Podróże z książką

Z wielu odbytych podróży i pasji do słowa pisanego zrodził się pomysł na bloga. Podróże z książką to miejsce, w którym odnajdziecie zarówno wpisy o tematyce podróżniczej jak i recenzje książek.

Menu

  • Strona główna
  • O mnie

lutego 21, 2023

Podróż do Matery

Za co kocham podróże? Za to, że poszerzają moje horyzonty i uczą mnie cierpliwości w dążeniu do realizacji swoich marzeń. Zdjęcia z Matery zaczęłam przeglądać już nieco ponad rok temu. A kilka dni przed wyjazdem, robiłam to parę razy dziennie. Nie spodziewałam się, że na żywo Miasto wykute w skale wywoła we mnie taką euforię i łzy wzruszenia. Ostatnim razem mowę odebrało mi podczas zwiedzania Skalnych Miast, a tu minęło pół roku i proszę... Dziś wpis o tym, jak dojechać do Matery, których punktów nie można pominąć i dlaczego tak ważny jest kontekst historyczny. Zapraszam. 😊
 
1. Historia Matery

Matera jest uznawana za jedno z najstarszych miast na świecie. Początki sięgają czasów kamienia łupanego. Znajdziemy tu liczne przykłady osadnictwa jaskiniowego. Jak to się stało, że one przetrwały? Otóż mieszkańcy Matery mieszkali w jaskiniach do lat 50 XX wieku. Brzmi niewyobrażalnie, prawda? A jednak, tak właśnie było. Ci, którzy mieli więcej mieszkali u góry, bliżej cywilizacji. A biedniejsi zajmowali bardziej odległe tereny. Włosi wstydzili się tego rejonu, była to ich największa ujma. Tutaj ludzie mieszkali w grotach razem ze swoimi zwierzętami domowymi. Powiedzieć, że warunki bytowe były opłakane to jak nic nie powiedzieć. Śmiertelność niemowląt wynosiła 50%... 


Rząd zajmował się przede wszystkim rozwojem północy kraju, a południe zostawił tak naprawdę na pastwę losu. W końcu w 1954 postanowiono wysiedlić ludzi z tej części miasta na obrzeża, gdzie wybudowano nowe budynki. Jednak mieszkańcy byli bardzo zżyci ze swoim najbliższym otoczeniem, z domem, z sąsiadami dlatego próbowali wracać. Najpierw zakradali się w nocy, później zostawali na dłużej i ukrywali się.  Aby rozwiązać ten problem, niekiedy trzeba było zamurować drzwi wejściowe by w końcu całkowicie pozbyć się ludzi z tamtych terenów. Przez około 30 lat ta część miasta była niemalże wymarła. W 1986 rząd pozwolił wrócić mieszkańcom do swoich domów pod warunkiem gruntownego wyremontowania nieruchomości. Aby zachęcić ludzi, przyznawano nawet spore dofinansowanie. Skąd my to znamy. 😏 


Miasto odżyło, jednocześnie zachowując swój niepowtarzalny klimat. W 1993 zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Dzisiaj jest jednym z najszybciej rozwijających się miast we Włoszech. Dużą sławę Materze przyniosły kręcone na jej terenie filmy, takie jak Wonder Women, Pasja czy najnowszy Bond. Sama dowiedziałam się o tym mieście właśnie dzięki początkowym scenom w "No time to die". To była miłość od pierwszego wejrzenia. Przyznajcie, że warto wiedzieć coś więcej, przechadzając się po tych pięknych ulicach...

2. Jak dojechać?

Postaram się opisać ten wątek dość dokładnie, bo podczas naszej podróży byliśmy świadkami wychodzenia z pociągu, nerwowego rozglądania się i dopytywania przez innych Polaków czy na pewno dobrze jedziemy. Najbliższe lotnisko znajduje się w Bari. O tym, jak dojechać z lotniska do dworca, napisałam dokładnie w w poprzednim wpisie. 

Po pierwsze, musimy zlokalizować właściwy dworzec kolejowy. Nie jest to takie łatwe, ponieważ w Bari są aż 4 dworce. Warto po prostu zapytać kogoś z obsługi, niż błądzić po budynkach. Dla podpowiedzi zamieszczam zdjęcie tego właściwego. 

Pociąg docelowo ma jechać do Graviny i przejeżdżać przez Altamurę. W tej miejscowości czeka nas albo przesiadka, albo chwilowy postój, ponieważ cześć wagonów może być odpinana i kierowana właśnie do Matery. Nam się trafił bezpośredni pociąg z podpisanymi wagonami, dwa pierwsze były do Matery Sud, a dwa ostatnie do Graviny. Matera Sud to stacja końcowa, wysiadamy na przedostatnim przystanku o nazwie Matera Centrale. Wracaliśmy już z przesiadką, Altamura była przystankiem końcowym. Wtedy musieliśmy tylko przejść na inny tor i dosłownie za minutkę podjechał pociąg do Bari. Nie trzeba kupować osobnych biletów, wystarczy jednoprzejazdowy. My kupiliśmy od razu w automatach bilety w obie strony i jeden kosztował 5,80 euro. Czas przejazdu to ok. 1h 50 minut, a pociągi kursują +/- co 2h. Może brzmi to skomplikowanie, ale naprawdę takie nie jest. My daliśmy radę i służyliśmy pomocą innym, mimo że sami opieraliśmy się na wiedzy z internetów. 👀

3. Co zobaczyć? 

No dobrze, to teraz pora na najważniejsze. Zanim jednak opowiem Wam, jak wyglądał nasz spacer, muszę zaznaczyć że na zwiedzanie Matery warto przeznaczyć przynajmniej jeden cały dzień. Jest tu sporo zakamarków, schodów, ukrytych zaułków. Trzeba mieć czas, żeby się zgubić i odnaleźć. GPS będzie Wam świrował, uwierzcie na słowo. Koniecznie znajdźcie też czas na kawę w tym magicznym miejscu i delektujcie się nim. Już wtedy wiedziałam, iż będę wracać do tych chwil jeszcze wielokrotnie. Zdecydowanie zostawiłam w Materze kawałek swojego podróżniczego serca. Już opowiadam dlaczego.


  • Plac Vittorio Veneto i Palamboro Lungo
To tam skierowaliśmy swoje kroki, kiedy wysiedliśmy z pociągu. Plac Vittorio Veneto jest głównym placem Matery z pięknym tarasem widokowym. Mamy tutaj trzy balkoniki i bajkową panoramę. Do tego w tle słychać było ulicznych grajków, wszystko tworzy niepowtarzalny klimat. Z dworca do historycznego centrum to około 10 minut spacerkiem. Na placu było naprawdę sporo ludzi i nie chcę wiedzieć, co tu się dzieje w sezonie. Jednak teren do zwiedzania jest rozległy, więc to było na szczęście jedyne miejsce, w którym były tłumy. Pod placem znajduje się ogromna cysterna na wodę, którą wykorzystywano do 1920 roku. Dziś można ją zwiedzać, ale my akurat odpuściliśmy sobie podziemny spacer, ponieważ wyczytałam że trwa on bardzo krótko. Pojemność cysterny to ok. 5 milionów litrów. Za zwiedzanie Palamboro Lungo trzeba zapłacić 3 euro, w czasie sjesty obiekt jest zamknięty (między 12.30, a 15). 


  • Punkt widokowy na kościół San Pietro Barisano
Następnie w GPS wklepałam nazwę tego kościoła i dość szybko się zgubiliśmy. A to dlatego, że nie doczytałam dokładnie, że szukamy widoku na słynną dzwonnicę tego kościoła, a nie samego kościoła. To jednak miało swoje plusy, bo oderwaliśmy się od tych tłumów. Przyznajcie, że ten widok jest równie piękny, a brak ludzi tylko dodaje uroku. Kościół San Pietro Barisano wybudowano w ok. 1000 roku i uchodzi za najstarszy w mieście, ale niestety w środku został okradziony i zniszczony w czasie eksmisji mieszkańców. 


  • Punkt widokowy obok klasztoru Sant'Agostino 
Uwielbiam w podróżowaniu te momenty, kiedy wydaje mi się, że już zobaczyłam ten najpiękniejszy widok ever w danym miejscu, a tu tuż za rogiem czeka kolejny przedni widok. Koniecznie przespacerujcie się w stronę klasztoru Sant'Agostino by zobaczyć teraz Materę z jeszcze piękniejszej perspektywy. To chyba najbardziej rozpoznawalny punkt miasta i ciężko się dziwić. W okolicach klasztoru zrobiliśmy sobie też przerwę na małą kawkę. W związku z podróżą poza sezonem, sporo kawiarni/restauracji było zamkniętych, więc miejcie to na uwadze. 😏


  • Casa Grotta - dom wykuty w skale 
Obejrzeliśmy już kilka punktów widokowych, głównie z góry. Pora wejść w głąb miasta i odczuć klimat tego miejsca jeszcze bardziej. Jeśli mamy zwiedzić coś w środku, to zdecydowanie niech to będzie  jeden z udostępnionych dla turystów, domów w skale. Wejście kosztuje 2 euro. Płatność możliwa tylko gotówką i warto mieć jakieś pieniążki przy sobie, bo próżno szukać tam bankomatu. Ciężko uwierzyć, że ludzie żyli w takich warunkach tyle lat. 
  • Katedra w Materze 
Kolejnym ważnym punktem w Materze, który również polecam zwiedzić w środku jest Katedra. Wzniesiono ją w centralnym punkcie miasta, pomiędzy dwoma najstarszymi dzielnicami miasta. Ja kupiłam (przez przypadek, bo chyba można tylko do kościoła 👀) bilet łączony do muzeum i katedry za 5 euro. No muzeum mnie nie zachwyciło, więc przemknęłam przez nie błyskawicznie. Kościół jest trójnawowy, a jego wnętrza są ozdobione w stylu barokowym. Ciężko oderwać oczy, od tego złota. Moją uwagę najbardziej przyciągnęła drewniana szopka i ołtarz główny.  Spod Katedry rozciąga się również piękna panorama miasta i znów spotkaliśmy ulicznego grajka. Nic tylko siedzieć, słuchać i oglądać...

  • Kościół Santa Maria di Idris
Jednak to wcale nie Katedra zdobyła moje serce w kwestii lokalizacji i widoku. W skale wykuwano nie tylko domy, ale również kościoły. I to właśnie kościół Santa Maria di Idris jest tym najpiękniej położonym. Pochodzi z XIII wieku i znajduje się na wapiennym klifie. Nie musicie wchodzić do środka, ale idźcie przypatrzeć się z bliska temu budynkowi. Poza tym tuż obok kościoła znajduje się kolejny taras widokowy i to nie byle jaki. Zobaczycie tam, kolejny element rozpoznawczy Matery, czyli most wiszący. No robi wrażenie. Aż żałuję, że mieliśmy tylko jeden dzień na zwiedzanie, bo byłoby co robić. 


  • Kościół San Pietro Caveoso
Jeśli mało Wam pięknych widoków, tuż obok kościoła Santa Maria di Idris, znajduje się drugi. Położony nieco wyżej, ale warto się tam wdrapać dla pięknej panoramy. Rozciąga się tam widok na kanion rzeki Graviny. W drodze do tego kościołka widzieliśmy też bardzo fajną kawiarnię z poduszkami, niejako wśród skalnych zakamarków. Jeśli macie ochotę na kawę/drinka w niecodziennym miejscu, szukajcie jej właśnie tam. Natomiast, wejście do jednego i drugiego kościoła jest płatne, ale można kupić łączony bilet na oba. W Materze jest bardzo dużo kościołów (co pewnie zauważyliście) i niektóre z nich są ogólnodostępne, więc wchodziliśmy właśnie do tych otwartych i ja zwiedziłam jeszcze Katedrę. Polecam takie rozwiązanie. 
  • Palazzo Lanfranchi Matera i punkt widokowy Belvedere di Piazza Giovanni
Myśleliście, że to tyle? Ależ skąd! Staram się opowiadać o miejscach, które zwiedzaliśmy po kolei i w ten sposób pokazać przykładową trasę spacerową. Jednym z kolejnym pięknych budynków w Materze jest pałac wybudowany w XVII wieku. Pierwotnie było tu seminarium, później szkoła, a dziś siedziba Narodowego Muzeum Sztuki Średniowiecznej i Współczesnej Basilicata. My nie wchodziliśmy do środka, bo mieliśmy trochę ograniczony czas, ale jeśli jesteście w Materze dłużej niż jeden dzień i lubicie muzea, to wpadnijcie. Tuż obok Pałacu znajduje się kolejny punkt widokowy. Mamy tutaj kilka balkoników, więc jest szansa na selfie bez tłumów. 😀 Przy pałacu znajduje się też główny deptak, zatem ludzi również było więcej. A jak ludzie, to też kawiarnie i restaurację. Niestety nam się nie udało skorzystać, bo akurat była wtedy sjesta. Po drodze na dworzec wstąpiliśmy jeszcze do parku im. Jana Pawła II. Tak jakby mało nam było chodzenia... 😊


No dobrze, to teraz trudne pytanie. Które zdjęcie najbardziej Wam się podoba? 😍




Read more »
o lutego 21, 2023 6
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 13, 2023

Przewodnik po Bari

 Na moim blogu znalazło się już kilka zagranicznych wpisów. Wszystko przecież zaczęło się od stolicy Słowenii, ale poza tym jest też m. in przewodnik po Pradze, Wiedniu, Dreźnie, Egerze,  Atenach oraz Słowackich Tatrach, czy Skalnych Miastach w Czechach i Saksonii. Pora na kolejny kraj, czyli cudne Włochy. Dziś zapraszam na przewodnik po Bari. Będzie lista miejsc do zobaczenia, poradnik jak dostać się do centrum i oczywiście, co zjeść. Zapraszam! 


1. Loty do Bari

Bari pewnie wszyscy kojarzą z tanimi lotami i prawidłowo. My rezerwowaliśmy loty z około miesięcznym wyprzedzeniem i zapłaciliśmy za nie 600 zł. Można by było taniej, ale organizacja wyjazdu nie była taka łatwa. Wręcz powiedziałabym, że mieliśmy dużo przeszkód, ale na szczęście się udało. Wylatywaliśmy z Krakowa, ale loty są dostępne z kilku polskich miast. Niedawno wyczytałam w jakieś rolce na Instagramie, że im później się odprawiamy, tym większe szansę na dobre miejsca. Testowałam tę informację i faktycznie tak jest. Z trzech lotów (mieliśmy jedną przesiadkę w Wiedniu), dwa razy udało nam się trafić rząd premium i to jeszcze z miejscami obok siebie. Wiadomo, to na pewno nie jest reguła, ale polecam zaryzykować. 😎 Lot z Krakowa do Bari zajął nam 1h 30 minut.


2. Dojazd z lotniska do miasta

Generalnie z lotniska do centrum można dostać się na kilka sposobów : 

  • Autobusem miejskim (linia 16), kursuje +/- co godzinę, koszt biletu 1.5 euro. Przejazd trwa ok 40 minut. 
  • Autobusem prywatnym, kursuje podobnie jak miejski, koszt biletu to 4 euro. Przejazd trwa 25 minut. 
  • Pociągiem, kursuje co pół godziny, koszt biletu to 5 euro. Przejazd trwa 15 minut. 
  • Taksówką, przejazd podobnie jak pociągiem, a koszt to w okolicach 25 euro (ale nie sprawdzaliśmy). 
My w jedną stronę jechaliśmy autobusem prywatnym, a w drugą pociągiem. Chcieliśmy jechać miejskim, ale w Bari byliśmy o 7.30, a pierwszy autobus był chyba dopiero o 9, więc bez sensu było tyle czekać. Stacją końcową był dworzec główny w Bari Centrale i tam wysiedliśmy. Do Starego Miasta mieliśmy około 20 minut spacerkiem. 


3. Gdzie spać

Podczas szukania noclegów, zależało mi stosunkowo fajnej lokalizacji. Najpierw pomyślałam, że hotel blisko plaży byłby dobrym rozwiązaniem, ale zrobiłam szybkie rozeznanie i najlepszą lokalizacją okazało się Stare Miasto. Po pierwsze, do najważniejszych miejsc jest blisko, a poza tym im bliżej starówki, tym bezpieczniej. I faktycznie, nie chciałabym spać gdzieś w okolicach Dworca. Byliśmy tam dwa razy wieczorem, raz sprawdzić połączenie do Matery, a potem drugi raz wracając z niej i jest tam dużo szemranego towarzystwa. Bari dzieli się na Nowe i Stare Miasto.  W Nowym znajdziemy długą (chyba na kilometr) alejkę z przeróżnymi sklepami, które przyciągają tłumy ludzi. Niby widzieliśmy patrolujących policjantów, ale jakoś to nie wzmacniało mojego poczucia bezpieczeństwa w tych miejscach. Zarezerwowaliśmy pokój bardzo blisko Bazyliki św. Mikołaja, tutaj podsyłam Wam link na bookingu. 

4. Co zwiedzić

No dobrze, to teraz pora na miejsca których nie możecie pominąć w czasie wizyty w Bari :

  • Bazylika św. Mikołaja
Przede wszystkim ze względu na polski akcent w środku. Znajdziemy tam bowiem grobowiec królowej Bony, która pochodziła właśnie z Bari. Ciężko go przegapić, ponieważ znajduje się w centralnym punkcie kościoła. Warto jeszcze wznieść oczy ku górze i podziwiać piękny sufit. Wejście jest darmowe. 

  • Katedra św. Sabina 
Pozostając dalej w klimacie sakralnym, drugim ważnym kościołem jest katedra św. Sabina, czyli pierwszego patrona Bari. W środku zarówno jeden, jak i drugi kościół są dość surowe, sprawiają (przynajmniej to moje odczucia) trochę wymarłych. Katedra jest otwarta rano i popołudniu (od 16.30). Chodźmy jednak nieco dalej. 

  • Zamek
Spacerując po Starym Mieście, na pewno miniecie nieraz zamek. Kto mnie zna, ten wie, że mam do nich słabość. Jednak dość często ich zwiedzanie kończy się moim rozczarowaniem, bo wnętrza nie mają nic wspólnego z historią/ ekspozycja jest po prostu nudna. W tym wypadku polecam wizytę w środku tylko prawdziwym pasjonatom. Zamek lata swojej świetności miał właśnie za panowania królowej Bony. Ona i jej rodzina tchnęły trochę życia w te rejony, później niestety było tylko gorzej. Bilet wstępu kosztował 6 euro. 


  • Teatr Margherita
Pora wybrać się na spacer w kierunku plaży. Po drodze warto zatrzymać się przy wyjątkowym teatrze na wodzie. Został wybudowany w 1914, kiedyś pełnił funkcję kina i teatru, a dziś jest w nim muzeum. Przyznajcie, że wygląda bardzo ładnie! 

  • Deptak i plaża
Generalnie w Bari najbardziej spodobał mi się deptak prowadzący na plażę i to właśnie tego punktu, nie powinniście pominąć w czasie wizyty w Bari. Spacer ze starówki na plażę zajmie Wam około 40 minut w jedną stronę.  Po drodze będzie pełno ławeczek, port rybacki, park z palmami (polecam zajrzeć do środka). W ogóle palm w Bari jest sporo, tuż przy Starym Mieście, znajduje się z nimi cała alejka i piękna fontanna. 


  • Ulica pełna makaronów
No dobrze, a nawiązując już powoli do tematu jedzenia (który wiem, że bardzo lubicie), to Włochy słyną przede wszystkim z makaronu. Tak się składa, że w Bari znajdziemy makaron regionalny. Możemy podpatrzeć jak wygląda produkcja domowa i zrobić zapasy. Mowa o makaronie orecchiette. Orecchio to po włosku ucho i to określenie pasuje do wyglądu. Oficjalna nazwa tej ulicy to Via Arco Basso, ale jeśli wpiszecie w gps Strada delle orecchiette, to też na pewno traficie. To troszkę takie miasto w mieście, ale dzięki temu ma swój klimat. 

5. Co i gdzie zjeść

W temacie makaronu, jak i pizzy, mogę polecić Wam La RistoPazzeria na Starym Mieście. Generalnie szukając miejscówek, wiele osób pisało o pizzerii Di Cosimo, ale chyba ze względu na niski sezon, restauracja jest zamknięta. Niemniej polecam odwiedzić (zwłaszcza wieczorem) plac Largo Albicocca, przy którym się znajduje. Kolacja z winem to koszt ok. 30 euro. Drugim miejscem, które warto odwiedzić jest Street bar Cibo'. Dostaniecie tam słynne pieczone pierożki panzerotti. Mogą być mięsne, serowe, z owocami morza itd. Koszt jednego waha się między 5, a 6 euro. Jeśli jednak jesteście spragnienie klasycznych, europejskich dań, a zwłaszcza śniadań, wpadnijcie koniecznie do Mavi Bistrot. Za naleśniki z nutellą i dwie herbaty zapłaciliśmy 14 euro. Nie mam zdjęcia, bo byłam okropnie głodna 😁.  Restauracja znajduje się niedaleko dworca, więc jeśli złapie Was mały głód po podróży, to koniecznie sprawdźcie to miejsce! Jeśli chodzi o jedzenie, warto pamiętać jeszcze o dwóch kwestiach. Pierwsze jest taka, że Włosi mają sjestę, więc nie zjecie nic między godziną 15/16, a 18/19. Pamiętajcie o tym. No i przygotujcie się na hałas, gwar, muzykę. Co kto lubi. 😊


Kogo wpis zachęcił do podróży? A dla tych, którzy jeszcze się wahają...Dajcie mi kilka dni i przeczytajcie post o Materze. Wtedy nie będzie już odwrotu. Gwarantuję! 


Read more »
o lutego 13, 2023 4
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 02, 2023

Książki w styczniu

 Czy styczeń zaczęłam z nową energią i motywacją do przeczytania jeszcze większej ilości książek? Otóż nie. Sięgnęłam jednak po coś z poza mojego kręgu zainteresowań i to był dobry wybór. A najlepsza w tym miesiącu okazała się książka, którą wzięłam przez pomyłkę i od niej zaczniemy.

1. Jeszcze jeden dzień

Małe i duże sukcesy warto nagradzać. W tym wypadku zamiast lampki wina wieczorem w nagrodę za stresujący miesiąc, postanowiłam wpaść do księgarni. To chyba też całkiem niezłe rozwiązanie. 😉 I tak wzięłam do ręki książkę  Guillaume Musso i Kristin Hannah. Tak przynajmniej wtedy myślałam. Dopiero w domu okazało się, że pomyliłam nazwiska i autorka nazywa się Kristin Harmel. No podobne, prawda? 😀 Akcja rozgrywa się w szpitalu, a główną bohaterką jest pielęgniarka na dziecięcym oddziale onkologicznym. Taka praca to ciężki kawał chleba, jednak Jill stara się zapewnić swoim pacjentom choć chwilę radości w tym okrutnym miejscu. Niestety sama zaczyna miewać gorsze samopoczucie i nawracające bóle głowy. Wykonuje rutynowe badania i słyszy najgorszą z możliwych diagnoz. Umiera, zostało jej kilka tygodni życia. Ciężko pokrzepiać innych, kiedy samemu jest się rozbitym. I wtedy z pomocą przychodzi chory na raka Logan. Chce się odwdzięczyć za całą dobroć, której do tej pory doświadczył ze strony Jill. Pokazuje jej pewien magiczny sposób, który pozwala oswoić się z nadchodzącą śmiercią. Jednak czy wystarczy czasu, aby domknąć wszystkie sprawy? Zwłaszcza, że tak naprawdę został tylko jeden dzień... Klimat historii przypomina mi trochę Oskara i Panią Róże. Jedyny zarzut jaki mam, to że książka za szybko się kończy. Można by spokojnie pociągnąć jeszcze kilka wątków, ale może z takim właśnie niedosytem ma pozostać czytelnik. Dla mnie 10/10. 

2. Uwięziona

Szczerze mówiąc, na bieżąco z premierami, to jestem chyba tylko u Mroza i ewentualnie Czornyja. Reszta jakoś mi umyka. Na szczęście dzięki Instagramowi udało mi się wyhaczyć premierę nowej książki jednej z moich ulubienic. Po książki Paris sięgam w ciemno, chociaż z ich poziomem bywa różnie. Ostatnio "Terapeutka" zrobiła na mnie dobre wrażenie i liczyłam, że tu będzie podobnie. Mniej więcej 1/3 książek które czytam podzielona jest na dwie perspektywy czasowe. Kiedyś i teraz. Tak jest też w tym wypadku.  Wejście w dorosłe życie dla Amelii jest szczególnie trudne. Niedawno zmarł jej tata, zwolnili ją z pracy i ląduje pod mostem. Jest głodna, brudna i niewyspana. Poluje na resztki jedzenia w restauracji i tak przypadkowo poznaje Carolyn. To ona wyciąga do niej rękę i postanawia pomóc człowiekowi w potrzebie. Dzięki temu przed Amelią otwierają się nowe, lepsze perspektywy. Początkowo pracuje jako pomoc domowa, później udaje jej się trafić do ekskluzywnej redakcji zarządzanej przez niejakiego Neda Hawthorpe'a.  Wkrótce składa on Amelii nietypową propozycję, biznesowego małżeństwa. Tutaj każdy ma być wygrany. Ona dostanie pieniądze na wymarzone studia, a on zagra na nosie rodzicom. Po miesiącu mają się rozwieść. Brzmi nieźle, prawda? A co nas czeka w perspektywie teraźniejszej? Porwanie młodych małżonków. W tym wypadku to wydarzenie będzie dla Amelii wybawieniem od męża. Dlaczego? A tego już nie zdradzę. Książka rozkręca się stopniowo. Ktoś, kto czytał już książki Paris, może spodziewać się pewnych wątków, tajemnic. Natomiast im dalej, tym trudniej zrobić sobie przerwę w czytaniu. Aż prosi się o ciąg dalszy tej historii i za ten niedosyt przy zakończeniu daję 9/10, bo znając Paris nie ma na co liczyć. 😀

3. Bezmatek

Nie chciałabym, abyście pomyśleli że styczeń obfitował w przygnębiające tematy. Po prostu, muszę wspomnieć o książce "Bezmatek" z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, wiele dobrego o niej słyszałam i długo się do niej przymierzałam. A drugi powód  jest taki,  że kiedy zobaczyłam formę w jakiej jest napisana, obstawiałam w ciemno, iż nie przypadnie mi do gustu. A tutaj miłe zaskoczenie. Książka opowiada o relacji córki z matką. Każdy z nas doświadcza jej w jakiś inny sposób. Zupełnie inną więź z mamą ma moja siostra, inaczej to wygląda też w wypadku babci i mamy, albo relacji mojego męża ze swoją mamą itd. Jest też miejsce na tęsknotę za utraconą więzią i tak jest właśnie w tym wypadku. Bo mama odchodzi zawsze za wcześnie. Tutaj znów tłem wydarzeń jest choroba, która sieje spustoszenie w organizmie matki i powoduje śmierć. To opowieść o tęsknocie, o odkrywaniu tego, co jednak łączyło i o próbie zbudowania wszystkiego na nowo. To nie jest łatwa książka, ale wiele uświadamia. Zaskoczyłam siebie samą, że aż tak mi się podobała. Polecam, jeśli jej nie znacie. 8/10 

Mam nadzieję, że luty też mnie pozytywnie zaskoczy! 


Read more »
o lutego 02, 2023 2
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

stycznia 23, 2023

Gotowy plan podróży po Wiedniu

 Wiecie, że pierwsze robocze teksty na bloga zaczęłam pisać już na początku pandemii? Czyli na wiosnę 2020. I ten dzisiejszy wpis był moim pierwszym i cóż, trochę sobie musiał poczekać na publikację. Lepiej późno niż wcale. Zapraszam do Wiednia!

Stolica Austrii długo była na mojej liście miejsc, które chciałabym zwiedzieć, ale jej pozycja nie była na tyle mocna żeby właśnie Wiedeń wybrać jako kolejny cel podróżniczy. W końcu jednak udało się dojść do kompromisu, którym była ilość czasu, jaką chcemy poświęcić na zwiedzanie tego miasta. Przeznaczyliśmy na to 4 dni i uważam, że to wystarczyło, aby poznać klimat, zobaczyć najważniejsze zabytki, ale wyjechać też z lekkim niedosytem. Zapakowani, wsiedliśmy do flixbusa i ruszyliśmy.

Miejsc do zwiedzenia w Wiedniu jest wiele, więc zrobiłam rozeznanie wśród znajomych, co warto zobaczyć, a co można odpuścić. Nie będę udawać - zwiedzanie stolicy Austrii do najtańszych nie należy, dlatego też zdecydowaliśmy, że najbardziej polecane miejsca faktycznie zobaczymy od środka, a pozostałym przyjrzymy się jedynie spacerując wokół nich. 

1. Wiedeńskie zoo i Schonbrun 

Kto nas dobrze zna, ten wie, że nie jesteśmy wielkimi fanami ogrodów zoologicznych- ba, nawet nigdy w żadnym nie byliśmy. Aż do tej pory! Wiedeńską przygodę rozpoczęliśmy właśnie od zwiedzania zoo. To ponoć najstarsze i największe zoo w całej Europie. My niestety nie mamy porównania, ale wierzymy wujkowi Google na słowo. W 2018 zostało uznane (kolejny raz) za najlepsze zoo w całej Europie. Obiekt jest ogromny i spędziliśmy tam, naprawdę nigdzie się nie spiesząc, około 2.5 godziny. W pamięci utkwiło mi przede wszystkim jedno pomieszczenie zrobione w klimacie tropikalnym. Zapach, temperatura, drewniane mostki i wszędzie ta uspakajająca zieleń.

 Zwierząt jest całe mnóstwo, żyje tu ponad 700 gatunków. Możemy spotkać foki chętne do pozowania, żyrafy, uroczą rodzinę słoni, śpiące pandy, nosorożce, bawoły czy tygrysa syberyjskiego. 

Jeśli chodzi o bilety, to opcji jest wiele. Ogród znajduje się na terenie Schonbrunu i jeśli ktoś chce zaliczyć oba te miejsca, to kupuje bilet łączony na obie atrakcje. Wszystko jest dość jasno opisane. Za bilety (tylko do zoo) zapłaciliśmy 20 euro od osoby, ale uwierzcie mi - było warto. Po wizycie w ogrodzie zoologicznym, wybraliśmy się na spacer wokół Schonbrunu(nie zwiedzaliśmy w środku) który na żywo robi ogromne wrażenie, aczkolwiek zapewne wiosną-kiedy wszystko budzi się do życia, ogrody przed pałacem muszą wyglądać jeszcze lepiej. Jeśli chodzi o samą historię tego pałacu, to w 1642 roku żona cesarza Ferdynanda II, Eleonora zarządziła budowę letniej rezydencji na tym terenie. Miał tam miejsce chociażby Kongres Wiedeński. Zamiast zwiedzania w środku Schonbrunu, ja wybrałam po prostu Hofburg. Czasem podróżowanie to też podejmowanie trudnych decyzji. 😀

2. Hofburg

Po tym długim spacerze, zameldowaliśmy się w naszym hotelu, chwilkę odpoczęliśmy i ruszyliśmy na podbój Hofburgu, czyli miejsca, w którym przebywała Sisi - dla mnie jest to jeden z symboli Wiednia. Do celu dotarliśmy  koło 16 i nie bardzo wiedzieliśmy, czy w dwie godziny zdążymy zobaczyć całość. Na całe szczęście już przy zakupie biletów dowiedzieliśmy się, że  są one ważne  dwa dni i jeśli dziś na coś zabraknie nam czasu, możemy przyjść jutro. Odetchnęliśmy z ulgą, odebraliśmy audio przewodniki (dostępne również w języku polskim, super opcja!) i ruszyliśmy ścieżkami mojej ulubienicy z dzieciństwa.

Kto choć raz był w muzeum z przewodnikiem lub korzystał z wersji audio wie, że bywa różnie. Czasem sam ton już jest tak zniechęcający, że ciężko cokolwiek przyswoić, czasem poszczególne stacje są opisane zbyt obszernie (aczkolwiek wiadomo, co kto lubi), ale tutaj trafiliśmy na bardzo ciekawe i w przystępny sposób, przekazane informacje, a poza tym zawsze można pominąć i przejść do następnego punktu. 

 
Osobiście bardzo lubię kiedy przewodnik nie kieruje się tylko wyuczonymi schematami, ale chce zaciekawić słuchacza jakimiś nieszablonowymi wiadomościami. Po całodniowym zwiedzaniu udaliśmy się na zasłużony odpoczynek- w końcu sama podróż też dała nam siwe znaki. 

I następnego dnia, wyspani, dokończyliśmy zwiedzanie bez żadnego problemu. Została nam tak naprawdę wystawa z porcelana królewską, która jest oddzielona od komnat, nie było żadnego problemu z wejściem.  My zapłaciliśmy za bilety 16 euro od osoby.  Jeśli chcecie wszystko zobaczyć za jednym razem, przeznaczcie na to 2-3h. Hofburg zdecydowanie polecam zwiedzić też w środku. Warto! 

3. Stare Miasto

Korzystając z ładnej pogody, drugi dzień spędziliśmy na spacerowaniu po starym mieście. Zwiedziliśmy katedrę świętego Szczepana, włącznie z więżą widokową, ale niestety ze względu na remont mogliśmy zwiedzić tylko północną, a ponoć to właśnie  z południowej jest ładniejszy widok. Za wstęp na wieże zapłaciliśmy ok. 5 euro. Katedrę można zwiedzić za darmo.


 Kolejnym naszym celem był parlament i ratusz, które są obok siebie (o dziwo, też otaczały je rusztowania, trafiliśmy chyba na okres remontów). Co mnie urzekło, to lodowisko pod ratuszem. Trzy albo nawet cztery tafle, do tego zimowe słoneczko, muzyka, stoiska z jedzeniem, naprawdę dużo miejsca, więc zero tłoku ani przy przebieraniu ani na samej tafli. Jedynym problemem jest M., który nienawidzi jeździć na łyżwach i nawet tak fajnie zrobione lodowisko nie przekonało go do krótkiej przerwy w zwiedzaniu. No nic, powzdychałam i pozazdrościłam i udaliśmy się do kolejnych miejsc.😀 Zwiedziliśmy Karlplatz, Operę oraz Prater. Co nas bardzo zdziwiło, w Praterze, który jest przecież tak
popularnym parkiem rozrywki, praktycznie nie było ludzi. 

Większość atrakcji nieczynna, wszystko wyglądało rodem jak z horroru o wymarłym miasteczku. Nie mogliśmy się nadziwić, być może wynika to z podróży poza sezonem, ale również istotne jest to że w Wiedniu życie nocne wygląda dość ubogo.

4. Belweder  

Kolejny dzień przeznaczyliśmy na zwiedzenie Belwederu- nie wchodziliśmy do środka, a jedynie obeszliśmy dookoła, ale był to naprawdę dość długi spacer. Belweder jest podzielony na dwie części- górną i dolną. Można zdecydować się na zwiedzanie tylko jednej i kupić osobny, troszkę tańszy bilet. Na spacer po tamtych okolicach zarezerwujcie sobie spokojnie 2 godzinki. 

Na deser naszej podróży zostawiliśmy sobie kolejny symbol Wiednia jak i w ogóle Austrii- słynny torcik wiedeński. I to nie w byle jakim miejscu, bo w samym hotelu Sacher. Ostrzegam, często trzeba swoje odstać w kolejce, żeby wejść do środka. Jeśli chodzi o moje doznania smakowe, to torcik bardzo czekoladowy i słodki. Zdecydowanie bardziej wolę wypieki @nauczycielodkuchni. W roboczym tekście pisałam, że warto zjeść takie ciastko w tak wykwintnym miejscu, a dziś uważam, że możecie sobie odpuścić ten punkt. 😀 Już nie pamiętam dokładnej ceny, ale coś koło 10 euro za kawałek plus oczywiście kolejne 7-8 za kawkę.


Ostatni dzień spędziliśmy na spacerowaniu po starówce, kupowaniu pamiątek i na zakończenie zjedliśmy ,chyba też, jedne z tradycyjnych austriackich kiełbasek, które można kupić praktycznie na każdym rogu.  Jeśli chodzi o to, gdzie zjeść, to polecam Wam klasyk, który trzeba odwiedzić. Gasthaus Kopp to restauracja z prawdziwym wiedeńskim klimatem. Możecie spotkać tam mieszkańców i zjeść tak ogromną porcję sznycla, że będziecie mieli wyrzuty sumienia. Albo nie. 😀W miarę przystępne ceny i smacznie. Polecam. 👍

Wiedeń na mojej liście zwiedzonych miejsc plasuje się wysoko, na pewno za piękną historię i wspaniałe zabytki, dobrą komunikację (zero spóźnień, aż dziwne!) i  czystość (tu już wiemy, że nie w każdym mieście jest taki porządek). To pierwsze miasto, o którym M powiedział, że mógłby tu zamieszkać, zatem chyba jemu też się spodobało  Moje serce osobiście od dawna należy do Pragi czy Rzymu, ale takim Wiedniem też nie pogardzę w przyszłości, bo przecież dużo jeszcze zostało do zobaczenia. Nie zwlekajcie jak my!






Read more »
o stycznia 23, 2023 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

stycznia 14, 2023

Przewodnik po województwie Świętokrzyskim - lista miejsc.

 Taki przewodnik po Świętokrzyskim chciałam napisać już dawno, ale brakowało mi tylko jednego. Odwiedzenia stolicy tego województwa i wreszcie się to udało. Czy warto było odwlekać to w czasie dla Kielc? Odpowiedź na to pytanie i nie tylko znajdziecie w tekście poniżej. 😊


1. Kielce

To miasto głównie kojarzyło mi się z klubem piłkarskim, co Wam będę ściemniać. Na szczęście ostatnio miałam okazję sprawdzić Kielce osobiście i okazało się, że jest tam co zwiedzać, aczkolwiek nie jest to na pewno najładniejsze miasto w tym województwie. To inne zdobyło moje serce, ale o tym później. 

  • Rezerwat przyrody Kadzielnia
Kadzielnia to nic innego jak teren byłego kamieniołomu. Skąd taka nazwa? Są dwa wytłumaczenia, jedno mówi o tym, że rosną tu zioła potrzebne do produkcji kadzideł, lub ponoć kiedyś tereny rezerwatu dzierżawił kadzielnik, czyli kościelny. Co jednak w tym rezerwacie przyrody znajdziemy? No przede wszystkim sporo ścieżek spacerowych, urządzonych w nowoczesny sposób. Kadzielnia to teren na którym znajduje się aż 25 jaskiń, z czego trzy są udostępnione do zwiedzania. To tutaj można też sobie zafundować (moim zdaniem dość ekstremalną) przejażdżkę tyrolką. Ale głównym punktem rezerwatu jest piękny Amfiteatr. Położenie wśród skalnej scenerii sprawia, że chciałoby się tu przyjechać kiedyś na jakieś wydarzenie. Trudną o piękniejszą lokalizację takiej sceny. Spacer po rezerwacie zajął nam niecałą godzinkę, wdrapaliśmy się też na punkt widokowy, a po drodze znaleźliśmy kilka tablic informacyjnych. Na miejscu znajduje się prywatny parking, cena za godzinę to 3 zł, a za cały dzień 15 zł. Warto tutaj wstąpić nawet przejazdem.

  • Dawny Pałac Biskupów Krakowskich
Drugim bardzo ładnym miejscem w Kielcach jest dawna rezydencja biskupów krakowskich. Znajduje się na wzgórzu i została wybudowana w XVII wieku. Przez wiele lat pałac pełnił różne funkcje, od poczty przez drukarnie, a kończąc na Szkole Akademiczno-Górniczej. Dziś mieści się tu oddział Muzeum Narodowego, ale akurat nie wchodziliśmy do środka. Dla ciekawskich, odsyłam do strony internetowej. Będąc w okolicy, zachęcam zerknąć jeszcze do pięknej Katedry Kieleckiej. 


  • Park Miejski i kawiarnia MeetMe
I ostatnim miejscem, przy którym warto się zatrzymać w Kielcach, jest Park miejski im. Stanisława Stasica. To jeden z najstarszych parków w Polsce i pierwsze co mi się rzuciło - nawet nie w oczy, a w uszy, to śpiew ptaków. Było ich bardzo dużo. W parku znajdziemy fontannę, ponoć kiedyś była tutaj przystań i po stawie pływały łódki. To musiało pięknie wyglądać. Jeśli chodzi o punkty gastro, to sprawdziliśmy tylko kawiarnię i ją z czystym sercem polecamy. Cudny wystrój i pyszna kawa. Natomiast sam rynek w Kielcach nie porywa. Jest dość ubogi i tam akurat spacer możemy sobie darować. 


2. Sandomierz

Jeśli chodzi o miasto w Świętokrzyskim z niepowtarzalnym klimatem, to jest to Sandomierz. Na pewno w przeciągu kilku ostatnich lat zyskało na popularności dzięki Ojcowi Mateuszowi, ale wizytę w jego muzeum akurat Wam odradzam. Co warto?

  • Podziemia miasta 
Zakamarki, tunele, katakumby, do tego ciekawie opowiedziana historia miasta to zdecydowanie moje klimaty. Jedyne, co troszkę psuje wystrój tego mojego, to zamontowane gdzieniegdzie multimedialne ekrany z reklamą winnic. Zwiedzanie planowo miało trwać około 45 minut, ale ze względu na rozgadaną panią przewodnik wyszło troszkę dłużej. Cena za bilet 18/14 zł. Wybierzcie się, jest bardzo ciekawie!
  • Rynek, Brama Opatowska i Zamek
Miejsca, których nie możemy pominąć podczas naszej podróży do Sandomierza, to te wyżej wymienione. Rynek sam w sobie jest ciekawy, ponieważ jest pochyły i trzeba trochę walczyć z grawitacją przy spacerze. 😀 Bramę Opatowską porównałabym do naszej Floriańskiej, natomiast zamek zrobił na mnie wrażenie ilością eksponatów za niską cenę (20/14zł). Mamy tam eskpozycję ukazujące archeologiczne wykopaliska aż po współczesne obrazy. A jeśli wciąż nam mało, na spacer polecam się wybrać do Wąwozu św. Jadwigi, a dobrą pizzę serwują w restauracji 2 Okna.


3. Zamki i księżniczki

No dobrze, skoro w Sandomierzu, zaliczyliśmy nasz pierwszy zamek w tym województwie, to pora wspomnieć jeszcze o dwóch innych. Oba stanowią niejako wizytówkę Świętokrzyskiego, ale moje serce skradł tylko jeden z nich!
  • Krzyżtopór
Nie jest to może zamek w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo na pewno inaczej sobie wyobrażacie taką budowle. Może bardziej ruiny, ale według mnie zachowane w niezłym stanie, a na uwagę zasługuje rozmiar. Dzięki czemu obiekt jest widoczny naprawdę z daleka. Wszystko to wygląda, jakby ktoś z dnia na dzień zaprzestał budowy. Dużym atutem jest zwiedzanie za pomocą aplikacji. Dokładnie opisałam to w tym wpisie. 


Mnie bardzo przekonuje taki surowy klimat, ale jeśli wolicie coś bardziej skomercjalizowanego wybierzcie się do...
  •  Chęcin
W Chęcinach żegnaliśmy ubiegłoroczne wakacje, ale tak naprawdę to wypad na kajaki był głównym punktem programu. Powstanie zamku datuje się na XIII/XIV wiek. Pełnił różne funkcję. Królowa Bona przyjeżdżała tu wypocząć, a nieco wcześniej na terenie zamku przetrzymano jeńców z bitwy pod Grunwaldem. Zwiedzać można samemu, albo z przewodnikiem. Na terenie zamku jest kilka tablic informacyjnych, ale ilość tekstu może zniechęcić. 😀 Jednak Chęciny są fajną opcją na wypad z dziećmi, bo jest tam dużo atrakcji dla najmłodszych, m.in koło fortuny, czy przymierzanie stroju rycerskiego. Bilety kosztują 17/13zł. Dla mnie największym plusem był widok z zamku. No sami zobaczcie.


4. Mniej znane atrakcje
  • Sosna na szczudłach i Busko
W przewodniku po świętokrzyskim nie może zabraknąć chyba mojej ulubionej atrakcji, czyli Sosny na szczudłach. Drzewo ma prawie 100 lat,a od ponad dwudziestu jest uznawane za pomnik przyrody. Sosna jest wyjątkowa ze względu na swoje wystające korzenie. Powstały one w wyniku eksploatacji piasku, niektórym przypominają kończyny pająka,a mnie akurat skojarzyło się z wierzbą z Harrego Pottera. Na żywo robi jeszcze większe wrażenie niż na zdjęciach. Sosna znajduje się w Wełczu, niedaleko Buska. A skoro już o Busku mowa, tam również warto się zatrzymać. My spacerowaliśmy po alei kasztanowej w Parku Zdrojowym, który jest odnowiony i bardzo zadbany. Rok temu sporo tam było jeszcze prac remontowych (w okolicach Parku), więc możliwe że dziś wygląda to jeszcze lepiej. 😊
  • Jezioro Podkowa
A kolejne miejsce, o którym chciałabym wspomnieć, to Jezioro Podkowa w okolicach Pińczowa. Tak naprawdę trafiłam na tą miejscówkę dzięki google maps. Zwiedzaliśmy ją całkiem na dziko, ale w sezonie działa tutaj normalnie kompleks Camp&Rest z domkami na wynajem, prywatną plażą itp. Nam jednak taka wersja bez ludzi, w ciszy o wiele bardziej odpowiada, ale to już na pewno wiecie. Jezioro powstało na terenie byłego kamieniołomu. A widoczki chyba całkiem niezłe? 


5. I na koniec coś dla aktywnych

  • Spływ kajakiem po Nidzie
Bardzo chciałam w tym krótkim przewodniku napisać też kilka słów o spływie kajakowym, na którym byliśmy w sierpniu ubiegłego roku. Taka forma rozrywki chodziła za mną już od dłuższego czasu, ale przez brak doświadczenia trochę się obawiałam. Jednak wyczytałam, że spływ jest naprawdę prosty i nawet amatorzy sobie poradzą. Kajaki zarezerwowałam dzień wcześniej za 90 zł za parę. W cenie dodatkowo jest całe wyposażenie oraz transport kierowców. Nam spływ zajął 3h i było naprawdę pięknie i przyjemnie. Jestem pewna, że w tym roku znów się wybierzemy, może nawet na coś trudniejszego. Szczegółowe informacje znajdziecie pod tym linkiem.

  • Szlak na Łysicę 
Czymże byłby przewodnik bez chociaż jednej górskiej propozycji? Góry Świętokrzyskie mają to do siebie, że są naprawdę dla każdego. Łysicę zdobyliśmy już dwa lata temu i dokładny opis szlaku znajdziecie tutaj. My wystartowaliśmy z miejscowości Kakonin i trasa w obie strony zajęła nam około dwie godzinki, więc to tak idealnie na rozgrzewkę. Po drodze miniemy też przełęcz z ławeczkami i stolikami, nadaje się na szybką kawkę w terenie. 

No i przyznajcie sami, że w tym najmniejszym województwie jest co robić. Sama mam tam jeszcze kilka punktów do odhaczenia, jak chociażby Jaskinia Raj czy Skansen w Tokarni. Świętokrzyskie zdecydowanie da się polubić. 😊


Read more »
o stycznia 14, 2023 9
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Polecany post

Książki w styczniu i lutym

Popularne posty

  • Zwiedzanie zamku w Rabsztynie
     Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, al...
  • No weźże mnie na wycieczkę - pomysły na prezent z okazji Dnia Dziecka [aktualizacja 2023]
     Dzień dziecka zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji, gdzie można by się wybrać ze swoją pociechą, ale nie ...
  • Styczniowe wyprawy
     Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zaw...

Archive

  • ▼  2026 (3)
    • ▼  mar 2026 (1)
      • Książki w styczniu i lutym
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (1)
  • ►  2025 (21)
    • ►  gru 2025 (2)
    • ►  lis 2025 (3)
    • ►  paź 2025 (1)
    • ►  wrz 2025 (3)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  maj 2025 (1)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (2)
    • ►  lut 2025 (1)
    • ►  sty 2025 (2)
  • ►  2024 (25)
    • ►  gru 2024 (2)
    • ►  lis 2024 (2)
    • ►  paź 2024 (2)
    • ►  wrz 2024 (3)
    • ►  sie 2024 (2)
    • ►  lip 2024 (3)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (1)
    • ►  mar 2024 (3)
    • ►  lut 2024 (3)
    • ►  sty 2024 (3)
  • ►  2023 (37)
    • ►  gru 2023 (3)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (2)
    • ►  wrz 2023 (2)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (4)
    • ►  cze 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (4)
    • ►  kwi 2023 (3)
    • ►  mar 2023 (4)
    • ►  lut 2023 (3)
    • ►  sty 2023 (4)
  • ►  2022 (33)
    • ►  gru 2022 (2)
    • ►  lis 2022 (3)
    • ►  paź 2022 (3)
    • ►  wrz 2022 (4)
    • ►  sie 2022 (3)
    • ►  lip 2022 (3)
    • ►  cze 2022 (2)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (2)
    • ►  mar 2022 (3)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (3)
  • ►  2021 (39)
    • ►  gru 2021 (4)
    • ►  lis 2021 (3)
    • ►  paź 2021 (2)
    • ►  wrz 2021 (4)
    • ►  sie 2021 (2)
    • ►  lip 2021 (3)
    • ►  cze 2021 (3)
    • ►  maj 2021 (4)
    • ►  kwi 2021 (4)
    • ►  mar 2021 (3)
    • ►  lut 2021 (4)
    • ►  sty 2021 (3)
  • ►  2020 (5)
    • ►  gru 2020 (5)

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Podróże z książką. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.