i nie będę fanką takich książek, dlatego bardzo się męczyłam przy tej lekturze. Miałam nawet ochotę ją odłożyć i nigdy nie skończyć. Poza tym, kiedy jednak dawałam jej kolejną szansę, musiało minąć trochę czasu, zanim znów jako tako wkręciłam się w fabułę. Panie Mrozie, pisz pan kryminały. Bardzo proszę! 3/10



3. TOPR - żeby inni mogli przeżyć

Przyznam szczerze, że ta pozycja mnie mocno zaskoczyła. Zdecydowanie na plus. Na pewno dlatego, że podchodziłam do lektury bez zbędnych oczekiwań. Ba, moja ostatnia książka o tematyce górskiej była nudna, jak flaki z olejem. A tu trafiłam na ciekawy reportaż. Dotychczas nigdy dłużej się nie zastanawiałam nad instytucją TOPR-u, budzili oni mój szacunek ze względu na trudną pracę, ale nie miałam jakichś większych refleksji na ten temat. Okazuje się, że jest to bardzo elitarne grono. Nie każdy może zostać górskim ratownikiem. Za kandydatem musi wstawić się dwóch członków TOPR-u i poręczyć za niego. Wtedy czeka go szereg szkoleń teoretycznych i praktycznych, w tym np. bieg kondycyjny na Kasprowy Wierch. Przygotowanie trwa mniej więcej dwa lata, więc jak sami widzicie, nie jest to krótki weekendowy kurs. Myślę, że to dobrze, bo praca jest bardzo trudna i ryzykowna. Przede wszystkim muszą być dostępni zawsze, o każdej porze mogą zostać wezwani. Co więcej, ich bliscy powinni liczyć się z tym że ratownicy narażają swoje zdrowie i życie i z którejś akcji mogą po prostu nie wrócić. To nie zdarza się często, ale jednak. W książce znajdziemy wypowiedzi matki, która straciła jedyne dziecko albo młodej wdowy.  Z jednej strony mają żal do gór, że zabrały ukochanego członka rodziny, a z drugiej po czasie przyjmują to z pokorą. Ta praca dla ratowników jest pasją. Sporo dowiedziałam się o aplikacji RATUNEK, która w górach może i zapewne już nieraz uratowała turystom życie. Ratownicy jednak przestrzegają przed bezmyślnym jej używaniem, ponieważ każdy sygnał dochodzi do jednostki. Podobnie z machaniem do śmigłowca- to miły gest, ale zasłania widoczność. Ci, którzy wzywają pomoc, powinni ustawić się w kształcie litery Y. Na koniec książki znajdziemy smutną refleksję o tym, ile zarabiają ratownicy. Jest to kolejny niedoceniony zawód w Polsce. Latają śmigłowcami, ratują ludzi niezależnie czy są w ciasnej jaskini czy na Morskim Oku, odpowiadają za tresurę psów, mierzą się z lawinami i muszą pracować na dwa etaty, bo ich pensja waha się między 2 a 3 tysiące Bez komentarza. 8/10


A Wy co ciekawego przeczytaliście w lutym? 😀

Read more »
o marca 07, 2022 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 10, 2022

Styczniowe książki

 W grudniu bardziej skupiłam się na podsumowaniach, dlatego zabrakło mi trochę czasu i energii, aby napisać parę słów o tym, co czytałam. Może akurat ktoś dzięki temu zatęsknił za książkowymi wpisami? No mam nadzieję. 😉

1. Bestia z Buchenwaldu

Przyznam, że w grudniu żadna książka mnie jakoś nie zachwyciła i ta słaba kondycja utrzymywała się do połowy stycznia. Aż trafiłam na jednego z moich polskich ulubieńców, czyli Maxa Czornyja. To kolejna pozycja z serii prawdziwych historii najokrutniejszych morderców. Niektórzy z Was na pewno kojarzą już po tytule książki, o kim była mowa. Ilse Koch uchodzi za jedną z najokrutniejszych kobiet na świecie. Nie bez przyczyny mówiono o niej: Wiedźma, czy właśnie Bestia. Autor próbuje wejść w umysł takiej osoby i zaprosić czytelnika do tego mrocznego świata. Jak to się stało, że delikatna dziewczynka stała się taką sadystką? W dzieciństwie nie sprawiała problemów, choć na pewno odcisnął się na niej brak ojca, który musiał jeździć na front. Widziała na własne oczy, jak bardzo kochany tatuś zmienia się za każdym razem, kiedy wraca. Czy docierało do niej dlaczego tak jest? Czy może właśnie dzieciństwo naznaczone wojną miało wpływ na jej późniejsze decyzje? Ilse Koch była jedną z pierwszych kobiet, które wstąpiły do NSDAP. I to był początek jej mrocznej kariery. Później poślubiła Karla Kocha, małżeństwo jednak nie było szczęśliwe. Jedno i drugie uwikłane było w romanse. Ilse bardziej ze swoich pobudek, niż w celu ocalenia małżeństwa, dopuszczała się okropnych rzeczy. Obydwoje z mężem dowodzili w obozie w Buchenwaldzie i to właśnie więźniowie służyli komendantowej jako zabawki. Przy pomocy lekarza, zabijała niewinnych ludzi, by później z ich skóry zrobić sobie wyposażenie do salonu i innych pomieszczeń. To była naprawdę okropna historia, ale tak wciągającej książki dawno nie czytałam. Czornyj, jak zawsze w formie. 10/10

2. November 9

Po tak ciężkiej lekturze musiałam sięgnąć po coś lżejszego. Na szczęście Ktoś o to zadbał. I tak, jak kiedyś pisałam - zdarza się, że dobre książki same do mnie trafiają. 👀 Fallon to dziewczyna, która rozpoczyna nowy etap w życiu. Wyjeżdża na studia do Nowego Jorku i tam chce rozwijać swój warsztat aktorski. Jednak jej ojciec nie popiera tej decyzji - Fallon w wyniku pożaru doznała rozległych poparzeń i nie jest już tak piękna jak kiedyś. Ojciec najzwyczajniej w świecie w nią nie wierzy. Całej rozmowie przysłuchuje się Ben, który postanawia wybawić Fallon z opresji i zaczyna udawać jej chłopaka. Ojciec jest zdziwiony mniej więcej tak samo, jak córka, ale to właśnie ona idealnie odnajduje się w nowej roli. Spędza z nowopoznanym chłopakiem cały dzień, świetnie się bawią, ale niestety Fallon wyjeżdża. Ben jest początkującym pisarzem i postanawia opisać to, co go spotkało. Razem z nową przyjaciółką obiecują sobie spotkania raz w roku. Dokładnie 9 listopada, w rocznicę pożaru który zmienił na zawsze życie nie tylko Fallon. Dlaczego? O tym dowiecie się, kiedy przeczytacie. Ile emocji i wzruszeń towarzyszyło mi przy czytaniu tej książki...9/10


3. Psychoterapeutka 

Czytaliście Pacjentkę? Przed Wami coś w podobnym klimacie. Sara jest psychoterapeutką i pracuje z trudną młodzieżą. Prywatnie jest żoną Siguarda, który właśnie wyjechał na męski weekend. Mimo nagranej wiadomości o przybycie na miejsce, mężczyzna nigdy tam nie dociera. Sara dowiaduje się o tym kilka godzin później i rozpoczyna własne dochodzenie. Jak to zwykle bywa w takich historiach, na jaw wychodzą fakty o których kobieta nie miała pojęcia. Niespodziewane zaginięcie, a także śmierć (tak wiem, mały spoiler ale czytelnik dowie się o tym zaraz na początku) Siguarda jest powiązane z jedną z pacjentek. W domu Sary zaczynają dziać się dziwne rzeczy, komuś bardzo zależy aby kobieta zaczęła wątpić w swoje zdrowie psychiczne. Już sama śmierć partnera kosztuje ją ogromnie dużo stresu, a co dopiero kiedy nie może czuć się bezpiecznie we własnym domu. Zdziwicie się, kiedy zagadka zabójstwa zostanie rozwiązana, aczkolwiek żałuję, że autorka nie pociągnęła bardziej tego wątku, bo umie trzymać w napięciu. 8/10


4. Pięć języków miłości

I na koniec jeszcze coś innego, niż zwykle. To kolejna książka, która sama do mnie trafiła. Jest inna niż poprzednie, dlatego postanowiłam napisać o niej kilka słów. O czym jest? Przede wszystkim o różnych typach komunikacji w związku. Każdy z nas jest inny i inaczej wartościujemy pewne kwestie w relacjach. Dla jednego najważniejszy jest dotyk, przytulenie, a dla drugiego wspólnie spędzony czas, czy obdarowywanie partnera materialnymi i niematerialnymi prezentami. Obracając się w towarzystwie różnych par, sama widzę że każda jest zupełnie inna. Niektórzy są dla siebie bardzo czuli, a inni wręcz przeciwnie, za to rozumieją się bez słów. Książka podzielona jest na pięć rozdziałów, a każdy poświęcony jest konkretnemu językowi. Na końcu rozdziału zawsze znajdują się dodatkowe pytania i zadania, jeśli ten rozdział jest  akurat o mnie lub partnerze. Książeczka jest cienka, więc przeczytanie jej zajmie niewiele czasu, a może choć na chwilę zmusi nas do refleksji - co dla mnie jest ważne i czego szukam w relacji? Myślę, że można to śmiało przełożyć też na grunt przyjaźni. 7/10

To która książka Was najbardziej przekonuje? 😉

Read more »
o lutego 10, 2022 8
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 01, 2022

Dolny Śląsk na weekend - Kłodzko i okolice.

 Macie swój ulubiony region w Polsce? Ja zdecydowanie tak. Jestem zakochana w Dolnym Śląsku i jeśli miałabym się gdzieś przeprowadzić, to właśnie tam. Poniżej kolejna propozycja wycieczek w te rejony. Przypominam, że wcześniejsze wpisy możecie znaleźć tutaj lub tu. Dziś zapraszam na trzecią odsłonę. 👇


1. Kopalnia Złota w Złotym Stoku

Lubię zwiedzać ciekawe podziemia, nie zaprzeczam. Dlatego przy planowaniu tej podróży, nie mogło zabraknąć tego rodzaju atrakcji. Kopalnia oferuje kilka wariantów zwiedzania, więcej możecie przeczytać na ich stronie. My zdecydowaliśmy się na podziemny spływ łodzią i spacer po kopalni. Bilety za całość kosztowały nas 120 zł. Przeprawa łódką trwa około 25-30 minut. 

Płynęliśmy w całkowitej ciemności, a przewodnik opowiadał nam trochę o miejscu, w którym jesteśmy. Jeśli ktoś się obawia, że będzie kołysało, to niepotrzebnie. Mówi się, że jest to ekstremalna forma zwiedzania, ale ja nie miałam takiego wrażenia. Dla mnie to była po prostu fajna atrakcja. Dużo więcej dowiedziałam się w czasie zwiedzania samej kopalni, więc jeśli ktoś jest nastawiony przede wszystkim na wartość poznawczą, może śmiało zrezygnować z przeprawy łodzią. W tym dniu trafiliśmy na zabawnych przewodników, którzy w ciekawy sposób oprowadzali turystów. 

Kopalnia obecnie pełni funkcję tylko turystyczną. Wydobywano tutaj głównie arsen, który miał wiele właściwości. Złoto było niejako efektem ubocznym. Jego obróbka jest procesem żmudnym i długotrwałym. W dzisiejszych czasach to już po prostu przestało się opłacać. W kopalni spędziliśmy niecałe 1.5h. Mogliśmy przejechać się złotą kolejką i zjechać na zjeżdżalni. 


Przewodnik w trakcie zwiedzania zadawał dzieciom ciekawe pytania, więc dla nich to też była fajna atrakcja. Jedynym minusem są ceny w pobliskiej restauracji. Za herbatę zapłaciłam 15 zł. To jedna z droższych, jakie piłam. 👎 Parking na miejscu jest darmowy i dość duży. 

2. Błędne Skały

To miejsce było dla mnie tzw. gwoździem programu. Byłam mega ciekawa, jak to wygląda w rzeczywistości. W sezonie, który trwa od kwietnia do października, parking jest płatny i kosztuje 30 zł. Można wjechać na górny (zimą zamknięty) lub dolny (o nazwie YMCA). Zapłacić należy również za wstęp, 12 zł. W sezonie zimowym nikt tam nie pracuje, nie ma żadnych opłat i wchodzimy na własne ryzyko. Bezpieczeństwo zależy przede wszystkim od warunków pogodowych. Trzeba wziąć pod uwagę dojazd tzw. szosą stu zakrętów.


 Obraliśmy niebieski szlak i wyruszyliśmy. Zgodnie z napisami, mieliśmy dotrzeć do celu po godzinie. I tak właśnie było. Trasa jest dobrze oznakowana. Początek jest bardzo łagodny, po 20 minutach docieramy do kolejnych znaków. Tutaj napisy są trochę mylące, pokazują 15 minut do celu, a w rzeczywistości jest to około 35-40.


 Było trochę pod górkę, ale bez przesady. Na szlaku nie spotkaliśmy nikogo, słyszeliśmy śpiew ptaków i swoje przyśpieszone oddechy. Dopiero przy wejściu do labiryntu, spotkaliśmy pierwszych turystów.


 Zanim przekroczyliśmy skalne wrota, założyliśmy nakładki na buty i w takich warunkach dobrze mieć chociaż to. Przejście całości zajęło nam ok. 30 minut. Nieraz trzeba było wciągnąć brzuch, schylić się czy kucnąć. Każda formacja ma swoją nazwę, jak np. Długi pasaż czy Furtka. 

Chwilami miałam wrażenie, że faktycznie się zgubiliśmy, ale na szczęście było ono mylne. My się bawiliśmy świetnie i mimo lekkiego mrozu, humory nam dopisywały. Schodziliśmy tą samą trasą, z tym że teraz bardziej trzymaliśmy się drogi, która biegła równolegle z niebieskim szlakiem. Zwiedzanie labiryntu zimą ma swój zasadniczy plus - nie ma tłumów. Wiem, że w sezonie jest tu tłoczno. Ludzie robią sobie zdjęcia, przeciskanie się trochę trwa, tworzą się kolejki. My tego uniknęliśmy. 😀



3. Srebrna Twierdza

Długo zastanawialiśmy się którą twierdzę zwiedzić. Do wyboru mieliśmy tę w Kłodzku albo w Srebrnej Górze. Przekonały nas lepsze opinie, no i zdjęcia stamtąd.  To miejsce jest na pewno takim must see na Dolnym Śląsku, ale warto wiedzieć coś więcej, zanim się tam wybierzemy. 

Po pierwsze, do twierdzy musimy kawałek dojść. Nie da się dojechać pod samą bramę, czeka nas około 15-20 minutowy spacer, lekko pod górę. To ważna informacja jeśli podróżujemy np. z osobami starszymi. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem, ale możemy pospacerować sobie w pewnych miejscach samodzielnie. Do dyspozycji mamy dwie takie trasy, wszystko oznakowane. Cena zawiera zwiedzanie z przewodnikiem, więc nie ma opcji na mniejszą opłatę przy wybraniu tylko samodzielnych tras. O Twierdzy mówi się, że jest jedyną niezdobytą w całej Europie. Cóż, była atakowana tylko raz w czasie wojen napoleońskich. Jednak żołnierze przebywający tam mieli dość ciężkie warunki. Łóżka były ustawione pod skosem, aby szybciej wstawać. Z uwagi na optymalizację wykorzystania przestrzeni oraz kosztów prycze były połączone i żołnierze mieli tylko jedną kołdrę. No ja bym się tam nie odnalazła. W dziennym przydziale dostawali 1.5 litra piwa, który pełnił funkcję prozdrowotną, alkohol w nim zawarty eliminował bakterie. Co ciekawe, podobne "posiłki" otrzymywały dzieci w kopalni złota, dokładnie z tego samego powodu. Generalnie spora część twierdzy jest zniszczona i niedostępna dla turystów.

Co dla mnie było dziwne, zwiedzanie rozpoczęliśmy od wystawy zdjęć i nie było tak naprawdę czasu na przeczytanie opisów. Usłyszeliśmy, że możemy wrócić tu później. To nic, że na przewodnika czekaliśmy pół godziny (zwiedzanie odbywa się o konkretnych godzinach, w kasie dowiemy się o której) i idealnie miałabym czas na tę wystawę. Największą atrakcją zwiedzania jest wystrzał z broni czarnoprochowej, który odbywa się na końcu. Był taki huk, że ja aż krzyknęłam. 😀 

Przewodnik jest ubrany w pruski mundur, co też ma nas bardziej wprowadzić w klimat tego miejsca. Muszę też dodać, że w tych "podziemiach" jest zimno (mówi się, że ok. 7 stopni, ale wydaje mi się ze mniej 👀). Nie ma też tam strefy gastronomicznej - co akurat jest dla mnie plusem, że miejsce nie jest zbyt skomercjalizowane. Jednak moje odczucia po wizycie są takie, że Twierdza jest trochę przereklamowana. Aczkolwiek, może na moją opinię miały wpływ okropne warunki pogodowe i ograniczona widoczność. Cena za wstęp to 28/19 zł. Nas trochę rozczarowało, ale dla fanów militariów, może byłaby to większa atrakcja. 

4. Atrakcje w Kłodzku + sprawdzony nocleg

Okazuje się, że Kłodzko to całkiem ładne miasto. Jest dobrą bazą wypadową, bo do wszystkich wyżej wymienionych miejsc, dotrzemy w mniej niż godzinę. Co zwiedzić oprócz Twierdzy o której wspomniałam? Przede wszystkim sam rynek jest ładny i urokliwy. Największe wrażenie na mnie zrobił ratusz i most gotycki świętego Jana. 

Przypomina on trochę most Karola w Pradze, z tym że ten pierwszy powstał dużo wcześniej. Znajdziemy tutaj też gotycki kościół pw. Wniebowzięcia NMP z XII wieku. Jest też Muzeum Ziemi Kłodzkiej i sporo fajnych restauracji.

My jednego dnia jedliśmy w Starym Młynie, a drugiego w Pizza Daria. Obie miejscówki polecamy. W tej pierwszej restauracji porcje są ogromne, prawie tak duże jak moje wyrzuty sumienia kiedy oddawałam w połowie pełny talerz. No, ale więcej nie zmieściłam. A byłam głodna, przysięgam. 😋 

Jeśli chodzi o nocleg, to spaliśmy w Willi Kłodzko Zacisze. Za dwie doby ze śniadaniem zapłaciliśmy niecałe 500 zł. Pobyt na Bookingu oceniliśmy na 8/10. Jedzenie pyszne ,a okolica spokojna i cicha. Tego po ostatnim noclegu w Zakopanem potrzebowałam. 👍


To kto się już pakuje? 👀

Read more »
o lutego 01, 2022 10
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

stycznia 26, 2022

Styczniowe wyprawy

 Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zawodowo pochłonąć. Zupełnie na odwrót mam aktualnie z książkami, ale to temat na inny wpis. Dziś chcę Wam pokazać kilka miejsc, które ostatnio udało mi się odkryć. Będzie zamek, fajne muzeum, urocza kawiarnia i leśne molo. Gotowi? Zapraszam. 😊 


1. Pałac Krzysztofory - wystawa "Kraków od początku, bez końca". 


Na czasową wystawę szopek wybierałam się już od zeszłego roku. Generalnie bardzo lubię je oglądać i często w okresie świątecznym wyruszamy do centrum Krakowa, aby poszukać tych ładniejszych. Na zdjęciu poniżej jedna z moich ulubionych, w kościele Franciszkanów.


 Do odwiedzenia Pałacu dodatkowo zmotywowała mnie informacja o otwarciu nowej wystawy "Kraków od początku, bez końca". Czasem ktoś pyta mnie skąd wiem o różnych nowych rzeczach - no właśnie z Internetu. I moim niedawnym odkryciem jest ten fanpage, bardzo Wam polecam. Wystawa jest podzielona na piętra, na poziomie -1 znajdziemy przede wszystkim historyczny aspekt Krakowa. Są popiersia królów, miecze, zbroje, herby. 

Nam najbardziej spodobała się możliwość dotykania i wąchania niektórych eksponatów. Dzięki temu, na pewno tym najmłodszym turystom, spodoba się to miejsce. Fajnym urozmaiceniem są interaktywne tablice multimedialne, na jednej z nich możemy wypełnić quiz i sprawdzić, do której legendarnej postaci jesteśmy podobni. Mnie trafił się duch Barbary Radziwiłłówny. Drugie piętro (poziom +1) dotyczy już bardziej krakowskich zwyczajów i sławnych krakusów. 

 Znajdziemy tam kilka ciekawostek o krakowskim targowaniu się, tradycji juwenaliów, nie zabraknie także wzmianek o twórczości Stanisława Wyspiańskiego czy Józefa Mehoffera. A na koniec, wejdziemy do krainy szopek. Dosłownie czułyśmy się jak w jakiejś bajkowej scenerii. Sami spójrzcie. 

Na poziomie +2 znajduje się czasowa wystawa szopek, o której już wspominałam. Można ją oglądać do końca lutego. Znajdziemy tam prace konkursowe w różnych kategoriach - mała, średnia, duża i w zależności od wieku twórców.

 
Cały bilet kosztuje 28 zł, a ulgowy 24zł. My spędziłyśmy tam 1.5h i zdecydowanie polecamy. Na miejscu dostępna szatnia, kawiarnia, sklep i wszystko przystosowane dla osób niepełnosprawnych. To szanuję. 👌 

2. Leśne Molo

Kiedy wrzuciłam relacje z tego miejsca na swoje konto na Instagramie, wywołało spore zainteresowanie. I nie ukrywam, liczyłam na to. 😉Leśne Molo to całkiem nowa atrakcja w Starym Sączu. Można powiedzieć, że to trochę taka ścieżka w koronach drzew. Jej celem była przede wszystkim aktywizacja społeczeństwa i myślę, że to się udało. Po drodze widzieliśmy sporo osób, które wybrały się na spacer tak jak my. 


Zatem jak tam trafić? Auto najlepiej zostawić na dość dużym  parkingu w Rynku Starego Sącza. W weekendy jest darmowy, a w tygodniu w porównaniu do krakowskiej taryfy, trzeba zapłacić jakieś grosze (chyba 2zł za godzinę?). Na Rynku znajduje się też kawiarnia, więc gdyby ktoś chciał urozmaicić sobie pobyt, może wpaść. My rekomendujemy. 😍


Spacer z rynku do ścieżki zajmie nam około 20 minut. Szukamy ulicy Jagiellońskiej i trzymamy się jej, aż do mostka. Zaraz za nim, skręcamy w lewo i tam już powinniśmy znaleźć pierwszy drogowskaz z napisem Leśne Molo. Następnie, zgodnie ze znakami, pniemy się w prawo do góry i naszym oczom ukaże się las. Tutaj mamy najbardziej wymagający fragment, bo jest dość stromo, a przy mrozie może być ślisko. Jednak to tylko kwestia kilku minut i wejdziemy już na leśne szlaki. Prowadzić nas będzie również ścieżka przyrodnicza z ciekawymi szklanymi kulami. Symbolizują one krople rosy, podkreślając tym samym wartość wody w rozwoju płazów. W każdej kuli będziemy mogli przyjrzeć się poszczególnym etapom rozwojowym kumaka górskiego. 


Do kładki docieramy po jakichś 10-15 minutach tego leśnego spaceru. Wejście jest darmowe, a sama ścieżka ma trochę ponad 200 metrów. Nie jest  zatem jakoś super długa, ale w porównaniu z cenami za taki spacer w Krynicy czy Popradzie, to aż miło że jest dostępna dla każdego. 👍 Na końcu znajduje się platforma widokowa, na wysokości 18 metrów. Po drodze są też ciekawe atrakcje, jak np. przejście przez taki mostek.👇


Nam się podobało i zdecydowanie polecamy. Po drodze spotkaliśmy rodziców z wózkami, seniorów z kijkami, a także pieski na spacerze. To opcja dla każdego. 




3. Zamek w Dębnie

Kolejne miejsce, które długo chciałam odwiedzić, ale jakoś się nie składało. Głównie ze względu na krótkie godziny otwarcia (max. do 16). I tak naprawdę wyszło przypadkiem, bo naszym celem miały być góry, a że pogoda była zniechęcająca, to szukałam na szybko jakiejś ciekawej alternatywy. Dębno leży tuż przed Tarnowem, więc dla mnie była to mniej niż godzina jazdy. Kiedy dojechałyśmy z mamą na dość duży parking pod zamek, chwilę zajęło nam samo dostanie się do jego środka. Nie kierujcie się za strzałką "wejście", tylko szukajcie głównych drzwi.


 Może miałyśmy tego dnia pecha, ale trwało to dobre 10 minut, zanim ktoś nam w końcu otworzył. Zwiedzaliśmy z przewodnikiem (oprócz nas był chyba ojciec z synem) ze względu na braki kadrowe. Innymi słowy, pani przewodnik trochę nas pilnowała.  Nie do końca to było komfortowe, bo po prostu otwierała drzwi, opowiadała dwa zdania i czekała aż daną salę obejdziemy. Ja trochę czułam presję. 😀 A poza tym, zastanawia mnie też dlaczego aż tak pilnie strzeżone są te wnętrza, skoro wszystko jest sprowadzone? W środku zamek został doszczętnie obrabowany. Jedynie jego mury, to w 90% nienaruszona architektura aż z XV wieku.  Aczkolwiek, żeby nie było że tylko narzekam, te wnętrza bardzo mi się podobały.

 Zachwycałyśmy się szafami, regałami i generalnie wystrojem. Przeczytałam też ciekawą legendę o Tartałównie, która nieszczęśliwie zakochała się w słudze swojego ojca, Janku. Była to miłość z serii tych zakazanych. Janek niechybnie został stracony, a dziewczyna stanęła przed wyborem: albo poślubi kandydata wybranego przez ojca, albo podzieli los ukochanego. Wybrała tę drugą opcję i żywcem została zamurowana w ścianach zamku. Ciekawa historia, prawda? 

Za bilety trzeba zapłacić 15/10 zł a czas zwiedzania to niecała godzinka. W drodze powrotnej zahaczyłyśmy jeszcze o Bazylikę w Szczepanowie. To stamtąd pochodził św. Stanisław. Kościół jest wybudowany w stylu gotyckim, a w środku znajdziemy elementy pochodzące z XI wieku. Nieźle.😊


4. Kawa w Krakowie

A ostatnie miejsce, które chcę Wam polecić to nietypowa kawiarnia w Krakowie. Chyba nikogo nie zdziwię, jak napiszę że od dawna chciałam ją odwiedzić? 😆 Tak właśnie było. Raz nawet dotarłam pod same drzwi, niestety te okazały się zamknąć wcześniej niż, myślałam. Pojnarówka znajduje się niedaleko przystanku Uniwersytet Rolniczy, trzeba przejść przez dziedziniec i znaleźć odnowioną szklarnię. Oprócz tego, że jest trochę ukryta, to przyznajcie że pomysł na miejsce też jest nietuzinkowy. W środku dużo roślinności i studentów.  Na szczęście znalazłyśmy wolny stolik i sprawdziłyśmy menu. Oprócz kawy i herbaty są też ciastka, kanapki i tarty. Ceny są przystępne, kawa + ciastko/tarta to koszt około 20 zł. To kogo zabierzecie na plotki w takie miejsce? 😉


Z tych miejscówek, najbardziej podoba mi się Leśne Molo, ale na drugim miejscu jest nowa wystawa w Krakowie. Fajnie jest czasem pobyć turystą w swoim mieście. A Was co przekonuje najbardziej? 😀

Read more »
o stycznia 26, 2022 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Polecany post

Książki w styczniu i lutym

Popularne posty

  • Zwiedzanie zamku w Rabsztynie
     Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, al...
  • No weźże mnie na wycieczkę - pomysły na prezent z okazji Dnia Dziecka [aktualizacja 2023]
     Dzień dziecka zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji, gdzie można by się wybrać ze swoją pociechą, ale nie ...
  • Styczniowe wyprawy
     Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zaw...

Archive

  • ▼  2026 (3)
    • ▼  mar 2026 (1)
      • Książki w styczniu i lutym
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (1)
  • ►  2025 (21)
    • ►  gru 2025 (2)
    • ►  lis 2025 (3)
    • ►  paź 2025 (1)
    • ►  wrz 2025 (3)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  maj 2025 (1)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (2)
    • ►  lut 2025 (1)
    • ►  sty 2025 (2)
  • ►  2024 (25)
    • ►  gru 2024 (2)
    • ►  lis 2024 (2)
    • ►  paź 2024 (2)
    • ►  wrz 2024 (3)
    • ►  sie 2024 (2)
    • ►  lip 2024 (3)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (1)
    • ►  mar 2024 (3)
    • ►  lut 2024 (3)
    • ►  sty 2024 (3)
  • ►  2023 (37)
    • ►  gru 2023 (3)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (2)
    • ►  wrz 2023 (2)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (4)
    • ►  cze 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (4)
    • ►  kwi 2023 (3)
    • ►  mar 2023 (4)
    • ►  lut 2023 (3)
    • ►  sty 2023 (4)
  • ►  2022 (33)
    • ►  gru 2022 (2)
    • ►  lis 2022 (3)
    • ►  paź 2022 (3)
    • ►  wrz 2022 (4)
    • ►  sie 2022 (3)
    • ►  lip 2022 (3)
    • ►  cze 2022 (2)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (2)
    • ►  mar 2022 (3)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (3)
  • ►  2021 (39)
    • ►  gru 2021 (4)
    • ►  lis 2021 (3)
    • ►  paź 2021 (2)
    • ►  wrz 2021 (4)
    • ►  sie 2021 (2)
    • ►  lip 2021 (3)
    • ►  cze 2021 (3)
    • ►  maj 2021 (4)
    • ►  kwi 2021 (4)
    • ►  mar 2021 (3)
    • ►  lut 2021 (4)
    • ►  sty 2021 (3)
  • ►  2020 (5)
    • ►  gru 2020 (5)

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Podróże z książką. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.