Podróże z książką

Z wielu odbytych podróży i pasji do słowa pisanego zrodził się pomysł na bloga. Podróże z książką to miejsce, w którym odnajdziecie zarówno wpisy o tematyce podróżniczej jak i recenzje książek.

Menu

  • Strona główna
  • O mnie

lipca 07, 2023

Książki w czerwcu

Aż wstyd pisać takiego posta! No, ale trzeba to powiedzieć na głos. W czerwcu przeczytałam tylko trzy książki. Nie wiem, jak do tego doszło, bo w drugiej połowie miesiąca wylądowałam na przymusowym L4 i to był idealny czas na lekturę... Trzeba szukać pozytywów, wiem że niektórzy przeczytali w czerwcu okrągłe zero. 😀 No, ale może dziś uda mi się kogoś zachęcić do lektury. Sprawdźmy! 

1. Kraków. Nieprzewodnik dla turystów i mieszkańców. 

Kiedy jakaś książka naprawdę mi się podoba, nie mogę przestać o niej gadać. To jest takie moje autorskie kryterium dobrej lektury. Tak było właśnie w tym wypadku. Po pierwsze, siedziałam i notowałam ciekawostki. Po drugie, dopytywałam Mateusza "a czy wiedziałeś że?" Na początku podeszłam do książki sceptycznie. Szybko ją przejrzałam i zobaczyłam, że nie ma żadnego zdjęcia. To w takim razie trochę nietypowy przewodnik. No, ale może jakoś damy radę. I zaczęłam odkrywać Kraków, swoje rodzinne miasto od nowa. Już na samym początku autorka serwuje sporą ilość ciekawostek, jak np. o 7 etapach rekrutacji na hejnalistę, zadaniach lajkonika i symbolice noża w Sukiennicach Aby zachęcić do odwiedzenia konkretnego muzeum, autorka przedstawia nietypowe eksponaty. W zbiorach Muzeum Farmacji znajduje się aparat do sterylizacji recept. Dziś kody na recepty są dużym ułatwieniem, ale pomyślcie że kiedyś recepty były idealnym środowiskiem dla bakterii! Ciekawym rozdziałem jest ten poświęcony znanym osobom, które albo mieszkały w Krakowie, albo były tutaj przejazdem. Dla mnie dużym atutem jest przedstawienie Nowej Huty jako różnorodnej dzielnicy. Autorka pod lupę wzięła moje najbliższe rejony, jak np. Pałac w Kościelnikach. Kto z Was wie, gdzie on w ogóle jest? Przyjechał tutaj kiedyś sam August III Poniatowski i to M. akurat wiedział! Muszę wspomnieć też o rozdziale poświęconym seryjnym mordercom w Krakowie. Karol Kot ponoć żarliwie się modlił do Boga, aby zbrodnie poszły gładko. Pięknego Władka mogłabym trochę porównać do słynnego Tulipana. I na koniec bardzo zaintrygowała mnie sprawa przetrzymywania i głodzenia siostry u Karmelitanek. Zaciekawieni? No to biegnijcie do księgarni! Daję 10/10!  


2. Dziewczęta z Mokradeł

Kiedy dostaję książkę do recenzji, zawsze zastanawiam się, co jeśli będzie kiepska? Zarówno tutaj na blogu, jak i na Instagramie stawiam na bycie sobą. No i w tym nurcie, muszę Wam napisać o słabej książce i wytłumaczyć się ze swojej opinii. Dziewczęta z Mokradeł porównuje się do Gdzie śpiewają raki. Ja niestety tej drugiej jeszcze nie czytałam i szczerze powiedziawszy, teraz nie mam na to ochoty. Dwunastoletnia Kay mieszka na odludziu. Ma dwóch starszych braci, wchodzi w okres buntu i bywa niezwykle irytująca. Historia jest opowiedziana z perspektywy Kay. Z jednej strony rozumiem ten ciekawy zabieg. A z drugiej, tutaj poszło coś nie tak. Tak mnie irytował język tej dziewczynki, słownictwo "jezdem, nie pójdem tam". Naprawdę momentami ciężko było przez to przebrnąć. Kay na swoim odludziu poznaje nowego kolegę Andy'ego. Chłopak niedawno się przeprowadził i mieszka tylko z ojcem. Jego matka zginęła kilka lat temu w tragicznych okolicznościach. Bycie nastolatką to czas na pierwsze zakochanie. Tak jest też w wypadku Kay. Jest zauroczona swoim sąsiadem, co nie podoba się jej rodzicom. Ojciec stanowczo zakazuje córce kontaktu z chłopakiem. Ta nic sobie z tego nie robi i tak naprawdę nie ma też żadnej reakcji ze strony rodziców, co kolejny raz wywołało moje zdziwienie (żeby nie napisać wtf) w czasie lektury. Kay dowiaduje się, że jej rodzice i rodzice Andy'ego kiedyś dobrze się znali. Wszystko się zmienia, kiedy z dnia na dzień znika siostra Kay. Wtedy na jaw zaczynają wychodzić mroczne sekrety. Akcja w końcu się rozkręca i zakończenie zaskakuje. Sam pomysł na historię był w porządku, ale narracja i totalnie irracjonalne zachowanie rodziców nie pozwala mi ocenić książkę na wyżej niż 4/10. 


3. Przyjrzyj się 

Recepta na udany związek? Przyznam, że zawsze uśmiecham się pod nosem słysząc to pytanie. Według mnie, nie ma takiej. Oczywiście można rzucać jakimś frazesami o byciu szczerym i rozwiązywaniu konfliktów.  Prawda jest taka, że każdy związek jest inny. Myślę, że kluczem do sukcesu jest praca nad sobą. W książce Przyjrzyj się poznajemy z pozoru nudne małżeństwo. Simon jest profesorem prawa, a Vicky pracuje z ofiarami przemocy domowej. Zbliża się ich okrągła rocznica ślubu i w związku z rozdzielnością majątkową, dopiero po 10 latach, Vicky dostanie dostęp do rodzinnej fortuny swojego męża. Chce odejść od męża tuż po rocznicy. Zgłasza się do doradcy finansowego, który jest niezłym krętaczem. Ten wątek przypominał mi historię Kalibabki, albo Oszusta z Tindera, to ciekawe uzupełnienie całej lektury. Mało tego, na przedmieściach zostaje odnalezione ciało pięknej Laury Betancourt, z którą miał romans Simon. Kto zabił? Podejrzanych jest kilka osób, a zakończenie Was zaskoczy. Tutaj było wszystko to, czego brakowało mi w Dziewczętach z Mokradeł. Ciekawa narracja i intrygujące postacie! Przeczytałam w jeden dzień i naprawdę ode mnie mocna polecajka! 10/10 



Miejmy nadzieję, że lipiec będzie lepszy! Pod każdym względem. 😀

Read more »
o lipca 07, 2023 4
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

lipca 03, 2023

Przewodnik po Łodzi

 Do dwóch razy sztuka! Tak mogłabym powiedzieć, jeśli chodzi o moją sympatię do Łodzi. Nasz pierwszy raz był w listopadzie 2022. Wracaliśmy wtedy z długiego weekendu z Gdyni i Łódź miała być fajnym przystankiem. No, ale zacznijmy od tego, że mało co jest przyjemne w listopadzie. Szaro, buro, zimno... Wysiadamy gdzieś w centrum, które jest tak naprawdę placem budowy. W kamienicach spotykamy szemrane towarzystwo i chcemy tutaj tylko coś coś zjeść i jechać do domu. Na szczęście pobyt w Komediowej wszystko wynagrodził. No dobrze, przyszło mi wrócić do Łodzi pół roku później i odkryć ją tak naprawdę. Zapraszam i Was! 


1. Czy w Łodzi jest co robić?

No właśnie! Czy to miasto jest dobre tylko na przystanek? A może warto spędzić tam cały weekend? Otóż, jestem pewna że to fajny kierunek na cały weekend. Tak, jak pisałam we wstępie, byliśmy tam już dwa razy i widzieliśmy dopiero namiastkę tego miasta. Jakbym miała opisać Łódź jednym słowem, powiedziałabym różnorodność. Łódź to Piotrowska, Pasaż Róży, EC1, stadiony i kluby, dobre jedzenie, zoo, palmiarnia i wiele innych. Łódź ginie przy takich miastach, jak Gdańsk, Wrocław i Kraków. Jednak to zdecydowanie miejsce z potencjałem. 


2. Co zwiedzić?

No dobrze, na początek zapraszam Was na ulicę Piotrowską. Można powiedzieć, że to odpowiednik naszej Floriańskiej. Z tym, że ta w Łodzi wydaje mi się szersza i przez to mniej zatłoczona. Mamy tutaj pełno barów, kawiarni, restauracji, ale znajdą się też zaniedbane kamienice. Jak już jesteśmy tutaj, koniecznie zajrzyjmy do Pasażu Róży. Wystarczy tylko na początku Piotrowskiej odbić w prawo, zgodnie ze znakiem. 

Pasaż Róży

Czym wyróżnia się to miejsce? Przede wszystkim, wszystkie ściany na tym podwórku zostały pokryte kawałkami luster. To tworzy nietypowy efekt. Wydawać by się mogło, że mozaika składa się z niedopasowanych elementów. To jednak tylko złudzenie. Ciekawa jest też sama idea powstania. Projekt jest autorstwa Joanny Rajkowskiej, której córka ma na imię właśnie Róża. Róża zachorowała i widzi tylko szczątkowo. Obraz, który widzimy, ma nawiązywać właśnie do tego, w jaki sposób może widzieć jej córka. Przyznajcie, że to nietypowy gest, pełen niewypowiedzianej symboliki. Warto tu zajrzeć i przejrzeć się w tym wyjątkowym lustrze. 



Tak blisko, a tak daleko.  Centrum Nauki i Techniki

Ci, którzy śledzą mnie na Instagramie, wiedzą że do Łodzi pojechałam z konkretnego powodu. Odbywał się tam festiwal twórców internetowych. W związku z tym, podzieliliśmy się z Mateuszem. Ja poszłam na wykłady i warsztaty, a on poszedł zwiedzać. Dzieliło nas tak naprawdę kilkaset metrów. Mati wybrał się do Centrum Nauki i Techniki i jak stwierdził po wizycie, było to najfajniejsze muzeum w jakim był. Czy trzeba Wam większej zachęty?

Bilet normalny kosztuje 34 zł, a 26 zł ulgowy. W tygodniu można kupić je nieco taniej. No dobrze, a co w tym muzeum? Jest poświęcone sposobom przetwarzania energii. Znajdziemy tutaj zabytkowy piec kaflowy. Oprócz tego, można pobawić się w budowniczych i zbudować swoje miasto. Jest sporo multimedialnych elementów, a wisienką na torcie  jest wizyta w kinie sferycznym. Trzeba za to dodatkowo zapłacić 12 zł, ale to ciekawe uzupełnienie. Muzeum jest ogromne. przygotujcie sobie spokojnie 2h na zwiedzanie. Jeśli chodzi o dzieci, to jak najbardziej im się tutaj spodoba, ale jednak zalecamy brać ze sobą nieco starsze pociechy, w wieku szkolnym. 

Przy Centrum znajduje się też wieża widokowa, na którą Mateusz również postanowił się wdrapać. A tak narzeka, jak ja Go gdzieś wyciągam. A tu proszę! Widok stamtąd jest naprawdę ładny, można spojrzeć na Łódź z zupełnie innej, ciekawej perspektywy. Chodźmy jednak dalej. 


Zoo w Łodzi

Dobra. Zacznę od tego, że nie jestem fanką ogrodów zoologicznych. Nigdy nie byłam i pewnie nie będę, ale dla tego zoo postanowiłam zrobić wyjątek. Do tej pory zwiedziłam chyba tylko 4: to w Krakowie, Chorzowie, Wiedniu i właśnie Łodzi. Wybrałam się przede wszystkim ze względu na Orientarium, które na zdjęciach zrobiło na mnie spore wrażenie.

 Zoo jest czynne codziennie od 9 do 19. Pani w kasie powiedziała, że czas zwiedzania to 3h. Ja miałam tylko połowę z tego czasu i wydaje mi się, że mniej więcej widziałam wszystko. Byłam świadoma, że następnego dnia już nie będę miała czasu wcale, więc teraz albo nigdy. Na spokojnie zwiedzanie z dzieciakami myślę, że warto mieć w zapasie te minimum 2h, może nawet 2.5h. Za bilet trzeba zapłacić 70 zł. Dzieciom do lat 3 przysługuje wstęp bezpłatny. Można kupić też bilety łączone do Centrum Nauki i Techniki za 80 zł i to się faktycznie opłaca. 

Natomiast generalnie bilety są drogie i jak czytam opinie, to jest to największy mankament tego miejsca. Mało tego, dodatkowo trzeba zapłacić za parking 20 zł. A jeśli chcemy jeszcze zjeść na miejscu, to już w ogóle można wydać tutaj naprawdę sporo kasy. Zaczęłam od tych przykrych spraw, ale teraz przejdźmy już do przyjemniejszych. 

W zoo znajdują się strefy tematyczne, jak np. małpi gaj, świat ptaków, mini zoo, żyrafiarnia itd. Oprócz tego, tak jak wspomniałam, znajduje się tutaj też bardzo dobrze rozwinięta strefa gastro. Budek z jedzeniem było naprawdę sporo. Jest sklepik z pamiątkami, w którym dorwałam magnez z Łodzi. Czy warto? Myślę, że tak. Można się szarpnąć na taki wydatek, tym bardziej jak ktoś lubi takie atrakcje. 

Stacja Radegast

Czym byłaby wycieczka do Łodzi bez miejsca historycznego? W ogóle już po powrocie, przypomniałam sobie że czytałam kiedyś książkę o Obozie Zagłady, w którym znajdowały się tylko dzieci i który swoją siedzibę miał właśnie w Łodzi. Ten temat muszę zgłębić przy kolejnej wizycie. Stacja Radegast to kolejne miejsce, które Mateusz wpisał na swoją listę do zobaczenia. Na szczęście, mnie także udało się zobaczyć z nim to miejsce i naprawdę szczerze Wam polecamy zobaczyć je na żywo.

 Początkowo był tutaj punkt przeładunkowy żywności i surowców. Jednak później, w 1942 odjeżdżały stąd pociągi do Obozów Zagłady w Chełmie i Auschwitz. Szacuje się, że przez teren stacji przeszło ok. 145 tysięcy ludzi, w tym głównie Żydów. Przy stacji zbudowano Tunel Pamięci, w którym dziś znajduje się ekspozycja poświęcona tej smutnej historii.

Na końcu tunelu znajduje się kolumna z napisem "Nie zabijaj" w języku polskim, hebrajskim i niemieckim. Przy stacji stoją też wagony, do których można zajrzeć przez okno i spróbować sobie wyobrazić w jakich warunkach ten transport się odbywał. Jest tu Muzeum Tradycji Niepodległościowych, ale niestety nie mieliśmy czasu, żeby go zwiedzić. Ekspozycja o której tutaj piszę jest darmowa. Jednak jeśli będziecie wybierali się do Łodzi poza sezonem, warto sprawdzić czy Tunel Pamięci jest normalnie otwarty. No dobrze, a teraz chodźmy dalej. 

Ogród Botaniczny i Palmiarnia

Ostatnio mam jakąś słabość do Ogrodów Botanicznych. No, ale co ja poradzę, jak to takie fajne miejsce na odpoczynek? Ten w Łodzi, podobnie jak w Zabrzu, jest dostępny za darmo. W parku znajduje się duża i piękna altanka. Oprócz tego jest też staw, sporo ścieżek spacerowych, kawiarnia i Palmiarnia. Jeśli chcemy ją zwiedzić, musimy za tę atrakcję zapłacić. 

Bilet normalny kosztuje 16 zł, a ulgowy 8 zł.  Porównałabym ją do tej w Gliwicach pod względem wielkości, ale tutaj na plus muszę wspomnieć o małych stawach z rybkami. Bardzo przypadły nam do gustu. Zaciekawiła mnie też wystawa poświęcona mięsożernym roślinom. Wyglądają bardzo niepozornie. Na wizytę w Ogrodzie Botanicznym trzeba poświęcić na pewno ponad godzinkę. Czy ktoś już zgłodniał? Mam nadzieję, że tak, bo na koniec jak zawsze, gastro polecajki. 😉


Gdzie zjeść w Łodzi?

Przede wszystkim odsyłam Was tutaj do mojego wpisu o wizycie w Komediowej. Pyszne jedzenie, ciekawy wystrój i dbałość o detale totalnie mnie przekonuje. Natomiast oprócz tego, polecam  Otwarte Drzwi. 

To typowa włoska kuchnia, więc nasze smaki. Zamówiliśmy pizzę, która była naprawdę pyszna i bardzo szybko podana, mimo dość dużego obłożenia. Pierwszego dnia sprawdziliśmy też burgery, które polecamy dalej. Odsyłam Was do Gastromachiny. Z tego wszystkiego sama zrobiłam się głodna! A czy Wam narobiłam smaka na podróż do Łodzi? Mam nadzieję, że tak! 

* Bonus dla stałych czytelników 😀

Tak, jak pisałam na początku wpisu, w Łodzi byłam tym razem w konkretnym celu. Udało mi się dostać na See Bloggers. Jest to największy w Polsce festiwal twórców internetowych. Cały weekend wypełniony po brzegi wykładami i warsztatami. Przyznam szczerze, że miałam mieszane odczucia. 

Z jednej strony bardzo się cieszyłam, że jadę na takie wydarzenie. Z drugiej, mocno obawiałam, bo nikogo nie będę znała. Nie jestem raczej typem osoby, która podchodzi do obcych i sama nawiązuje rozmowę. Nie udało mi się zarejestrować Mateusza, jako współtwórcy, a w zasadzie nie wiedziałam że mogę to zrobić. Kiedy dotarłam na miejsce, na początku przytłoczyła mnie ilość ludzi. Ludzie stali w grupkach, albo chociaż w parach, a ja sama... Stanęłam grzecznie do kolejki, aby się zarejestrować i już miałam pisać wiadomość do przyjaciółki, że ja stąd wychodzę. To nie mój świat, ja się tutaj nie nadaję. 🙊 Na szczęście, szybko wszystko przekalkulowałam i stwierdziłam, że muszę zostać. Odebrałam pakiet powitalny, pełen prezentów,  i poszłam za tłumem. Pierwszą konferencję prowadził Krzysztof Stanowski, którego znam ze względu na moje zainteresowanie sportem. Usiadłam i słuchałam z zaciekawieniem. Moje nastawienie od razu się zmieniło. Udało mi się nawet cyknąć pamiątkowe selfie i pozdrowić Stanowskiego od Mateusza. 😀

 W przerwach kręciłam się miedzy stoiskami i korzystałam z atrakcji, które przygotowali organizatorzy. Teraz wiem, że sporo przegapiłam przez ogromne kolejki do niektórych stoisk. Zrobiłam sobie pamiątkowe zdjęcie, wypiłam pyszną kawę, porozmawiałam z panią o wydaniu własnej książki i wciąż przewijałam się na panelach. Największe wrażenie zrobił na mnie wykład Martyny Wojciechowskiej. W ogóle zderzenie z tymi wszystkim znanymi osobami jest ciekawym doświadczeniem, bo zupełnie inaczej odbieramy daną osobę w social mediach, a zupełnie inna wydaje się w rzeczywistości. Martynę odebrałam jaką ciepłą, pełną energii i bardzo świadomą kobietę. Opowiadała o pomocy psychologicznej dla młodzieży. Pewnie dlatego ten temat bardzo mi przypadł do gustu. 


Przez splot sprzyjających okoliczności, udało mi się później wkręcić Mateusza na festiwal i na after party i koncert Karaś&Rogucki. A ja czułam się cały dzień, jakbym dostała jakiegoś kopa motywacyjnego! Uczestniczyłam też w kilku fajnych warsztatach i mam nadzieję, że ich efekty będą widoczne już za niedługo na moim Instagramie. Może ta relacja brzmi trochę chaotycznie, ale sama do tej pory do końca nie umiem ubrać w słowa tych wszystkich emocji i przemyśleń, które mi towarzyszyły w trakcie festiwalu. Był to jeden z piękniejszych weekendów w moim życiu. 😍

Dobra, kto dotrwał do końca? 

Read more »
o lipca 03, 2023 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

czerwca 16, 2023

Przewodnik po Zabrzu

 Często w czasie podróży po Polsce mam wrażenie, że sporo mamy takich niedocenionych regionów. Miejsc zapomnianych, które giną w cieniu tych najpopularniejszych. I za takie momenty właśnie kocham podróże, za odkrywanie nieoczywistych perełek. Takich, które zachwycają. Zapnijcie pasy, dziś zapraszam do Zabrza. 


1. Zabrze - skąd pomysł?

Generalnie pomysłów na wycieczkę było kilka. Najpierw bardzo kusił mnie Dolny Śląsk z noclegiem. Niestety z przyczyn logistycznych musiałam porzucić ten plan. No to może Warszawa i miejsca, których do tej pory nie widzieliśmy? Niby fajnie, ale na jeden dzień trochę daleko. No i padło na Zabrze. A dlatego, bo już od dawna marzyła mi się kopalnia Guido i Sztolnia Luiza. Niestety nie tylko mi, bo do Sztolni nie było szans na bilety. Długi weekend rządzi się swoimi prawami. Kupiliśmy wejściówki do Guido, zapakowaliśmy się w naszą srebrną strzałę i ruszyliśmy. 


2. Kopalnia Guido - informacje praktyczne

Z Krakowa do Zabrza dotrzemy w około 80 minut. Przy kopalni znajduje się duży bezpłatny parking. Jeśli chodzi o bilety, to zachęcam do kupna online, ponieważ w kasie może zabraknąć. To dość popularne miejsce i to widać po tłumach, które tutaj spotkaliśmy. Co ważne, na maila dostaniecie potwierdzenie rezerwacji. Podejdźcie z tym do kasy, gdzie wydrukują Wam bilety. Grupy zbierają się co 10 minut i liczą maksymalnie 24 osoby. W kasie cena za bilet normalny to 60 zł, ale online zapłaciliśmy 50, ulgowe od lat 6 za 47 zł. Czas zwiedzania to według informacji na stronie 2h, ale nam zeszło dłużej. Przy kasie znajdziemy też sklepik z pamiątkami, a pod koniec wycieczki zjedziemy do podziemnego pubu. No, ale o tym później.


3. Kopalnia Guido - warto czy nie? 

Moim zdaniem zdecydowanie warto. Powiem więcej, to zdecydowanie najfajniejsza i najciekawsza kopalnia w jakiej byłam. Przede wszystkim ogrom informacji przekazany przez przewodnika zrobił na nas naprawdę duże wrażenie. W kopalni kiedyś wydobywano węgiel, później pełniła funkcję doświadczalną. Dostarczano tutaj nowe maszyny i górnicy na terenie kopalni je testowali. Dzisiaj jest przeznaczona tylko dla celów turystycznych, ale to jej w niczym nie ujmuje. Na początek naszej wycieczki zjeżdżamy szolą ponad 300 metrów w dół. Niżej można zwiedzać tylko kopalnie soli w Kłodawie. Spacer zaczynamy od krótkiej projekcji filmu o właścicielu. Paradoksalnie, dopiero przy sprzedaży kopalnia zaczęła się rozwijać. Wcześniej hrabia Guido traktował to miejsce, jako nietrafioną inwestycję, Los bywa przewrotny. 


W czasie zwiedzania przewodnik uruchamiał niektóre maszyny i można było na własnej skórze poczuć klimat tego miejsca. Hałas był niesamowity, a i tak trwało to tylko chwilkę. Włączył kombajn chodnikowy, który jak sama nazwa wskazuje, wyrabiał nowe ścieżki w kopalni. Innym ciekawym urządzeniem był taśmociąg. Ten w Zabrzu miał 60 cm szerokości,  aby przewozić na nim ludzi, powinien mieć dwa razy tyle. Mimo to, 90% górników w latach 90 korzystało z niego w ten niebezpieczny sposób. To powodowało bardzo dużo wypadków, które często kończyły się utratami kończyn. 


Czymże byłaby wyprawa do kopalni bez przejazdu kolejką? No taka atrakcja też musi być! Mało tego, pod koniec wycieczki lądujemy w najniżej położonym pubie w Europie. Można tutaj zjeść coś na ciepło (kapuśniak, żurek itp), wypić kawkę, piwko. Na wynos można też kupić regionalny browar w butelce za 30 zł (za litr). Sprawdziliśmy, żebyście Wy nie musieli i szału nie ma. 😀 Co nie zmienia faktu, że kopalnie bardzo polecamy! Mateusz, który sceptycznie podchodzi do takich atrakcji, był tak zaciekawiony, że zadawał pytania przewodnikowi. Czy czegoś więcej potrzeba do zachęty? 


Co jeszcze zwiedzić w Zabrzu?

Myśleliście, że to koniec naszej wycieczki? A skąd. Przygotowałam dla Was jeszcze kilka punktów, które warto sprawdzić w tym mieście. Można tu spokojnie spędzić cały dzień. My nie zobaczyliśmy wszystkiego, więc mam teraz pretekst, żeby wrócić. 

4. Stalowe Domy

 Górny Śląsk nierozerwalnie wiąże się z osiedlami robotniczymi. W 1927 w Zabrzu powstał dom ze stali, który wzniesiono w 26 dni. Wszystko właśnie z myślą o robotnikach. Pomysł dotarł do nas z Ameryki i na ul. Cmentarnej znajduje się najstarsza taka realizacja w Europie. Dom ze stali budowano 16 robotników. Miały one również zastąpić tradycyjne ściany murowane. Co ciekawe, dom na Cmentarnej jest do dziś zamieszkiwany. Warto chociaż przejechać się po tej okolicy samochodem. 


5. Ogród Botaniczny

Miejscem, które nas najbardziej zaskoczyło był właśnie Ogród Botaniczny. Niepozorny, trochę schowany, w cieniu stadionu Górnika, jest i on! Po pierwsze, park jest bardzo duży. To teren ponad 6ha. I to widać już przy wejściu, bo ścieżek spacerowych jest całe mnóstwo. Ogród jest podzielony na różne strefy. Jest tutaj np. całkiem spora palmiarnia, dwa stawy, ogród różany, japoński, plac zabaw itp. W tym dniu odbywał się w Ogrodzie też chyba jakiś piknik rodzinny, więc była postawiona scena, foodtracki i wiele innych ciekawych stoisk.


 To miejsce tętniło życiem! Cały teren jest bardzo zadbany i widać, że wiele osób wkłada całe serce w troskę o ten ogród. Wszystko ładnie przystrzyżone, nie trzeba się bujać gdzieś po zaroślach. No i ostatni plus, być może dla kogoś najważniejszy, wejście jest darmowe. Chociaż nawet jeśli byłoby płatne, i tak warto tutaj wpaść i odpocząć wśród tej kojącej zieleni. 



6. Gdzie zjeść, gdzie wypić kawkę?

Oprócz tego, że Zabrze ma najniżej położony pub w Europie, znajdziemy tutaj też kawiarnię z pięknym widokiem na miasto. Znajduje się ona w Wieży Ciśnień, którą można zwiedzić. My jednak przyszliśmy tutaj głównie na małą czarną na 4 piętrze w restauracji Kelnerzy w Wieży Jeśli chodzi o ceny, to są dość wysokie jak na małe miasteczko. Za dwie kawy i ciastko zapłaciliśmy 55zł.Generalnie najlepszy widok ma tak naprawdę jeden stolik, ale tuż obok windy znajdziemy jeszcze kilka miejscówek i to tam cyknęliśmy zdjęcia. 😀


Jeśli chodzi o obiad, to bardzo polecam Wam Naleśnikarnię. Znajduje się w zabytkowej kamienicy, ceny są przystępne (za dwa naleśniki i napoje zapłaciliśmy mniej niż 70 zł). Można wybrać na słodko/słono/wege/ itd. Opinie o tym miejscu są w pełni zasłużone. To było cudowne dopełnienie tej wycieczki. Kogo przekonałam do Zabrza?



Read more »
o czerwca 16, 2023 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

czerwca 11, 2023

Podsumowanie książek w maju

 W maju dużo było przewrotnych momentów. Czasem po lekturze jakiejś książki wydaje mi się, że nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, a później ciągle o niej myślę. Tak było w przypadku tej najlepszej w maju. O którą konkretnie chodzi? Zapraszam do lektury. 


1. Układ 

Zacznę od recenzji książki, co do której miałam duże wymagania. Moje pierwsze spotkanie z Piotrem Kościelnym zapamiętam na długo. "Dom" był naprawdę wciągający i wywarł na mnie duże wrażenie. W związku z tym poprzeczkę zawiesiłam wysoko.  Układ opowiada o byłym komisarzu wrocławskiego wydziału zabójstw, Radosławie Grocie. Obecnie jest prywatnym detektywem, a także staczającym się alkoholikiem. Zaczął pić po śmiertelnym wypadku swojej żony i syna. Ich śmierć była zemstą za zadarcie z niewłaściwymi ludźmi. Przynajmniej Grot długo tak myślał. Po pomoc zgłasza się do niego kobieta, która poszukuje zaginionego brata. Chłopak był dziennikarzem śledczym i ponoć trafił na ciekawą sprawę, a potem przepadł jak kamień w wodę. Grot bierze tę sprawę i znów wchodzi w środowisko, które zrujnowało mu życie. Z jednej strony nie ma już nic do stracenia, a z drugiej okazuje się że może zyskać bardzo wiele. Historia była ciekawa, ale zabrakło mi trochę takiego efektu wow. Z pewnością, gdybym czytała w innej kolejności, nie byłoby takiego zawodu. Tylko czy sięgnęłabym po następną książkę? Nie wiem. 7/10. 


2. Kalibabka

Do historii o Jerzym Kalibabce z kolei podchodziłam sceptycznie. Zacznijmy od tego, że nie przeczytałabym wcale tej książki, gdyby nie podcast Justyny Mazur. Wysłuchałam ciekawej rozmowy z autorem i postanowiłam sprawdzić ten reportaż. Tym bardziej, że coś tam już o słynnym Tulipanie słyszałam. Książka jest podzielona na trzy duże rozdziały i każdy dotyczy czego innego. Pierwszy opowiada o dzieciństwie i relacjach z rodzicami. Jerzy za dzieciaka sporo czasu spędzał z ojcem na rybach. Niestety robił to bardziej z musu, niż z prawdziwej pasji. Nie cierpiał smrodu ryb i od zawsze marzył o tym, aby być kimś więcej. Pewnego dnia, po kłótni z matką, po prostu wyszedł i postanawiał nie wracać. Udał się do restauracji, w której dobrze znał kelnerkę. I to ona była jego pierwszą ofiarą. Uwiódł ją, okradł i zostawił. I tak w skrócie wyglądał jego nowy plan na życie. Drugi rozdział poświęcony jest właśnie tej "działalności", kobietom które oszukał. Było ich naprawdę wiele. I oczywiście ich spora część unikała kontaktu z autorem książki, zawstydzone swoją naiwnością. Co nie zmienia faktu, że Kalibabka zrobił w czasach PRL-u furorę. W serialu przedstawiony jest w nieco lepszym świetle, niż naprawdę był. Oprócz tego, że okradał innych, stosował również przemoc wobec swoich partnerek. Ciężko zatem się dziwić, że w jego rodzinnym mieście, Dziwnowie, mieszkańcy nie chcą o nim rozmawiać. Ta historia to dla nich powód do wstydu. Czy pamięć o nim przetrwa? O tym właśnie jest ostatni rozdział. Momentami miałam wrażenie, że książka jest nieco chaotycznie napisana, ale z drugiej strony doceniam wysiłek włożony w jej napisanie. Chodziła mi głowie cały miesiąc. Polecam. 10/10.


3. Słowik 

I na koniec kilka zdań o książce, którą wiele osób mi polecało i zachwalało. Po przeczytaniu, zupełnie nie wiem dlaczego. 😀 Owszem, lubię Kristin Hannah, ale żadna jej książka nie zapadła mi jakoś bardzo w pamięci. Są ciekawe, dają do myślenia, poruszają ważne kwestie, ale traktuję je na zasadzie - można przeczytać. Słowik opowiada o dwóch zupełnie różnych siostrach, którym przyszło zmierzyć się z wojną. Isabelle jest buntowniczką, dołącza do ruchu oporu. A Vianne musi przyjąć do domu wroga i zrezygnować ze swoich zasad by przeżyć. Można powiedzieć, że siostry były po dwóch przeciwległych biegunach. Czy ich relacja to przetrwa? Temat na historię wydaje się być ciekawy, ale książka jest rozwleczona i na siłę w niektórych momentach cukierkowa.  Wplatanie wątków romantycznych w książki o tematyce wojennej zazwyczaj wychodzą na niekorzyść. Ja się bardzo męczyłam i muszę zrobić sobie przerwę i od tej tematyki i od tej autorki. Tak czasem bywa. 4/10. 


A jak Wam minął Maj? 


Read more »
o czerwca 11, 2023 1
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

czerwca 03, 2023

Ogrody Kapias w Goczałkowicach Zdroju

Przyznam Wam szczerze, że jestem totalnie zielona w temacie roślin. Nie umiem o nie dbać, za bardzo ich nie rozróżniam. Lubię za to zwiedzać ogrody, no i dostawać kwiatki. 😀 Dlatego dziś zapraszam Was na spacer do pięknych ogrodów, które miałam okazję niedawno zwiedzić. 

1. Dojazd, parking, godziny otwarcia.

Do Goczałkowic z Krakowa jest troszkę ponad godzina jazdy. Na miejscu znajduje się kilka dużych parkingów. Choć może parking to za dużo powiedziane. Auto zostawiłyśmy na prywatnej posesji i jest tam kilka takich pseudo parkingów. Opłata za miejsce to 15 zł na cały dzień. Możemy też zostawić auto pod pobliskim kościołem i po prostu się przespacerować. Ogród otwarty jest codziennie w godzinach 10-18. Wstęp jest darmowy! A przynajmniej na dzień dzisiejszy [27.05.2023] tak jest. 


2. Ogrody - zwiedzanie

Jeśli chodzi o rys historyczny tego miejsca, to w 1979 roku Bronisław Kapias postanowił podzielić się swoją pasją z innymi. Do 2019 ogrody były podzielone na część starą i nową. Niestety wichura zniszczyła tę pierwszą część i jest ona niedostępna do zwiedzania. Co nie zmienia faktu, że w ogrodach można spędzić cały dzień. Pierwsze, co nas zachwyciło na samym początku, to mały staw z rybkami i żabkami, drewniany pomost i wiata. Już tutaj ustawiały się tłumy do pamiątkowego zdjęcia. 


Kolejną atrakcją był zielony labirynt. Nie mogłyśmy odmówić sobie wejścia i chociaż z moją orientacją w terenie jest kiepsko, wyszłyśmy. Zdradzę Wam tutaj mały sekret, nie da się w nim zgubić. Nawet jeśli pójdziecie w złą stronę, będziecie musieli wrócić i szukać przejścia. A ci, którzy nie chcą poczuć klimatu Tajemniczego Ogrodu, mogą obserwować wszystko z góry. 

Po przejściu labiryntu, cofnęłyśmy się w czasie o 100 lat i weszłyśmy do ogrodu wiejskiego. Co ciekawe, mimo tłumu ludzi, tam panował jakiś spokój i cisza. Jest wiejska chata, do której można zaglądnąć przez okno, strach na wróble i mała studzienka. Warto tutaj przycupnąć na chwilkę. 

Chodźmy jednak dalej, pora przejść przez piękną i kolorową aleję lipową. Miałam kilka podejść, by uwiecznić ją bez ludzi, niestety bezskutecznie. To dobry moment na odpoczynek na ławce w cieniu, bo przed nami wciąż wiele atrakcji. 


Myślę, że maj to dobry moment na odwiedzenie tego miejsca, bo oprócz rozkwitających kwiatów, kwitnie też rzepak. W ogrodzie mamy sporo tarasów widokowych, z których rozciągał się piękny widok na żółte pola. Sami spójrzcie!

Kolejnym miejscem, które bardzo nam się spodobało był Ogród Lato. Chatka w tym zakątku przypominała mi trochę tę ze Shreka. Niestety w środku nie spotkałyśmy żadnych bajkowych postaci, a szkoda!


Na terenie ogrodów znajduje się też restauracja, budki z lodami, duża szachownica, toaleta, plac zabaw i centrum ogrodnicze. Jestem pewna, że to świetne miejsce na niedzielną wycieczkę. 😊




Read more »
o czerwca 03, 2023 3
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

maja 23, 2023

Co kryją Lasy Janowskie?

 Początek maja przyniósł podróż w rejony totalnie mi nieznane. Udało się poszwendać po Zwierzyńcu, wrócić do Zamościa i poznać Lasy Janowskie. Szczerze powiedziawszy te ostatnie były spontanicznie, ale wyszło super. W czasie powrotu zwiedziliśmy  cztery miejsca. Podpowiem Wam, z czego według mnie, można by było ewentualnie zrezygnować. 


1. Porytowe Wzgórze

Kiedy Mateusz mnie pytał, dlaczego wybrałam to miejsce na przystanek, odpowiadałam że jest tu taki ciekawy pomnik. 😀 Dopiero później zaczęłam czytać o historii tego miejsca.  W 1944 roku odbyła się tu jedna z  największych bitew partyzanckich w Polsce w czasie II Wojny Światowej. Wiąże się z tym smutna anegdota. Po całodniowej bitwie, na terenie lasu było sporo porozrzucanych zwłok. Poległych chowano dopiero po kilku dniach, a ekshumacji dokonano po 14 latach. To wtedy powstał tu zbiorowy cmentarz. Jednak ci, którzy się tym zajmowali, mieli płacone przede wszystkim za czaszki, więc do reszty nie przykładali aż takiej wagi. Legendy krążą, że jeszcze w latach 70 można było znaleźć gdzieś na drzewie odłamki kości itp. Przyznajcie, to brzmi smutno i przerażająco. Jeśli chodzi o samo miejsce, to mamy dość spory bezpłatny parking i asfaltową ścieżkę do pomnika, który na żywo robi wrażenie. Oprócz tego, na tym terenie znajduje się sporo szlaków do spacerowania. Nas gonił czas, więc zrobiliśmy krótką pętelkę od mostu do mostu i w sumie zajęło nam to jakieś 30 minut. Ruszajmy dalej! 



2. Ostoja konika białogardzkiego 

Drugim przystankiem, tym razem na specjalne życzenie mojej młodszej siostry, było spotkanie z konikami. To miejsce było najbardziej kameralne i dzikie! Podjechaliśmy do niewielkiej wsi Szklarnia. Samochód zostawiliśmy na uboczu. Pastwisko dość spore, koników było chyba z 15, a ludzi oprócz naszej czwórki, zaledwie kilka.

 Co ciekawe, na początku myślałam, że to też jest konik polski. Okazuje się, że nie! Konik białogardzki wywodzi się od tarpana i od koników polskich jest przede wszystkim wyższy. Poza tym wyczytałam, że te są bardziej dostojne i spokojniejsze. No, może. 👀 Te były chętne do głasków i dokarmiania, więc każdy z nas korzystał. Fajnie, bo dzień wcześniej trochę jeszcze bałam się karmić, a potem przyszło mi to już z łatwizną. Przemiłe spotkanie. 😊


3. Park rekreacji Zoom Natury

Kolejnym miejscem na naszej trasie był duży park rekreacji w Janowie Lubelskim. Tu postój polecam przede wszystkim rodzicom z dziećmi. Jest tutaj ogromny park linowy, place zabaw, siłownia na świeżym powietrzu itp. Głównym punktem parku są tzw. Laboratoria Wiedzy. Jednak wejście do nich jest płatne i tu po prostu podsyłam Wam stronkę z informacjami. 

Park jest położony nad zalewem, w sezonie można tutaj wypożyczyć rowerki lub odpocząć na plaży. Na miejscu dostępny bezpłatny parking. My spędziliśmy tam w sumie jakąś godzinkę, ale tak naprawdę to był punkt, który dzisiaj bym pominęła, a to dlatego że na następnym postoju musieliśmy pędzić. Zbierało się na deszcz, a i sił było coraz mniej. Tym bardziej, że mowa o miejscu w którym naprawdę można spędzić cały dzień...


4. Rezerwat przyrody Imielty Ług 

Przy ostatnim przystanku dużo czasu straciliśmy też na szukanie wejścia do rezerwatu, bo wszędzie odbijaliśmy się od zakazu wjazdu. Mimo to, widzieliśmy przejeżdżające auta na lokalnych rejestracjach... Piszę to tylko Wam. Spróbowaliśmy wjechać od drugiej strony, ale finalnie i tak przejechaliśmy przez zakaz. I żyjemy. 😂 My za cel obraliśmy sobie wieżę widokową, ale tak jak pisałam wcześniej, można spędzić tu naprawdę dużo czasu. Rezerwat jest spory, bo zajmuje ponad 800ha. Oprócz wyżej wspomnianej platformy, są stawy, torfowiska i ścieżka edukacyjna.

 Sama nazwa pochodzi właśnie od jednego ze stawów. Na rozdrożach znajdziemy tabliczki informacyjne z mapami, co bardzo nam pomogło. A ponoć przy odrobienie szczęścia można spotkać tu sarny, dziki i jelenie. Nam się akurat nie udało. Spacer do wieży widokowej i z powrotem zajął nam w sumie 1.5h. Pod koniec maszerowaliśmy już bardzo szybko, bo zaczynało kropić. Majówkę pod względem pogody wyliczyłam idealnie! Zdecydowanie to ostatnie miejsce najbardziej przypadło nam do gustu. Miał to być niepozorny lasek, a były piękne widoki, stawy, torfowiska itp. Jeśli będziecie w okolicy, koniecznie sprawdźcie to miejsce!


A może ktoś z Was odwiedził już te rejony? Dajcie znać w komentarzu. 😀




Read more »
o maja 23, 2023 4
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Polecany post

Książki w styczniu i lutym

Popularne posty

  • Zwiedzanie zamku w Rabsztynie
     Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, al...
  • No weźże mnie na wycieczkę - pomysły na prezent z okazji Dnia Dziecka [aktualizacja 2023]
     Dzień dziecka zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji, gdzie można by się wybrać ze swoją pociechą, ale nie ...
  • Styczniowe wyprawy
     Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zaw...

Archive

  • ▼  2026 (3)
    • ▼  mar 2026 (1)
      • Książki w styczniu i lutym
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (1)
  • ►  2025 (21)
    • ►  gru 2025 (2)
    • ►  lis 2025 (3)
    • ►  paź 2025 (1)
    • ►  wrz 2025 (3)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  maj 2025 (1)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (2)
    • ►  lut 2025 (1)
    • ►  sty 2025 (2)
  • ►  2024 (25)
    • ►  gru 2024 (2)
    • ►  lis 2024 (2)
    • ►  paź 2024 (2)
    • ►  wrz 2024 (3)
    • ►  sie 2024 (2)
    • ►  lip 2024 (3)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (1)
    • ►  mar 2024 (3)
    • ►  lut 2024 (3)
    • ►  sty 2024 (3)
  • ►  2023 (37)
    • ►  gru 2023 (3)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (2)
    • ►  wrz 2023 (2)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (4)
    • ►  cze 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (4)
    • ►  kwi 2023 (3)
    • ►  mar 2023 (4)
    • ►  lut 2023 (3)
    • ►  sty 2023 (4)
  • ►  2022 (33)
    • ►  gru 2022 (2)
    • ►  lis 2022 (3)
    • ►  paź 2022 (3)
    • ►  wrz 2022 (4)
    • ►  sie 2022 (3)
    • ►  lip 2022 (3)
    • ►  cze 2022 (2)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (2)
    • ►  mar 2022 (3)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (3)
  • ►  2021 (39)
    • ►  gru 2021 (4)
    • ►  lis 2021 (3)
    • ►  paź 2021 (2)
    • ►  wrz 2021 (4)
    • ►  sie 2021 (2)
    • ►  lip 2021 (3)
    • ►  cze 2021 (3)
    • ►  maj 2021 (4)
    • ►  kwi 2021 (4)
    • ►  mar 2021 (3)
    • ►  lut 2021 (4)
    • ►  sty 2021 (3)
  • ►  2020 (5)
    • ►  gru 2020 (5)

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Podróże z książką. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.