Podróże z książką

Z wielu odbytych podróży i pasji do słowa pisanego zrodził się pomysł na bloga. Podróże z książką to miejsce, w którym odnajdziecie zarówno wpisy o tematyce podróżniczej jak i recenzje książek.

Menu

  • Strona główna
  • O mnie

grudnia 11, 2025

Lodowa Świątynia i opis szlaku na Hrebienok

W dorosłości trzeba się nieźle nakombinować, żeby dograć termin spotkania. Za dzieciaka to wszystko było łatwiejsze. No, ale nie oszukujmy się, czasu było mnóstwo. No i niekoniecznie wtedy chciałam jeździć w góry i to jeszcze z własną Mamą! Teraz trochę się pozmieniało i takie górskie wypady planujemy z dużym wyprzedzeniem. Potem trzeba jeszcze trzymać kciuki za pogodę i zdrowie. A także chęci! Bo jak się okazało, dzień przed wycieczką żadna z nas nie miała ich za wiele. Jak dobrze, że jednak nie odwołałyśmy! Mam dla Was relację z wyjścia na Hrebienok, z wizyty w Lodowej Świątyni i spacerku do Rainerowej Chaty. Gotowi? 



1. Dojazd i parking

My postanowiłyśmy wystartować ze Starego Smokowca. W normalnych warunkach to 2.5 jazdy z Krakowa, ale po świeżych opadach śniegu ta trasa zajęła nam dłużej. Warunki po słowackiej stronie były ciężkie. Drogi były nieodśnieżone, było ślisko. Miejcie to na uwadze, jeśli wybieracie się tam niebawem. Przy wejściu na szlak jest kilka parkingów. Jeden z nich był już wypełniony po brzegi. Możecie spróbować zaparkować przy Kościele NMP w Starym Smokowcu. Opłata za cały dzień to 15 euro. Najlepiej zapłacić gotówką, ale widziałam też automat do płatności kartą.  


2. Trasa Stary Smokowiec - Hrebienok

Mamy do wyboru kilka opcji. Najpopularniejszą jest spacer zielonym szlakiem, który według tablic trwa około 50 minut. Ciekawym rozwiązaniem jest wjazd kolejką. Trasa trwa niecałe 5 minutek, a kosztuje w jedną stronę ok. 11 euro. Można zaoszczędzić kupując bilety online. Niestety nie powiem Wam, ile dokładnie, bo my nie korzystałyśmy z tej opcji.



 I weszłyśmy na górę jeszcze inaczej. A mianowicie, szłyśmy wzdłuż torów. Ta trasa miała swoje plusy i minusy. Oprócz kolejki, to chyba najszybszy sposób. Zajęło nam to mniej niż 40 minut. Ludzi była garstka. No i minus był taki, że ścieżka nie była zbyt wydeptana. Ja Wam jednak polecam taki wariant, bo było po prostu kameralnie. Mogłam w spokoju popstrykać fotki, bez tłumów, które były u góry. Jedynym utrudnieniem był ten śnieg, ale poza tym przyjemnie. 


3. Tatrzańska Świątynia - informacje praktyczne

Na Hrebienoku znajduje się Lodowa Świątynia. Ta nietypowa atrakcja ma zachęcić turystów do odwiedzenia tego miejsca. I muszę przyznać, że cel osiągnięty! Ja o tym miejscu dowiedziałam się już kilka lat temu właśnie od mojej mamy. Trochę się zbierałam, aby w końcu sprawdzić na żywo. O co zatem tyle hałasu?


 Od 13 lat w celu promowania regionu, ale też nawiązując do historycznych wydarzeń, turyści mogą wejść do lodowej świątyni. Jest to duży namiot, a w środku znajdują się przeróżne figury, budowle wykonane z lodu. Co roku, temat przewodni jest inny. W tym roku motyw to dwóch papieży. Największa budowla ma przypominać Bazylikę Laterańską. Do budowy wykorzystano ponad 200 ton lodu. 


W tamtym roku można było zobaczyć Wawel i kościół św. Wojciecha, a dwa lata temu Opactwo Westminster. W środku znajdują się też tablice informacyjne, ale większość jest jednak zainteresowana zdjęciami i filmikami. Co ważne, wejście jest bezpłatne. 


Jednak, aby trochę ograniczyć tłumy, obowiązuje limit osób w środku. My czekałyśmy w kolejce jakieś 10 minut. Samo zwiedzanie zajęło nam niewiele więcej, ale to właśnie ilość ludzi nas trochę przepędziła. Moim zdaniem, Tatrzańska Świątynia jest fajną atrakcją na zobaczenie przy okazji. Gdybym pojechała tam tylko w tym celu, wróciłabym rozczarowana. Dlatego my, wyruszyłyśmy dalej. W poszukiwaniu przygód. 😀


3. Trasa  Hrebienok- Blikova Chata- Wodospady Zimnej Wody  - Rainerowa Chata

Mama oczywiście namówiła mnie na ciąg dalszy. Dlatego po wizycie w świątyni, wybrałyśmy się najpierw do Wodospadów Zimnej Wody. Prowadził nas zielony szlak, a znaki pokazywały, że to tylko 20 minut. Na początku minęłyśmy klimatyczną Blikovą Chatę. 



Serio, wystrój już na zewnątrz wyglądał bardzo zachęcająco. Potem do pokonania był dość trudny fragment po schodach. Niestety śnieg sprawił, że było trochę ślisko. Przez chwilę się nawet zastanawiałam, czy iść dalej. Na tym odcinku przydałyby się raczki. Pod sam wodospad nie podeszłyśmy, ale zrobiłyśmy pamiątkowe foto i poszłyśmy dalej. 


Tym razem w stronę Rainerowej Chaty. Trzymałyśmy się zielonego szlaku i znów do pokonania było jakieś 20 minut. Po drodze odbiłyśmy kawałek i tu już udało się podejść pod wodospad w dolinie Zimnej Wody. 


Weszłyśmy na metalowy mostek, a widoki stamtąd były piękne. Po chwili spokojnego marszu byłyśmy już przy chacie. W środku można kupić chyba tylko ciepłe napoje i jakieś przekąski, ale nie ma tu dań obiadowych.


 My usiadłyśmy na zewnątrz i delektowałyśmy się herbatą z termosu. Obowiązkowy punkt na zimowej wycieczce górskiej. Co ciekawe, Rainerowa Chata jest najstarszym schroniskiem w Tatrach. Kilka pamiątkowych fotek i trzeba było iść dalej, aby nie zmarznąć. 



4. Trasa Rainerowa Chata-Hrebienok-Stary Smokowiec

Z Chaty na Hrebienok wracałyśmy czerwonym szlakiem. Jest to główny szlak w Tatrach, tzw. magistrala tatrzańska. Ten odcinek był bardzo przyjemny, praktycznie po płaskim. W tle było słychać jeszcze szumiące wodospady, a przed nami piękne zimowe krajobrazy. Do schroniska dotarłyśmy w jakieś 20 minut. 


Planowałyśmy do Smokowca zjechać kolejką. Niestety okazało się, że musiałybyśmy czekać 30 minut na przejazd. Stwierdziłyśmy, że tyle to nam zajmie zejście na nogach. Inną ciekawą opcją jest zjazd na sankach po torze saneczkowym. Można zjechać na swoich, albo wypożyczonych. Koszt wypożyczenia to około 12 euro. Sanki są drewniane i dwuosobowe. Mama mnie namawiała, ale trochę się bałam. 😂 


 Tym razem schodziłyśmy zielonym szlakiem, a obok nas zjeżdżali właśnie saneczkarze. Pod koniec były fragmenty, gdzie droga się rozdzielała. Osobno dla sanek, osobno dla pieszych. Jeśli chodzi o tor, to nie było bardzo stromych odcinków. Także teraz już bym pewnie zjechała, jak wiem, jak to wygląda. I faktycznie, zejście zajęło nam 35 minut, a cała wycieczka wliczając odpoczynek 3 godzinki. Zarówno na Hrebienoku oraz w Smokowcu są restaurację, więc w razie wilczego głodu, dacie radę. Powrót na szczęście w lepszych warunkach, a w domu czekał na nas domowy kebab autorstwa Mateusza. Cudny dzień! 



I przy okazji, w tym tygodniu świętuję 5-lecie istnienia bloga. Dzięki, że czytacie. 😉


Read more »
o grudnia 11, 2025 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

grudnia 05, 2025

Książki w listopadzie

Rok powoli się kończy, więc nieco przyśpieszyłam z czytaniem książek. Wciąż jeszcze czytam swoje łupy z Targów Książki, a do tego dostałam kilka w prezencie. Jak wyrobię się z przeczytaniem wszystkiego do 31 grudnia, to będzie duży sukces. Dam znać! Jaki był czytelniczy listopad? Bardzo różnorodny! Był świetny thriller, ciekawy poradnik i małe rozczarowanie.


1. Smakosz

Zacznijmy dziś od książki, która wypadła najsłabiej. Miałam duże oczekiwania. Chyba też względem siebie i swojego odbioru. Książkę otrzymałam w BookTourze. Do tej pory wszystkie osoby przede mną były tą historią rozczarowane. I przez to miałam wielkie nadzieje, że znajdę w niej coś dobrego, coś żeby trochę odmienić to kiepskie wrażenie. Niestety, najbardziej podobała mi się oprawa graficzna książki. A dokładnie, cytaty na początku każdego rozdziału. Przy każdym chwilę się zatrzymywałam. W Central Parku zaczynają ginąć młode kobiety. Szybko, dla nowojorskiej policji, ta sprawa staje się priorytetowa. Morderca budzi postrach. Każdej ofierze wycina jakiś fragment ciała i traktuje jako swoje trofeum. To sprawia, że opinia publiczna nadaje mu przydomek "Smakosza". Śledztwo prowadzi komisarz Davis, który jest bardzo oddany sprawie. Zaniedbuje swoją żonę, która stara się być wyrozumiała, ale wszystko ma swoje granice. W relacji zaczyna wkradać się jakaś tajemnica i nerwowość. Na komisariacie plotkuje się o słabej skuteczności komisarza. Dlatego, tym bardziej chce odnaleźć zabójcę. A prawda jest bliżej, niż myśli. Sam pomysł na historię jest ciekawy. Niestety wykonanie jest kiepskie. Domyśliłam się rozwiązania jakoś w połowie książki i brakowało mi wątku wyroku. Irytowały mnie płytkie dialogi i niepotrzebne wprowadzanie niektórych postaci. Dużo powtórzeń sprawiało, że książka traciła na jakości. Tak, jakby została napisana na szybko. Mnie nie porwała, choć bardzo chciałam wpaść w sidła tego Smakosza. 4/10


2. Tarocista

Zawsze przy książkach w ramach współprac, mam lekkie obawy. Co jeśli książka okaże się słaba? Nie lubię pisać negatywnych opinii, bo sama źle znoszę krytykę. Pewnie, jak większość ludzi. Przyznam, że na recenzję tej książki zdecydowałam się ze względu na autora. Stosunkowo niedawno dowiedziałam się, że Jakub Rutka, to również podcaster. A ja podcasty kryminalne kocham od dobrych kilku lat. Zupełnie inaczej mam z tarotem. Nie znam się, nigdy nie miałam do czynienia. Czy to przeszkadzało? Absolutnie! 6 grudnia. Mikołajki. Nie da się już nie czuć świątecznego klimatu. Dzieciaki odpakowują prezenty i cieszą się świątecznym czasem. Tak właśnie miało być też w domu małej Zosi. Niestety jej mama, Martyna Kucharska, nigdy nie dociera do córki. Zostaje zamordowana. Sprawca zadał jej niewiele ciosów, ale zbrodnia wygląda na zaplanowaną. Usta ofiary były zaszyte. Morderca zostawił po sobie kartę tarota. O zabójstwie szybko robi się głośno. Śledczy próbują ustalić profil sprawcy, ale również powiązanie z tarotem. Co z tym wspólnego miała zwykła księgowa? Policjanci biorą pod lupę wróżbitę, który był klientem Kucharskiej. Ignorują symbolikę kart. Na szczęście, nie robi tego główny bohater, Jacek Gadowski. Jacek jest podcasterem. Ma swoją audycję w radiu, ale prężnie działa też w social mediach.  Widzowie naprowadzają go na kolejnego wróżbitę. Zaczyna prowadzić własne dochodzenie. Tarocista jest powiązany z Domem złym. Mimo to, nie przeszkadzało mi to, w odbiorze tej historii. Powiedziałabym raczej, że Tarocista na tyle mnie zaciekawił, że chętnie przeczytałabym pierwszą część. Ciekawe dialogi, charakterne postacie, pomysłowe zakończenie. Dla mnie, jedna z lepszych, jakie miałam przyjemność recenzować. Brawo i czekam na więcej! 9/10. 


3. Pozwól im

Mam taką zasadę. Nigdy nie sprzedaję książek, które dostaje w prezencie. Staram się też o każdą książkę dbać. Tutaj zrobiłam wyjątek, bo podkreśliłam niektóre fragmenty. Ostatni raz zrobiłam to chyba jakieś 5 lat temu. Dałam sobie też trochę czasu po lekturze, żeby przemyśleć, co ja naprawdę o niej uważam. Dużo dobrych opinii przeczytałam o tym, że ta książka dużo zmienia. Ja natomiast mam dystans do takich poradników i czytam je naprawdę rzadko. Powiem więcej, sama bym na pewno sobie tej książki nie sprawiła. Jednak nie mogę powiedzieć, że to był zmarnowany czas. Wręcz przeciwnie. Dla mnie, najbardziej odkrywczym rozdziałem był ten poświęcony przyjaźni w dorosłości. Mel Robbins wyjaśnia, czym jest tzw. wielkie rozproszenie w tym kontekście. Do czasów licealnych spędzaliśmy z przyjaciółmi naprawdę dużo czasu. Lekcje, wspólne treningi, weekendowe posiadówki. Do tego kontakt smsowy i online. Życie towarzyskie kwitło.  Przyszły studia i podtrzymywanie kontaktu stawało się coraz trudniejsze. Każdy wybrał swoją drogę. Do tego dochodzili też nowi ludzie, nowe kontakty. Według Robbins istnieją trzy filary przyjaźni - bliskość, timing i energia. Cały ten rozdział o przyjaźniach dał mi dużo do myślenia. Ba, myślę że pozwolił zrozumieć dlaczego jedna z relacji umarła. Podobało mi się też jej podejście do nazewnictwa - nie ma czegoś takiego jak najlepszy przyjaciel. Po co to stopniować? Jest po prostu przyjaciel i tyle. Do mnie to naprawdę przemawia. Choć w trakcie lektury zaczęłam się też zastanawiać, czy ktoś, kto przestał być przyjacielem, rzeczywiście nim kiedyś był? Miałam za to trochę uwag w czasie czytania o motywowaniu innych do zmian. Nie ze wszystkimi tezami autorki się zgadzam i wydaje mi się, że momentami całe to podejście jest zbyt idealistyczne. Na pewno książka uczy, jak stawiać granice, dbać o siebie, przestać mieć duże oczekiwania w stosunku do innych. I myślę, że po lekturze będę nad tym pracować. Szkoda, że dodatek dla rodzica, jest tylko w wersji online. Dużym plusem jest autentyczność, bo Mel i jej rodzina naprawdę sporo przeszła. Ode mnie 7/10. Jak na poradnik naprawdę całkiem niezła! 


4. Szum

Na koniec recenzja książki, która mnie pozytywnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się za wiele, a jednak mnie wciągnęła. Ethan jest agentem specjalnym. Przyjeżdża do tajemniczego miasteczka. Ma do wykonania misję. Musi odnaleźć innych agentów. To jego pierwsza myśl, kiedy odzyskuje świadomość po wypadku. Niestety w mieście nikt o nich nie słyszał, a sam Ethan nie może przypomnieć sobie wszystkich szczegółów. Jego sytuację utrudnia też brak rzeczy osobistych. Nikt z mieszkańców nie wierzy w to, że jest agentem specjalnym. I to bez grosza przy duszy. Na początku trafia na życzliwe osoby, które oferują mu pomoc, ale po czasie tracą do niego zaufanie. Szeryf policji nic nie wie o jego tajnej misji. Sam też gra na zwłokę i zwodzi Ethana. Ten jednak nie ustaje w poszukiwaniu prawdy. Atmosfera się zagęszcza, kiedy odkrywa że mieszkańcy miasteczka mają jakiś mroczny sekret. A jego odkrycie może sprowadzić na Ethana prawdziwe kłopoty. Historia momentami mocno zakręcona, dla mnie aż za bardzo, ale generalnie czytałam z zaciekawieniem do samego końca. Na podstawie tej książki powstał też serial. Kto wie, może kiedyś zerknę. 7/10


Do napisania! 

Read more »
o grudnia 05, 2025 0
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Komentarze (Atom)

Polecany post

Lodowa Świątynia i opis szlaku na Hrebienok

Popularne posty

  • No weźże mnie na wycieczkę - pomysły na prezent z okazji Dnia Dziecka [aktualizacja 2023]
     Dzień dziecka zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji, gdzie można by się wybrać ze swoją pociechą, ale nie ...
  • Styczniowe wyprawy
     Z pierwszego miesiąca w roku staram się wycisnąć jak najwięcej pod względem podróżniczym, bo wyczuwam że luty i marzec mogą mnie trochę zaw...
  • Zwiedzanie zamku w Rabsztynie
     Przyszła pora podsumować kolejną wycieczkę. Tym razem zapraszam Was do zamku! Wybór padł na Rabsztyn. Już kiedyś próbowałam go zwiedzić, al...

Archive

  • ▼  2025 (21)
    • ▼  gru 2025 (2)
      • Lodowa Świątynia i opis szlaku na Hrebienok
      • Książki w listopadzie
    • ►  lis 2025 (3)
    • ►  paź 2025 (1)
    • ►  wrz 2025 (3)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  maj 2025 (1)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (2)
    • ►  lut 2025 (1)
    • ►  sty 2025 (2)
  • ►  2024 (25)
    • ►  gru 2024 (2)
    • ►  lis 2024 (2)
    • ►  paź 2024 (2)
    • ►  wrz 2024 (3)
    • ►  sie 2024 (2)
    • ►  lip 2024 (3)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (1)
    • ►  mar 2024 (3)
    • ►  lut 2024 (3)
    • ►  sty 2024 (3)
  • ►  2023 (37)
    • ►  gru 2023 (3)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (2)
    • ►  wrz 2023 (2)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (4)
    • ►  cze 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (4)
    • ►  kwi 2023 (3)
    • ►  mar 2023 (4)
    • ►  lut 2023 (3)
    • ►  sty 2023 (4)
  • ►  2022 (33)
    • ►  gru 2022 (2)
    • ►  lis 2022 (3)
    • ►  paź 2022 (3)
    • ►  wrz 2022 (4)
    • ►  sie 2022 (3)
    • ►  lip 2022 (3)
    • ►  cze 2022 (2)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (2)
    • ►  mar 2022 (3)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (3)
  • ►  2021 (39)
    • ►  gru 2021 (4)
    • ►  lis 2021 (3)
    • ►  paź 2021 (2)
    • ►  wrz 2021 (4)
    • ►  sie 2021 (2)
    • ►  lip 2021 (3)
    • ►  cze 2021 (3)
    • ►  maj 2021 (4)
    • ►  kwi 2021 (4)
    • ►  mar 2021 (3)
    • ►  lut 2021 (4)
    • ►  sty 2021 (3)
  • ►  2020 (5)
    • ►  gru 2020 (5)

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Podróże z książką. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.