Podróże z książką

Z wielu odbytych podróży i pasji do słowa pisanego zrodził się pomysł na bloga. Podróże z książką to miejsce, w którym odnajdziecie zarówno wpisy o tematyce podróżniczej jak i recenzje książek.

Menu

  • Strona główna
  • O mnie

października 14, 2024

Książki we wrześniu

 We wrześniu, po słabych wakacjach, sięgnęłam po swoich ulubieńców. Przeczytałam kolejną część Chyłki, perypetie Kuby Sobańskiego i coś od Collen Hoover. Dodatkowo jedną zamówiłam w ciemno i to też była ciekawa propozycja. Rozgośćcie się! 


1. Obrona

Jakoś tak się ostatnio składało, że miałam sporo wspólnego z Chyłką. Wszystko za sprawą ciąży głównej bohaterki. W tej części wszystko kręci się wokół zbliżającego się porodu. Joanna jednak nie zwalnia tempa i wciąż jest aktywna zawodowo. Do kancelarii przychodzi znana milionerka. Ma konkretną propozycję. Prawnicy mają spróbować wyciągnąć z więzienia niewinnego człowieka. Problem w tym, że odsiaduje już wyrok, a dowody przemawiają za jego winą. Dla Chyłki nie ma rzeczy niemożliwych, dlatego podejmuje to wyzwanie. Jednak powrót do tej sprawy, wielu osobom jest bardzo nie na rękę. Zaczynają się kłopoty i stres. To ostatnie, czego potrzebuje kobieta na końcówce ciąży. W tej części sprawa, którą zajmuje się małżeństwo jest tłem. Mróz bardziej skupia się na relacji przyszłych rodziców. I ja to kupuję! Dosłownie i w przenośni. Naprawdę wzruszyła mnie ta część. Warto było tyle czekać! Daję 9/10. 


2. Piętno diabła

Kuba Sobański siedzi w więzieniu. Odsiaduje wyrok za zabójstwo gwałciciela Soni. A przynajmniej tak to ma wyglądać. Uruchamia wszelkie znajomości, żeby tylko poprawić swoją sytuację. Nie oszukujmy się, prawnik w tym środowisku nie ma łatwo. Dzięki łapówkom, wychodzi po 6 latach. Można by rzec - w nienaruszonym stanie. Nie ma pieniędzy, pracy. Jest za to żądny zemsty. Nie wybaczy Soni tego, że go wystawiła. Ta jednak wyciąga do niego pomocną dłoń. Chce odkupić swoje winy i pomaga mu stanąć na nogi. Prowadzą razem firmę, ale nie rezygnują też ze swojej okrutnej pasji. Wciąż mordują. Sonia jest w Kubie szaleńczo zakochana, a on robi wszystko by ją omamić. Chce uśpić jej czujność i w końcu zabić. Tylko wtedy będzie się czuł bezpiecznie. To trudne, bo Sonia jest niejako jego uczennicą i zna go naprawdę dobrze. Czy Sobański będzie w stanie zabić? Tę którą zna wszystkie sekrety i która jest tak do niego podobna? No całkiem dobre to było. Zakończenie mnie zaskoczyło. Na pewno sięgnę po kolejną część. 8/10.



3. Nie pozwól jej zostać

Joanne jest świeżo upieczoną mamą. Mieszka na przedmieściach i wiedzie szczęśliwe życie z Richardem i córeczką. Joanne myśli powoli o powrocie do pracy, chociaż na część etatu. Rozgląda się za opiekunką dla małej Evie. Richard wspiera swoją żonę, choć nie jest fanem tego pomysłu. Zmienia jednak zdanie, kiedy odzywa się do niego nastoletnia córka. Chloe jest dzieckiem z poprzedniego związku. Ten skończył się, kiedy była żona popełniła samobójstwo. Chloe trafiła wtedy do szpitala psychiatrycznego, a później odsunęła się od ojca. Dała do zrozumienia, że nie akceptuje nowego związku ojca. Teraz sytuacja się zmieniła. Chloe chce się pojednać i poznać przyrodnią siostrę. Wkrótce oferuje pomoc w opiece nad nią. Wszystko to brzmi cudownie, ale relacja macochy i pasierbicy już od samego początku jest skomplikowana. Dziewczyna robi wszystko, żeby skłócić Joanne i Richarda. O dziwo, ojciec praktycznie od razu staje po stronie córki. Sytuacja robi się napięta. Jo żyje w coraz większym strachu, a mąż zaczyna wmawiać jej problemy psychiczne. Jak jest naprawdę? Nie chcę za wiele zdradzać, ale zakończenie daje mocno do myślenia. Kto w tej relacji był naprawdę tym złym? Sami oceńcie. Leci 10/10!

4. Maybe someday 

Życie Sidney zmienia się w ciągu jednego dnia. W swoje urodziny dowiaduje się, że jej wieloletni chłopak zdradzał ją z najlepszą przyjaciółką. To koniec pewnego etapu. Nie ma się, gdzie podziać. Pomaga jej sąsiad, którego niedawno poznała. Wieczorami grywał na gitarze na balkonie, a Sidney stała się jego anonimową fanką. Przynajmniej tak myślała. Jednak Ridge też zwrócił na nią uwagę. Zauważył, że dziewczyna śpiewa do jego piosenek. Sam właśnie przechodził kryzys twórczy i postanowił nawiązać z nią kontakt. Między tą dwójką zawiązuje się przyjaźń. Ridge pomaga Sidney pozbierać się po rozstaniu i utracie przyjaciółki. Ona w zamian pisze teksty do jego piosenek. Z czasem, dziewczyna się zakochuje. Jednak Ridge od lat jest w szczęśliwym związku. Sidney broni się przed tym uczuciem, bo wie jak bardzo boli zdrada. Nie chciałaby nikogo skrzywdzić, ale relacja przyjacielska to dla niej za mało. Jest to lekka lektura na niedzielne popołudnie. Ciekawym i trafnym pomysłem autorki było pozbawienie głównego bohatera słuchu. Jakoś inaczej się odbiera tę historię. Polecam 8/10. 

To która recenzja Was najbardziej zaciekawiła? 



Read more »
o października 14, 2024 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

września 29, 2024

Przewodnik po Władysławowie

Czas na podsumowanie naszych pierwszych wakacji w trójkę! We Władysławowie mieliśmy spędzić tylko część naszego urlopu. Później chcieliśmy pojechać do Olsztyna. Jednak tak nam się spodobało, że zmieniliśmy plany i nie żałujemy. Relacje z wycieczki podzielę na dwa wpisy. Dziś zapraszam na przewodnik po Władysławowie, a niebawem wybierzemy się na Hel.


Władysławowo - co, gdzie, jak

Przy wyborze destynacji, kierowałam się dogodną lokalizacją. Mamy niecałą godzinę do Trójmiasta, czy Helu. Samo zwiedzanie miasteczka zajęło nam dwa dni. Jest kilka atrakcji, które celowo pominęliśmy. Aczkolwiek, gdyby Marysia była większa, pewnie by nam nie przepuściła, ale o tym później. Była pogoda na plażowanie, więc wykorzystaliśmy potencjał tego miejsca. Od czego zacząć?


1. Port i Falochron

Punktem obowiązkowym jest spacer do Portu i Falochronu. W porcie stoi mnóstwo mniejszych i większych łódek. Jest też restauracja, ale jej akurat nie polecam. Jeśli macie ochotę na rejs po Bałtyku, to dobrze trafiliście. My, z racji tego, że byliśmy już po sezonie, mieliśmy ograniczony wybór. Warto podejść dzień wcześniej i sprawdzić, czy w ogóle statki jeszcze wypływają. Nam się udało! Przyznam, że na rejsie konkretnie nas wybujało i kurczowo trzymaliśmy się poręczy. Dla Marysi były to idealne warunki na drzemkę.😇 Rejs trwał godzinę i było bardzo kameralnie, mało ludzi. Za bilety zapłaciliśmy 55zł od osoby. Ulgowe kosztują 45 zł. Można było zapłacić zarówno kartą, jak i gotówką. My korzystaliśmy z firmy ARKUN. Dużą popularnością cieszą się tutaj też motorówki. Taka przejażdżka kosztuje 80 zł, ale to dla fanów sportów ekstremalnych. 😅 

Jeśli chodzi o spacer po Falochronie, to jest to dość długa asfaltowa ścieżka. Nada się na wózek, ale trzeba uważać na nierówności. Na betonowych ścianach znajdują się murale, które przybliżają nieco historię miasta. 

Przyznam, że ta atrakcja bardzo nam się spodobała. Na końcu znajduje się piękna zielona latarnia. Stamtąd rozciąga się piękny widok na Morze Bałtyckie, Hel, czy Dom Rybaka. To miejsce po prostu trzeba odwiedzić. 

2. Plaża i Promenada 

Największą zaletą miasteczka jest dostęp do Morza. My wchodziliśmy wejściem nr 1 przy ul. Hryniewieckiego. Tutaj znajduje się też skwer z pamiątkami i różnymi restauracjami. Chociaż o jedzeniu powiem więcej na końcu.😋 Wchodząc tym wejściem, możemy przejść się drewnianą promenadą. Dla nas to była idealna opcja! Samochód zostawiliśmy na parkingu przy porcie. Jest płatny od poniedziałku do piątku. Gotówka może się tutaj przydać. Jednak jeśli chodzi o plaże, to znaleźliśmy lepszą, w Pucku. Dlaczego? Czytajcie dalej. 👀


3. Dom Rybaka

A teraz coś dla tych, którzy lubią punkty widokowe. Chodźmy do Domu Rybaka. Kiedyś był tu hotel dla wędkarzy, a dziś mieści się tutaj Urząd Miasta i jeszcze kilka innych instytucji. Na 9 piętrze znajduje się taras widokowy. Wstęp kosztuje 11 zł/7 zł ulgowy. Na 7 piętro wjedziemy windą, ale pozostałe dwa musimy pokonać na piechotę. U góry mocno wiało, dlatego część mojej ekipy została na dole. Widok z góry naprawdę robi wrażenie. Zresztą sami spójrzcie. 


4. Aleja Gwiazd i nie tylko

Zobaczyliśmy już najważniejsze punkty w mieście, to teraz pora na luźny spacer. Możemy poszukać np. Alei Gwiazd Sportu. Znajduje się przy ul. Spokojnej. Jest ich tutaj ponad 100. Są poświęcone sportowcom z różnych dziedzin. Gwiazdy są odsłaniane w lipcu, podczas Festiwalu Sportu. Ponadto mamy tu też ciekawy pomnik Korony Himalajów. Rzeźba ma upamiętnić 14 ośmiotysięczników zdobytych przez Polaków. 


Nieco dalej, możemy zatrzymać się na chwilkę przy Fontannie albo wstąpić do kościoła pw. Wniebowzięcia NMP. Nas zaciekawił nietypowy kształt świątyni. Zbudowana jest w kształcie odwróconej łodzi. Kolejnym miejscem, w którym warto zrobić przystanek jest zabytkowy Dworzec Główny. Jest tu alejka spacerowa, kawiarnia, czy Muzeum Figur Woskowych. 

5. Inne atrakcje w mieście

A teraz jeszcze kilka słów o atrakcjach, które mogą spodobać się większym dzieciakom (i ich rodzicom, oczywiście). Tak, jak wspomniałam, przy Dworcu znajduje się Muzeum Figur Woskowych. Z kolei, w pobliżu Domu Rybaka mamy Lunapark Sowiński. Proponuje on ponad 40 różnych atrakcji. Są karuzele, kolejki, diabelskie oko itp. Za wszystko trzeba osobno zapłacić żetonami. We Władysławowie jest też Dom do Góry Nogami. Byłam w takim w Szymbarku, więc raz w życiu wystarczy. Inną, dość mocno rozreklamowaną atrakcją, jest Motylarnia. Ja akurat panicznie boję się ciem, więc to miejsce nie jest dla mnie, ale na pewno mam tu odważnych czytelników. W pobliżu dworca, widziałam też muzeum iluzji. Przyznajcie, że Władysławowo nie jest nudne! Jest kilka miejsc, które idealnie sprawdzi się na niepogodę. 

6. Co zjeść i gdzie?

No wiadomo, że nad morzem, trzeba zjeść rybę! Pierwszego dnia jedliśmy obiad w typowej smażalni. Ja wzięłam łososia, a Mateusz dorsza. Z napojami zapłaciliśmy ok. 130 zł. Ta restauracja to Fishmor. Jest tu sporo stolików, ale podejrzewam że w sezonie obłożenie jest konkretne. Kolejne miejsce, które polecam to Tawerna Flipper. Tu jedliśmy dwukrotnie! 

Tym razem Mati testował halibuta, a ja kotlety z dorsza. Cenowo wyszło podobnie. Jeśli macie ochotę na coś innego, niż ryba, to próbowaliśmy jeszcze burgerów w Burger House. To taki typowy foodtrack ze stolikami na zewnątrz, ale dajemy okejkę! Przy dworcu znaleźliśmy też kawiarnie Mewę, w której jadłam pysznego gofra z kremem pistacjowym! Mam nadzieję, że zrobiłam Wam teraz konkretny apetyt na taką wycieczkę. 😇

7. Gdzie spaliśmy

Najpierw spaliśmy w domu wczasowym Rades. Był to niewielki pensjonat, trochę na uboczu. Standard był w porządku, chociaż minusem dla nas były późne śniadania. Były dostępne od 9 do 10. Dla kogoś była to idealna pora na pierwszą drzemkę. 👀 Nie zależało nam też na lokalizacji blisko plaży, bo nie taki był cel naszej wycieczki.


Później zmieniliśmy lokalizację i spaliśmy w hotelu Nordowi Dwór. Był dużo większy i moim zdaniem ładniejszy. Tuż za rogiem mieliśmy mini zoo. W hotelu była też restauracja i tam jadłam najlepszą kaczkę ever. 😀 Na zewnątrz znajduje się mały plac zabaw. Kto wie, może kiedyś tu wrócimy. Oba noclegi rezerwowałam przez booking. 

8. Atrakcje w okolicy

  • Puck

A co jeśli mamy ochotę na jakąś wycieczkę po okolicy? Możliwości jest cała masa! Na pierwszy rzut, proponuję Puck! Jest tutaj piękne molo, port i bardzo fajna plaża. Ze względu na zatokę, woda jest tu cieplejsza. Do tego wejście do morza jest bardzo łagodne i długie. Aż sama się skusiłam na taką kąpiel. 

  • Rewa

Moją kolejną propozycją jest Cypel Rewski. Już kiedyś tutaj byliśmy, ale teraz podobało nam się zdecydowanie bardziej. To był nasz ostatni dzień nad morzem i pojechaliśmy na zachód słońca. Było magicznie. Co wam będę więcej opowiadać, po prostu sami zobaczcie na zdjęciach! 





  • Dolina Chłapowska

Już na sam koniec wróćmy jeszcze na chwilę do Władysławowa. A właściwie do jego ścisłych okolic. Wybraliśmy się na spacer do rezerwatu przyrody. Konkretnie do Doliny Chłapowskiej. My przeszliśmy tylko jej część, która kończy się wejściem na plaże. Szliśmy kawałek przez las (było trochę stromo), a potem przez drewniany pomost, aż nad morze! Jeśli macie ochotę na dłuższy spacer, szlak zaczyna się w centrum miasta w Chłapowie.


Tyle na dziś! Pomyśleć, że mam do opisania jeszcze przewodnik po Helu. Całkiem intensywne te wakacje. Do napisania. 



Read more »
o września 29, 2024 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

września 20, 2024

Wakacyjne książki

 Było podsumowanie wakacji pod względem spacerów, pora na książki. Tych niestety nie było jakoś dużo przez te dwa miesiące. I właśnie dlatego postanowiłam napisać dłuższy wpis o książkach, które przeczytałam w lipcu i sierpniu, a nie rozbijać to na dwa posty. Mam nadzieję, że jesień będzie bardziej czytelnicza!


1. Zamknięte drzwi

Zaczynam od tej, która najbardziej mi się podobała. Nora Daves jest znanym chirurgiem. Jest też pracoholikiem. Oddaje się swojej pracy, bo chce uciec przed swoją przeszłością. Dlaczego? Otóż jej ojciec jest seryjnym mordercą i odsiaduje wyrok dożywocia. Zabijał młode dziewczyny i odcinał im ręce. Był to jego znak rozpoznawczy, niejako podpis. Od lat próbuje się skontaktować ze swoją córką. Jednak Nora nie odpowiada. Ciężko jej się dziwić. Wkrótce w okolicy pojawia się naśladowca. Giną młode dziewczyny, a ich ciała są pozbawione kończyn. Pierwszą podejrzaną jest właśnie Nora. A przecież chciała tylko ułożyć sobie na nowo życie. Czy to w ogóle możliwe z taką przeszłością? Książka jest podzielona na dwie perspektywy czasowe. Ja osobiście bardzo lubię ten zabieg. Wkręciłam się w tę historię, ale zakończenie mnie nie porwało. Liczyłam na  coś lepszego. Co nie zmienia faktu, że uwielbiam styl tej autorki. 8/10. 


2. Taniec piżmowych szczurów

Ta książka długo leżała u mnie na półce. Tytuł mnie nie zachęcał. Wiktor jest pisarzem. Otrzymuje dziwną propozycję. Pewien mężczyzna, chce mu udostępnić swój dom. Jest na odludziu, z dala od zgiełku miasta. Wiktor mógłby mieszkać w nim za darmo i po prostu pisać. Osobiste problemy pisarza sprawiają, że decyduje się na przeprowadzkę w ciągu jednego dnia. Wkrótce zaczynają nawiedzać go tajemnicze istoty. Próbuje sobie poradzić z tymi nieproszonymi gośćmi i wszystko spisuje. A tymi zapiskami interesuje się tutejsza policja. O co tutaj chodzi? Pisarz rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Poznaje Edytę, kasjerkę w sklepie. Ta opowiada mu o klątwie rzuconej na  miasto. Akcja rozkręcała się powoli i naprawdę myślałam, że nie dotrwam do końca. Najbardziej spodobał mi się sposób narracji. I to by było na tyle z plusów. Ani to straszne, ani śmieszne, ani ciekawe. No nie polecam. 3/10. 


3. Efekt morza

Mam tutaj jakichś fanów podcastów kryminalnych? Jeśli tak, to mam coś dla Was! Historię inspirowaną zaginięciem Iwony Wieczorek. Choć podejrzewam, że nie trzeba być fanem podcastów, aby znać sprawę. Mam wrażenie, że wraca ona co jakiś czas. Lata temu  zaginęła Marta Berg. W poszukiwania zaangażowało się wiele służb, niestety do dzisiaj dziewczyna nie została odnaleziona. Teraz, po takim czasie, pojawia się szansa na zwrot w tej sprawie. W nadmorskim miasteczku znaleziono zwłoki mężczyzny, który może być powiązany z Martą. Śledztwo rusza na nowo. Tym razem do akcji wkracza znany profiler Hubert Meyer. Pomóc na swój sposób próbuje też mama Marty. Niestety zbyt wiele przeszła, by myśleć trzeźwo. Nikt nie bierze jej spostrzeżeń na serio. Historia trochę długo się rozkręcała, ale zakończenie mnie zaskoczyło. Nie znałam wcześniejszych tomów z Hubertem Meyerem. Jednak Bonda mnie nie przekonuje na tyle, aby te braki nadrobić. Dla mnie to takie 6/10. 


4. Krwawy księżyc 

Tutaj miałam podobny problem. Nie znałam żadnej wcześniejszej historii z głównym bohaterem. Tu jest nim Harry Hole. Na szczęście ta niewiedza nie wpłynęła na odbiór jednej i drugiej książki. Choć uczciwie przyznaję, że żadna mnie nie porwała.😅 Harry jest pogrążony w rozpaczy z powodu śmierci żony. Ucieka do Los Angeles. To miasto ma odwrócić jego uwagę od osobistego dramatu. I tak, w pewnym barze, przy szklance whisky poznaje Lucille. To stara aktorka, która ma duże problemy finansowe. Od słowa do słowa, Harry postanawia pomóc starszej kobiecie. Nadarza się okazja, aby zdobyć duże pieniądze. Jeśli detektyw rozwikła sprawę tajemniczych morderstw w ciągu 10 dni, otrzyma sowite wynagrodzenie. Jednak zabójca zdaje się być nieuchwytny. Zakończenie i tzw. modus operandi bardzo mi się podobało, ale nie porwała mnie ta książka. Irytowały mnie też angielskie wstawki w dialogach. Czy jeszcze spotkam się z Harrym? Jeśli tak, to nie za szybko. Daję 6/10. 

No i chyba już widzicie, że te książki w wakacje to takie średnie były. Na szczęście we wrześniu zamówiłam sobie swoje pewniaczki. Będzie lepiej, na pewno!


Read more »
o września 20, 2024 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

września 12, 2024

Wakacyjne spacery

 Dzisiaj mam dla Was wpis o naszych wakacyjnych spacerach. Wybrałam miejsca, o których wcześniej nie wspominałam. Liczę, że ruszycie na wyprawę naszymi śladami! 


1. Staw Wroński

Przy okazji rodzinnego spotkania w Krzeszowicach, podjechaliśmy nad Staw Wroński. Nie pamiętam, kiedy tutaj ostatnio byłam. Z Krakowa dojazd zajmie nam 45 minut. Na miejscu jest bezpłatny parking. Zmieści się tam ok. 10-15 aut.

 Staw kilka lat temu został zrewitalizowany. Pojawiły się tu drewniane pomosty, ławeczki i alejki spacerowe. Spotkaliśmy tu kilku wędkarzy, rodziców z dziećmi na rowerze, pieski i dwa konie. 😀 Oczywiście z właścicielem. Staw nie jest duży, obejście zajmie Wam około 20 minut. Nam wystarczył taki krótki spacer, ale w pobliżu jest zamek Tenczyn i mini zoo. Można to połączyć i wtedy zrobi się z tego już konkretna wyprawa!


2. Zamek Tropsztyn

Na dalszą wycieczkę wybraliśmy się w czasie długiego weekendu. Padło na Zamek Tropsztyn w Wytrzyszcze. Z Krakowa to godzina drogi, w stronę Nowego Sącza. Pod zamkiem znajduje się spory, darmowy parking. Jeśli chodzi o zwiedzanie, to mam trochę mieszane odczucia. Dla turystów zamek jest dostępny tylko w wakacje. Nie znalazłam nigdzie wytłumaczenia dlaczego, ale podejrzewam, że przez remonty.


 Historycznie zachowały się tylko fragmenty murów. Większość to rekonstrukcja i to nieukończona. Za bilety wstępu zapłaciliśmy 20 zł. Ulgowe kosztują 10 zł. Dostaliśmy kartkę A4 z opisem poszczególnych pomieszczeń. Brakowało mi jednak historycznych odniesień. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od sali tortur. Nie ma tu świecących kościotrupów, czy sztucznych pajęczyn. Są prawdziwe dyby, łańcuchy, żelazny fotel itp. Następnie zeszliśmy do lochów. Tu naprawdę można było poczuć zamkowy klimat. W drodze na wieże zamkową mieliśmy do pokonania sporo schodów. Na półpiętrach znajdują się sale zabaw.

 Tak, dobrze czytacie. Jest trampolina, mała zjeżdżalnia, domek dla lalek itp. Nijak ma się to do historii zamku. Aczkolwiek, w przewodniku jest informacja, że ma to być miejsce rekreacyjne, a nie historyczne. I tak jest.

 Na terenie zamku jest też kawiarnia i sklepik z pamiątkami. Zdecydowanie najbardziej podobał mi się widok z tarasu i w ogóle lokalizacja zamku. Czy warto się tam wybrać? Sami zdecydujcie. 


3. Polana Piknikowa na Sikorniku

No, a teraz pora na dwie krakowskie miejscówki. Na pierwszy ogień idzie ta, która bardziej przypadła mi do gustu. Auto zostawiliśmy przy ul. Malczewskiego i stamtąd ruszyliśmy Aleją Waszyngtona. Mieliśmy do pokonania jakieś 3km, w jedną stronę. Trasa jest asfaltowa i w większości w cieniu. Na spacer z wózkiem idealnie! Na Alei znajduje się sporo ławeczek, więc można spokojnie zrobić przerwę. 


Jeśli nie mamy tyle czasu/sił/ochoty, możemy podjechać trochę wyżej i skrócić wycieczkę. Wtedy auto trzeba zostawić na ul. Wodociągowej. Ciekawą atrakcją na trasie są tzw. leśne muszle. To takie specjalne fotele, w których trzeba się rozsiąść i słuchać dźwięków lasu.

 Z Polany rozciąga się piękny widok na Kraków. Sami spójrzcie! Na polanie znajdują się małe drewniane stoliki i ławeczki, niektóre są w cieniu. Można usiąść i delektować się tym pięknym widokiem. To, że Mateusz był tam pierwszy raz pewnie Was nie zdziwi. Ale! Ja też wcześniej nie znałam tego miejsca. Szok! 😀 Cały spacer zajął nam dwie godzinki.



4. Park Tetmajera

I na koniec krakowska nowość. Park leśny Tetmajera. Auto zostawiliśmy na ul. Tetmajera. Przy parku jest malutki parking, na kilka samochodów. Reszta musi zaparkować wzdłuż ulicy. Dla nas było to trochę problematyczne ze względu na wypakowanie się. Punktem centralnym jest Staw Pasternik. 

Podobnie jak, przy Stawie Wrońskim, są tutaj pomosty i alejki spacerowe. Niestety część z nich jest wyłożona drobnym kamieniem i przez to ciężko się spacerowało z wózkiem. Jest tu też duża wiata ze stolikami i ławeczkami, więc można coś przekąsić. Niektórzy rozkładali się na kocyku z jedzeniem, albo planszówkami. W leśnej części parku znajdziemy małe drewniane chałupy. Ma być to nawiązanie do tego, jak kiedyś wyglądała ta okolica. Ten pomysł uważam za mega trafiony! Jednak całościowo ten park jakoś mnie nie przekonał. Kto z Was tam był? Może macie odmienne opinie? Dajcie znać! 


To kiedy idziecie na spacer i gdzie? 😉


Read more »
o września 12, 2024 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

sierpnia 25, 2024

Tatry z dzieckiem

 Za nami pierwszy wyjazd z Marysią w góry! Nastawiłam się na spacery w wózku, ale finalnie wygrała chusta. Tras asfaltowych w górach jest jak na lekarstwo, ale może to i dobrze. Udało nam się zaliczyć dwie dolinki. Co ciekawe, dla nas to też był pierwszy raz w tych miejscach. Jesteście ciekawi, o jakie miejsca chodzi? To zapraszam do lektury. 




1. Dolina Strążyska

Pierwszego dnia za cel obraliśmy Dolinę Strążyską. Droga minęła nam bardzo spokojnie i stosunkowo szybko. Zaparkowaliśmy na dużym parkingu przy ul. Strążyskiej. Za cały dzień zapłaciliśmy 30 zł. Płatność tylko gotówką. Przy wejściu na szlak jest kilka restauracji, czy sklepików z pamiątkami. Dojeżdżają tutaj też busy. Wchodząc do parku narodowego, trzeba mieć bilet. Można go kupić albo w kasie, albo online. Cena biletu normalnego to 10zł, ulgowy kosztuje 5zł.  Dolinka liczy trochę ponad 4km.

 Nam przejście wraz z odpoczynkiem zajęło niecałe 3 godzinki. Na początku idzie się bardzo przyjemnie, przez las. Różnica wzniesień to ok. 150 metrów i dopiero pod koniec trzeba będzie troszkę podejść pod górę. Jednak widoki będą nam wynagradzały, bo na wyciągnięcie ręki (prawie) będzie Giewont!


 Trasa jest głównie po płaskim, ale to szutrowo-kamienista droga. Często te kamienie były duże i wystające. Moim zdaniem, mimo że dolinka jest krótka, nie nadaje się na spacer z wózkiem. Na pewno nie w gondoli, z takim maluszkiem. Na Polanie Strążyskiej znajduje się bufet, więc można tutaj coś przekąsić. Jest sporo stolików z ławeczkami, ale w sezonie może braknąć miejsca. 

My byliśmy w środku tygodnia i ledwo znaleźliśmy coś wolnego. Polana może być przystankiem w drodze na Giewont. Możemy też stamtąd udać się do wodospadu Siklawica. Dla nas to był jednak koniec wycieczki. Wróciliśmy tym samym szlakiem, prosto na parking. Trasa jest w większości w cieniu. To idealny pomysł na początek przygody z górami. Byliście już tutaj? Dla mnie i Mateusza to był pierwszy raz. Aż dziwne! 😀

2. Dolina Białego

Drugiego dnia planowaliśmy jakąś trasę na Słowacji, ale jednak zostawiamy ją na przyszły raz. Myślałam o spacerze wokół Jeziora Szczyrbskiego, albo wycieczce do Bufetu Rohackiego. Stanęło na Dolinie Białego, w Polsce. Tutaj też nas jeszcze nie było. Zaparkowaliśmy pod Wielką Krokwią. Parking opłaciliśmy w parkomacie. Wzięliśmy bilet na 3.5h i czasowo wyszło idealnie. Mateusz zapłacił za parking 20 zł. Przy skoczni znajduje się mnóstwo straganów z pamiątkami. Sami zaopatrzyliśmy się w chustkę dla Marysi. Na początku trzymaliśmy się czarnego szlaku, idąc wzdłuż skoczni. Jest to dość wąski i kamienisty odcinek. Potem weszliśmy już na szeroką, leśną ścieżkę. I tak, po 10 minutach, doszliśmy do kas. Na początku szliśmy wzdłuż potoku, żółtym szlakiem.

 Sama nazwa dolinki, to dokładnie Dolina Białego Potoku. Na trasie było sporo drewnianych mostków. Inną ciekawą atrakcją jest wejście do sztolni. Kiedyś poszukiwano tutaj uranu.

 Trasa jest przyjemna, a różnica wzniesień to ok. 170 metrów. My doszliśmy do wodospadu i stamtąd zawróciliśmy. Tuż przed nim, znajduje się dość stromy i kamienisty odcinek. Naprawdę trzeba było uważać. Dlatego tej trasy też nie polecam na spacer z wózkiem. Spod wodospadu można iść dalej, np. do Drogi nad Reglami. 

My zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i zawróciliśmy. Całość zajęła nam troszkę ponad dwie godzinki. Przy skoczni zdążyliśmy jeszcze wypić kawę, zanim parking nam się skończył.  Ten spacer podobał mi się bardziej, bo było zdecydowanie mniej ludzi na szlaku. Poza tym trasa wydawała się ciekawsza. Polecam i Wam. 

Co jeszcze?

Potem podjechaliśmy na Przełęcz nad Łapszankę. Chcieliśmy polatać trochę dronem, bo to miejsce jest naprawdę piękne i dostępne dla każdego. Efekty poniżej. 


Gdzie jeść i gdzie spać?

W drodze powrotnej standardowo zjedliśmy w Karczmie pod Dębem. Pierwszego dnia, jedliśmy w Karcmie Muzykancko w Poroninie. Było w porządku, więc polecamy dalej. Jednak to nie jedzenie nas zachwyciło, a nocleg. Dawno nie spaliśmy w tak pięknym miejscu. Mały drewniany pensjonat na odludziu. To Willa Adamówka. Za nocleg ze śniadaniem zapłaciliśmy troszkę ponad 200 zł. I już wiem, że na pewno tam wrócimy.

Mam sporo przemyśleń po naszej pierwszej podróży z Marysią. Po pierwsze, jak fajnie jest pokazywać Jej miejsca, które sama cenię. Po drugie, że naprawdę niezły z niej kompan. A po trzecie, że takie podróże uczą cierpliwości. Od zaparkowania do wyjścia na szlak schodziło nam minimum 30 minut. Nie cisnęliśmy też dalej, typu na Siklawice czy Sarnią Skałę. To miało być przetarcie szlaków i tak było. No i po czwarte, jak dobrze zmienić na chwilę otoczenie. Pora pakować się na kolejny wyjazd! Do napisania. 😊






Read more »
o sierpnia 25, 2024 4
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Polecany post

Książki w styczniu i lutym

Popularne posty

  • Zwiedzanie zamku w Rabsztynie
     Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, al...
  • No weźże mnie na wycieczkę - pomysły na prezent z okazji Dnia Dziecka [aktualizacja 2023]
     Dzień dziecka zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji, gdzie można by się wybrać ze swoją pociechą, ale nie ...
  • Styczniowe wyprawy
     Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zaw...

Archive

  • ▼  2026 (3)
    • ▼  mar 2026 (1)
      • Książki w styczniu i lutym
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (1)
  • ►  2025 (21)
    • ►  gru 2025 (2)
    • ►  lis 2025 (3)
    • ►  paź 2025 (1)
    • ►  wrz 2025 (3)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  maj 2025 (1)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (2)
    • ►  lut 2025 (1)
    • ►  sty 2025 (2)
  • ►  2024 (25)
    • ►  gru 2024 (2)
    • ►  lis 2024 (2)
    • ►  paź 2024 (2)
    • ►  wrz 2024 (3)
    • ►  sie 2024 (2)
    • ►  lip 2024 (3)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (1)
    • ►  mar 2024 (3)
    • ►  lut 2024 (3)
    • ►  sty 2024 (3)
  • ►  2023 (37)
    • ►  gru 2023 (3)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (2)
    • ►  wrz 2023 (2)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (4)
    • ►  cze 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (4)
    • ►  kwi 2023 (3)
    • ►  mar 2023 (4)
    • ►  lut 2023 (3)
    • ►  sty 2023 (4)
  • ►  2022 (33)
    • ►  gru 2022 (2)
    • ►  lis 2022 (3)
    • ►  paź 2022 (3)
    • ►  wrz 2022 (4)
    • ►  sie 2022 (3)
    • ►  lip 2022 (3)
    • ►  cze 2022 (2)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (2)
    • ►  mar 2022 (3)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (3)
  • ►  2021 (39)
    • ►  gru 2021 (4)
    • ►  lis 2021 (3)
    • ►  paź 2021 (2)
    • ►  wrz 2021 (4)
    • ►  sie 2021 (2)
    • ►  lip 2021 (3)
    • ►  cze 2021 (3)
    • ►  maj 2021 (4)
    • ►  kwi 2021 (4)
    • ►  mar 2021 (3)
    • ►  lut 2021 (4)
    • ►  sty 2021 (3)
  • ►  2020 (5)
    • ►  gru 2020 (5)

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Podróże z książką. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.